2. WE CAN DO EVERYTHING TOGETHER

UWAGA, TREŚCI 18+

 
 
 
JUSTIN’S POV

 

Trzymałem Olivię za rękę i powoli szliśmy w kierunku mojego mieszkania. Co parę minut delikatnie całowałem ją w policzek, bo zauważyłem gdy muskam jej usta w miejscu publicznym, staje się zawstydzona.

-Um.. Justin? – natychmiastowo na nią spojrzałem i popatrzyłem głęboko w jej oczy.

-Tak,kochanie? – uśmiechnęła się, gdy ją tak nazwałem, a potem ścisnęła moją dłoń.

- Nie powinieneś zostać jeszcze parę dni w szpitalu? Ta twoja ręka i rana na czole nie wyglądają najlepiej… - cicho się zaśmiałem i delikatnie sunąłem wargami po jej policzku.

-Powiedzieli mi, że już mogę wyjść. – odparłem i szliśmy dalej. Gdy dotarliśmy do bloku, w którym mieszkam, wyjąłem klucz z kieszeni i przekręciłem zamek w drzwiach. Potem weszliśmy do środka, a Olivia powiesiła swoją kurtkę na wieszaku.  Usiadła na kanapie, którą niedawno kupiłem. Ja zdjąłem tylko bluzę, a następnie usadowiłem się tuż obok niej. Objąłem ją delikatnie ramieniem, a drugą rękę trzymałem na wysokości brzucha, aby jej dodatkowo nie uszkodzić.

- Wiesz co się przedwczoraj stało, zaraz po twoim wybudzeniu?- mówiła, opierając się o mój tors. Pokręciłem przecząco głową. – Emily mnie zatrzymała i powiedziała, że nie mogę się z tobą spotykać. – natychmiastowo wybuchłem sarkastycznym śmiechem, a potem przysunąłem się do ściany i usiadłem w delikatnym rozkroku, tak aby Olivia mogła usiąść pomiędzy moimi nogami.

- Czemu niby miałbym z tobą nie być? – zapytałem i zacząłem głaskać ją po nodze.

- Nie wiem. Może dlatego, że jej się podobasz. – cicho fuknęła, a ja wytrzeszczyłem oczy ze zdziwienia.

- Ja jej? – zaśmiałem się. – Z tego co wiem to ona za mną nie przepada. – wzruszyłem ramionami i pozwoliłem sobie na zapalenie papierosa. Nie podobało się to do końca Olivii, ale strasznie długo tego nie robiłem i musiałem odreagować.

-No  nieważne. Nie przejmujmy się nią. – uśmiechnęła się, a ja wypuściłem dym z ust i strzepnąłem popiół gdzieś na ziemię.  W jednej chwili usłyszałem głośne pukanie do drzwi. Westchnąłem i delikatnie zsunąłem z siebie moją dziewczynę. Wstałem, a już po sekundzie otworzyłem drzwi. Ujrzałem w nich Scootera, a nie miałem najmniejszej ochoty z nim gadać.

-Co ci się stało? –zapytał, patrząc na moją rękę.

-Nic ważnego. Czego chciałeś? –spytałem niemiłym tonem, a on włożył ręce w kieszenie.

-Słuchaj, Bieber. Nie jestem tu dla przyjemności. Przypominam ci , że to ja zainwestowałem w ciebie całą kasę, a teraz muszę ją zwrócić. Więc mnie nie zlewaj i posłuchaj co chcę ci powiedzieć. – wydąłem usta i zaprosiłem go do środka.

-Cześć – powiedział do Olivii, a ona lekko zakłopotana, skinęła głową. Usiadłem naprzeciwko niego i posadziłem dziewczynę na moim kolanie.

- No mów. – powiedziałem bez entuzjazmu w głosie i delikatnie opuściłem złamaną rękę na kolano.

- Musisz  mi oddać 5 tysięcy dolarów. – wypuścił powietrze zgromadzone w płucach, a mnie zamurowało.

-Ile?! – chciałem,aby powtórzył bo miałem nadzieję, że się pomylił.

-5 tysięcy!

-Kur*a, Scooter! Nie zdobędę takiej kasy nigdy! Rozumiesz? Nigdy!- opadłem bezsilnie na kanapę i otarłem twarz dłońmi.  –Nie na to się pisałem! Miało być inaczej! –krzyczałem, wstając w tym samym momencie.   

- Czekam tydzień, a jeśli w tym czasie nie oddasz mi kasy to będzie kiepsko, Justin. – podniósł się i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.Popatrzyłem na Olivię. Była wystraszona i chyba bała się, że pod wpływem takich emocji coś jej zrobię. W sumie, nie dziwiłem się jej. Parę dni temu ze złości prawie nas zabiłem.

- Skarbie…- powiedziałem i posadziłem ją na sobie. – Nie przejmuj się tym wszystkim, okej? – delikatnie pokiwała głową, ale po chwili jej usta się rozszerzyły i zdecydowała się na powiedzenie czegoś.

- Mogę ci coś pożyczyć, Juss.- odparła i w jednym momencie spojrzałem na nią ze smutnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.

-Nie musisz i dobrze o tym wiesz.

-Muszę! Nie pozwolę żebyś znowu się zadłużył. Nie znasz go, tak samo jak nie znałeś Matt’a. Nie wiesz do czego jest zdolny. Tym samym narażasz na niebezpieczeństwo mnie i siebie. Proszę, pozwól sobie pomóc. Idź do pracy, a ja dam ci to co uzbieram z oszczędności. Proszę… -widziałem ten błagalny wzrok i wiedziałem, że miała rację.

- Dobrze. Od jutra pójdę poszukać pracy. To będzie trudne z tą ręką, ale spróbuję. – cicho zachichotała, a ja przyciągnąłem ją do siebie.

