4. IT'S MY FAULT


OLIVIA’S POV

Te siedem dni minęło naprawdę szybko. Każdego poranka zastanawiałam się czy nie porozmawiać z Emily, ale zawsze brakowało mi odwagi. Chodziłam do Justina… w sumie, nic ciekawego się nie działo.No może oprócz tego, że parę razy pokłóciłam się z rodzicami o mojego chłopaka. Boją się, że znowu coś mi się przez niego stanie. To okropne, że nie potrafią mu po prostu zaufać!

-Olivia? – usłyszałam i natychmiastowo podniosłam się z łóżka, a potem podeszłam do mamy, która stała w progu drzwi.

-Tak? – zapytałam, a ona westchnęła ciężko. Poprzedniego dnia także się kłóciłyśmy. Tym razem jednak nie miałam zamiaru „błagać” jej o wybaczenie.

-To ciężkie dla mnie, bo zazwyczaj ty to robisz, ale.. przepraszam. – cicho się zaśmiała, a ja rozszerzyłam kąciki ust, powodując że atmosfera w moim pokoju od razu się poprawiła.

-Dobra, ja trochę też. Wiem, że się o mnie martwisz, ale…

-Rozumiem. – powiedziała , nie dając mi dokończyć. Przytuliłyśmy się, ale nie lubiłam takich momentów, dlatego szybko znalazłam wymówkę, żeby wyjść z domu.

-Idę do Emily. Umówiłam się z nią. – szeroko się uśmiechnęła, bo od tygodnia chodziłam tylko do Justina, albo on przychodził do nas. Sama jednak wiedziałam,że do niej nie pójdę. Wciąż nie byłam gotowa na rozmowę z nią i nie wiedziałam jak jej powiedzieć o tym, że wszystko wiem.

-W końcu! Już myślałam, że znowu się pokłóciłyście. –wyrzuciła ręce w górę, a chwilę później zostałam sama w pokoju. Spojrzałam przez okno, obserwując pogodę. Wyglądało na to, że jest ciepło, więc energicznie wyjęłam z szafy białą sukienkę i założyłam ją na siebie. Potem wystarczyło delikatnie się umalować i uczesać włosy. Kiedy skończyłam, przejrzałam się w lustrze i wyszłam nawet nie żegnając się z mamą.  Pokonując tą samą drogę co zwykle, minęłam dom Emily. Z jednej strony chciałam do niej iść, powiedzieć jej wszystko, ale coś mnie zatrzymywało. Strach? Smutek? Żal? Rozczarowanie? Uh.. sama nie wiem. To było dziwne uczucie, którego nie potrafiłam w ogóle nazwać.

-„Wejdź tam. Zapytaj, poproś żeby tego nie robiła. Cokolwiek, Olivia! „ – mówił mi wewnętrzny głos w mojej głowie. Nim się zorientowałam, mój palec znalazł się na dzwonku, a po chwili automatycznie go nacisnął. Przeżegnałam się w duchu i czekałam aż ktoś zejdzie na dół. Słyszałam jedynie stukot szpilek i po dosłownie trzech sekundach, otworzyła mi Emily. Znowu była umalowana i ubrana w wyzywający strój. Ciężko westchnęłam , a moje oczy aż wytrzeszczyły się ze zdziwienia. Słowa Justina się potwierdziły i to było najgorsze w tym wszystkim, bo dotychczas miałam nadzieję, że po prostu kłamał.

-H-hej. –wydusiłam z siebie po chwili trwania niezręcznej ciszy. Ona wyraźnie skrępowana i zdenerwowana, stanęła przede mną i ledwo co utrzymywała równowagę.

- Ja tylko idę na dyskotekę. – uśmiechnęła się bardzo sztucznie, co od razu wykryłam.

-O 11-ej rano?- spojrzałam na nią spode łba, a ona otworzyła usta by coś powiedzieć, jednak ją uprzedziłam. – Jest twój tata?

- Wyjechał. – odpowiedziała szybko jakby chciała, abym poszła.

- Więc mogę wejść? – powiedziałam powoli przekraczając próg jej domu. Przełknęła głośno ślinę i ruchem ręki zaprosiła mnie do środka. W jej wzroku jednak było pełno złości, a ręce trzęsły jej się niemiłosiernie. Pewnie stresowała się rozmowy ze mną. Pierwsze co zrobiłam to usiadłam na krześle przy małym stoliku.

-„Dawno tu nie byłam..”-pomyślałam, wspominając prawie cotygodniowe nocowania u niej. Wszystko się zepsuło od momentu kiedy…. poznałam Justina.

