OLIVIA’S POV
Miałam dziwne wrażenie, że od tych dwóch tygodni kiedy
nie widziałam się z Justinem, nic się nie zmieniło. Cały czas wahałam się i nie
wiedziałam czy znów mu zaufać i nie robić afery z tego wszystkiego czy nie…
Byłam w totalnej rozsypce, bo z jednej strony chęć jego bliskości, a z drugiej
odepchnięcia go od siebie i znowu normalnego życia. Poza tym pokłóciłam się z
mamą jakieś milion razy. Tata całe dnie przesiadywał w pracy, a ona chyba nie
miała nic ciekawszego do roboty niż wpieprzanie się w moje życie. Jednym słowem
wszystko się waliło. Wtedy usłyszałam wibrację mojego telefonu. Momentalnie
podniosłam się z łóżka i odebrałam od nieznanego numeru.
-Halo? –
powiedziałam cichym głosem, nie wiedząc kto może do mnie dzwonić o 9-ej rano.
-Witam, tu policja.
Pan Bieber chciał z panią rozmawiać. – najpierw się ucieszyłam, bo nie
rozmawiałam z nim od dwóch tygodni i cholernie chciałam usłyszeć jego głos.
Jednak potem zaczęłam się zastanawiać czy to
na pewno dobry pomysł.
-Dobrze… -
powiedziałam i opuściłam głowę w dół, czując niesamowitą radość, ale i strach
jednocześnie.
-Cześć, kochanie. –
mruknął namiętnym głosem. W moim brzuchu zaczęły latać chyba tysiące motyli, bo
jego głos był tak seksowny że zapragnęłam go teraz obok siebie.
-Hej, Justin.
–odpowiedziałam nieświadomie uśmiechając się.
-Bardzo za tobą
tęsknię. Olivia, tu jest okropnie. – mówił coraz smutniejszym tonem.
-To tylko twoja
wina… - powiedziałam nieco uszczypliwie, ale potem zrobiło mi się go żal. –
Przepraszam. Po prostu jestem … nieważne.
- Mów, Olivia. Co
się stało? – zapytał. Machnęłam ręką i pokręciłam głową.
-Nic. Porozmawiamy
jak wyjdziesz.
-O ile wyjdę –
dodał szybko, a ja stanęłam w miejscu ,przestając chodzić po całym pokoju.
- Co ty
powiedziałeś ? – mój surowy ton chyba nieco go zdziwił, bo długo milczał. Gdy
zdecydował się coś powiedzieć, to jego głos był cichy i nieśmiały.
-Nie jestem pewien
czy tu nie zostanę. Ale nie przejmuj się. – dodał po chwili.
-Justin, muszę z
tobą poważnie porozmawiać. – odchrząknął.
-Dobrze. – wtedy
usłyszałam w tle męski głos, który mówił
„Panie Bieber, 5 minut minęło” – Olivia, muszę kończyć.
-Kiedy zadzwonisz
następnym razem?- spytałam już czując tęsknotę.
-Postaram się jak
najszybciej, ale nie wiem kiedy te cholerne gliny mi dadzą czas na rozmowę..
- ściszył ton i dodał – Kocham cię
bardzo mocno. Chciałbym być obok ciebie. Cześć. – powiedział, a po paru
sekundach już słyszałam dźwięk odkładania słuchawki.
-WSPANIALE – powiedziałam po skończeniu rozmowy. Miałam
mu coś powiedzieć, a jak zwykle uległam.
Ale czy to moja wina, że on jest tak cholernie seksowny? Zachichotałam cicho i
ponownie usiadłam na łóżku. Położyłam sobie laptopa na kolanach i włączyłam go.
Kiedy w końcu się uruchomił, napisałam do Emily na chacie. Chciałam się z nią
wreszcie pogodzić, zwłaszcza że czułam się strasznie samotna gdy Justina nie
było przy mnie.
„Hej. Spotkamy się?
Proszę, to dla mnie ważne :) „
Kliknęłam przycisk
„wyślij” i czekałam na odpowiedź. Już po paru sekundach na ekranie wyświetlił
mi się czerwony znaczek przy ikonce wiadomości. Weszłam w naszą rozmowę i
ujrzałam:
„Okej,jeśli ci
zależy”
Uśmiechnęłam się, bo fajnie było wiedzieć że znów ją
zobaczę i że będziemy mogły pogadać.Tęskniłam za tym i miałam nadzieję,że
odbudujemy nasze relacje bez względu na to co się stanie w moim związku.