-Dziękuję. Razem możemy zrobić wszystko, Justin. – uśmiechnęła się, a ja delikatnie sunąłem wargami po jej policzku. Po chwili nie wytrzymałem i złączyłem nasze usta w długim, namiętnym pocałunku. Złapała za moje włosy i pociągała za ich końcówki kiedy pogłębiałem bliskość naszych ciał. Przytrzymałem za dolną partię jej ciała, a ona cicho jęczała. Uwielbiałem kiedy wydawała z siebie takie dźwięki. Po prostu uwielbiałem sprawiać jej przyjemność. Gdyby nie złamana ręka, z pewnością poszedłbym z nią do łóżka. Tak strasznie podniecała mnie jej obecność i dotyk.

- Nie wiem co  mam ci powiedzieć żeby ci udowodnić jak bardzo cię kocham. – mamrotałem,  ona skomlała w moje usta.

-N-nic- wypowiedziała przez długie i namiętne jęki. – Po prostu to zrób, Justin. Proszę. Już dłużej nie wytrzymam…- mówiła i coraz bardziej się napalała. Ja także. Sam nie wiedziałem czy dam radę, ale było za późno. Jednym ruchem ręki zdjąłem z siebie koszulkę,  a Olivia mogła podziwiać mój wyrzeźbiony tors. Przejechała po nim palcem, a ja stęknąłem. Zapragnąłem jej jeszcze bardziej. Nie pytając o pozwolenie, zrzuciłem z niej sukienkę.Musiała mi trochę pomóc, ale w końcu udało się. Teraz mogłem ją podziwiać w samej bieliźnie. Oblizałem wargi na ten widok i w jednym momencie rzuciłem ją na łóżko. Całowałem namiętnie po szyi, a ona rozpływała się w moim dotyku. Kiedy emocje sięgnęły wyżej, rozpiąłem jej stanik i jedną dłonią zacząłem przejeżdżać po jej piersi. Ustami natomiast ssałem sutek drugiej. Olivia jęczała,a dla mnie brzmiało to jak piękna melodia wypływająca z jej ust. Gdy skończyłem, ona popchnęła mnie jedną ręką i usiadła na mnie okrakiem. Moja twarz była tuż przy jej piersiach i czułem, że mój członek staje się twardy. Wiedziałem, że tego pragnie więc w jednej chwili zdarłem z siebie spodnie i bokserki, a ona mogła podziwiać Jerrego w całej okazałości.  Zauważyłem jej przestraszone oczka i zachichotałem.

- Już go wcześniej widziałaś, skarbie. – uśmiechnęła się i szybko pochyliła się nad nim, a ja wiedziałem co zaraz się stanie. Po sekundzie pochłonęła go w całości. Cicho jęknąłem i wygiąłem plecy w łuk. Przejeżdżała po nim zębami, gryząc i liżąc go jednocześnie. Gdy przygryzła czubek, nie wytrzymałem i doszedłem w jej ustach. Przechyliła się, połykając płyn.

-Kocham cię. – wyszeptałem,  on położyła się obok mnie.

-Ja ciebie też.- lekko musnąłem jej czoło, a ona się we mnie wtuliła. Po  chwili podniosła głowę i spojrzała  na mnie, łobuzersko się uśmiechając. – Ale chcę więcej. – zaśmiałem się i nie zwlekając dłużej, zdjąłem z niej stringi. Moje pełne pożądania oczy ujrzały jej strefę intymną i zapragnąłem poczuć ją w sobie. (dobra, pragnąłem tego 24/7 ale teraz to było silniejsze ode mnie).

-Jesteś gotowa ? – spytałem, aby się upewnić. Pokiwała głową, a ja jednym ruchem w nią wszedłem. Oboje wrzasnęliśmy z rozkoszy niezapewnianej przez tydzień.

-J-Justin…- krzyczała, a ja pragnąłem więcej. Po chwili wsunąłem mojego członka głębiej, na co ona stała się cała czerwona. Sam nie wiedziałem czy ze zmęczenia, bólu czy przyjemności. Miałem nadzieję, że z tego ostatniego.

-Wszystko w porządku? – mówiłem przez głośne jęknięcia.

-T-tak, ale szybciej! –wrzeszczała, a ja zacząłem poruszać biodrami w dobrze nam znanym tempie. Aby zaprzestać bólu, który odczuwała, zacząłem namiętnie ssać jej usta. Widziałem jak powoli się uspokajała, ale oboje chcieliśmy doznać największego momentu podniecenia. Wchodziłem dalej, a potem usadowiłem się tuż nad nią.Moje biodra nadawały rytm. Szybszy i szybszy, aż w końcu zaczęliśmy szczytować w tym samym momencie. Wrzasnęliśmy, a potem opadliśmy na łóżko. Ja szyderczo się uśmiechałem, a Olivi próbowała złapać oddech. Nic nie mówiliśmy. Moja dziewczyna jedynie wtuliła się we mnie. Objąłem ją ramieniem i zasnęliśmy.

 

OLIVIA’S POV

 

Dźwięk mojego telefonu rozbrzmiał w całym mieszkaniu. Powoli zaczęłam otwierać oczy i wstałam. Okryłam się lekko kocem, bo byłam cała naga. W jednym momencie poczułam jak ręka Justina obejmuje mnie z drugiej strony. Złapał mnie w talii i szepnął do ucha:

- Kto to? – potem seksownie otarł swoje usta o moje piersi. Delikatnie się uśmiechnęłam i odsunęłam go od siebie. Spojrzałam na ekran mojego telefonu i zobaczyłam wielki napis „Emily” . Wydęłam usta i jednym ruchem nacisnęłam czerwoną słuchawkę.

-Kto to? – powtórzył Juss, a ja odwróciłam się w jego stronę i ponownie położyłam na łóżku. On uczynił to samo, a jego oczy patrzyły prosto w moje.

- Emily… Serio nie wiem po co dzwoni. Ugh. –przykryłam się kołdrą, a on przetarł twarz dłońmi.

-Mogłaby dać nam w końcu spokój. – przysunął się do mnie. – Jak ci się spało? – zapytał troskliwie, a ja rozszerzyłam kąciki ust.

