IX I PROMISE

JUSTIN’S POV

-Olivia.. –powiedziałem i rozszerzyłem kąciki ust. Podbiegła do mnie i natychmiast rzuciła mi się na szyję, a ja trzymałem ją w moich objęciach. Nie puściłem jej ani na chwilę. Słyszałem jedynie jak cicho płacze. Czułem, że to jedna wielka nagroda za to co przeżyłem przez ostatnie parę tygodni.
-Justin… - powtórzyła i wciąż się we mnie wtulała.Ścisnąłem ją mocniej i lekko ucałowałem czubek jej głowy. Ochroniarz odszedł nieco w tył, więc złapałem Olivię za ramiona, a po chwili delikatnie odsunąłem od siebie. Jej twarz pokryta była łzami. Odgarnąłem jej włosy za ucho i splotłem ze sobą nasze palce, a potem ucałowałem jej dłoń.
-Tęskniłam za tobą –powiedziała, oplatając ręce na mojej szyi.
-Ja za tobą też. –lekko musnąłem jej usta – bardzo za tobą tęskniłem. –przysunąłem się do niej, chwytając jej twarz w dłonie, po czym złączyłem nasze wargi. Pomiędzy delikatnymi muśnięciami, wymawialiśmy swoje imię. Każdy dotyk z jej strony powodował lekkie drżenie mojego rozpalonego ciała. Napieraliśmy na siebie z trudem łapiąc oddech. Parę sekund później wysunąłem język do jej ust, czekając aż ona zrobi to samo. W końcu nasze języki przepychały się. Złapałem za dolną część ciała Olivii, na co cicho jęknęła, szarpiąc za moje końcówki. Lekko poruszała biodrami, a z każdym kolejnym poruszeniem czułem coraz większą determinację  i namiętność z jej strony. To była chwila dla której zniosłem to wszystko i dla której się nie poddałem. Ona była dla mnie całym światem, tak bardzo chciałem pójść z nią teraz w odosobnione miejsce, nie  przejmując się niczym.
-Wyjdźmy stąd, Justin… -szepnęła nie odrywając od siebie naszych ust. Nie przerywając pocałunku uśmiechnąłem się i chwyciłem za jej talię.
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, skarbie…-mruknąłem sensualnie i zszedłem pocałunkami do jej czułego miejsca , czyli do szyi. Przejechałem po niej wargami parę razy, a następnie lekko zmoczyłem językiem to miejsce. Patrzyłem kątem oka jak moja dziewczyna rozpływa się i jak powoli się rozluźnia. To była dla mnie satysfakcja, która zaprowadziła mnie do dalszego sprawiania jej przyjemności. Moje usta znalazły się przy dekolcie. Gdy go dotknąłem, odchyliła głowę w tył i pociągnęła za moje włosy. Potem spojrzała na mnie seksownym wzrokiem i popchnęła na ścianę. Musnęła delikatnie moje usta, a gdy miałem zamiar odwzajemnić pocałunek, Olivia przesunęła opuszkami palców po moim uchu. Sekundę później energicznie przygryzła jego płatek. Jęknąłem jej imię, ściskając ją mocniej w pasie, po czym zjechałem na dół, siadając na podłodze. Ona rozkraczyła się na mnie i delikatnie wsunęła swoją dłoń pod moją bluzkę, powodując u mnie drżenie. Złapałem za jej biodra, a dziewczyna lekko nimi poruszyła.
-Pragnę cię, Justin… -wymamrotała lekko słyszalnie i znowu wpiła się w moje wargi. Ssąc delikatnie jej usta, odpowiedziałem cicho:
-Ja ciebie też, ale.. –nie dokończyłem, bo Olivia pogłębiła pocałunek, wędrując swoimi dłońmi niżej, wciąż nie wyciągając ich spod mojej koszulki. Gdy zaczęła się bawić moim rozporkiem spodni, przesunąłem moją rękę z jej talii na jej dłoń i zabrałem ją z miejsca gdzie się znajdowała.
-Wiesz, że nie możemy. –wysapałem i oparłem swoje czoło o jej. Pokiwała głową, zamykając oczy i przysunęła się bliżej mnie.
-Masz rację, przepraszam. –spojrzała na mnie ze smutkiem, po czym blado się uśmiechnęła i wstała, otrzepując się z kurzu. Ja również podniosłem się z podłogi, a potem objąłem ją delikatnie w pasie.
-Kiedy stąd wyjdę..-pochyliłem się nad nią i szepnąłem – będziemy już mogli. – szyderczo się uśmiechnąłem, na co Olivia zawstydziła się.
-Justin… -wymamrotała z zakłopotaniem i uśmieszkiem na ustach.
-No co? – spytałem żartobliwie. Nie odpowiedziała mi, a zamiast tego uderzyła lekko w ramię.Potem schowała głowę w mojej bluzce oraz ściskała opuszkami palców moją klatkę piersiową.
-Cieszę się ,że tu przyszłam. –spojrzała do góry, jednocześnie napotykając się na mój wzrok. – Bałam się, wiesz? – dokończyła cicho, znowu spoglądając w dół i powoli puszczając się mnie.
-Czego się bałaś, kotku? – zapytałem i złapałem ją za podbródek, a następnie skierowałem jej wzrok w moją stronę, przysuwając się do niej.
-Um… nieważne. – niepewnie się uśmiechnęła i znowu opuściła głowę w dół. Ścisnąłem lekko jej dłoń i spojrzałem w jej pełne smutku oczy.
-Czego się bałaś? –ponowiłem pytanie,a następnie musnąłem jej policzek. Przełknęła  głośno ślinę i popatrzyła na swoją bluzkę, zaczynając nerwowo bawić się rękawem bluzy.
-Że… - ściszyła głos – że nie będziesz chciał ze mną rozmawiać. – odeszła nieco dalej, stając ode mnie w bezpiecznej odległości.
-Naprawdę myślisz, że mógłbym…
-Tak- odpowiedziała szybciej niż zdążyłem dokończyć zdanie. Podszedłem do niej i przejechałem palcem po jej włosach.
-Nie masz się czego bać. Nigdy bym tak nie zrobił. – uśmiechnąłem się, a potem czekałem aż ona zrobi to samo. Jednak Olivia pozostała smutna. –Co jest? –zapytałem ze zdziwieniem wyczuwalnym w moim głosie.
-Nic. –próbowała rozszerzyć kąciki ust, ale za bardzo się trzęsła by to zrobić. Zauważyłem, że oczy zaczęły robić się czerwone, a ona przechyliła głowę w tył.
-Powiedz mi, proszę –podszedłem bliżej niej, ale wciąż się nie dotykaliśmy. Moja dziewczyna jedynie otarła łzę z policzka i podbiegła, a następnie mocno wtuliła się we mnie.
-Po prostu nie chcę znowu się z tobą rozstawać.-mówiła, próbując nie płakać. Przymknąłem oczy i przycisnąłem delikatnie jej głowę do mojej klatki piersiowej, która poruszała się szybko w górę i w dół. Ciche oddechy wydobywane z moich ust, łączyły się z jej łkaniem.Sam dobrze wiedziałem, że będziemy musieli znowu rozdzielić, a to bolało tak bardzo. Zwłaszcza po naszym spotkaniu.
-Wiem. –powiedziałem po chwilowej ciszy. – Ale potem się zobaczymy. Nie będę tu siedział długo. Obiecuję –delikatnie się rozpromieniłem i zobaczyłem jak Olivia powoli przestaje płakać.
-Ufam ci. Nie schrzań tego. – zachichotałem, ona również.  Kiedy miałem zamiar pochylić się i złączyć nasze usta, zobaczyłem jak ochroniarz wychodzi zza ściany i na nas spogląda. Szybko zdjąłem ręce z Olivii i posłałem jej uśmiech.
-Czas odwiedzin się skończył – odrzekł mężczyzna i stanął naprzeciwko. Dziewczyna posmutniała i położyła ręce na moim torsie, a potem oparła na nim głowę.Spojrzałem na jej błagalny wyraz twarzy.
-Czy nie możemy …
-Nie – odpowiedział, nim zdążyłem dokończyć. Wywróciłem teatralnie oczyma i delikatnie odsunąłem się od Olivii.
-Kocham cię-wyszeptałem do jej ucha. Przymknęła oczy i pokiwała głową, a chwilę później musnęła mój policzek. Zdjęła dłoń z mojej klatki piersiowej i nie patrząc w moją stronę, podeszła do wyjścia. Patrzenie jak odchodzi i świadomość że nie zobaczę jej przez długi okres czasu strasznie mnie bolała. Zrobiłem pół obrotu wokół własnej osi, po czym wszedłem do celi. Ochroniarz zamknął mnie na kłódkę, a ja usiadłem na podłodze, jednocześnie chowając głowę w dłonie.

