VI. HOPE IN ADVERSITY...



OLIVIA’S POV

Tak strasznie ciężko jest wrócić do domu i usiąść na kanapie, ze świadomością, że na długi czas twój chłopak będzie daleko od ciebie. Ale jednak powstrzymywałam łzy, bo nadzieja zawsze ratowała nasz związek. Miałam nadzieję, że tym razem też.
Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, a następnie położyłam się wygodnie na łóżku. Wyciągnęłam telefon z kieszeni mojej bluzy, żeby zobaczyć czy nie dostałam jakiegoś sms-a. Niestety nic… Oparłam głowę na poduszce, a ciężki oddech wydobywał się z moich ust. Przepełniona zmęczeniem i smutkiem, chciałam tylko iść spać. Ale wiedziałam, że moja mama zaraz przyjdzie z pracy i gdybym jej nie otworzyła, zaczęłaby się martwić.
Minuty dłużyły się w nieskończoność, a mnie niepokoił fakt, że Justin wciąż nie dzwonił . Jakby nie było, zatrzymanie przez policję i napad na bar to poważne sprawy. Chociaż miałam dziwne wrażenie, że wszystko będzie dobrze. Haha, to strasznie zabawne z jednej strony. Jeszcze rok temu byłam pesymistką, a od kiedy poznałam Justina…  to się jakby zmieniło. Nawet w takich sytuacjach widziałam dobre rozwiązania.
-Olivia, jestem! – usłyszałam krzyknięcie mamy i natychmiastowo poderwałam się.  Delikatnie przeczesałam włosy, a po paru sekundach już byłam na dole.
-Cześć. – powiedziałam, podchodząc do mamy. Ona delikatnie objęła mnie ramieniem i rzuciła na fotel swoją torebkę od Gucciego.
-Jak tam?- mówiła, kierując się w stronę kuchni. – załatwiłaś co miałaś załatwić? –cicho się zaśmiała, a  ja zaczęłam zastanawiać się nad tym czy mam jej mówić o tym co się stało. Uznałam,że lepiej nie.
-Umm..tak, to znaczy…tak. –jąkałam się, a w każdym kolejnym słowie coraz bardziej kryłam prawdę. Już sobie wyobraziłam co by było, gdyby moja mama dowiedziała się o aresztowaniu i wgl..masakra.
-Olivia, nie mówisz mi wszystkiego. – powiedziała, zakładając ręce, a potem spojrzała na mnie unosząc brwi ku górze. Sztucznie się uśmiechnęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Mamo, przestań… - podrapałam się po karku, nie wiedząc co mam zrobić z rękoma.
-Zawsze możesz…
-„…Do mnie przyjść”.Tak wiem. – dokończyłam za nią i popatrzyłam na schody. – Mogę iść na górę?- powolnie skinęła głową, bez cienia przekonania, a ja szybko popędziłam do pokoju. Pierwsze co zrobiłam, to uchyliłam okno, bo było niesamowicie duszno. Pominęłam fakt, że gdy kłamię zawsze robi mi się gorąco… Jeszcze raz wzięłam telefon do ręki, ale i tym razem nie zobaczyłam żadnego powiadomienia na ekranie. Ciężko westchnęłam i już  miałam spokojnie usiąść, kiedy usłyszałam głośne pukanie w okno. Wzdrygnęłam i niemalże w jednej chwili podeszłam tam i odsłoniłam żaluzje.
-Kurwa…. –wypowiedziałam cicho, widząc kto stał właśnie przede mną.