- Dobrze…

-Po takim seksie? Nie dziwię się… -żartobliwie uderzyłam go w ramię, a on głośno się zaśmiał. Potem wzięłam poduszkę w rękę i walnęłam nią prosto w jego twarz. Jego włosy roztrzepały się, a Bieber był widocznie zły.

- Nie daruję ci tego, wiesz? – szyderczo się uśmiechnął i momentalnie rzucił się na mnie. Zaczął łaskotać każdy centymetr mojego ciała, a ja się śmiałam. Nienawidziłam łaskotek i dobrze o tym wiedział.

-Justin!!! – krzyczałam, a on powoli przestał. Chwilę udawałam obrażoną, ale potem nie wytrzymałam i cicho zachichotałam.

- Chcesz się wykąpać? – zapytał i jednocześnie podniósł się z łóżka. Delikatnie pokiwałam głową, a on wyciągnął swoją rękę w moją stronę. Złapałam za nią i wstałam. Udaliśmy się powoli w stronę łazienki. Uchylił drzwi i razem weszliśmy do malutkiego pomieszczenia. Nowa wanna zrobiła na mnie ogromne wrażenie, więc moje  usta ułożyły się w kształtne *o*.

- Pewnie niedługo będę musiał ją sprzedać, ale dziś możemy się nią nacieszyć. – wzruszył ramionami, a ja uśmiechnęłam się do niego. Justin podał mi ręcznik, którym się obwinęłam, a potem napuścił wodę do wanny.

-Jesteś cudowna… -powiedział,  ja lekko się zawstydziłam.Podszedł do mnie i złapał w talii. Przyciągnął do siebie,a po chwili nasze usta się złączyły. Nim się zorientowaliśmy, wanna była pełna. Biebs wszedł do niej i pomógł mi usiąść obok niego.

-Poszukasz jutro pracy?- spytałam, aby się upewnić. Zachęcił mnie ruchem ręki, abym na nim usiadła. Zrobiłam to i ponowiłam moje pytanie.

- Poszukam, okej? Kocham cię.- przysunął moje ciało do swojego, a ja rozkraczyłam się na nim.

- Dziękuję. – powiedziałam i lekko musnęłam jego policzek.
 
 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zostałam poproszona o napisanie tej sceny....
Hyhy piszcie co uważacie :) teraz rozdziały codziennie lub co dwa dni. :)

1. HE CAN'T DIE.


OLIVIA’S POV

Mrowienie w nogach, brak czucia w rękach i pozostałych częściach ciała. Ciche łkanie mojej mamy i pocieszający oraz troskliwy głos taty. Szept lekarzy, pikanie kroplówki. Ssanie w brzuchu.  Wszystko połączone w cholernym bólu, który roznosił się po całym moim ciele. Wchodził w każdą jego część i powodował, że nie mogłam się ruszyć. Nic nie myślałam. Nawet nie pamiętałam co się stało, ale dziwiłam się, że nie słyszałam Justina.

- Kiedy ona się wybudzi, doktorze? – spytała moja mama, pocierając swoją dłonią o mój policzek. Jej łzy opadały na mój szpitalny strój.

-Musimy uzbroić się w cierpliwość. – powiedział ze spokojem w głosie lekarz. Ona tylko wybuchła jeszcze większym płaczem.

-Mówi tak pan od trzech dni! – wykrzyczała i na chwilę się podniosła. Szkoda, że nie wiedziała że ja już się wybudziłam. Powieki były zbyt ciężkie, aby otworzyć oczy. Każdy ruch był ograniczony bólem jaki odczuwałam. Oddychałam tylko dzięki temu czemuś co podłączyli do mnie. Czułam się jak lalka. Wszystkie czynności życiowe wykonywały za mnie urządzenia elektroniczne. To było dziwne przeżycie, muszę przyznać. Powoli odtwarzałam wydarzenia, które miały miejsce przed wypadkiem. Co się tak właściwie stało? Musiałam sobie przypomnieć, ale byłam w tak złym stanie że było to trudne. W głowie mijały mi momenty jak jadę samochodem. Pisk opon, rozwalające się na moich oczach auto. Tylko to pamiętałam. I jakaś postać obok mnie. Emily? Raczej nie. Moi rodzice? Hm… też nie. Więc kto? Zaczęłam przeglądać spis osób, które coś dla mnie znaczyły. Nie było ich wiele, więc długo się zastanawiałam. W jednej chwili poczułam jak moje usta i szczęka odzyskują władzę.

-Justin. – wypowiedziałam na głos, zanim się jeszcze zorientowałam że mogę to zrobić. W tej samej sekundzie spojrzały na mnie trzy pary oczu. Mama ukucnęła obok mnie i zaczęła trącać moją rękę.

- Olivia? Olivia, obudź się! – krzyczała z nadzieją w głosie. Tata podszedł do niej i pogłaskał ją po plecach.

-Coś ci się wydawało. Ona nic nie powiedziała. – rzekł ze smutkiem. Ona jednak nie dawała za wygraną.

-Powiedziała! Powiedziała „Justin” ! Słyszałam! – wołała i coraz energiczniej pocierała o mój szpitalny ubiór.

-J-Justin. –odparłam jeszcze raz. Tym razem i tata do mnie podbiegł, a lekarz zaczął mnie badać. Przyłożył termometr do mojego czoła, upewniając się że mam odpowiednią temperaturę.   Teraz byłam pewna, że odzyskałam całkowitą władzę nad swoim ciałem. A przynajmniej nad jego górną częścią. W jednej chwili otworzyłam oczy, co sprawiło mi trochę bólu. Obraz był rozmazany, ale widziałam zarys trzech postaci, które się nade mną pochylają

- Olivia… Boże, dziecko. W końcu. – przytuliła mnie do siebie, a ja odzyskując w sobie siłę, usiadłam na łóżku. Naprzeciwko było lustro, więc widziałam jak wyglądam. Miałam bandaż na czole, który był zaklejony taśmą. Wiele obrażeń na nogach i rękach. Ale nie obchodziło mnie to teraz. Chciałam jedynie dowiedzieć się co z moim chłopakiem.