OLIVIA’S POV
Dwa trudne spotkania jednego dnia to trochę za dużo. Już po wizycie u Justina rozpłakałam się jak bóbr, a teraz miałam stanąć twarzą w twarz z przyjaciółką z którą nie rozmawiałam od paru tygodni.
-Super –powiedziałam sama do siebie z sarkazmem wymalowanym na ustach. Zagubiona we własnych myślach, dotarłam na miejsce. Stanęłam przed drewnianymi drzwiami i wzięłam głęboki wdech, po czym zapukałam dwa razy. Parę sekund które czekałam na otworzenie, mijało mi jak godziny. W końcu jednak usłyszałam ciche stąpanie po podłodze, a już po chwili ujrzałam przed sobą Emily. Wyglądała normalnie, tak jak przed tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło…
-Cześć. –odgarnęłam włosy za ucho z zakłopotania – Napisałaś, że mogę przyjść. –popatrzyłam w dół totalnie nie wiedząc co robić.
-Skoro przyszłaś, to nie będę ci kazała stać na dworze – odpowiedziała obojętnie, co wywołało delikatny uśmiech na mojej twarzy. Zawsze kiedy  chciała się ze mną pogodzić, mówiła takim tonem aby nie dać tego po sobie poznać. Przekroczyłam próg przedpokoju, po czym szybko zdjęłam z siebie bluzę i buty.
-Olivia? –usłyszałam znajomy mi głos. Uniosłam głowę ku górze i momentalnie rozszerzyłam kąciki ust, widząc mamę Emily.
-Dzień dobry. – powiedziałam i podeszłam do niej. Pogłaskała mnie delikatnie po ramieniu i dodała nieco ciszej:
-Bałam się, że już nas nie odwiedzisz. –zachichotałam i spojrzałam na Emily.
-Mam nadzieję, że to nie ostatni raz kiedy tu jestem –znów przeniosłam wzrok na kobietę, a ona uśmiechnęła się.
-Chyba musicie porozmawiać.. Nie będę wam przeszkadzać. – popatrzyła znaczącym spojrzeniem na córkę i poszła na górę. Kiedy zniknęła z pola widzenia, obie usiadłyśmy na kanapie. Panowała ta cholerna, niezręczna cisza która jest najgorszym co może się przytrafić podczas rozmowy.
-Co tam u Justina? – spytała jako pierwsza i założyła nogę na nogę. Przełknęłam ślinę, po czym westchnęłam ciężko.
-Nie rozmawiajmy o nim.Nie po to tutaj przyszłam. – wypuściłam powietrze gromadzone w płucach. – Nie chcę też owijać w bawełnę, po prostu..-spojrzałam w sufit – Nie kłóćmy się już.
Emily otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Siedziała, wpatrując się we mnie przeszywającym wzrokiem. Wstała z miejsca i podeszła bliżej mnie, następnie siadając w niewielkiej odległości. Uśmiechnęłam się, a wtedy zrobiła coś czego nigdy bym się po niej nie spodziewała.Poprostu  mnie przytuliła. W sumie to byłam zszokowana, ale i  zadowolona, więc ścisnęłam ją tak mocno że ledwo co łapała oddech.
-Spokojnie, bo mnie udusisz – powiedziała żartobliwie. Zaśmiałam się i wypuściłam ją z uścisku. –A tak w ogóle to masz strasznie rozmazany tusz do rzęs. Płakałaś? –zapytała zmieniając temat i patrząc w moje tęczówki.
-Um..trochę. –machnęłam ręką – ale to nieważne. Emily odsunęła się ode mnie.
-Olivia, nie znam cię od dziś. Jeśli ty płaczesz, to coś musiało się stać.
-Ale to nic ważnego, po prostu byłam u Justina i…
-A więc jak zwykle! –klasnęła w dłonie, nie dając mi dokończyć. – Wszystkiemu winny ten sam osobnik. –wydęła usta. – Mówiłam ci, że spotykanie się z nim to..
-Nie najlepszy pomysł. –dokończyłam za nią. –Tak, wiem. Ale on mi nic nie zrobił.- uspokoiłam ją, po czym położyłam jej dłoń na ramieniu. – Nie musisz się o nic martwić.
-Pff.. –usłyszałam w odpowiedzi – ja się nie martwię. Po prostu wiem, że ten chłopak doprowadzi cię kiedyś do załamania psychicznego.  –zaśmiałam się głośno, zakrywając jednocześnie usta ręką. – Nie śmiej się, Olivia. To poważna sprawa. Co niby będę robiła kiedy będziesz leżała przez niego w jakimś zakładzie psychiatrycznym?! Jezu, przecież ja tego nie przeżyję. – jak zwykle zaczęła dramatyzować, co okropnie mnie bawiło.
-Jesteś pieprznięta. – mówiłam, uspokajając oddech.

JUSTIN’S POV
Jezu, gdybym mógł to rozwaliłbym te kraty. Wkurzały mnie, bo nie miałem ani żadnej prywatności, ani wolności, ani kur*a niczego. Wpatrywałem się w nie z nienawiścią i w tym momencie zobaczyłem że stoi przede mną Steve.  Uśmiechnąłem się sam do siebie po czym do niego podszedłem.
-Pozwolili ci tu przyjść? –popatrzyłem na niego spode łba. Westchnął.
-Nie muszę już mieć od nich pozwolenia. Wypuścili mnie. – otworzyłem szerzej oczy i przejechałem dłonią po karku, nie wiedząc jak mam zareagować.Z jednej strony cieszyłem się, bo niesłusznie odsiadywał, ale z drugiej strony nie chciałem zostawać sam wśród tych idiotów.
-To fajnie… - powiedziałem bez większego entuzjazmu.
-Gdybyś wiedział jak się cieszę. Poza tym musieli mieć dzisiaj dobry dzień. Wypuścili z 5 osób! – powiedział radosnym tonem. –Mnie, Robert’a, Chaz’a…
-Kogo? –spytałem ,przerywając mu.
-Chaz’a. Odsiadywał za gwałt, ale nigdy nie wierzyłem że mógłby to zrobić. –machnął ręką .- Nieważne.
-Zawołaj tu jakiegoś policjanta. –powiedziałem bez namysłu wpatrując się w stały punkt.
-Po co?

-Szybko! –krzyknąłem przenosząc wzrok na Steve’a. Jeśli wypuścili tego Chaz’a o którym myślałem, to nie mogłem być spokojny.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------
"kiedy kolejny rozdział?"
"Julkaaa szybciej pisz ;c"
"Ej czemu od miesiąca nie ma rozdziału?"
No właśnie takie wiadomości sobie dostawałam przez ostatnie 1,5 miesiąca :)
Rozumiem, że najlepiej by było gdybym nie miała szkoły, przyjaciół i cały czas pisała nowe rozdziały ale niestety mam życie haha :D
Jednak rozdział już jest i mam nadzieję że wam się podoba :)
wesołych świąt!

VIII OUR LOVE IS INDESTRUCTIBLE

OLIVIA’S POV
Miałam dziwne wrażenie, że od tych dwóch tygodni kiedy nie widziałam się z Justinem, nic się nie zmieniło. Cały czas wahałam się i nie wiedziałam czy znów mu zaufać i nie robić afery z tego wszystkiego czy nie… Byłam w totalnej rozsypce, bo z jednej strony chęć jego bliskości, a z drugiej odepchnięcia go od siebie i znowu normalnego życia. Poza tym pokłóciłam się z mamą jakieś milion razy. Tata całe dnie przesiadywał w pracy, a ona chyba nie miała nic ciekawszego do roboty niż wpieprzanie się w moje życie. Jednym słowem wszystko się waliło. Wtedy usłyszałam wibrację mojego telefonu. Momentalnie podniosłam się z łóżka i odebrałam od nieznanego numeru.