JUSTIN’S POV
Policja wkur*iała mnie na każdym kroku. Zaczynając od ich słabej organizacji, a kończąc na osądzaniu niewinnych osób. Miałem ochotę po prostu wyjść i nic nie mówić. Przecież mnie złapali, więc mogli od razu powiedzieć czy będę siedział czy nie.
-Panie Bieber, proszę z nami . – powiedział jakiś typek i ponownie spiął moje ręce w kajdanki. Nie chcąc się narażać na więcej problemów, grzecznie z nim poszedłem.  Przeszliśmy chyba cały budynek, ale w końcu dotarliśmy do Sali. Wszedłem tam i usiadłem naprzeciwko jakiegoś psa.
-Jesteś pełnoletni? – spytał przysuwając się do mnie.
-Tia… -odparłem niechętnie.
-Zdajesz sobie sprawę z tego co cię czeka?
-I tak mnie nie zamkniecie.
-Jesteś chyba zbyt pewny siebie. Policja jest w stanie…
-Właśnie widać jak jesteście kur*a w stanie. Nic nie jesteście w stanie mi zrobić, kur*a! –wybuchłem i wstałem z krzesła, ale jakiś pieprzony ochroniarz znowu pociągnął mnie na dół.
- Takie krzyki i afery nic nie pomogą. – powiedział ze spokojem w głosie i znowu zapisał coś w swoim notatniku. –Do czasu sprawy sądowej niestety będziesz musiał tutaj zostać.. – moje oczy wykształciły się w gigantyczne „o”, a moje ciało zadrżało.
-Czyli? Tydzień? Dwa? Nie wiem…- policjant podszedł do kalendarza,  a ja modliłem się w duchu żeby to nie było zbyt długo.
-Myślę, że.. – przyjrzał się bliżej datom – Za około półtora miesiąca. – momentalnie się zaśmiałem i odchyliłem głowę w tył.
-Nie ma opcji żebym tu tyle siedział. – powiedziałem głosem pełnym pogardy, co chyba dało się odczuć bo spojrzał na mnie krzywym wzrokiem.
-Z prawem się nie zadzie…
-Mogę wykonać jeden telefon? –zapytałem, nie dając temu pieprzonemu glinie dokończyć. Spojrzał pytająco na drugiego, a on wzruszył ramionami.
-Ta rozmowa ma nie trwać dłużej niż 5 minut, rozumiemy się?
-Tak. – westchnąłem ciężko. Nie dość, że nie mogłem spotkać się z moją dziewczyną, to jeszcze miałem cholernie mało czasu żeby z nią pogadać. Ochroniarz zaczął mnie prowadzić do jakiegoś odizolowanego pokoju. Moje supry uderzały w drewnianą podłogę, która cicho skrzypiała. Szedłem i coraz bardziej pragnąłem przytulić Olivię. Świadomość, że nie będę mógł tego zrobić przez prawie dwa miesiące rozszarpywała mnie od środka. Wcześniej jakoś o tym nie myślałem, ale teraz zdałem sobie sprawę z tego, że mogą mnie zamknąć na dłużej.
- To tutaj.- powiedział policjant i otworzył mi drzwi. Otrząsnąłem się i powoli przekroczyłem próg. Na stole leżał telefon stacjonarny. Podszedłem nieco bliżej, a ochroniarz w jednej chwili rozpiął mi kajdanki. Strzepnąłem dłonie, bo nieco zdrętwiały, a potem  wykręciłem numer Olivii, który znałem już na pamięć.
-Mogę zostać sam? – spytałem ostro, a on pokiwał głową i odszedł. Wypuściłem powietrze, gromadzone w płucach, a oddychanie zaczęło sprawiać mi trudność. Bałem się. Naprawdę się bałem. Ostatni raz przełknąłem ślinę i zaobserwowałem gęsią skórkę na moich rękach.
-No dobra… - powiedziałem sam do siebie i nacisnąłem przycisk. Słysząc pierwszy sygnał, zacząłem nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Drugi, trzeci, czwarty… w końcu usłyszałem jakiś dźwięk.