JUSTIN’S POV
Czekałem na porę obiadową jak nigdy wcześniej.
Nienawidziłem tego jedzenia, ale myśl że to jedyna chwila kiedy mogę
porozmawiać z ludźmi, sprawiała że wyczekiwałem na nią od rana. Co prawda
rozmawiałem tylko ze Stevem bo pozostali więźniowie byli naprawdę zdrowo
pieprznięci. Oni pewnie też tak o mnie myśleli, jednak ich zdanie mało mnie
obchodziło. Najgorsze w tej całej
sytuacji było to że nie mogłem utrzymywać kontaktu z Olivią. Dzisiejszy telefon
był dla mnie jak zbawienie, bo mogłem przynajmniej usłyszeć jej głos. Jej
przestraszony, cichy i nieco smutny głos. Miałem ochotę ją wtedy przytulić,aby
znowu widzieć ją szczęśliwą.
-Obiad, panie Bieber! – krzyknął mi tuż nad uchem
ochroniarz. Momentalnie podniosłem się z podłogi i otrzepałem spodnie z kurzu.
Kiedy już otworzył mi celę, niemalże pobiegłem do jadalni. W pomieszczeniu
panował jak zwykle wielki chaos. Jedni się tłukli, jedni wrzeszczeli, a inni
próbowali wcisnąć się na początek kolejki. Ja nie zamierzałem robić nic z tych
rzeczy. Chciałem tylko znaleźć Steve’a.Miałem pomysł, by po prostu krzyknąć
jego imię, ale powstrzymałem się gdyż zobaczyłem jak stoi przede mną.
-Myślałem, że cię nie znajdę – zaśmiałem się, a on
rozszerzył kąciki ust.
-Jak rozmowa z dziewczyną? -spytał, poprawiając okulary, na co
zachichotałem. On był naprawdę śmieszny.
-Sam nie wiem. Była jakaś dziwna i spięta. Mówiła, że
musi ze mną poważnie porozmawiać. – wzruszyłem ramionami, a Steve wykrzywił
usta.
-Laski są niepojęte…
- wydąłem policzki i pokiwałem głową.
-Nawet nie wiesz jak bardzo . –potwierdziłem i spojrzałem
jeszcze raz na chłopaka. –Nie myślałeś kiedyś o zmianie image’u ? – spytałem i
uśmiechnąłem się.
-Justin, mówisz do człowieka po mat-fizie. – włożyłem
ręce w kieszenie, a potem obległem go na około.
-W sumie…gdybyś zdjął okulary, postawił włosy na żel i nieco
opuścił spodnie to..
-Wyglądałbym jak ty- dokończył za mnie, a ja wybuchłem
śmiechem.
-Po prostu nie wyglądałbyś jak lamus- zażartowałem, a
Steve udał pozę obrażonego.
-Nie wyglądam jak lamus!- zaprzeczył z uśmieszkiem
wymalowanym na twarzy.
-Trochę wyglądasz. –uderzyłem go symbolicznie pięścią w
ramię, a następnie poszedłem w stronę okienka gdzie wydawano jedzenie. Jak
zwykle nałożono mi jakieś g*wno, które nawet nie przypominało jedzenia.
Westchnąłem ciężko i usiadłem przy stoliku,gdzie siedział już mój „kolega”.
-Nie jesz? –zapytałem, patrząc z obrzydzeniem na to co
mam na talerzu. On również popatrzył na to coś i pokręcił głową.
-Chyba się nie skuszę.- miałem zamiar mu odpowiedzieć,
ale poczułem ciężki oddech na plecach.
Odwróciłem się, a sekundę później ujrzałem ochroniarza, który patrzył na mnie
surowym tonem.
-Policja chce z panem porozmawiać. – powiedział
zakładając mi kajdanki. Wstałem i pożegnałem się ze Stevem a następnie
poszedłem za tym gościem.
OLIVIA’S POV
Rozłożysta łąka,
kwiaty które oświecane były przez słońce, Justin i ja. Leżeliśmy na trawie,
a nasze czoła stykały się ze sobą. On
obejmował mnie w pasie, a jego czułość
była dla mnie odczuwalna w każdej sekundzie. Każdy jego dotyk, słowo było czymś
czego nie mogę opisać słowami.
-Kocham cię.
