OLIVIA’S POV
Mrowienie w nogach, brak czucia
w rękach i pozostałych częściach ciała. Ciche łkanie mojej mamy i pocieszający
oraz troskliwy głos taty. Szept lekarzy, pikanie kroplówki. Ssanie w brzuchu. Wszystko połączone w cholernym bólu, który
roznosił się po całym moim ciele. Wchodził w każdą jego część i powodował, że
nie mogłam się ruszyć. Nic nie myślałam. Nawet nie pamiętałam co się stało, ale
dziwiłam się, że nie słyszałam Justina.
- Kiedy ona się wybudzi,
doktorze? – spytała moja mama, pocierając swoją dłonią o mój policzek. Jej łzy
opadały na mój szpitalny strój.
-Musimy uzbroić się w
cierpliwość. – powiedział ze spokojem w głosie lekarz. Ona tylko wybuchła
jeszcze większym płaczem.
-Mówi tak pan od trzech dni! –
wykrzyczała i na chwilę się podniosła. Szkoda, że nie wiedziała że ja już się
wybudziłam. Powieki były zbyt ciężkie, aby otworzyć oczy. Każdy ruch był
ograniczony bólem jaki odczuwałam. Oddychałam tylko dzięki temu czemuś co
podłączyli do mnie. Czułam się jak lalka. Wszystkie czynności życiowe wykonywały
za mnie urządzenia elektroniczne. To było dziwne przeżycie, muszę przyznać. Powoli
odtwarzałam wydarzenia, które miały miejsce przed wypadkiem. Co się tak
właściwie stało? Musiałam sobie przypomnieć, ale byłam w tak złym stanie że
było to trudne. W głowie mijały mi momenty jak jadę samochodem. Pisk opon,
rozwalające się na moich oczach auto. Tylko to pamiętałam. I jakaś postać obok
mnie. Emily? Raczej nie. Moi rodzice? Hm… też nie. Więc kto? Zaczęłam
przeglądać spis osób, które coś dla mnie znaczyły. Nie było ich wiele, więc
długo się zastanawiałam. W jednej chwili poczułam jak moje usta i szczęka
odzyskują władzę.
-Justin. – wypowiedziałam na
głos, zanim się jeszcze zorientowałam że mogę to zrobić. W tej samej sekundzie
spojrzały na mnie trzy pary oczu. Mama ukucnęła obok mnie i zaczęła trącać moją
rękę.
- Olivia? Olivia, obudź się! –
krzyczała z nadzieją w głosie. Tata podszedł do niej i pogłaskał ją po plecach.
-Coś ci się wydawało. Ona nic
nie powiedziała. – rzekł ze smutkiem. Ona jednak nie dawała za wygraną.
-Powiedziała! Powiedziała
„Justin” ! Słyszałam! – wołała i coraz energiczniej pocierała o mój szpitalny
ubiór.
-J-Justin. –odparłam jeszcze
raz. Tym razem i tata do mnie podbiegł, a lekarz zaczął mnie badać. Przyłożył
termometr do mojego czoła, upewniając się że mam odpowiednią temperaturę. Teraz byłam pewna, że odzyskałam całkowitą
władzę nad swoim ciałem. A przynajmniej nad jego górną częścią. W jednej chwili
otworzyłam oczy, co sprawiło mi trochę bólu. Obraz był rozmazany, ale widziałam
zarys trzech postaci, które się nade mną pochylają
- Olivia… Boże, dziecko. W
końcu. – przytuliła mnie do siebie, a ja odzyskując w sobie siłę, usiadłam na
łóżku. Naprzeciwko było lustro, więc widziałam jak wyglądam. Miałam bandaż na
czole, który był zaklejony taśmą. Wiele obrażeń na nogach i rękach. Ale nie
obchodziło mnie to teraz. Chciałam jedynie dowiedzieć się co z moim chłopakiem.
-Jak się czujesz? – zapytał
doktor. Olałam jego pytanie.
- Gdzie Justin? Justin Bieber. –
miałam nadzieję, że mi odpowie. On jednak spuścił głowę w dół i nic nie
powiedział. – Co z nim? –spytałam nieco głośniej, a po moim policzku zaczęły
lecieć łzy.
- To trochę cięższy przypadek.
Uderzył się w bardzo wrażliwą część czaszki i nie wiemy co z nim. Walczymy o
jego życie. – zakryłam usta dłonią i wciągnęłam powietrze. Nie chciałam wierzyć
w jego słowa.
-Gdzie on leży? Mogę do niego
iść?
-Nie wiem czy jesteś w dość
dobrym stanie, aby wstać.
-Jestem! –odparłam natychmiast i
podniosłam się z łóżka. Lekko się chwiałam, a mama podtrzymywała mnie jedną
ręką. – Pójdę tylko na chwilę. Proszę. – mężczyzna wydął usta i po chwili
wyraził pozwolenie.