-Halo! Olivia? – zapytałem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko śmiech. Męski, gruby i donośny śmiech. – Olivia?! – krzyknąłem, a zdenerwowanie wkradło się do mojego ciała i umysłu. Cholernie się bałem, kur*a.
- Bieber…posłuchaj tylko. – powiedział ten skur*ysyn i odsunął słuchawkę nieco dalej.
-Justin! Justin! Auuu!! – słyszałem głośne jęki, wyraźnie Olivii. Kto to do ku*wy nędzy to był?!
-Olivia?! Co się dzieje?! Olivia? ! – cisza… - Ja pie*dole. – wrzasnąłem i walnąłem w ścianę. Oczy mi się zaczerwieniły, a ja nie mogłem wyjść z tego pieprzonego komisariatu.Szybko wybiegłem, ledwo co utrzymując się na nogach. Szukałem byle jakiego policjanta, kogokolwiek. Nagle poczułem jak ktoś łapie mnie od tyłu. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jak ochroniarz pakuje moje ręce w kajdanki.
-Co?Myślałeś, że uciekniesz? – uśmiechnął się szyderczo, a ja naprawdę nie miałem czasu ani ochoty na głupi gierki z nim.
-Kur*a, chociaż raz się do czegoś przydajcie! –wykrzyknąłem mu prosto w twarz.
-Proszę się uspoko….
-Nie uspokoję się! – teraz mówiłem płaczliwym tonem, ale nie chciałem aby łzy spłynęły mi na policzek. – Olivia …ona… jej może się coś stać, kur*a pojedźcie tam, błagam! – spojrzał na mnie z miną mówiącą o tym że naprawdę nie wie o co mi chodzi. Chciałem posklejać zdania inaczej, jakoś lepiej, ale w takiej sytuacji nie potrafiłem. Moje serce drżało i miałem nadzieję, że to zły sen z którego lada moment się wybudzę.
- O co chodzi, panie Bieber? – nabrałem powietrza, a potem powolnie je wypuściłem.  Wciąż jednak nie umiałem opanować emocji, które dobijały mnie coraz bardziej...
-No więc.. zadzwoniłem do mojej dziewczyny, Olivii. Ona.. ona nie odebrała.. Jezu, boję się o nią! – wrzasnąłem, lekko chrypiąc. Mój głos był coraz słabszy, a ciało drętwiało z każdą sekundą coraz bardziej.
- Co się działo dalej?
-Usłyszałem jak krzyczy i był z nią jakiś po*ebany typek..
-Jak to..- wtedy obejrzał się za siebie, bo z oddali zaczął iść drugi policjant.Ten go zatrzymał, mówiąc –Dobrze, że jesteś.
-Co jest?-odpowiedział, trzymając kawę w ręku. 
-Właśnie zatrzymany doniósł nam o tym, że jego partnerce grozi niebezpieczeństwo. – zwrócił się w moją stronę. – Mógłby mi pan zapisać jej adres? –pokiwałem szybko głową i wziąłem podaną przez niego kartkę i długopis. Ledwo co go utrzymywałem, bo naprawdę byłem zestresowany.
-Kiedy się tym zajmiecie? – zapytałem, a jeden z nich wzruszył rękoma.
-Za jakąś godzinę, dwie..
-Co?! – krzyknąłem i uderzyłem nogą w ścianę.  – Olivia jest w rękach jakiegoś posranego idioty, a wy mówicie, że zajmiecie się tym za godzinę?! – pokręciłem głową i widziałem coraz mniejsze szanse na uratowanie jej.
-Spokojnie….
-Jak mam być spokojny, wiedząc co się może stać?! – teraz nie wytrzymałem. Z moich oczu poleciały rzewne łzy, cały czas krzyczałem. Nie wierzyłem że kiedykolwiek poczuję taką nienawiść do siebie. Nie mogłem do niej pobiec, bo siedziałem w areszcie.. to była moja wina. Obiecywałem jej, że nigdy jej nie zostawię a ją zostawiłem.Zawiodłem sam siebie.
- Muszę do niej iść… pozwólcie mi, błagam…- wyszeptałem, bo głos mi siadał. Było coraz gorzej.
-Uh…-westchnął – dobrze, pojedziemy z panem. – zacisnąłem kciuki i ucieszyłem się jak nigdy. Natychmiastowo odezwałem się:
-Możemy już jechać? – obydwoje pokiwali głowami na potwierdzenie.