-Halo? – powiedziałam cichym głosem, nie wiedząc kto może do mnie dzwonić o 9-ej rano.
-Witam, tu policja. Pan Bieber chciał z panią rozmawiać. – najpierw się ucieszyłam, bo nie rozmawiałam z nim od dwóch tygodni i cholernie chciałam usłyszeć jego głos. Jednak potem zaczęłam się zastanawiać czy to  na pewno dobry pomysł.
-Dobrze… - powiedziałam i opuściłam głowę w dół, czując niesamowitą radość, ale i strach jednocześnie. 
-Cześć, kochanie. – mruknął namiętnym głosem. W moim brzuchu zaczęły latać chyba tysiące motyli, bo jego głos był tak seksowny że zapragnęłam go teraz obok siebie.
-Hej, Justin. –odpowiedziałam nieświadomie uśmiechając się.
-Bardzo za tobą tęsknię. Olivia, tu jest okropnie. – mówił coraz smutniejszym tonem.
-To tylko twoja wina… - powiedziałam nieco uszczypliwie, ale potem zrobiło mi się go żal. – Przepraszam. Po prostu jestem … nieważne.
- Mów, Olivia. Co się stało? – zapytał. Machnęłam ręką i pokręciłam głową.
-Nic. Porozmawiamy jak wyjdziesz.
-O ile wyjdę – dodał szybko, a ja stanęłam w miejscu ,przestając chodzić po całym pokoju.
- Co ty powiedziałeś ? – mój surowy ton chyba nieco go zdziwił, bo długo milczał. Gdy zdecydował się coś powiedzieć, to jego głos był cichy i nieśmiały.
-Nie jestem pewien czy tu nie zostanę. Ale nie przejmuj się. – dodał po chwili.
-Justin, muszę z tobą poważnie porozmawiać. – odchrząknął.
-Dobrze. – wtedy usłyszałam w tle męski głos, który  mówił „Panie Bieber, 5 minut minęło” – Olivia, muszę kończyć.
-Kiedy zadzwonisz następnym razem?- spytałam już czując tęsknotę.
-Postaram się jak najszybciej, ale nie wiem kiedy te cholerne gliny mi dadzą czas na rozmowę.. -  ściszył ton i dodał – Kocham cię bardzo mocno. Chciałbym być obok ciebie. Cześć. – powiedział, a po paru sekundach już słyszałam dźwięk odkładania słuchawki.

-WSPANIALE – powiedziałam po skończeniu rozmowy. Miałam mu coś powiedzieć, a jak zwykle  uległam. Ale czy to moja wina, że on jest tak cholernie seksowny? Zachichotałam cicho i ponownie usiadłam na łóżku. Położyłam sobie laptopa na kolanach i włączyłam go. Kiedy w końcu się uruchomił, napisałam do Emily na chacie. Chciałam się z nią wreszcie pogodzić, zwłaszcza że czułam się strasznie samotna gdy Justina nie było przy mnie.

„Hej. Spotkamy się? Proszę, to dla mnie ważne :) „

Kliknęłam  przycisk „wyślij” i czekałam na odpowiedź. Już po paru sekundach na ekranie wyświetlił mi się czerwony znaczek przy ikonce wiadomości. Weszłam w naszą rozmowę i ujrzałam:

„Okej,jeśli ci zależy”

Uśmiechnęłam się, bo fajnie było wiedzieć że znów ją zobaczę i że będziemy mogły pogadać.Tęskniłam za tym i miałam nadzieję,że odbudujemy nasze relacje bez względu na to co się stanie w moim związku.
JUSTIN’S POV

Czekałem na porę obiadową jak nigdy wcześniej. Nienawidziłem tego jedzenia, ale myśl że to jedyna chwila kiedy mogę porozmawiać z ludźmi, sprawiała że wyczekiwałem na nią od rana. Co prawda rozmawiałem tylko ze Stevem bo pozostali więźniowie byli naprawdę zdrowo pieprznięci. Oni pewnie też tak o mnie myśleli, jednak ich zdanie mało mnie obchodziło.  Najgorsze w tej całej sytuacji było to że nie mogłem utrzymywać kontaktu z Olivią. Dzisiejszy telefon był dla mnie jak zbawienie, bo mogłem przynajmniej usłyszeć jej głos. Jej przestraszony, cichy i nieco smutny głos. Miałem ochotę ją wtedy przytulić,aby znowu widzieć ją szczęśliwą.
-Obiad, panie Bieber! – krzyknął mi tuż nad uchem ochroniarz. Momentalnie podniosłem się z podłogi i otrzepałem spodnie z kurzu. Kiedy już otworzył mi celę, niemalże pobiegłem do jadalni. W pomieszczeniu panował jak zwykle wielki chaos. Jedni się tłukli, jedni wrzeszczeli, a inni próbowali wcisnąć się na początek kolejki. Ja nie zamierzałem robić nic z tych rzeczy. Chciałem tylko znaleźć Steve’a.Miałem pomysł, by po prostu krzyknąć jego imię, ale powstrzymałem się gdyż zobaczyłem jak stoi przede mną.
-Myślałem, że cię nie znajdę – zaśmiałem się, a on rozszerzył kąciki ust.
-Jak rozmowa z dziewczyną?  -spytał, poprawiając okulary, na co zachichotałem. On był naprawdę śmieszny.
-Sam nie wiem. Była jakaś dziwna i spięta. Mówiła, że musi ze mną poważnie porozmawiać. – wzruszyłem ramionami, a Steve wykrzywił usta.
-Laski są niepojęte…  - wydąłem policzki i pokiwałem głową.
-Nawet nie wiesz jak bardzo . –potwierdziłem i spojrzałem jeszcze raz na chłopaka. –Nie myślałeś kiedyś o zmianie image’u ? – spytałem i uśmiechnąłem się.
-Justin, mówisz do człowieka po mat-fizie. – włożyłem ręce w kieszenie, a potem obległem go na około.
-W sumie…gdybyś zdjął okulary, postawił włosy na żel i nieco opuścił spodnie to..
-Wyglądałbym jak ty- dokończył za mnie, a ja wybuchłem śmiechem.
-Po prostu nie wyglądałbyś jak lamus- zażartowałem, a Steve udał pozę obrażonego.
-Nie wyglądam jak lamus!- zaprzeczył z uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
-Trochę wyglądasz. –uderzyłem go symbolicznie pięścią w ramię, a następnie poszedłem w stronę okienka gdzie wydawano jedzenie. Jak zwykle nałożono mi jakieś g*wno, które nawet nie przypominało jedzenia. Westchnąłem ciężko i usiadłem przy stoliku,gdzie siedział już mój „kolega”.
-Nie jesz? –zapytałem, patrząc z obrzydzeniem na to co mam na talerzu. On również popatrzył na to coś i pokręcił głową.
-Chyba się nie skuszę.- miałem zamiar mu odpowiedzieć, ale poczułem ciężki oddech  na plecach. Odwróciłem się, a sekundę później ujrzałem ochroniarza, który patrzył na mnie surowym tonem.
-Policja chce z panem porozmawiać. – powiedział zakładając mi kajdanki. Wstałem i pożegnałem się ze Stevem a następnie poszedłem za tym gościem.

OLIVIA’S POV

Rozłożysta łąka, kwiaty które oświecane były przez słońce, Justin i ja. Leżeliśmy na trawie, a  nasze czoła stykały się ze sobą. On obejmował mnie w pasie, a  jego czułość była dla mnie odczuwalna w każdej sekundzie. Każdy jego dotyk, słowo było czymś czego nie mogę opisać słowami.

-Kocham cię. –wyszeptał Justin i delikatnie musnął mój policzek, potem przenosząc się coraz bliżej ust, aż w końcu zetknął się z nimi. Wtedy złapałam za jego postawione na żel włosy i delikatnie się nimi bawiłam. Przysunęłam się jeszcze bliżej, splatając nasze nogi ze sobą.Byliśmy jak jedność kołysząca się raz w jedną, raz w drugą stronę. Każdy ruch wychodził z czegoś. Z poczucia bezpieczeństwa, z pożądania jakie rozpierało nas od środka i z potrzeby bycia razem.

-Ja ciebie też- odpowiedziałam namiętnym głosem, na co on zachichotał i zjechał dłonią nieco niżej, dotykając jednocześnie mojej dolnej partii ciała. Wyszeptałam cicho jego imię. Juss powolnym ruchem usiadł, wciąż mnie całując. Usadowiłam się na nim okrakiem, po czym zaczęłam przejeżdżać palcem po jego szyi. Muskał każdy centymetr mojej twarzy, nie pozwalając bym się spięła. Chciał żebym teraz po prostu się zrelaksowała i odpoczęła w jego ramionach.Tym razem nie przyspieszaliśmy tempa pocałunku. Nie chcieliśmy doznać ekscytacji. Po prostu chcieliśmy utonąć w swoich uczuciach.
-Justin… -wyszeptałam mu do ucha,a mój chłopak otworzył oczy i spojrzał prosto w moje. – Obiecaj proszę, że nigdy mnie nie opuścisz. Złapał mnie za dłoń, jednocześnie ściskając ją mocniej. Potem musnął moje czoło.
-Obiecuję… - powiedział, chwytając mnie za rękę i przenosząc swój wzrok na niebo.