-Jak się czujesz? – zapytał doktor. Olałam jego pytanie.

- Gdzie Justin? Justin Bieber. – miałam nadzieję, że mi odpowie. On jednak spuścił głowę w dół i nic nie powiedział. – Co z nim? –spytałam nieco głośniej, a po moim policzku zaczęły lecieć łzy.

- To trochę cięższy przypadek. Uderzył się w bardzo wrażliwą część czaszki i nie wiemy co z nim. Walczymy o jego życie. – zakryłam usta dłonią i wciągnęłam powietrze. Nie chciałam wierzyć w jego słowa.

-Gdzie on leży? Mogę do niego iść?

-Nie wiem czy jesteś w dość dobrym stanie, aby wstać.

-Jestem! –odparłam natychmiast i podniosłam się z łóżka. Lekko się chwiałam, a mama podtrzymywała mnie jedną ręką. – Pójdę tylko na chwilę. Proszę. – mężczyzna wydął usta i po chwili wyraził pozwolenie.

-Sala na prawo. – pokiwałam głową i nakazałam mamie, aby została. Następnie wyszłam na korytarz, czując okropny ból głowy. Ledwo co łapałam oddech, ale musiałam go zobaczyć. Stanęłam przed drzwiami do pomieszczenia. Odczułam strach, bo wiedziałam że zaraz go zobaczę, a nie będę mogła go nawet pocałować, przytulić ani porozmawiać. Te wszystkie myśli sprawiły, że otworzenie ich  zajęło mi minutę.Weszłam.  Naprzeciwko mnie leżał Justin. Cały w ranach, które były zaklejone opatrunkami. Jedna ręka była w gipsie, co świadczyło o tym, że była złamana. Zamknęłam delikatnie drzwi i podeszłam do niego. Był podłączony do kroplówki. Nie ruszał się i nic nie robił. Tak bardzo pragnęłam go teraz przytulić. Tak po prostu. Usiadłam na krześle tuż przy łóżku i musnęłam jego czoło.

- Kocham cię. –szepnęłam, a następnie ścisnęłam jego dłoń, mając nadzieję że on także ściśnie moją. Niestety bez skutku. Zamiast tego jego całe ciało zaczęło dziwnie dygotać. Najpierw delikatnie, ale potem zaczął się niemal rzucać po łóżku. Oczy miał wciąż zamknięte i to jakby nie on wykonywał ten ruch.

-Justin ? – spytałam, a potem szybko wyszłam na korytarz. –Pomocy! Pomocy, tutaj! – wołałam, a po chwili lekarz znalazł się  obok mnie.

-Co się stało? –zapytał i zawołał swoją asystentkę.

-Justin… niech pan  zobaczy! – krzyknęłam i weszłam z nim do sali, gdzie leżał Biebs. Urządzenie do którego był podłączony, pikało jakoś inaczej. Szybciej i głośniej. To chyba miało znaczyć, że coś jest nie tak. Ten natychmiastowo do niego podbiegł i zaczął wyciągać różne urządzenia z kieszeni swojego stroju. Wszystko robił z niesamowitym pośpiechem, jakby każda sekunda była na wagę złota. Zaczęłam płakać ze strachu jaki mnie ogarnął i cały czas wypytywałam co mu jest, chociaż on mi nie odpowiadał. Działo się to tak szybko i nim się zorientowałam, przestał drgać. Lekarz ze spokojem w oczach odszedł od stanowiska.

-Co mu było? – zapytałam, zatrzymując go zanim wyszedł. Westchnął i po zastanowieniu, odpowiedział mi:

- To normalne podczas nieprzytomności.

-Ale… on się wybudzi, prawda? – ocierałam łzy swoją dłonią. Kochałam go tak cholernie mocno i nie mogłam go po prostu stracić przez jego nieumyślność i nerwowość.

- Poczekamy, zobaczymy. Należy czekać. – uznałam, że to nie ma sensu i zatrzasnęłam drzwi, po tym jak wyszedł. Znowu usiadłam obok Justina i poczułam jak mój płacz narasta.

 

*3 dni później*

Nie ma nic gorszego niż siedzenie parę dni na szpitalnym korytarzu i wyczekiwanie lekarza, który ma ci powiedzieć o życiu bądź śmierci najbliższej dla ciebie osoby. Podczas tych trzech dni spałam może pięć godzin. To strasznie mało i byłam zmęczona jak nigdy.  Rodzice byli ze mną tylko dwie godziny dziennie, bo pracowali. Była 7-a rano. Ledwo co trzymałam się na nogach, ale nie zamierzałam iść do domu. Musiałam być cierpliwa.

- Pani Olivia? – podniosłam głowę w górę i ujrzałam pielęgniarkę, która pochyla się nade mną.

-Tak. – wzięłam torebkę i zarzuciłam ją na ramię.

- Pan Bieber się wybudził. Poprosił aby przyszła pani do niego. – promiennie się uśmiechnęła, a ja w jednej chwili odetchnęłam z ulgą i przyjęłam radosny wyraz twarzy. Wszystkie obawy zniknęły.

-J-Już idę. – powiedziałam, jąkając się, bo wciąż nie mogłam uwierzyć w to co mi oznajmiła. Wstałam i poszłam za nią do dobrze mi znanej już sali. Kiedy uchyliłam drzwi, ujrzałam leżącego na łóżku Justina. Miał otwarte oczy i kiedy mnie zobaczył, natychmiast się uśmiechnął. Podbiegłam do niego i delikatnie go uścisnęłam.

- Jesteś…- mruknął romantycznie i przejechał dłonią po moim policzku. Drugą rękę miał w gipsie. Uścisnęłam ją, a potem przygryzłam wargi.  Widziałam, że był wykończony, ale dla mnie starał się to ukryć. W pomieszczeniu była jeszcze pielęgniarka.

-Przepraszam. – powiedział Juss, a ona odwróciła się w naszą stronę. –Możemy zostać na chwilę sami? – ta szybko pokiwała głową i wyszła.