*20 minut później*
-To tutaj!- krzyknąłem, kiedy ujrzałem dom Olivii. Policjant rozpiął mi kajdanki, a ja podziękowałem mu skinieniem głowy.  Następnie wybiegłem i szybko zadzwoniłem do drzwi. Psy szły za mną, chociaż wolałem żeby ich nie było. I tak g*wno mogli zrobić.
-Nikogo tu nie ma, panie Bieber….
-Jest, kur*a! –dzwoniłem cały czas, ale uznałem że to nie ma sensu. W jednym momencie popędziłem do zewnętrznych schodów i wbiegłem po nich.  Kiedy znalazłem się na balkonie, nie zauważyłem nic. Firanki zasłaniały mi widok na jej pokój. Drzwi były zamknięte, a pomimo tego nie słyszałem ŻADNYCH dźwięków. Zdziwiło mnie to i już pomyślałem, że naprawdę jej tu nie ma. Jednak wolałem spróbować.
-Olivia… Olivia, to ja! Otwórz, pro…- w tym właśnie momencie usłyszałem ciche przekręcanie klamki. Po chwili zobaczyłem moją dziewczynę w progu. Była zapłakana, bluzkę miała poszarpaną, tusz spływał jej po policzku, a włosy potargane. Na ciele miała parę ran. Nie odzywała się.
-Kochanie… co się…
-Justin! – wykrzyknęła niespodziewanie i rzuciła mi się na szyję.  Była zaniepokojona, drżała i nie mogła prawie oddychać.
-Możemy wejść? –spytali policjanci, a ona odchyliła głowę by na nich spojrzeć.
-Za chwilę. – powiedziałem, a oni zostali na balkonie. Przymknąłem drzwi, aby nam nie przeszkadzali – Powiedz mi co się stało! – ująłem jej twarz w dłonie i delikatnie otarłem łzę z powieki.
-Justin.. on tu był… -wypłakała.
-On to znaczy kto? – ścisnąłem ją mocniej, a jej rozpacz narastała.
- Matt.-zamknęła oczy, a mnie coś ukuło w środku. Przecież ten debil miał zginąć za kratkami! Przecież nie tak miało być!
- Co ci zrobił ten skur*iel?! –wrzasnąłem i zacząłem nerwowo chodzić po jej pokoju. Waliłem pięściami w ściany.
-Mi nic.. wszedł tu i… Justin, on zrobił coś czego mu nie wybaczę. – Uklęknęła na podłodze, co świadczyło o ojej załamaniu. –On pobił moją mamę. – wybuchła szlochem, który roznosił się po całym domu.
-Za*ebie go! – nigdy nie czułem żebym tak bardzo kogoś nienawidził. Najpierw zabił moją matkę, teraz pobił matkę Olivii. O, nie. On nie mógł dłużej żyć. – Gdzie poszedł? Gdzie jest twoja mama? – nie odpowiedziała mi – Olivia, powiedz mi! – podszedłem i szturchnąłem ją z całej siły. – Przepraszam… ja po prostu nie wierzę, że on miał czelność tu przyjść.
-Justin, nie rób nic głupiego… moja mama już jest w szpitalu, ale zabronili mi z nią pojechać. – kręciłem głową z niedowierzania w to co słyszę.
-Zabiję go, rozumiesz? Z.A.B.I.J.Ę 