Szybko wzdrygnęłam, łapiąc powietrze. Momentalnie podniosłam się z łózka i przetarłam oczy, które były załzawione. Boże, dopiero po tym śnie zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo za nim tęsknię i jak bardzo go potrzebuję. Chciałam go mieć przy sobie, bez względu na to co zrobił i jakie niebezpieczeństwa za tym stoją. Był jedynym człowiekiem wywołującym uśmiech na mojej twarzy i nie wyobrażałam sobie życia bez niego.
-Mamo! –krzyknęłam, jednocześnie zdejmując piżamę i zakładając na siebie parę jeansów oraz koszulę.
-Co chcesz Oliwia?! –wrzasnęła z dołu. Wywróciłam oczami i pobiegłam do łazienki.
-Zaraz wychodzę! – umyłam zęby, nałożyłam podkład, a potem w parę sekund pomalowałam rzęsy. Nawet nie miałam zamiaru zjeść śniadania, bo chciałam jak najszybciej popędzić na komisariat. Liczyłam, że policja pozwoli mi się zobaczyć z Justinem. W końcu był tylko w areszcie…

JUSTIN’S POV

Znowu ta przytłaczająca szarość otaczająca mnie dookoła i widok na kraty w celi. Tak.. to się nazywa ciekawy sposób na spędzanie czasu. Wtedy usłyszałem jakiś dziewczęcy głos, który wyraźnie o coś prosił. Podniosłem się z miejsca i podszedłem bliżej krat, aby nasłuchiwać. Pewnie miałbym tą całą sytuację  gdzieś, ale ten głos dokładnie mi kogoś przypominał. Nie był jednak na tyle głośny abym mógł usłyszeć kto to był.

-Proszę, tylko na chwilę! –mówiła dziewczyna, prawie płaczliwym tonem.
-Ale… - zaczął ochroniarz.
-To ważne… -dokończyła zrezygnowanym tonem.  Usłyszałem ciężkie westchnięcie mężczyzny. Potem tylko stukot obcasów rozchodził się po całym budynku. Ten ktoś szedł w moją stronę, do mojej celi. Czułem to.  Podejrzewałem kto mógł to być, ale nie byłem do końca pewien. Postać zbliżała się,a  ja zacząłem być zdenerwowany i zestresowany, sam nie wiem czemu. Może dlatego że przez parę tygodni nie miałem prawie kontaktu z ludźmi.

-To tutaj.  –rzekł  ochroniarz. Wzdrygnąłem i ujrzałem wychodzącą zza rogu osobę.

-Cześć, Justin. –powiedziała Olivia, delikatnie uśmiechając się.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
i jest kolejny rozdział! Wszystko tak się opóźnia przez naukę,przepraszam ;c
ale jeśli już przeczytałeś/aś to wyraź swoją opinię w komentarzu ;) to dla mnie ważne, bo daje motywację :)

VII. I HATE THIS FUCKING PLACE...

OLIVIA’S POV
Po złożeniu zeznań na policji, modliłam się tylko o to żeby Justin się odezwał. Nie mogli go tak po prostu zamknąć. Przecież on nic tak naprawdę nie zrobił, oprócz tego że wszedł do tego baru z bronią… Nikomu się krzywda nie stała. Zamiast łapać prawdziwych przestępców takich jak Matt, to oni zajmują się niewinnymi ludźmi. A przecież jego „wizyta” u mnie mogła skończyć się dużo gorzej…

-Kurwa… -wypowiedziałam cicho, widząc kto właśnie stał przede mną. Uśmiechał się szyderczo i zaczął pukać w szybę. Nie chcąc by moja mama cokolwiek usłyszała, natychmiast otworzyłam, pomimo towarzyszącego mi strachu.
-Czego chcesz, Matt? – spytałam drżącym i pełnym obaw głosem. Starałam się to wszystko jednak ukryć pod warstwą silnej i zdeterminowanej dziewczyny.
-Powiedz mi tylko gdzie jest Bieber, dobrze słoneczko? – powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy i zaczął głaskać mnie po policzku. Poczułam wewnętrzne obrzydzenie tym jak  mnie nazwał i szybko odtrąciłam jego rękę, cofając się w drugi kąt pokoju.
-Nie wiem gdzie on jest. – powiedziałam, choć miałam ochotę mu wykrzyczeć  żeby więcej mnie nie dotykał. Jednak powstrzymałam się, bo nie chciałam dodać sobie więcej problemów.
-Oh wiesz… -znowu skierował się w moją stronę. Moje serce zabiło szybciej, a oddech nie mógł się uspokoić.
-N-nie zbliżaj się do mnie – powiedziałam stonowanie, ale nic nie podziałało .Dłużej nie miałam zamiaru czekać aż mi coś zrobi. Uchyliłam drzwi i krzyknęłam pełna strachu, który wypełniał mnie całą – Mamo! – gdy to usłyszał, zasłonił mi usta ręką i przycisnął do ściany. Wyrywałam się na wszystkie sposoby. Słyszałam kroki na schodach i  po chwili  moja mama pojawiła się w pomieszczeniu.
-Jezu, Olivia! – podbiegła do mnie, a Matt odstąpił krok w tył. – Dzwonię na policję! – powiedziała, wyjmując telefon.
-Tylko się odważysz! – zagroził, wytrącając jej urządzenie z rąk. Mama stanęła, łapiąc się za serce. Ja tylko przypatrywałam się sytuacji, czując że tracę grunt pod nogami.
-Idź stąd, proszę… - mówiłam błagalnym tonem, na co Matt się zaśmiał.
-Oh, tak się was boję –śmiał się szyderczo, powoli wyjmując broń z kieszeni.Obie zaniemówiłyśmy i już chciałyśmy uciekać, gdy on przyłożył pistolet do skroni mojej mamy.
-Ruszysz się to ci coś zrobię –powiedział, przyjmując poważny wyraz twarzy. Momentalnie podbiegłam do biurka i wzięłam szklany wazon w ręce, a potem zachodząc go od tyłu, chciałam go rozbić na jego głowie. Jednak Matt odwrócił się i wyrwał mi przedmiot, uderzając nim o głowę mojej mamy, powodując że upadła na podłogę.
-Jezu! Mamo! – krzyknęłam i ukucnęłam obok niej, próbując zobaczyć czy nic jej nie jest.

Wzdrygnęłam przypominając sobie co wtedy czułam. To było okropne, a fakt że on wciąż jest na wolności, sprawiał że bałam się coraz bardziej.
-Olivia,przyjdź proszę! –zawołała moja mama z dołu. Westchnęłam i podniosłam się z łóżka. Zeszłam na dół, wiedząc że muszę jej pomóc bo od kiedy wyszła ze szpitala nie czuła się najlepiej.  Stanęłam tuż obok kanapy, na której leżała, a jej głośny oddech było słychać w całym domu.
-Mamo, wszystko dobrze? – spytałam i kucnęłam przy niej. Pokiwała głową i otworzyła zmęczone oczy.
-Tak. Po prostu trochę ciężej mi się oddycha. – uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę, którą po chwili ścisnęła mocniej. –Ale muszę z tobą porozmawiać. – wywróciłam oczami w tył i spojrzałam na sufit, bo nie miałam najmniejszej ochoty na jakieś „poważne” rozmowy.
-Słucham… - powiedziałam od niechcenia i usiadłam na podłodze. Mama wzięła głęboki wdech i zaczęła.
-Czy chcesz czy nie chcesz, martwię się o ciebie. Zwłaszcza po tym co miało miejsce ostatnio. – popatrzyła na mnie ze smutkiem, który malował się na jej twarzy, a z każdym wypowiedzianym słowem coraz bardziej bała się mojej reakcji.
-Co chcesz przez to powiedzieć? – żartobliwie się uśmiechnęłam, aby rozluźnić napięcie, budujące się między nami.
-Rozmawiałam o tym z tatą. Oboje jesteśmy zdania, że… - tutaj wypuściła powietrze z ust i lekko się podniosła – że nie powinnaś się spotykać z Justinem. – już otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale ona nie dała mi dojść do słowa. – Zanim się odezwiesz, zastanów się nad tym co TY byś zrobiła na naszym miejscu. – pokręciłam głową, nie traktując poważnie tego co mi oznajmiła.
-Rozumiem, że się martwisz, ale nie możesz mi choć trochę zaufać?
-Oh, oczywiście że ci ufam. Ale niestety nie ufam Justinowi. Nic tego nie zmieni, Olivia. Sprowadził na ciebie zbyt wiele nieszczęść. I co ? Teraz nagle mam powiedzieć że to jest ktoś kto może ci zapewnić bezpieczeństwo? – popatrzyła na mnie, czekając aż coś powiem. Ja jednak nie miałam zamiaru. – Nie, prawda? – opuściłam wzrok w dół, by nie widzieć smutku który z pewnością wyrażały teraz jej oczy. –To nie jest tak, że ja chcę dla ciebie źle. Ja po prostu nie chcę codziennie, gdy wychodzisz z nim gdzieś martwić się o to czy nie wylądujesz przypadkiem w szpitalu lub… -tu zawiesiła głos, a ja popatrzyłam na nią ze łzą w oku. Zaczęłam trochę rozumieć, że wcale nie jestem bezpieczna w tym związku. Że w każdej chwili może mi się coś stać i jak wielki ból zadaję tym mojej rodzinie i bliskim.
-Mogę iść do pokoju? – spytałam, chrypowatym i drżącym głosem. Mama pokiwała delikatnie głową i pogłaskała mnie po ręce.
-Zawsze możesz do mnie przyjść. – przygryzłam dolną wargę i natychmiast popędziłam na górę. Nie chciałam żeby widziała jak zaczynam wierzyć w jej słowa.Kochałam go bardzo, ale to chyba nie wystarczyło. Potrzebowałam jeszcze jakiegoś… Jezu, sama nie wiedziałam jak mam to nazwać.
-„Może pójdę na komisariat… spotkam się z nim ,powiem co czuję.” – myślałam, jednak po paru sekundach zdałam sobie sprawę z tego, że wcale nie chcę mu powiedzieć co czuję tylko najzwyczajniej w świecie się za nim cholernie stęskniłam!
Bezradność pociągnęła mnie na dół, powodując że usiadłam na zimnej podłodze i włożyłam twarz w dłonie.Czy ja w ogóle miałam jakieś DOBRE wyjście?!Z moich rozmyślań wynikało,że nie.
-„Ta cała sytuacja jest po prostu do dupy!” – krzyczałam w myślach, a wewnętrzna chęć dotyku Justina, a jednocześnie oderwania się od niego sprawiła, że głowa zaczęła mnie strasznie boleć. Sięgnęłam po tabletki, leżące na moim biurku. Połykając jedną, popiłam wodą. Przysiadłam na łóżku i zaczęłam się bawić moją poduszką, aby cały stres odleciał gdzieś daleko i nie wracał.