-Sala na prawo. – pokiwałam
głową i nakazałam mamie, aby została. Następnie wyszłam na korytarz, czując
okropny ból głowy. Ledwo co łapałam oddech, ale musiałam go zobaczyć. Stanęłam
przed drzwiami do pomieszczenia. Odczułam strach, bo wiedziałam że zaraz go
zobaczę, a nie będę mogła go nawet pocałować, przytulić ani porozmawiać. Te wszystkie
myśli sprawiły, że otworzenie ich zajęło
mi minutę.Weszłam. Naprzeciwko mnie
leżał Justin. Cały w ranach, które były zaklejone opatrunkami. Jedna ręka była
w gipsie, co świadczyło o tym, że była złamana. Zamknęłam delikatnie drzwi i
podeszłam do niego. Był podłączony do kroplówki. Nie ruszał się i nic nie
robił. Tak bardzo pragnęłam go teraz przytulić. Tak po prostu. Usiadłam na
krześle tuż przy łóżku i musnęłam jego czoło.
- Kocham cię. –szepnęłam, a
następnie ścisnęłam jego dłoń, mając nadzieję że on także ściśnie moją.
Niestety bez skutku. Zamiast tego jego całe ciało zaczęło dziwnie dygotać.
Najpierw delikatnie, ale potem zaczął się niemal rzucać po łóżku. Oczy miał
wciąż zamknięte i to jakby nie on wykonywał ten ruch.
-Justin ? – spytałam, a potem
szybko wyszłam na korytarz. –Pomocy! Pomocy, tutaj! – wołałam, a po chwili
lekarz znalazł się obok mnie.
-Co się stało? –zapytał i
zawołał swoją asystentkę.
-Justin… niech pan zobaczy! – krzyknęłam i weszłam z nim do sali,
gdzie leżał Biebs. Urządzenie do którego był podłączony, pikało jakoś inaczej.
Szybciej i głośniej. To chyba miało znaczyć, że coś jest nie tak. Ten
natychmiastowo do niego podbiegł i zaczął wyciągać różne urządzenia z kieszeni
swojego stroju. Wszystko robił z niesamowitym pośpiechem, jakby każda sekunda
była na wagę złota. Zaczęłam płakać ze strachu jaki mnie ogarnął i cały czas
wypytywałam co mu jest, chociaż on mi nie odpowiadał. Działo się to tak szybko
i nim się zorientowałam, przestał drgać. Lekarz ze spokojem w oczach odszedł od
stanowiska.
-Co mu było? – zapytałam,
zatrzymując go zanim wyszedł. Westchnął i po zastanowieniu, odpowiedział mi:
- To normalne podczas
nieprzytomności.
-Ale… on się wybudzi, prawda? –
ocierałam łzy swoją dłonią. Kochałam go tak cholernie mocno i nie mogłam go po
prostu stracić przez jego nieumyślność i nerwowość.
- Poczekamy, zobaczymy. Należy
czekać. – uznałam, że to nie ma sensu i zatrzasnęłam drzwi, po tym jak wyszedł.
Znowu usiadłam obok Justina i poczułam jak mój płacz narasta.
*3 dni później*
Nie ma nic gorszego niż
siedzenie parę dni na szpitalnym korytarzu i wyczekiwanie lekarza, który ma ci
powiedzieć o życiu bądź śmierci najbliższej dla ciebie osoby. Podczas tych
trzech dni spałam może pięć godzin. To strasznie mało i byłam zmęczona jak
nigdy. Rodzice byli ze mną tylko dwie
godziny dziennie, bo pracowali. Była 7-a rano. Ledwo co trzymałam się na
nogach, ale nie zamierzałam iść do domu. Musiałam być cierpliwa.
- Pani Olivia? – podniosłam
głowę w górę i ujrzałam pielęgniarkę, która pochyla się nade mną.
-Tak. – wzięłam torebkę i
zarzuciłam ją na ramię.
- Pan Bieber się wybudził.
Poprosił aby przyszła pani do niego. – promiennie się uśmiechnęła, a ja w jednej
chwili odetchnęłam z ulgą i przyjęłam radosny wyraz twarzy. Wszystkie obawy
zniknęły.
-J-Już idę. – powiedziałam,
jąkając się, bo wciąż nie mogłam uwierzyć w to co mi oznajmiła. Wstałam i
poszłam za nią do dobrze mi znanej już sali. Kiedy uchyliłam drzwi, ujrzałam
leżącego na łóżku Justina. Miał otwarte oczy i kiedy mnie zobaczył, natychmiast
się uśmiechnął. Podbiegłam do niego i delikatnie go uścisnęłam.
- Jesteś…- mruknął romantycznie
i przejechał dłonią po moim policzku. Drugą rękę miał w gipsie. Uścisnęłam ją,
a potem przygryzłam wargi. Widziałam, że
był wykończony, ale dla mnie starał się to ukryć. W pomieszczeniu była jeszcze
pielęgniarka.
-Przepraszam. – powiedział Juss,
a ona odwróciła się w naszą stronę. –Możemy zostać na chwilę sami? – ta szybko
pokiwała głową i wyszła.
-Chodź tu. –powiedział i
przyciągnął mnie do siebie za biodro. Usiadł na łóżku, a ja na nim i zaczęłam
całować jego usta. On to odwzajemniał, a potem lekko przejeżdżał swoimi wargami
po moich. Cicho skomlał w moje usta, a ja pociągałam za jego włosy. Kiedy
emocje sięgnęły wyżej, usiadłam na nim okrakiem na co on się podniecił.