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was, że rozdziały są tak rzadko! Proszę, wybaczcie mi to, naprawdę nie mam czasu ;c
Proszę także o pozostawienie szczerej opinii o rozdziale :*
xoxo kocham was <3

V. LAST KISS


JUSTIN’S POV

 

Chodziłem po pokoju, a moje myśli krążyły wokół jednego. Zastanawiałem się jak zdobyć ustaloną sumę pieniędzy. Do głowy nie przychodził mi żaden pomysł, byłem załamany i prawie płakałem z bezradności. Każde przejaśnienie w mojej głowie, kończyło się tym, że uznawałem to za beznadziejne rozwiązanie. Nie umiałem się skupić,a miałem pięć dni. Tylko pięć dni… Od samego początku posiadałem jednak plan B, którego miałem nadzieję nie ruszać. Jednak sytuacja nie pozwalała mi na nic innego.

-„Bieber, chyba cię posrało! A jeśli się nie uda? Pożegnasz się z Olivią i nie zobaczysz jej przez parę miesięcy,  jak nie lat, rozumiesz!? „ – mówił mi rozsądek. Ze złości wziąłem w rękę książkę i energicznie rzuciłem nią o ścianę, a potem bezsilnie opadłem na kanapę. Nie tak miało być! Nie tak to sobie wymyśliłem, miało być inaczej! Od kiedy poznałem Olivię, miałem nadzieję, że się zmienię. Miałem nadzieję, że już nigdy nie będę musiał kraść….

 

OLIVIA’S POV

-„Boże, czemu każdego ranka nie mogę się budzić w objęciach Justina? „ – myślałam powoli otwierając oczy i widząc promienie słoneczne przebijające się do mojego pokoju przez okno. Podeszłam do niego i zasłoniłam żaluzję. Potem w niezbyt szybkim tempie przeszłam do lustra, w którym się przejrzałam. Wyglądałam tak jak zawsze rano, czyli okropnie. Natychmiastowo podbiegłam do łazienki, gdzie uczesałam włosy, umyłam zęby i przypudrowałam nos. Kiedy zaczęłam już wyglądać jak człowiek, zeszłam na dół z myślą, że moja mama zrobiła mi śniadanie.

-Cześć, Olivia! –krzyknęła, widząc mnie schodzącą ze schodów. Uśmiechnęłam się i podeszłam do blatu w kuchni.

-Jestem straaasznie głodna. – spojrzałam na nią,a ona zachichotała.

-Jak zwykle…

-Nieprawda! – zaprzeczyłam żartobliwie i obie zaśmiałyśmy się. – A tak serio, to muszę coś szybko zjeść, bo mam plany. – usiadłam przy stole, a mama tuż obok mnie.

-Idziesz do Justina, prawda? – wydęłam usta,a potem delikatnie rozszerzyłam ich kąciki.

-Tak. –mruknęłam. Ona wstała i ponownie poszła do kuchni. Następnie zaczęła coś kroić, a ja słyszałam jedynie odbijający się od blatu nóż. Wtedy doszedł do mnie dźwięk krótkiej wibracji w moim telefonie. Wstałam i podeszłam do szafki, na której leżał, a następnie odczytałam wiadomość.

 

Od : Justin <3

Nie możemy się dziś spotkać. Kocham cię, przepraszam. Robię to dla ciebie.

 

-Co? – wypowiedziałam na głos, a moja mama natychmiast znalazła się tuż obok mnie.

- Co „co” ? – spytała podejrzliwym tonem, którego używała zdecydowanie zbyt często.

-Nic.. po prostu Justinowi coś wypadło i nie możemy się zobaczyć. – sztucznie się uśmiechnęłam, bo w duchu byłam trochę zdenerwowana. Chyba miałam do tego podstawy. Wiele razy udowodnił mi, że potrafi zrobić dla mnie coś naprawdę głupiego,a nawet ryzykować zdrowie czy życie.

-Ale i tak miałam wyjść się przewietrzyć, więc… no.. ten…pójdę się ubrać szybko i wyjdę. – pobiegłam na górę po jakąś bluzkę i jeansy, a potem błyskawicznie je na siebie zarzuciłam. Gdy ponownie zjawiłam się na dole, moja mama zatrzymała mnie.

-A śniadanie? Olivia, co się stało? – oparła się o ścianę, a ja pokręciłam głową.

-N-nic. Potem zjem. – szybko założyłam czarne vansy i wyszłam z domu.

JUSTIN’S POV

Sam nie wiedziałem czy powinienem był to robić. Byłem na siebie wkurzony, bo wiedziałem jakie mogą być konsekwencje. Pojawiały się też inne obawy, np. czy Olivia się dowie i jaka będzie jej reakcja. Ale starałem się te wszystkie wątpliwości odstawić na bok, a skupić się na tym aby jak najszybciej dojść do baru. Uznałem, że to będzie najlepsze miejsce, aby coś ukraść, bo ludzie zazwyczaj boją się wtedy zadzwonić na policję. W końcu dotarłem. Stanąłem za wejściem, tak aby nikt mnie nie zauważył i westchnąłem głęboko. Jeśli coś mi się stanie, to zawiodę siebie i moją dziewczynę. Ale jeśli nie oddam pieniędzy Braunowi, wydarzy się dokładnie to samo.