JUSTIN’S POV
Uderzałem jakimś patykiem w kraty celi, wystukując byle jaki rytm. Nie spałem całą noc, ale teraz też jakoś mi się nie chciało. Albo inaczej. Po prostu nie potrafiłem zasnąć. Miałem za dużo myśli i spraw na głowie, żeby myśleć o śnie.Wtedy usłyszałem jakieś kroki na korytarzu. Chwilę później stał przede mną ochroniarz. Wstałem, a on z kamiennym wyrazem twarzy otworzył celę. Wyszedłem z niej pełen obojętności.On  oznajmił(wciąż nie wykonując żadnej mimiki twarzy):
-Teraz pana kolej obiadu. Proszę za mną . – następnie obrócił się na pięcie i zaczął iść prosto. Kierowałem się tam gdzie on i odczuwałem coraz większy głód, który  mi doskwierał. Wszystko było takie monotonne i ponure. Szczerze nienawidziłem tego miejsca i miałem nadzieję, że po rozprawie sądowej mnie stąd wypuszczą.
-To tutaj. – oznajmił i wprowadził mnie do miejsca, które wyglądało jak zwykła, szkolna stołówka, tyle że o wiele bardziej obskurna i odrażająca.
-Tia.. dzięki . – powiedziałem sarkastycznie i wkładając ręce w kieszenie, podszedłem do miejsca gdzie leżały tacki na których można było położyć jedzenie. Ospale poruszałem się po pomieszczeniu, a przechodząc wśród wszystkich którzy tam byli, czułem się jak w psychiatryku. Jedni się bili, drudzy rzucali jedzeniem, a trzeci wyzywali. W pewnym momencie poczułem, jak ktoś przypadkowo na mnie wpada.
-Co jest do cholery? –powiedziałem, odwracając się w drugą stronę. Miałem już krzyknąć, kiedy zauważyłem że za mną stoi chłopak w moim wieku, może nawet o rok młodszy. Był chudy, nie miał mięśni i okulary na nosie. W pierwszej chwili chciałem wybuchnąć głośnym  śmiechem, bo stał przede mną taki wystraszony, ale później zrobiło mi się go nawet żal.
-Przepraszam..-powiedział nieśmiałym i nieco cienkim głosem. – To nie było specjalnie. – spuścił wzrok w dół, widocznie bojąc się mojego spojrzenia.
-Dobra, nic się nie stało. – powiedziałem, cały czas patrząc na to jak drży ze strachu. – Serio, nic się nie stało. –poklepałem go żartobliwie po ramieniu, a on spojrzał na mnie i coraz mniej się bał.
-Jesteś na razie pierwszym  tutaj, który ma jeszcze trochę ludzkich odruchów. – zaśmiałem się i wyciągnąłem do niego rękę.
-Jestem Justin. – trochę, a raczej bardzo zdziwiony odwzajemnił gest.
-A ja Steve. – jeszcze raz objechałem go wzrokiem od stóp aż po czubek głowy i cicho parsknąłem śmiechem.
-Jestem strasznie ciekawy jak się tu znalazłeś, bo jakoś nie wyglądasz mi na rasowego przestępcę. – rozszerzył kąciki ust i począł iść w stronę  okienka, gdzie wydawano jedzenie, a ja podążałem razem z nim.
-Siedzę tu bo mnie wrobiono. – powiedział i wzruszył ramionami. – niestety policji można wmówić wszystko, a ci idioci i tak nie skapną się kto mówi prawdę.
-Debile – potwierdziłem.
-A ty? –obrócił się w moją stronę.
-Ja? Szkoda gadać. – machnąłem ręką i nim się zorientowałem miałem na tacce talerz z obiadem. O ile tak to można było nazwać.
-Mmm…apetycznie wygląda. –powiedziałem sarkastycznie, zajmując miejsce tuż obok Steve’a. Zaśmiał się.
- Przyzwyczaisz się. – odparł i zanurzył swój widelec w tym czymś, co nie wiem jak można było nazwać.
-Nie muszę się do niczego przyzwyczajać. Za tydzień lub dwa stąd wypieprzam. – od razu uniósł wzrok ku górze i spojrzał na mnie.
-Jak to? – powiedział, a jego ton był coraz smutniejszy.
-Jestem tylko aresztowany. Niedługo mam sprawę sądową.
-Jesteś pewien, że ją wygrasz?- zachichotał cicho i pokręcił głową. – Ja bym nie był taki pewien.
-Czemu  niby? –zareagowałem natychmiast i oparłem łokcie o stolik.
-Oni potrafią zrobić z niewinnego człowieka najgorszego bandytę, Justin. Ja…
-Panie, Bieber! – odwróciłem się i ujrzałem za sobą tego samego typa, który mnie tu przyprowadził.
-Tak? –spytałem ,wciąż siedząc.
-Proszę wstać. Przerwa dla pana się skończyła. – westchnąłem ciężko, zostawiając całą moją porcję.
-Hej, Steve!- pomachałem mu na pożegnanie i poszedłem za ochroniarzem.
Kiedy tak szliśmy, przyszło mi do głowy pewne pytanie, więc od razu je zadałem.
-Mógłbym dzisiaj do kogoś zadzwonić? – nie odezwał się. –Mógłbym? – ponowiłem prośbę, ale i tym razem gó*no to dało. Wywróciłem oczami i już nic nie mówiłem. Nienawidziłem tych ludzi, tego miejsca i wszystkiego co z tym związane.
Dotarliśmy do celi. Wszedłem do środka i poprawiłem włosy. Ochroniarz odszedł i zostawił mnie samego.

-„Kurde, a jeśli ten Steve ma rację? Jeśli naprawdę policja mnie udupi?”- zacząłem rozmyślać, a do głowy przychodziły mi coraz czarniejsze myśli…

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
skomentujcie rozdział jeśli możecie :) Mam nadzieję, że wam się podoba!