-Chodź tu. –powiedział i przyciągnął mnie do siebie za biodro. Usiadł na łóżku, a ja na nim i zaczęłam całować jego usta. On to odwzajemniał, a potem lekko przejeżdżał swoimi wargami po moich. Cicho skomlał w moje usta, a ja pociągałam za jego włosy. Kiedy emocje sięgnęły wyżej, usiadłam na nim okrakiem na co on się podniecił.

-Kocham cię. –mówił, muskając każdy centymetr mojej szyi. – Nawet nie wiesz jak bardzo… - zaczął wysuwać język do środka, a ja jęczałam z rozkoszy. Motyle w moim brzuchu latały cały czas. Nawet z krwią na twarzy i kroplówką podłączoną do ciała wyglądał strasznie seksownie. Zwłaszcza jego włosy ułożone w artystyczny nieład. Uwielbiałam to.  Gdy od siebie oderwaliśmy ( co było naprawdę trudne, bo tydzień bez całowania się to istne piekło) Justin posadził mnie na swoim kolanie.

-Cieszę się, że jesteś. – szepnął do mojego ucha. Zarumieniłam się i położyłam dłoń na jego karku.

- Ja też się bardzo cieszę. – odpowiedziałam równie czułym tonem.

- Szlag, tak cholernie cię przepraszam za to co się stało. Naraziłem cię na takie niebezpieczeństwo. Pewnie masz do mnie żal, ale…

-Shh… - przerwałam mu i położyłam palec wskazujący na jego ustach. – Nie mam żadnego żalu. Zapomnijmy o tym i cieszmy się tą chwilą. Proszę. – pokiwał głową i musnął mój policzek.

-Dobrze, kochanie.

-Tylko szkoda z tą wytwórnią. Scooter mi wszystko powiedział. To okropne, że ludzie tak po prostu zmieniają zdanie i tym samym psują marzenia innych.- wyrzuciłam ręce w górę.

-Miałem nadzieję, że razem zamieszkamy. Że zarobię na nas, ale niestety. Zawiodłem cię.

-Nawet tak nie mów! – krzyknęłam i nie pozwoliłam mu mówić dalej. – Nigdy mnie nie zawiodłeś i nie sądzę abyś to kiedykolwiek zrobił. Jesteś dla mnie idealny, rozumiesz? – wzięłam w dłonie jego twarz i przytuliłam go mocno do siebie.

-Ta ręka w gipsie… cholera, miałem nadzieję, że po wyjściu stąd będziemy mogli się w końcu kochać. – przyjął smutny wyraz twarzy, a ja pogłaskałam go po nodze.

-Najważniejsze, że nic ci się nie stało. – uśmiechnęłam się, a Justin delikatnie musnął moje usta.

-Jesteś piękna. – powiedział, a moje policzki w jednym momencie zrobiły się czerwone. Często mi to mówił, ale za każdym razem byłam zawstydzona. Odgarnęłam włosy za ucho, a on chciał złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku, kiedy do pokoju weszła pielęgniarka. Zsunął ze mnie swoje ręce, a ja z niego wstałam. Oboje byliśmy trochę skrępowani tą sytuacją. 

-Przepraszam, muszę zmierzyć ciśnienie. –odparła, a ja pokiwałam głową i wyszłam z pokoju.

-Cześć. – powiedziałam, stojąc w drzwiach. Pomachał mi i uśmiechnął się szeroko.

- Cześć, kocham cię. – znowu się zarumieniłam i opuściłam salę. Gdy znalazłam się na korytarzu, zatrzymała mnie Emily. Zdziwiłam się, bo chyba nie wiedziała o moim wypadku. Ale mimo to byłam szczęśliwa, że tu dla mnie przyjechała.

-Hej.-odparłam i delikatnie ją przytuliłam. Ta tylko przyjęła poważny wyraz twarzy i minęło parę sekund zanim cokolwiek powiedziała.

-Nie możesz z nim być Olivia. – parsknęłam śmiechem i totalnie olałam jej słowa.

-Oczywiście, że mogę. Nie zabronisz mi się z nim widywać.- wyrzuciła ręce w górę i kontynuowała.

-Wiesz dobrze, że nie! Naraził cię na niebezpieczeństwo, a ty mu ufasz?! Kiedy znowu będzie miał gorszy dzień, zrobi to samo! Jesteś naiwna, że z nim jeszcze jesteś! – miałam jej coś odpowiedzieć, ale ona zaczęła wychodzić. Szczerze? Miałam gdzieś jej zdanie, więc pozwoliłam jej wyjść z satysfakcją, że powiedziała mi to co chciała powiedzieć.  Liczyło się tylko zdrowie Justina.
 
 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam nowy rozdział, więc pomyślałam że wstawię :) ale następny pojawi się dopiero we wrześniu ;c to już druga część opowiadania i jest parę zmian. Czyli tytuły rozdziałów i dłuższa treść! Cieszycie się?:) Piszcie jak wam się podoba, bo to motywuje do dalszego pisania ;)
xoxo<3

 

XXXVIII - LAST


OLIVIA’S POV

 
-Muszę już iść… -mruknęłam, odrywając się na chwilę od Justina. On przyciągnął mnie do siebie za włosy i oparł moją głowę o swój tors.

-Jest dopiero 18-a. Masz jeszcze godzinę. – delikatnie musnął mój policzek, a ja uśmiechnęłam się i delikatnym ruchem odsunęłam się od niego.

-Muszę się jeszcze ubrać. Nie pójdę w stroju galowym do kawiarni. –zachichotał i wstał, a ja razem z nim. Następnie złapał mnie w talii,a ja czułam jak moje ciało się rozgrzewa. Odwróciłam się w jego stronę, a on energicznie złączył nasze usta w pocałunku. Oplotłam ręce na jego szyi, a jedną dłonią mierzwiłam jego włosy. Kiedy wysunął język, zaczęłam skomleć w jego usta, a on złapał mnie za dolną partię mojego ciała.