-Kur*a… - przekląłem pod nosem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki czarną kominiarkę z otworami na oczy, nos i usta. Cały ranek myślałem nad tym jak wejść i co zrobić, gdy  już znajdę się w środku, tak więc strategię miałem dokładnie zaplanowaną. Wystarczyło tylko uczynić to co miałem w planach. Jeszcze wziąłem trzy głębokie oddechy,a  potem wyciągnąłem z drugiej kieszeni pistolet. Nie był naładowany, miał tylko wystraszyć klientów i obsługę. Policzyłem do trzech, a po chwili otworzyłem zamaszyście drzwi i znalazłem się w środku. Stanąłem w progu i widziałem tylko przestraszonych ludzi, którzy w jednej chwili przestali rozmawiać i patrzyli  na mnie z niepokojem. Podszedłem do jednego z jakichś nastolatków i przyłożyłem mu broń do skroni.

-Proszę się odsunąć, bo wezwę poli… - kelnerka nie dokończyła, bo natychmiastowo zabrałem pistolet, który znalazł się przy jej czole. Zaniemówiła, a jej kolega wziął telefon w rękę, który momentalnie wytrąciłem, kopnięciem.

-Nie ruszać się, bo będę strzelał! –krzyknąłem, budzącym grozę tonem, a wszystkich ogarnęło przerażenie. Nie wiedziałem co dalej robić, nie chciałem ale byłem zmuszony.

 

OLIVIA’S POV

Pukanie do drzwi powoli zaczynało mnie męczyć. Justin nie odbierał ode mnie telefonów, a ja stałam i czekałam. W końcu przestałam i zeszłam na dół. Kiedy znalazłam się na dworze i zaczerpnęłam trochę świeżego powietrza, usłyszałam syreny policyjne. Nic dziwnego, ta okolica nie należała do najbezpieczniejszych. Wzruszyłam ramionami, a następnie usiadłam na ławce. Wiatr powiewał lekko w  moją twarz, a ja przebierałam nogami ze znudzenia i zdenerwowania.

-„Kiedy on w końcu… „ – tu moje myśli przerwał dźwięk wibrującego telefonu. Natychmiastowo sięgnęłam do kieszeni i odebrałam od nieznanego numeru.

-Tak, słucham? – powiedziałam. W tle słyszałam jedynie męskie, donośne głosy.

-Tu policja. Pan Bieber prosił, aby przyjechała pani do niego. – odchyliłam głowę w tył, a moje serce zadrżało w jednym momencie. Przełknęłam ślinę i w końcu odezwałam się.

-G-gdzie on jest? –policjant podał mi dokładny adres, który zapisałam na karteczce. Następnie rozłączyłam się i bezzwłocznie pobiegłam na autobus.

 

*20 minut później*

Już w oddali widziałam skutego kajdankami Justina. Miał na sobie czarną, zniszczoną bluzę i szare dresy.  Podbiegłam nieco bliżej, a on ujrzawszy mnie, odwrócił głowę w drugą stronę.

- Co się tu dzieje, Juss? – spytałam z nadzieją, że to pomyłka,że on nic nie zrobił.

-Proszę stąd odejść- rzekł do mnie policjant i odepchnął mnie jedną ręką. W tym momencie Biebs spojrzał w moim kierunku i łzy same napłynęły mu do oczu.Mi także.

-Olivia…- mówił drżącym głosem. – Przepraszam. – pomimo zakazu podeszłam do niego jeszcze raz.

-Proszę stąd ode…

-Nie! –spojrzałam na mężczyznę i spuściłam głowę w dół. – Proszę nam dać chwilę. –spojrzał najpierw na mnie, a potem na mojego chłopaka. Westchnął i odszedł nieco dalej.

-Olivia, posłuchaj..