VI. HOPE IN ADVERSITY...



OLIVIA’S POV

Tak strasznie ciężko jest wrócić do domu i usiąść na kanapie, ze świadomością, że na długi czas twój chłopak będzie daleko od ciebie. Ale jednak powstrzymywałam łzy, bo nadzieja zawsze ratowała nasz związek. Miałam nadzieję, że tym razem też.
Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, a następnie położyłam się wygodnie na łóżku. Wyciągnęłam telefon z kieszeni mojej bluzy, żeby zobaczyć czy nie dostałam jakiegoś sms-a. Niestety nic… Oparłam głowę na poduszce, a ciężki oddech wydobywał się z moich ust. Przepełniona zmęczeniem i smutkiem, chciałam tylko iść spać. Ale wiedziałam, że moja mama zaraz przyjdzie z pracy i gdybym jej nie otworzyła, zaczęłaby się martwić.
Minuty dłużyły się w nieskończoność, a mnie niepokoił fakt, że Justin wciąż nie dzwonił . Jakby nie było, zatrzymanie przez policję i napad na bar to poważne sprawy. Chociaż miałam dziwne wrażenie, że wszystko będzie dobrze. Haha, to strasznie zabawne z jednej strony. Jeszcze rok temu byłam pesymistką, a od kiedy poznałam Justina…  to się jakby zmieniło. Nawet w takich sytuacjach widziałam dobre rozwiązania.
-Olivia, jestem! – usłyszałam krzyknięcie mamy i natychmiastowo poderwałam się.  Delikatnie przeczesałam włosy, a po paru sekundach już byłam na dole.
-Cześć. – powiedziałam, podchodząc do mamy. Ona delikatnie objęła mnie ramieniem i rzuciła na fotel swoją torebkę od Gucciego.
-Jak tam?- mówiła, kierując się w stronę kuchni. – załatwiłaś co miałaś załatwić? –cicho się zaśmiała, a  ja zaczęłam zastanawiać się nad tym czy mam jej mówić o tym co się stało. Uznałam,że lepiej nie.
-Umm..tak, to znaczy…tak. –jąkałam się, a w każdym kolejnym słowie coraz bardziej kryłam prawdę. Już sobie wyobraziłam co by było, gdyby moja mama dowiedziała się o aresztowaniu i wgl..masakra.
-Olivia, nie mówisz mi wszystkiego. – powiedziała, zakładając ręce, a potem spojrzała na mnie unosząc brwi ku górze. Sztucznie się uśmiechnęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Mamo, przestań… - podrapałam się po karku, nie wiedząc co mam zrobić z rękoma.
-Zawsze możesz…
-„…Do mnie przyjść”.Tak wiem. – dokończyłam za nią i popatrzyłam na schody. – Mogę iść na górę?- powolnie skinęła głową, bez cienia przekonania, a ja szybko popędziłam do pokoju. Pierwsze co zrobiłam, to uchyliłam okno, bo było niesamowicie duszno. Pominęłam fakt, że gdy kłamię zawsze robi mi się gorąco… Jeszcze raz wzięłam telefon do ręki, ale i tym razem nie zobaczyłam żadnego powiadomienia na ekranie. Ciężko westchnęłam i już  miałam spokojnie usiąść, kiedy usłyszałam głośne pukanie w okno. Wzdrygnęłam i niemalże w jednej chwili podeszłam tam i odsłoniłam żaluzje.
-Kurwa…. –wypowiedziałam cicho, widząc kto stał właśnie przede mną.

JUSTIN’S POV
Policja wkur*iała mnie na każdym kroku. Zaczynając od ich słabej organizacji, a kończąc na osądzaniu niewinnych osób. Miałem ochotę po prostu wyjść i nic nie mówić. Przecież mnie złapali, więc mogli od razu powiedzieć czy będę siedział czy nie.
-Panie Bieber, proszę z nami . – powiedział jakiś typek i ponownie spiął moje ręce w kajdanki. Nie chcąc się narażać na więcej problemów, grzecznie z nim poszedłem.  Przeszliśmy chyba cały budynek, ale w końcu dotarliśmy do Sali. Wszedłem tam i usiadłem naprzeciwko jakiegoś psa.
-Jesteś pełnoletni? – spytał przysuwając się do mnie.
-Tia… -odparłem niechętnie.
-Zdajesz sobie sprawę z tego co cię czeka?
-I tak mnie nie zamkniecie.
-Jesteś chyba zbyt pewny siebie. Policja jest w stanie…
-Właśnie widać jak jesteście kur*a w stanie. Nic nie jesteście w stanie mi zrobić, kur*a! –wybuchłem i wstałem z krzesła, ale jakiś pieprzony ochroniarz znowu pociągnął mnie na dół.
- Takie krzyki i afery nic nie pomogą. – powiedział ze spokojem w głosie i znowu zapisał coś w swoim notatniku. –Do czasu sprawy sądowej niestety będziesz musiał tutaj zostać.. – moje oczy wykształciły się w gigantyczne „o”, a moje ciało zadrżało.
-Czyli? Tydzień? Dwa? Nie wiem…- policjant podszedł do kalendarza,  a ja modliłem się w duchu żeby to nie było zbyt długo.
-Myślę, że.. – przyjrzał się bliżej datom – Za około półtora miesiąca. – momentalnie się zaśmiałem i odchyliłem głowę w tył.
-Nie ma opcji żebym tu tyle siedział. – powiedziałem głosem pełnym pogardy, co chyba dało się odczuć bo spojrzał na mnie krzywym wzrokiem.
-Z prawem się nie zadzie…
-Mogę wykonać jeden telefon? –zapytałem, nie dając temu pieprzonemu glinie dokończyć. Spojrzał pytająco na drugiego, a on wzruszył ramionami.
-Ta rozmowa ma nie trwać dłużej niż 5 minut, rozumiemy się?
-Tak. – westchnąłem ciężko. Nie dość, że nie mogłem spotkać się z moją dziewczyną, to jeszcze miałem cholernie mało czasu żeby z nią pogadać. Ochroniarz zaczął mnie prowadzić do jakiegoś odizolowanego pokoju. Moje supry uderzały w drewnianą podłogę, która cicho skrzypiała. Szedłem i coraz bardziej pragnąłem przytulić Olivię. Świadomość, że nie będę mógł tego zrobić przez prawie dwa miesiące rozszarpywała mnie od środka. Wcześniej jakoś o tym nie myślałem, ale teraz zdałem sobie sprawę z tego, że mogą mnie zamknąć na dłużej.
- To tutaj.- powiedział policjant i otworzył mi drzwi. Otrząsnąłem się i powoli przekroczyłem próg. Na stole leżał telefon stacjonarny. Podszedłem nieco bliżej, a ochroniarz w jednej chwili rozpiął mi kajdanki. Strzepnąłem dłonie, bo nieco zdrętwiały, a potem  wykręciłem numer Olivii, który znałem już na pamięć.
-Mogę zostać sam? – spytałem ostro, a on pokiwał głową i odszedł. Wypuściłem powietrze, gromadzone w płucach, a oddychanie zaczęło sprawiać mi trudność. Bałem się. Naprawdę się bałem. Ostatni raz przełknąłem ślinę i zaobserwowałem gęsią skórkę na moich rękach.
-No dobra… - powiedziałem sam do siebie i nacisnąłem przycisk. Słysząc pierwszy sygnał, zacząłem nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Drugi, trzeci, czwarty… w końcu usłyszałem jakiś dźwięk.
-Halo! Olivia? – zapytałem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko śmiech. Męski, gruby i donośny śmiech. – Olivia?! – krzyknąłem, a zdenerwowanie wkradło się do mojego ciała i umysłu. Cholernie się bałem, kur*a.
- Bieber…posłuchaj tylko. – powiedział ten skur*ysyn i odsunął słuchawkę nieco dalej.
-Justin! Justin! Auuu!! – słyszałem głośne jęki, wyraźnie Olivii. Kto to do ku*wy nędzy to był?!
-Olivia?! Co się dzieje?! Olivia? ! – cisza… - Ja pie*dole. – wrzasnąłem i walnąłem w ścianę. Oczy mi się zaczerwieniły, a ja nie mogłem wyjść z tego pieprzonego komisariatu.Szybko wybiegłem, ledwo co utrzymując się na nogach. Szukałem byle jakiego policjanta, kogokolwiek. Nagle poczułem jak ktoś łapie mnie od tyłu. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jak ochroniarz pakuje moje ręce w kajdanki.
-Co?Myślałeś, że uciekniesz? – uśmiechnął się szyderczo, a ja naprawdę nie miałem czasu ani ochoty na głupi gierki z nim.
-Kur*a, chociaż raz się do czegoś przydajcie! –wykrzyknąłem mu prosto w twarz.
-Proszę się uspoko….
-Nie uspokoję się! – teraz mówiłem płaczliwym tonem, ale nie chciałem aby łzy spłynęły mi na policzek. – Olivia …ona… jej może się coś stać, kur*a pojedźcie tam, błagam! – spojrzał na mnie z miną mówiącą o tym że naprawdę nie wie o co mi chodzi. Chciałem posklejać zdania inaczej, jakoś lepiej, ale w takiej sytuacji nie potrafiłem. Moje serce drżało i miałem nadzieję, że to zły sen z którego lada moment się wybudzę.
- O co chodzi, panie Bieber? – nabrałem powietrza, a potem powolnie je wypuściłem.  Wciąż jednak nie umiałem opanować emocji, które dobijały mnie coraz bardziej...
-No więc.. zadzwoniłem do mojej dziewczyny, Olivii. Ona.. ona nie odebrała.. Jezu, boję się o nią! – wrzasnąłem, lekko chrypiąc. Mój głos był coraz słabszy, a ciało drętwiało z każdą sekundą coraz bardziej.
- Co się działo dalej?
-Usłyszałem jak krzyczy i był z nią jakiś po*ebany typek..
-Jak to..- wtedy obejrzał się za siebie, bo z oddali zaczął iść drugi policjant.Ten go zatrzymał, mówiąc –Dobrze, że jesteś.
-Co jest?-odpowiedział, trzymając kawę w ręku. 
-Właśnie zatrzymany doniósł nam o tym, że jego partnerce grozi niebezpieczeństwo. – zwrócił się w moją stronę. – Mógłby mi pan zapisać jej adres? –pokiwałem szybko głową i wziąłem podaną przez niego kartkę i długopis. Ledwo co go utrzymywałem, bo naprawdę byłem zestresowany.
-Kiedy się tym zajmiecie? – zapytałem, a jeden z nich wzruszył rękoma.
-Za jakąś godzinę, dwie..
-Co?! – krzyknąłem i uderzyłem nogą w ścianę.  – Olivia jest w rękach jakiegoś posranego idioty, a wy mówicie, że zajmiecie się tym za godzinę?! – pokręciłem głową i widziałem coraz mniejsze szanse na uratowanie jej.
-Spokojnie….
-Jak mam być spokojny, wiedząc co się może stać?! – teraz nie wytrzymałem. Z moich oczu poleciały rzewne łzy, cały czas krzyczałem. Nie wierzyłem że kiedykolwiek poczuję taką nienawiść do siebie. Nie mogłem do niej pobiec, bo siedziałem w areszcie.. to była moja wina. Obiecywałem jej, że nigdy jej nie zostawię a ją zostawiłem.Zawiodłem sam siebie.
- Muszę do niej iść… pozwólcie mi, błagam…- wyszeptałem, bo głos mi siadał. Było coraz gorzej.
-Uh…-westchnął – dobrze, pojedziemy z panem. – zacisnąłem kciuki i ucieszyłem się jak nigdy. Natychmiastowo odezwałem się:
-Możemy już jechać? – obydwoje pokiwali głowami na potwierdzenie.