-Justin..-jęczałam,a Bieber cicho wymawiał moje imię. Nie mogliśmy przestać. Biebs pragnął więcej, bo napierał na mnie swoim ciałem, ale ja wiedziałam że nie mogę. Delikatnie się od niego odsunęłam, a on posmutniał.

-Przepraszam. Spieszę się. – ostatni raz musnęłam jego spierzchnięte wargi i wyszłam, zamykając za sobą drzwi.

 

EMILY’S POV

Weszłam do kawiarni i odczuwałam coraz większy stres. Był on związany z tym co miałam zaraz powiedzieć Olivii. Totalnie nie wiedziałam jak mam jej to oznajmić. Usiadłam przy byle jakim stoliku i nerwowo stukałam w niego paznokciami. Każda sekunda wydawała się trwać godzinę. W pewnym momencie podeszła do mnie kelnerka.

-Witam, coś podać? – wyjęła notatnik, a ja drżącym głosem odpowiedziałam:

-Um..tylko wodę. – uśmiechnęła się i zapisała  moje zamówienie, a następnie odeszła w kierunku barku. Głęboko westchnęłam i spojrzałam na zegarek. Nie sprawdziłam nawet która godzina, bo dotknęła mnie czyjaś dłoń. Szybko odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam Olivię, która szeroko się uśmiechała.

-Hej.- powiedziała i przytuliła mnie. Chciałam jej odpowiedzieć,ale byłam tak osłupiała, że nie mogłam.- Co jest? –spytała i się zaśmiała, a ja sztucznie rozszerzyłam kąciki ust.

-Nic. – przełknęłam głośno ślinę.- Co tam u ciebie?- oparłam łokcie na stoliku, a ona wzruszyła ramionami.

-Wszystko dobrze. A czemu chciałaś ze mną pogadać? – już miałam otworzyć usta, kiedy kelnerka przyniosła mi wodę. Zauważając, że przyszła druga osoba, zapytała się jej:

-Pani też coś podać? – chwilę się zastanowiła, a potem spojrzała na kobietę.

- Też wodę, poproszę.- pokiwała głową i odeszła. Pełna obawy zerknęłam na telefon, upewniając się że nie przyszedł mi żaden sms.

-No to powiedz. O czym chciałaś ze mną porozmawiać?- rozpromieniła się, a ja wydęłam usta i zaczęłam mówić.

-Pewnie nie będziesz z tego faktu zadowolona i pewnie popsuję ci tą informacją humor, ale to nie moja wina. – natychmiast przyjęła poważny wyraz twarzy i spojrzała na mnie pytająco.

-Co jest, Emily?- zapytała i przybliżyła się do mnie. Czułam jak dłonie mi drgały. Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści,a potem na jednym wdechu powiedziałam:

-Justin mi się podoba. – nie chciałam patrzeć na jej reakcję, ale gdy uniosłam powieki ku górze, zobaczyłam że ciężko oddycha. Pokręciła głową z niedowierzaniem i wstała z miejsca.

-P-przepraszam. Muszę iść. – patrzyła w jeden punkt na ścianie i szybko wyszła z kawiarni. Otarłam twarz, a potem wybiegłam za nią, zostawiając 10 dolarów przy barku. Kiedy ją dogoniłam, złapałam za rękę, a ona energicznie się odwróciła.

- Naprawdę nie chciałam. Wolałam ci to powiedzieć niż ukrywać. Ale postaram się o nim zapomnieć! Nie będę ci… - chciałam dokończyć,ale Olivia przerwała mi przytulając mnie. Widziała moje zaczerwienione powieki i wtedy uśmiechnęła się.

-Nic się nie stało. – pogłaskała mnie po ramieniu. – naprawdę. – wiedziałam, że jest cholernie zła i że nie wie co ma robić, a mimo to starała się to ukrywać. Kochałam ją jak siostrę.

 

JUSTIN’S POV

Wchodząc do studia, czułem się już jak w domu. Ekipa była niezwykle miła i szybko pomogli mi wszystko ogarnąć. Ale kiedy doszedłem do pomieszczenia, w którym nagrywane były piosenki, zauważyłem jak Scooter siedzi załamany na krześle i opiera się łokciami o kolana. Podszedłem do niego i trochę naiwnie zapytałem:

-Co jest? Coś się stało? – podniósł głowę i spojrzał na mnie, a potem wskazał na fotel naprzeciwko. Usadowiłem się na nim i ponowiłem pytanie. On rozłożył ręce i popatrzył na mnie ze smutkiem w oczach.

-Dyrektor wytwórni się rozmyślił. – powiedział z sarkastycznym uśmiechem wymalowanym na ustach. -Nie nagrywamy płyty, Bieber. – w jednej chwili przyjąłem rozczarowany wyraz twarzy.

-J-jak to?!-wydusiłem z siebie, a on niemalże zaczął płakać.

-Tak to, Justin! Uwierzyłem w ciebie. Wszystko szło zgodnie z planem aż do teraz! Muszę im teraz oddać tą całą cholerną kasę! Wszystko, rozumiesz?!  - zacząłem ciężko oddychać, a atmosfera stała się niezwykle nieprzyjemna.

-Nic się nie da zrobić? – spytałem, połykając łzy. Pokręcił głową, a ja wstałem i uderzyłem pięścią w ścianę.

-Pier*ole to wszystko, kur*a! – wrzasnąłem i sfrustrowany wybiegłem ze studia. Kiedy znalazłem się na świeżym powietrzu, wyciągnąłem papierosa z kieszeni i odpaliłem go. Dawno tego nie robiłem, ale byłem zdenerwowany i zły. Wiedziałem, że nigdy nic w życiu nie osiągnę. Wiedziałem! Ale byłem  naiwny i posłuchałem Olivii.