–wyszeptał Justin i delikatnie musnął mój policzek, potem przenosząc się coraz
bliżej ust, aż w końcu zetknął się z nimi. Wtedy złapałam za jego postawione na
żel włosy i delikatnie się nimi bawiłam. Przysunęłam się jeszcze bliżej,
splatając nasze nogi ze sobą.Byliśmy jak jedność kołysząca się raz w jedną, raz
w drugą stronę. Każdy ruch wychodził z czegoś. Z poczucia bezpieczeństwa, z
pożądania jakie rozpierało nas od środka i z potrzeby bycia razem.
-Ja ciebie też-
odpowiedziałam namiętnym głosem, na co on zachichotał i zjechał dłonią nieco
niżej, dotykając jednocześnie mojej dolnej partii ciała. Wyszeptałam cicho jego
imię. Juss powolnym ruchem usiadł, wciąż mnie całując. Usadowiłam się na nim
okrakiem, po czym zaczęłam przejeżdżać palcem po jego szyi. Muskał każdy
centymetr mojej twarzy, nie pozwalając bym się spięła. Chciał żebym teraz po
prostu się zrelaksowała i odpoczęła w jego ramionach.Tym razem nie
przyspieszaliśmy tempa pocałunku. Nie chcieliśmy doznać ekscytacji. Po prostu
chcieliśmy utonąć w swoich uczuciach.
-Justin…
-wyszeptałam mu do ucha,a mój chłopak otworzył oczy i spojrzał prosto w moje. –
Obiecaj proszę, że nigdy mnie nie opuścisz. Złapał mnie za dłoń, jednocześnie
ściskając ją mocniej. Potem musnął moje czoło.
-Obiecuję… - powiedział,
chwytając mnie za rękę i przenosząc swój wzrok na niebo.
Szybko wzdrygnęłam, łapiąc powietrze. Momentalnie
podniosłam się z łózka i przetarłam oczy, które były załzawione. Boże, dopiero
po tym śnie zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo za nim tęsknię i jak bardzo
go potrzebuję. Chciałam go mieć przy sobie, bez względu na to co zrobił i jakie
niebezpieczeństwa za tym stoją. Był jedynym człowiekiem wywołującym uśmiech na
mojej twarzy i nie wyobrażałam sobie życia bez niego.
-Mamo! –krzyknęłam, jednocześnie zdejmując piżamę i
zakładając na siebie parę jeansów oraz koszulę.
-Co chcesz Oliwia?! –wrzasnęła z dołu. Wywróciłam oczami
i pobiegłam do łazienki.
-Zaraz wychodzę! – umyłam zęby, nałożyłam podkład, a
potem w parę sekund pomalowałam rzęsy. Nawet nie miałam zamiaru zjeść
śniadania, bo chciałam jak najszybciej popędzić na komisariat. Liczyłam, że
policja pozwoli mi się zobaczyć z Justinem. W końcu był tylko w areszcie…
JUSTIN’S POV
Znowu ta przytłaczająca szarość otaczająca mnie dookoła i
widok na kraty w celi. Tak.. to się nazywa ciekawy sposób na spędzanie czasu. Wtedy
usłyszałem jakiś dziewczęcy głos, który wyraźnie o coś prosił. Podniosłem się z
miejsca i podszedłem bliżej krat, aby nasłuchiwać. Pewnie miałbym tą całą sytuację gdzieś, ale ten głos dokładnie mi kogoś
przypominał. Nie był jednak na tyle głośny abym mógł usłyszeć kto to był.
-Proszę, tylko na chwilę! –mówiła dziewczyna, prawie
płaczliwym tonem.
-Ale… - zaczął ochroniarz.
-To ważne… -dokończyła zrezygnowanym tonem. Usłyszałem ciężkie westchnięcie mężczyzny.
Potem tylko stukot obcasów rozchodził się po całym budynku. Ten ktoś szedł w
moją stronę, do mojej celi. Czułem to. Podejrzewałem kto mógł to być, ale nie byłem
do końca pewien. Postać zbliżała się,a
ja zacząłem być zdenerwowany i zestresowany, sam nie wiem czemu. Może
dlatego że przez parę tygodni nie miałem prawie kontaktu z ludźmi.
-To tutaj. –rzekł ochroniarz. Wzdrygnąłem i ujrzałem wychodzącą
zza rogu osobę.
-Cześć, Justin. –powiedziała Olivia, delikatnie
uśmiechając się.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
i jest kolejny rozdział! Wszystko tak się opóźnia przez naukę,przepraszam ;c
ale jeśli już przeczytałeś/aś to wyraź swoją opinię w komentarzu ;) to dla mnie ważne, bo daje motywację :)