-Kocham cię. –mówił, muskając
każdy centymetr mojej szyi. – Nawet nie wiesz jak bardzo… - zaczął wysuwać
język do środka, a ja jęczałam z rozkoszy. Motyle w moim brzuchu latały cały
czas. Nawet z krwią na twarzy i kroplówką podłączoną do ciała wyglądał
strasznie seksownie. Zwłaszcza jego włosy ułożone w artystyczny nieład.
Uwielbiałam to. Gdy od siebie
oderwaliśmy ( co było naprawdę trudne, bo tydzień bez całowania się to istne
piekło) Justin posadził mnie na swoim kolanie.
-Cieszę się, że jesteś. –
szepnął do mojego ucha. Zarumieniłam się i położyłam dłoń na jego karku.
- Ja też się bardzo cieszę. –
odpowiedziałam równie czułym tonem.
- Szlag, tak cholernie cię
przepraszam za to co się stało. Naraziłem cię na takie niebezpieczeństwo. Pewnie
masz do mnie żal, ale…
-Shh… - przerwałam mu i
położyłam palec wskazujący na jego ustach. – Nie mam żadnego żalu. Zapomnijmy o
tym i cieszmy się tą chwilą. Proszę. – pokiwał głową i musnął mój policzek.
-Dobrze, kochanie.
-Tylko szkoda z tą wytwórnią.
Scooter mi wszystko powiedział. To okropne, że ludzie tak po prostu zmieniają
zdanie i tym samym psują marzenia innych.- wyrzuciłam ręce w górę.
-Miałem nadzieję, że razem
zamieszkamy. Że zarobię na nas, ale niestety. Zawiodłem cię.
-Nawet tak nie mów! – krzyknęłam
i nie pozwoliłam mu mówić dalej. – Nigdy mnie nie zawiodłeś i nie sądzę abyś to
kiedykolwiek zrobił. Jesteś dla mnie idealny, rozumiesz? – wzięłam w dłonie jego
twarz i przytuliłam go mocno do siebie.
-Ta ręka w gipsie… cholera,
miałem nadzieję, że po wyjściu stąd będziemy mogli się w końcu kochać. –
przyjął smutny wyraz twarzy, a ja pogłaskałam go po nodze.
-Najważniejsze, że nic ci się
nie stało. – uśmiechnęłam się, a Justin delikatnie musnął moje usta.
-Jesteś piękna. – powiedział, a
moje policzki w jednym momencie zrobiły się czerwone. Często mi to mówił, ale
za każdym razem byłam zawstydzona. Odgarnęłam włosy za ucho, a on chciał
złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku, kiedy do pokoju weszła pielęgniarka.
Zsunął ze mnie swoje ręce, a ja z niego wstałam. Oboje byliśmy trochę
skrępowani tą sytuacją.
-Przepraszam, muszę zmierzyć
ciśnienie. –odparła, a ja pokiwałam głową i wyszłam z pokoju.
-Cześć. – powiedziałam, stojąc w
drzwiach. Pomachał mi i uśmiechnął się szeroko.
- Cześć, kocham cię. – znowu się
zarumieniłam i opuściłam salę. Gdy znalazłam się na korytarzu, zatrzymała mnie
Emily. Zdziwiłam się, bo chyba nie wiedziała o moim wypadku. Ale mimo to byłam
szczęśliwa, że tu dla mnie przyjechała.
-Hej.-odparłam i delikatnie ją
przytuliłam. Ta tylko przyjęła poważny wyraz twarzy i minęło parę sekund zanim
cokolwiek powiedziała.
-Nie możesz z nim być Olivia. –
parsknęłam śmiechem i totalnie olałam jej słowa.
-Oczywiście, że mogę. Nie
zabronisz mi się z nim widywać.- wyrzuciła ręce w górę i kontynuowała.
-Wiesz dobrze, że nie! Naraził
cię na niebezpieczeństwo, a ty mu ufasz?! Kiedy znowu będzie miał gorszy dzień,
zrobi to samo! Jesteś naiwna, że z nim jeszcze jesteś! – miałam jej coś
odpowiedzieć, ale ona zaczęła wychodzić. Szczerze? Miałam gdzieś jej zdanie,
więc pozwoliłam jej wyjść z satysfakcją, że powiedziała mi to co chciała
powiedzieć. Liczyło się tylko zdrowie
Justina.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam nowy rozdział, więc pomyślałam że wstawię :) ale następny pojawi się dopiero we wrześniu ;c to już druga część opowiadania i jest parę zmian. Czyli tytuły rozdziałów i dłuższa treść! Cieszycie się?:) Piszcie jak wam się podoba, bo to motywuje do dalszego pisania ;)
xoxo<3
o jejku, ale boski i romantyczny....tylko szkoda, ze Emily ma inne zdanie
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńo jeju kocham cię za to że dodałaś . rozdział jak zwykle świetny <3 - @thisswaggirl_JB
OdpowiedzUsuńsuper :*
OdpowiedzUsuń