-Justin, co się stało? Powiedz mi, błagam! –złapałam go za skute ręce i niemalże szlochałam.

-Ja chciałem dobrze – otarłam łzę z jego policzka i widząc jak był załamany, mocno przytuliłam.

-Oni cię nie zamkną, prawda? – spojrzałam prosto w jego oczy, które na to pytanie skierowały się ku górze. – Justin? – powtórzyłam,  a on wzruszył ramionami.

-Nie wiem. Mam szczerą nadzieję, że nie… Ale jeśli tak, to obiecuję że zniknę z twojego życia. I tak masz przeze mnie zbyt wiele problemów. –momentalnie moje serce rozdarło się na pół, a ja stanęłam jakby wmurowana w podłogę.

-Co ty mówisz? – przysunęłam się do niego.

- To co słyszysz. Jestem zwykłym, nieuczciwym chłopakiem. Nie zasługuję na ciebie, rozumiesz? Chociaż tak cholernie bym chciał…

- Więc czemu robisz takie rzeczy?

-Bo wiem, że Scooter nie da mi spokoju! – krzyknął, a po paru sekundach ochłonął.-Ale.. Nie rozmawiajmy teraz o tym całym gównie.. Być może to nasze ostatnie spotkanie przed tym jak mnie zamkną. Nie chcę żebyś pamiętała mnie takiego smutnego i przybitego, kotku. – próbował się  lekko uśmiechnąć, ale nie dawał rady. Wargi strasznie mu drżały.

-Zrobię wszystko co mogę, żeby z tobą być. Nikt nas nie rozłączy, Justin. Jesteśmy silni, tyle razem przetrwaliśmy, nie poddamy się teraz, okej? – spytałam i spojrzałam na niego, szukając potwierdzenia. Pokiwał głową, a po sekundzie jego usta złączyły się z moimi. Oplotłam ręce na jego zimnej szyi i delikatnie przesuwałam po niej paznokciami. Justin ciężko oddychał i wydobywał z siebie ciche jęki. Przesuwałam wargami w dół i w górę, a on robił dokładnie to samo. Byliśmy niesamowicie zgrani, nasze ciała poruszały się w stałym rytmie.

-Olivia..kocham cię – szepnął w moje usta. Uśmiechnęłam się szeroko.

-Ja.. ja ciebie też… - ścisnęłam nieco mocniej, a on pogłębił pocałunek, na co pociągnęłam za końcówki jego włosów. Miałam dziwne wrażenie, że ta scena przypominała mi o wszystkich dobrych sytuacjach, które przytrafiły mi się razem z moim chłopakiem. Naprawdę go kochałam. W sumie to  cieszyłam się, że tyle zła nam się przytrafiło. Przez to byliśmy umocnieni i bardzo zżyci. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć i że NIGDY mnie nie zawiedzie. Czułam się szczęśliwa nawet gdy stałam na placu pełnym policji i każdy inny człowiek byłby smutny, przybity. My tacy nie byliśmy. Cieszyliśmy się, że możemy się spotkać i ten ostatni raz na jakiś czas wspólnie złączyć.

-Jeśli jeszcze raz powiem, że odejdę, nie wierz mi. – powiedział, gdy skończyliśmy. Cicho zachichotałam.

-Nigdy ci wtedy  nie wierzę, bo wiem że mnie nie zostawisz. – pokiwał głową.

-I masz rację. Naprawdę, masz ogromną.. – tu znowu musnął moje wargi. –… ogromną rację.

-Ekhem.. – natychmiast odwróciliśmy się w drugą stronę i ujrzeliśmy policjanta, który stał za nami. – Przepraszam, panie Bieber. Zapraszam do radiowozu. –wskazał na samochód, a Justin przymknął oczy.

-Kocham cię, nie zapomnij o mnie, dobrze? –ścisnęłam jego dłoń.

-Nigdy nie zapomnę. – ostatni raz wtuliłam się w jego tors i puściłam, choć było to cholernie trudne. Świadomość, że ktoś kogo miałaś na wyłączność, może po prostu na jakiś czas odejść…
 
 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
czytasz=komentujesz :)
xoxo