*20 minut później*
-To tutaj!- krzyknąłem, kiedy ujrzałem dom Olivii. Policjant rozpiął mi kajdanki, a ja podziękowałem mu skinieniem głowy.  Następnie wybiegłem i szybko zadzwoniłem do drzwi. Psy szły za mną, chociaż wolałem żeby ich nie było. I tak g*wno mogli zrobić.
-Nikogo tu nie ma, panie Bieber….
-Jest, kur*a! –dzwoniłem cały czas, ale uznałem że to nie ma sensu. W jednym momencie popędziłem do zewnętrznych schodów i wbiegłem po nich.  Kiedy znalazłem się na balkonie, nie zauważyłem nic. Firanki zasłaniały mi widok na jej pokój. Drzwi były zamknięte, a pomimo tego nie słyszałem ŻADNYCH dźwięków. Zdziwiło mnie to i już pomyślałem, że naprawdę jej tu nie ma. Jednak wolałem spróbować.
-Olivia… Olivia, to ja! Otwórz, pro…- w tym właśnie momencie usłyszałem ciche przekręcanie klamki. Po chwili zobaczyłem moją dziewczynę w progu. Była zapłakana, bluzkę miała poszarpaną, tusz spływał jej po policzku, a włosy potargane. Na ciele miała parę ran. Nie odzywała się.
-Kochanie… co się…
-Justin! – wykrzyknęła niespodziewanie i rzuciła mi się na szyję.  Była zaniepokojona, drżała i nie mogła prawie oddychać.
-Możemy wejść? –spytali policjanci, a ona odchyliła głowę by na nich spojrzeć.
-Za chwilę. – powiedziałem, a oni zostali na balkonie. Przymknąłem drzwi, aby nam nie przeszkadzali – Powiedz mi co się stało! – ująłem jej twarz w dłonie i delikatnie otarłem łzę z powieki.
-Justin.. on tu był… -wypłakała.
-On to znaczy kto? – ścisnąłem ją mocniej, a jej rozpacz narastała.
- Matt.-zamknęła oczy, a mnie coś ukuło w środku. Przecież ten debil miał zginąć za kratkami! Przecież nie tak miało być!
- Co ci zrobił ten skur*iel?! –wrzasnąłem i zacząłem nerwowo chodzić po jej pokoju. Waliłem pięściami w ściany.
-Mi nic.. wszedł tu i… Justin, on zrobił coś czego mu nie wybaczę. – Uklęknęła na podłodze, co świadczyło o ojej załamaniu. –On pobił moją mamę. – wybuchła szlochem, który roznosił się po całym domu.
-Za*ebie go! – nigdy nie czułem żebym tak bardzo kogoś nienawidził. Najpierw zabił moją matkę, teraz pobił matkę Olivii. O, nie. On nie mógł dłużej żyć. – Gdzie poszedł? Gdzie jest twoja mama? – nie odpowiedziała mi – Olivia, powiedz mi! – podszedłem i szturchnąłem ją z całej siły. – Przepraszam… ja po prostu nie wierzę, że on miał czelność tu przyjść.
-Justin, nie rób nic głupiego… moja mama już jest w szpitalu, ale zabronili mi z nią pojechać. – kręciłem głową z niedowierzania w to co słyszę.
-Zabiję go, rozumiesz? Z.A.B.I.J.Ę 

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was, że rozdziały są tak rzadko! Proszę, wybaczcie mi to, naprawdę nie mam czasu ;c
Proszę także o pozostawienie szczerej opinii o rozdziale :*
xoxo kocham was <3

V. LAST KISS


JUSTIN’S POV

 

Chodziłem po pokoju, a moje myśli krążyły wokół jednego. Zastanawiałem się jak zdobyć ustaloną sumę pieniędzy. Do głowy nie przychodził mi żaden pomysł, byłem załamany i prawie płakałem z bezradności. Każde przejaśnienie w mojej głowie, kończyło się tym, że uznawałem to za beznadziejne rozwiązanie. Nie umiałem się skupić,a miałem pięć dni. Tylko pięć dni… Od samego początku posiadałem jednak plan B, którego miałem nadzieję nie ruszać. Jednak sytuacja nie pozwalała mi na nic innego.

-„Bieber, chyba cię posrało! A jeśli się nie uda? Pożegnasz się z Olivią i nie zobaczysz jej przez parę miesięcy,  jak nie lat, rozumiesz!? „ – mówił mi rozsądek. Ze złości wziąłem w rękę książkę i energicznie rzuciłem nią o ścianę, a potem bezsilnie opadłem na kanapę. Nie tak miało być! Nie tak to sobie wymyśliłem, miało być inaczej! Od kiedy poznałem Olivię, miałem nadzieję, że się zmienię. Miałem nadzieję, że już nigdy nie będę musiał kraść….

 

OLIVIA’S POV

-„Boże, czemu każdego ranka nie mogę się budzić w objęciach Justina? „ – myślałam powoli otwierając oczy i widząc promienie słoneczne przebijające się do mojego pokoju przez okno. Podeszłam do niego i zasłoniłam żaluzję. Potem w niezbyt szybkim tempie przeszłam do lustra, w którym się przejrzałam. Wyglądałam tak jak zawsze rano, czyli okropnie. Natychmiastowo podbiegłam do łazienki, gdzie uczesałam włosy, umyłam zęby i przypudrowałam nos. Kiedy zaczęłam już wyglądać jak człowiek, zeszłam na dół z myślą, że moja mama zrobiła mi śniadanie.

-Cześć, Olivia! –krzyknęła, widząc mnie schodzącą ze schodów. Uśmiechnęłam się i podeszłam do blatu w kuchni.

-Jestem straaasznie głodna. – spojrzałam na nią,a ona zachichotała.

-Jak zwykle…

-Nieprawda! – zaprzeczyłam żartobliwie i obie zaśmiałyśmy się. – A tak serio, to muszę coś szybko zjeść, bo mam plany. – usiadłam przy stole, a mama tuż obok mnie.

-Idziesz do Justina, prawda? – wydęłam usta,a potem delikatnie rozszerzyłam ich kąciki.

-Tak. –mruknęłam. Ona wstała i ponownie poszła do kuchni. Następnie zaczęła coś kroić, a ja słyszałam jedynie odbijający się od blatu nóż. Wtedy doszedł do mnie dźwięk krótkiej wibracji w moim telefonie. Wstałam i podeszłam do szafki, na której leżał, a następnie odczytałam wiadomość.

 

Od : Justin <3

Nie możemy się dziś spotkać. Kocham cię, przepraszam. Robię to dla ciebie.

 

-Co? – wypowiedziałam na głos, a moja mama natychmiast znalazła się tuż obok mnie.

- Co „co” ? – spytała podejrzliwym tonem, którego używała zdecydowanie zbyt często.

-Nic.. po prostu Justinowi coś wypadło i nie możemy się zobaczyć. – sztucznie się uśmiechnęłam, bo w duchu byłam trochę zdenerwowana. Chyba miałam do tego podstawy. Wiele razy udowodnił mi, że potrafi zrobić dla mnie coś naprawdę głupiego,a nawet ryzykować zdrowie czy życie.

-Ale i tak miałam wyjść się przewietrzyć, więc… no.. ten…pójdę się ubrać szybko i wyjdę. – pobiegłam na górę po jakąś bluzkę i jeansy, a potem błyskawicznie je na siebie zarzuciłam. Gdy ponownie zjawiłam się na dole, moja mama zatrzymała mnie.