-Chcesz coś do picia? –spytała od niechcenia, a ja pokręciłam głową.

- Przyszłam tylko po to żeby pogadać..

-A mamy o czym? Jakoś ostatnio mało cię obchodziłam, bo wolałaś chodzić do tego pieprzonego Biebera…

- Nie mów tak na niego! –krzyknęłam, wstając w tym samym momencie. Serce mi zadrżało kiedy usłyszałam jak go nazwała. Nie miała prawa! Była po prostu zazdrosna, bo sama chciała z nim być.

-Kiedy taka prawda! Jest idiotą! Przez niego nasza przyjaźń się z*ebała, rozumiesz?!Przez niego!

-Nie! To ty byłaś zazdrosna, bo nie mogłaś zaakceptować faktu, że go kocham i że ty nie masz kogoś takiego jak ja Justina!

-Ja zazdrosna?! –mówiła podniesionym tonem. Ja zresztą też. – Mam większe powodzenie niż ci się wydaje.

-Bo jesteś dzi*ką ! – Emily zamarła, a ja w jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo przesadziłam z doborem słów. Przymknęłam oczy i zasłoniłam usta dłonią. Ona kiwała głową, a oczy zaczęły robić się szklane. Sekundy dłużyły się i nie wiedziałam co mam powiedzieć. W końcu przerwała chwilę niezręcznej ciszy, mówiąc:

- Justin ci powiedział? – podeszła do okna i wyciągnęła chusteczkę z kieszeni, a  następnie delikatnie otarła nią pojedyncze łzy, odpadające na jej dekolt.

-Nie… - spuściłam wzrok w dół,aby na nią nie patrzeć, bo wiedziałam że kłamałam.

-Nie mówisz mi prawdy, Olivia. – odwróciła się w moją stronę.

- Mówię!

-Nie! – krzyknęła, przerywając mi, a następnie głęboko westchnęła i usiadła naprzeciwko mnie – Ty nawet nie wiesz dlaczego to robię, prawda?

- Podejrzewam.- odparłam, przypominając sobie jak Emily wielokrotnie mówiła mi o problemach finansowych w jej rodzinie.

-Nie chodzi tylko o kasę. Ja po prostu nie radzę sobie z tym wszystkim. Straciłam wszystkie osoby na których mi zależało. – ponownie otarła policzek chusteczką, ja nie odzywałam się. – Moja matka ma mnie w dupie od jakichś 2 lat,  o czym doskonale wiesz. Myślałam, że mi pomożesz, ale… - tu zawiesiła głos. – Ale ciebie też straciłam.

- Emily…

-Wyjdź, okej? –reagując na jej słowa, wstałam. Poszłam w kierunku przedpokoju, a potem nacisnęłam na klamkę i wyszłam. Ręce mi drżały, a do oczu napływały rzewne łzy.

„Zawiodłam ją, zostawiłam ją. To przeze mnie. Nie zasługiwałam na nią. „ – myślałam, podążając w stronę przystanku autobusowego.

 

JUSTIN’S POV

 

Czy w związkach zazwyczaj nie jest tak, że to chłopak się spóźnia? Jest. Ale u nas to działa w odwrotną stronę. Zawsze czekam na Olivię w moim mieszkaniu i przeważnie boję się, że coś się stało.  W końcu jednak usłyszałem delikatnie pukanie do drzwi i już wiedziałem, że to ona. Wesoły podbiegłem do nich, by otworzyć. Zamiast jednak się uśmiechnąć, posmutniałem, bo zauważyłem na jej twarzy spływający tusz do rzęs, a policzki różowiły się od płaczu. Wziąłem ją za rękę i zamknąłem mieszkanie.

-Płakałaś. Czemu? – mówiłem, obejmując jej kości policzkowe w dłonie. Wtuliła się w mój tors i nie odpowiedziała mi, a ja jedynie słyszałem ciężkie oddechy odbijające się od naszych ciał. Powoli zacząłem bawić się jej włosami i nie wypytywałem o więcej. Zawsze w takich sytuacjach starałem się jedynie aby poczuła się lepiej w moim dotyku. Miałem szczerą nadzieję, że to działało, bo cholernie nie lubiłem gdy była smutna.

-Justin… -wymamrotała. Zsunąłem ręce niżej i złapałem ją w talii, delikatnie odsuwając  ją od siebie, aby mogła spojrzeć mi w oczy.

-Co jest, skarbie? – otarłem łzy z jej policzka i pocałowałem w czoło.