 

OLIVIA’S POV

Siedziałam w pokoju i strasznie się nudziłam. Byłam nieco zszokowana po rozmowie z Emily, ale wybaczyłam jej i uznałam, że to nie jej wina. Obiecała mi, że nigdy nie będzie próbowała przystawiać się do mojego chłopaka.Uwierzyłam jej na słowo. Wtedy usłyszałam głośne pukanie do drzwi na dole. Byłam sama, więc szybko popędziłam i otworzyłam je. W  progu ujrzałam zdenerwowanego Justina.

-Co jest? – spytałam, a on włożył ręce w kieszenie i stanął w rozkroku.

-Ubieraj się. –rozkazał surowym tonem.

-Ale…

-Ubieraj się! – krzyknął, a ja zaczynałam się go bać. Nie wiedziałam o co mu chodzi i pragnęłam z nim to wyjaśnić. Najpierw jednak spełniłam jego prośbę i założyłam buty oraz bluzę.

-Chodź. – powiedział i pociągnął mnie za rękę. Nie chciałam mu się przeciwstawiać, bo widziałam że był ostro zły. Zamknęłam jedynie drzwi na klucz i poszłam za nim. Zauważyłam jak przed furtką stoi to samo ferrari, którym zabrał nas kiedyś do kina. Jednak tym razem nie byłam szczęśliwa, że chce mnie gdzieś zabrać.

-Wsiadaj. – uchylił mi drzwi i wciąż był wkurzony. Zrobiłam to co kazał i zapięłam pasy, a on ruszył. Jechał strasznie szybko i bałam się, że coś nam zrobi.

-Możesz mi powiedzieć co się stało? –zapytałam ze spokojem w głosie, choć w rzeczywistości drżałam ze strachu. Nie odpowiedział mi. – Justin? – popatrzyłam na niego, a po jego policzku spłynęła łza. Przyspieszył tempo, a mnie wbiło w siedzenie, bo prędkość była zabójcza.

-Zwolnij! –rozkazałam, a on sarkastycznie się zaśmiał. – Zwolnij do cholery! – przeraziłam się kiedy i tym razem nie zareagował. Jakby nie był tym kim wcześniej. Był oschły i miałam wrażenie, że chce nam coś zrobić. –Bieber, powiedz co się…

-Nic się kur*a nie stało! Miałem po prostu znowu rację, że nie warto podążać za jakimiś je*anymi marzeniami! –wrzasnął, a ja zastanowiłam się o co chodzi.

-Nie rozumiem…

-I nigdy kur*a nie zrozumiesz, bo w życiu wszystko ci się układa! A mi nic! Nic! – odwróciłam głowę i spojrzałam na jezdnię. Zauważyłam nadjeżdżający z naprzeciwka rozpędzony samochód i wtedy przeraziłam się. W jednej sekundzie krzyknęłam;

-Justin, uważaj! – on nie zdążył zahamować.Usłyszałam pisk opon, a potem  widziałam jedynie ciemność przed oczyma. Ból rozszarpywał mnie od środka. Byłam nieprzytomna.
 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i dotarliśmy do końca:( Niestety, to już ostatni rozdział tego opowiadania. Ale nie martwcie się, bo już we wrześniu zaczynam pisać drugą część! :) Dziękuję Wam wszystkim za komentarze jakie dostałam, za każde wejście i opinie. Jesteście niesamowici!
 
+ Jeśli ktoś z was chciałby przeczytać jakieś inne opowiadanie to zachęcam do przeczytania bloga mojej koleżanki http://danger-justin-dark-side.blogspot.com/?m=1
 
Ostatni raz podaję Wam mojego aska http://ask.fm/ZygZak2210
i pamiętajcie, że to nie koniec :) Do zobaczenia we wrześniu!
xoxo <3333

XXXVII


OLIVIA’S POV

Obudziłam się około 8-ej rano, żeby odpowiednio się przygotować. Dzisiaj było zakończenie roku szkolnego. Nareszcie ten koszmar z udawaniem, że chodzę na lekcję się kończył.  To był ostatni dzień kiedy musiałam iść do tego okropnego miejsca.

-Olivia, gotowa jesteś?  - krzyknęła mama z dołu. Podeszłam do drzwi i malując błyszczykiem usta, odpowiedziałam:

-Tak, mamo! – już miałam wychodzić z pokoju, kiedy usłyszałam wibrację w telefonie. Momentalnie wyjęłam go z torby i odebrałam.

-Halo? – powiedziałam, przykładając go do ucha.

-Cześć, skarbie. –teraz już wiedziałam, że to Justin.

-Średnio mogę gadać. Idę na zakończenie roku. – głęboko westchnął a ja zgasiłam światło i wyszłam z pomieszczenia.

-Okej… - posmutniał – przyjdziesz do mnie potem? – pokiwałam głową, a następnie zdając sobie sprawę z tego, że nie widzi mojego gestu, odpowiedziałam.

-Przyjdę jak najszybciej. – uśmiechnęłam się sama do siebie, a on zachichotał.

-Czekam. – w myślach widziałam jak przygryzał wargi.

-No to hej. – powiedziałam, nie mogąc dłużej kontynuować rozmowy. Rozłączyłam się i zeszłam na dół. Czekała tam mama z tatą, którzy opierali się o ścianę i byli wyraźnie zniecierpliwieni.

-W końcu.. –westchnęła głęboko mama i wyszła na dwór, a potem wsiadła do samochodu.  Ja i tata zrobiliśmy to samo.

 

*2 godziny później*

-„Nareszcie!” – myślałam, wychodząc ze szkoły razem z Emily. Ten cały koszmar się skończył i nie musiałam już wymyślać wymówek, aby tylko spotkać się z moim chłopakiem. Otworzyłam drzwi i wyszłam na dwór. Moja przyjaciółka szła tuż za mną.

-Chyba ktoś na ciebie czeka… -powiedziała z uśmieszkiem na ustach i delikatnie trąciła mnie ramieniem. Popatrzyłam przed siebie i w jednej chwili rozszerzyłam kąciki ust. Zauważyłam Justina, którzy opierał się o jakiś słup. Szybko do niego podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję. Złapał mnie w talii, delikatnie podnosząc i musnął mój policzek.