-A śniadanie? Olivia, co się stało? – oparła się o ścianę, a ja pokręciłam głową.

-N-nic. Potem zjem. – szybko założyłam czarne vansy i wyszłam z domu.

JUSTIN’S POV

Sam nie wiedziałem czy powinienem był to robić. Byłem na siebie wkurzony, bo wiedziałem jakie mogą być konsekwencje. Pojawiały się też inne obawy, np. czy Olivia się dowie i jaka będzie jej reakcja. Ale starałem się te wszystkie wątpliwości odstawić na bok, a skupić się na tym aby jak najszybciej dojść do baru. Uznałem, że to będzie najlepsze miejsce, aby coś ukraść, bo ludzie zazwyczaj boją się wtedy zadzwonić na policję. W końcu dotarłem. Stanąłem za wejściem, tak aby nikt mnie nie zauważył i westchnąłem głęboko. Jeśli coś mi się stanie, to zawiodę siebie i moją dziewczynę. Ale jeśli nie oddam pieniędzy Braunowi, wydarzy się dokładnie to samo.

-Kur*a… - przekląłem pod nosem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki czarną kominiarkę z otworami na oczy, nos i usta. Cały ranek myślałem nad tym jak wejść i co zrobić, gdy  już znajdę się w środku, tak więc strategię miałem dokładnie zaplanowaną. Wystarczyło tylko uczynić to co miałem w planach. Jeszcze wziąłem trzy głębokie oddechy,a  potem wyciągnąłem z drugiej kieszeni pistolet. Nie był naładowany, miał tylko wystraszyć klientów i obsługę. Policzyłem do trzech, a po chwili otworzyłem zamaszyście drzwi i znalazłem się w środku. Stanąłem w progu i widziałem tylko przestraszonych ludzi, którzy w jednej chwili przestali rozmawiać i patrzyli  na mnie z niepokojem. Podszedłem do jednego z jakichś nastolatków i przyłożyłem mu broń do skroni.

-Proszę się odsunąć, bo wezwę poli… - kelnerka nie dokończyła, bo natychmiastowo zabrałem pistolet, który znalazł się przy jej czole. Zaniemówiła, a jej kolega wziął telefon w rękę, który momentalnie wytrąciłem, kopnięciem.

-Nie ruszać się, bo będę strzelał! –krzyknąłem, budzącym grozę tonem, a wszystkich ogarnęło przerażenie. Nie wiedziałem co dalej robić, nie chciałem ale byłem zmuszony.

 

OLIVIA’S POV

Pukanie do drzwi powoli zaczynało mnie męczyć. Justin nie odbierał ode mnie telefonów, a ja stałam i czekałam. W końcu przestałam i zeszłam na dół. Kiedy znalazłam się na dworze i zaczerpnęłam trochę świeżego powietrza, usłyszałam syreny policyjne. Nic dziwnego, ta okolica nie należała do najbezpieczniejszych. Wzruszyłam ramionami, a następnie usiadłam na ławce. Wiatr powiewał lekko w  moją twarz, a ja przebierałam nogami ze znudzenia i zdenerwowania.

-„Kiedy on w końcu… „ – tu moje myśli przerwał dźwięk wibrującego telefonu. Natychmiastowo sięgnęłam do kieszeni i odebrałam od nieznanego numeru.

-Tak, słucham? – powiedziałam. W tle słyszałam jedynie męskie, donośne głosy.

-Tu policja. Pan Bieber prosił, aby przyjechała pani do niego. – odchyliłam głowę w tył, a moje serce zadrżało w jednym momencie. Przełknęłam ślinę i w końcu odezwałam się.

-G-gdzie on jest? –policjant podał mi dokładny adres, który zapisałam na karteczce. Następnie rozłączyłam się i bezzwłocznie pobiegłam na autobus.

 

*20 minut później*

Już w oddali widziałam skutego kajdankami Justina. Miał na sobie czarną, zniszczoną bluzę i szare dresy.  Podbiegłam nieco bliżej, a on ujrzawszy mnie, odwrócił głowę w drugą stronę.

- Co się tu dzieje, Juss? – spytałam z nadzieją, że to pomyłka,że on nic nie zrobił.

-Proszę stąd odejść- rzekł do mnie policjant i odepchnął mnie jedną ręką. W tym momencie Biebs spojrzał w moim kierunku i łzy same napłynęły mu do oczu.Mi także.

-Olivia…- mówił drżącym głosem. – Przepraszam. – pomimo zakazu podeszłam do niego jeszcze raz.

-Proszę stąd ode…

-Nie! –spojrzałam na mężczyznę i spuściłam głowę w dół. – Proszę nam dać chwilę. –spojrzał najpierw na mnie, a potem na mojego chłopaka. Westchnął i odszedł nieco dalej.

-Olivia, posłuchaj..

-Justin, co się stało? Powiedz mi, błagam! –złapałam go za skute ręce i niemalże szlochałam.

-Ja chciałem dobrze – otarłam łzę z jego policzka i widząc jak był załamany, mocno przytuliłam.

-Oni cię nie zamkną, prawda? – spojrzałam prosto w jego oczy, które na to pytanie skierowały się ku górze. – Justin? – powtórzyłam,  a on wzruszył ramionami.

-Nie wiem. Mam szczerą nadzieję, że nie… Ale jeśli tak, to obiecuję że zniknę z twojego życia. I tak masz przeze mnie zbyt wiele problemów. –momentalnie moje serce rozdarło się na pół, a ja stanęłam jakby wmurowana w podłogę.

-Co ty mówisz? – przysunęłam się do niego.

- To co słyszysz. Jestem zwykłym, nieuczciwym chłopakiem. Nie zasługuję na ciebie, rozumiesz? Chociaż tak cholernie bym chciał…

- Więc czemu robisz takie rzeczy?

-Bo wiem, że Scooter nie da mi spokoju! – krzyknął, a po paru sekundach ochłonął.-Ale.. Nie rozmawiajmy teraz o tym całym gównie.. Być może to nasze ostatnie spotkanie przed tym jak mnie zamkną. Nie chcę żebyś pamiętała mnie takiego smutnego i przybitego, kotku. – próbował się  lekko uśmiechnąć, ale nie dawał rady. Wargi strasznie mu drżały.

-Zrobię wszystko co mogę, żeby z tobą być. Nikt nas nie rozłączy, Justin. Jesteśmy silni, tyle razem przetrwaliśmy, nie poddamy się teraz, okej? – spytałam i spojrzałam na niego, szukając potwierdzenia. Pokiwał głową, a po sekundzie jego usta złączyły się z moimi. Oplotłam ręce na jego zimnej szyi i delikatnie przesuwałam po niej paznokciami. Justin ciężko oddychał i wydobywał z siebie ciche jęki. Przesuwałam wargami w dół i w górę, a on robił dokładnie to samo. Byliśmy niesamowicie zgrani, nasze ciała poruszały się w stałym rytmie.

-Olivia..kocham cię – szepnął w moje usta. Uśmiechnęłam się szeroko.

-Ja.. ja ciebie też… - ścisnęłam nieco mocniej, a on pogłębił pocałunek, na co pociągnęłam za końcówki jego włosów. Miałam dziwne wrażenie, że ta scena przypominała mi o wszystkich dobrych sytuacjach, które przytrafiły mi się razem z moim chłopakiem. Naprawdę go kochałam. W sumie to  cieszyłam się, że tyle zła nam się przytrafiło. Przez to byliśmy umocnieni i bardzo zżyci. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć i że NIGDY mnie nie zawiedzie. Czułam się szczęśliwa nawet gdy stałam na placu pełnym policji i każdy inny człowiek byłby smutny, przybity. My tacy nie byliśmy. Cieszyliśmy się, że możemy się spotkać i ten ostatni raz na jakiś czas wspólnie złączyć.

-Jeśli jeszcze raz powiem, że odejdę, nie wierz mi. – powiedział, gdy skończyliśmy. Cicho zachichotałam.

-Nigdy ci wtedy  nie wierzę, bo wiem że mnie nie zostawisz. – pokiwał głową.

-I masz rację. Naprawdę, masz ogromną.. – tu znowu musnął moje wargi. –… ogromną rację.

-Ekhem.. – natychmiast odwróciliśmy się w drugą stronę i ujrzeliśmy policjanta, który stał za nami. – Przepraszam, panie Bieber. Zapraszam do radiowozu. –wskazał na samochód, a Justin przymknął oczy.

-Kocham cię, nie zapomnij o mnie, dobrze? –ścisnęłam jego dłoń.

-Nigdy nie zapomnę. – ostatni raz wtuliłam się w jego tors i puściłam, choć było to cholernie trudne. Świadomość, że ktoś kogo miałaś na wyłączność, może po prostu na jakiś czas odejść…
 
 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
czytasz=komentujesz :)
xoxo