-To przeze mnie. – wybuchła jeszcze większym płaczem i ponownie przytuliła się, opierając głowę na mojej klatce piersiowej.

-Co jest przez ciebie?

- Emily robi to wszystko, bo ją zostawiłam. Wybrałam ciebie i … nie żałuję, ale jest mi źle z myślą, że moja przyjaciółka zajmuje się tym z mojej winy. –odsunęła się ode mnie i podeszła do parapetu. Popatrzyłem w sufit, a następnie zrobiłem parę kroków w przód, i objąłem Olivię od tyłu w pasie. Coś rozpierało mnie od środka. Jakiś gniew na samego siebie, chociaż wiedziałem że nie byłem niczemu winny.

-Hej… - skierowałem jej podbródek w moją stronę, a jej pełne strachu oczka popatrzyły na mnie, rozszerzając się jednocześnie. Na moich ustach wymalował się niewielki uśmiech, aby nieco poprawić atmosferę. – Porozmawiam z Emily. Nigdy więcej tego nie zrobi, okej?  - powoli pokiwała głową, a ja w jednej chwili rozpromieniłem się i wtedy usłyszałem głośne oraz niespokojne pukanie do drzwi. Wywróciłem oczami w tył.

-Zaraz przyjdę. – powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Otworzyłem i w jednej chwili moja twarz przybrała zaniepokojony wyraz. Zobaczyłem jak przede mną stoi Scooter i trzyma ręce w kieszeniach. Widocznie był przygotowany na to, że zaraz dostanie obiecane 5 tysięcy dolarów. Szkoda, że nie był świadomy tego, że ich nie mam.

-Wiesz po co przyszedłem. – głęboko westchnąłem i zacząłem nerwowo mierzwić swoje włosy. – Bieber? – zapytał i widząc jak zdenerwowany jestem, odchylił się w tył i przeklął pod nosem. –Wiedziałem, że nie będziesz miał tej pieprzonej kasy! – mówił, uderzając pięścią w ścianę. Wydąłem usta,a poo paru sekundach Olivia znalazła się tuż przy mnie.

-Poczekaj na mnie w salonie, kotku. – mruknąłem, głaszcząc ją delikatnym ruchem po policzku.

-Uhm.. – spojrzała z przestraszeniem na Braun’a i odeszła tak jak ją prosiłem. Nie chciałem aby patrzyła na naszą kłótnię, bo wiedziałem że zaraz wybuchnie.

-Cokolwiek masz?! –wrzasnął, podchodząc bliżej mnie i patrząc na mnie wzrokiem który mógłby zabijać.

-Mam.- rzekłem drżącym głosem i wyjąłem 1500 dolarów, które były szczelnie zamknięte w kopercie.

-Ile tu jest? – mówił powoli się uspokajając.

-1500. – otworzył kopertę i przeliczył jej zawartość, a ja co chwilę spoglądałem na jego dłonie. Kiedy skończył pokręcił głową.

- Nie odpuszczę ci , Justin . Umówiliśmy się i masz dotrzymać słowa. – zrobił parę kroków  w moją stronę i jego twarz znajdowała się tuż przy mojej. – Masz pięć dni, rozumiesz? Pięć dni. – powtórzył ściszonym głosem. Miałem mu odpowiedzieć, ale wyszedł szybciej niż się zorientowałem. Stałem jakby coś wmurowało mnie w podłogę i patrzyłem przed siebie. Moje zamyślenie przerwał nagły dotyk mojej dziewczyny. Natychmiastowo obróciłem się w jej stronę i przytrzymałem jej dłoń.

-Justin..

-Sh.. – przerwałem, kładąc mój palec wskazujący na jej ustach. – Nic się nie stało. To moja sprawa, a ty się nią nie przejmuj, dobrze?- ścisnąłem ją mocniej, a ona chwilę się zastanowiła, po czym pokiwała głową. Uśmiechnąłem się promiennie.

-Jeśli czegoś będziesz…

-Olivia!-  powiedziałem żartobliwie.

-Dobra,już nic nie mówię.