-Pięknie wyglądasz – popatrzył na mnie i otworzył szeroko oczy.

-Dziękuję – zarumieniłam się i zobaczyłam na jego ubiór. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to markowy full cap.

-Skąd to masz? –spytałam podejrzliwie i trochę się od niego odsunęłam. Uśmiechnął się i wyjął swój portfel, pokazując mi jego zawartość. Było tam strasznie dużo kasy, więc pokręciłam głową z niedowierzania.

- Pierwsze zarobione pieniądze za płytę. – zdziwiłam się i popatrzyłam na niego pytająco. – Za samą współpracę płacą z góry. – podeszłam bliżej niego i pocałowałam jego usta, wspinając się na palce.

-Jestem z ciebie dumna, wiesz? – zaśmiał się i poprawił swoje włosy.

-Możemy już iść do mnie? – miałam odpowiedzieć, kiedy zauważyłam jak moi rodzice stoją obok nas i uważnie się nam przypatrują. Justin zabrał ręce z moich bioder i grzecznie skinął głową.

-Dzień dobry. –powiedział i splótł ręce z tyłu.

-Dzień dobry… - odpowiedziała ze złością w głosie moja mama, a tata tylko lekko się ukłonił.

-Mamo, mogę iść do Justina? – zapytałam błagalnym tonem. Cicho przełknęła ślinę i spojrzała na mnie.

- A musisz ? –żartobliwie pokiwałam głową, a ona pogłaskała mnie po ramieniu.

-No już możesz. – odpowiedziała w końcu. Podskoczyłam z radości i pocałowałam ją w policzek.

-Dzięki! –odparłam ostatni raz i razem z moim chłopakiem poszliśmy na przystanek.

 

JUSTIN’S POV

Trzymając Olivię za rękę, otworzyłem drzwi od mojego mieszkania. Następnie powiesiłem jej żakiet na wieszaku. Czekałem na jej reakcję, bo kupiłem trochę nowych mebli od kiedy dostałem kasę. Szła przed siebie i z niedowierzaniem patrzyła na wszystko.

-Podoba ci się? – podszedłem bliżej i złapałem ją od tyłu w talii. Delikatnie zsunęła z siebie moje dłonie, na co się zdziwiłem. Odwróciła się, tym samym stając naprzeciwko mnie i nieśmiało zapytała:

-Nie jesteś zbyt rozrzutny? To musiało być na serio drogie. –wydąłem usta i zaśmiałem się.

-Nie mam zamiaru dłużej żyć tak jak żyłem wcześniej. -  założyła ręce i usiadła na fotelu.

-Po prostu powinieneś najpierw wydać tą płytę, a dopiero później…

-Nie mam zamiaru już kur*a czekać! – wybuchłem, tym samym przerywając jej. Widocznie się przestraszyła bo nie odpowiedziała już nic. Przełknęła tylko głośno ślinę, wstała i podeszła do drzwi. Westchnąłem ciężko, a ona ostatni raz na mnie spojrzała i pokręciła głową.

- Już się nie będę wtrącała do twojego życia. Nie martw się. – następnie ze łzami w oczach, wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. Podbiegłem do nich i otworzyłem je, wychodząc za nią. Kiedy znalazłem się na dworze, zauważyłem jak stoi oparta o mur. Nie zastanawiając się długo, podszedłem tam i położyłem dłoń na jej ramieniu. Szybko obróciła głowę w moją stronę i otarła twarz rękawem.

-Przepraszam. – pogłaskałem ją po policzku, a ona powoli się uspokajała. – Naprawdę przepraszam… - przyciągnąłem ją do siebie, a Olivia już się nie wyrywała. Zwróciła całe swoje ciało w moją stronę i podniosła głowę wyżej, patrząc mi w oczy.

-Rozumiem cię, ale chcę dla ciebie jak najlepiej. – wyszeptała drżącym głosem.

-Wiem. – podniosłem jej podbródek wyżej i przysunąłem jej usta do moich. Lekko się stykały, a potem złączyły się na dłuższą chwilę. Zacząłem bawić się jej włosami i przyciągnąłem do siebie.

-Mam zamiar zmienić swoje życie. Nie będę dłużej tak żył. Zrozum to,okej? – powiedziałem zatroskanym głosem. Ona pokiwała głową i wtuliła się w mój tors. Objąłem ją ramieniem i poszliśmy w stronę mieszkania.

 

EMILY’S POV

Wróciłam do domu i nie wiadomo czemu, byłam smutna. Tak jakby załamana czymś, ale nie wiedziałam do końca czym. Miałam dziwne wrażenie, że było to spowodowane Justinem.  Kiedy Olivia rzuciła mu się na szyję i kiedy on ją pocałował… czułam się zazdrosna. Był dla niej taki czuły i kochany, a ja chciałam żeby to o mnie tak zadbał.

-„Boże, Emily o czym ty myślisz?! „ – słyszałam jakby drugi głos w mojej głowie, który podpowiadał mi abym przestała  wyobrażać sobie takie sytuacje. On nie mógł mi się podobać! Był chłopakiem mojej przyjaciółki. Już od jakiegoś czasu to w sobie dusiłam, ale chyba wreszcie nadszedł moment żebym przyznała się przed sobą.

- Kur*a. Podoba mi się Justin Bieber. – powiedziałam na głos i poczułam jak bezsilność rzuca mnie na kanapę. Oparłam się o nią i otarłam twarz nadgarstkiem. Szybko podniosłam telefon z półki i wybrałam opcję pisania wiadomości tekstowych i powoli wystukałam sms-a do Olivii.

„Spotkajmy się o 19-ej. Muszę ci chyba coś powiedzieć.”

Bałam się cholernie jej reakcji, ale wolałam jej to oznajmić. Była moją najlepszą przyjaciółka i czułam się okropnie z tym, że zakochałam się w jej chłopaku.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak wam się podoba? :) Proszę napiszcie szczerzy komentarz! A jeśli nie chcecie tutaj, to na asku ;)
xoxo