-W końcu..- odparłem z sarkastyczną ulgą, a ona uderzyła mnie w ramię. Próbowała się powstrzymać, ale nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem. Kochałem to, że nawet w takich sytuacjach potrafiła sprawić że cały świat przybierał kolorowe barwy.
 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Matko! Druga gimnazjum to masakra! Nie wiedziałam,że będzie aż tak ciężko dlatego przepraszam za rzadko dodawane rozdziały. Wgl mam wrażenie że już nikt nie czyta tego bloga, więc jeśli czytasz to zostaw proszę komentarz :) Będzie fajnie
xoxo <3

PRZECZYTAJCIE

Wiem, że pisze rozdziały tak rzadko, że pewnie przestało Wam się chcieć czytać to opowiadanie. Ale zrozumcie, że mam dużo nauki i gram w teatrze, więc cały tydzień jestem zajęta! A wolę pisać wtedy kiedy mam wenę niż na odwal, żeby było...
Musicie  uzbroić się w cierpliwość.
xoxo :*

3.IT'S MY SECRET


JUSTIN’S POV

 
„Obecnie, nie potrzebujemy nikogo”.

„Musi być pan w pełni sprawny fizycznie”

„Odezwiemy się”

Te słowa wybrzmiewały dziś w moich uszach zdecydowanie za często. Chodzenie od sklepu do sklepu, od warsztatu do warsztatu, jest naprawdę męczące. Szkoda, że w tym okresie nikt nie potrzebuje pracowników. Starałem się, ale moje CV chyba nie zachęcało nikogo do tego, aby mnie wziąć. Wychodząc z ostatniego miejsca, gdzie mogłem dostać pracę, wyciągnąłem papierosa z kieszeni. Następnie odpaliłem go i pozwoliłem sobie cieszyć się nim.  Dym wypełniał całe otaczające mnie powietrze, a ja powoli się uspokajałem. Po chwili jednak wziąłem do ręki telefon i wystukałem numer Olivii.

-Cześć, Juss. – powiedziała, gdy tylko odebrała.

- Hej, skarbie. Dzwonię, żeby Ci powiedzieć, że nie znalazłem żadnej pracy . – wiedziałem, że trochę się rozczaruje, ale nic nie mówiła. – Starałem się, ale ludzie nie szukają nikogo kto ma złamaną rękę.

-Okej, rozumiem. – uśmiechnąłem się sam do siebie – Ja uzbierałam trochę z oszczędności i razem mam tylko 1500 dolarów.. Więcej nie ….

- Olivia! – przerwałem jej, a ona zaprzestała mówić – Nie wezmę od ciebie tylu… - chciałem dokończyć, ale zobaczyłem jak zza bloku przy którym siedziałem wychodzi znajoma mi postać. Opuściłem szczękę i nie dowierzałem własnym oczom. W moją stronę kierowała się Emily.

-Um… zadzwonię potem. – wciąż wpatrując się w dziewczynę, nie mogłem złapać oddechu. Nie dziwił mnie sam fakt, że tu przyszła, ale to jak była ubrana.  Skąpo i wyzywająco, a jej makijaż był najmocniejszym jaki w życiu widziałem. Gdy mnie zobaczyła, chciała uciekać, ale ja natychmiastowo wstałem i złapałem ją za rękę.

-Emily? – zapytałem, a ona z grymasem na twarzy odwróciła się w moją stronę. Nic nie powiedziała, a jedynie próbowała wyszarpać się z uścisku. Lekko ją puściłem, a ona wciąż się nie odzywała.

-Czy to jest to co…

-Zamknij się! – powiedziała, a potem popadła w histeryczny płacz. Teraz już nie miałem wątpliwości, że była prostytutką. Popatrzyłem na nią z większym współczuciem niż wcześniej i delikatnie pogłaskałem ją po ręce. Totalnie nie wiedziałem jak się zachować. Czy zadzwonić po Olivię, po jej rodziców… nie wiem, cokolwiek! Ale byłem w zbyt wielkim szoku by coś wymyślić.

-Tak wartościowa osoba jak ty nie powinna robić czegoś takiego. –powiedziałem ze smutkiem w głosie, a następnie zajęliśmy miejsce na ławce. Wciąż roztrzęsiona Emily, wyciągnęła telefon i przejrzała się w jego ekranie . Nie dowierzałem w to czego się właśnie dowiedziałem, ale nie mogłem jej tego okazywać. Teraz należało jedynie ją wspierać. Wyciągnąłem chusteczkę z kieszeni i podałem jej.

-Dziękuję. – wymamrotała i otarła nią twarz. Delikatnie się uśmiechnąłem, aby nieco rozluźnić atmosferę.

-Chcesz żebym zadzwonił po Olivię?

-Nie! –zaprzeczyła natychmiastowo .- Ona nie może o tym wiedzieć, naprawdę. Proszę, Justin, nie mów nikomu! – krzyczała rozhisteryzowana, a ja kiwałem głową na znak, że zrobię to o co mnie prosi.

-Chodź do mojego mieszkania. Zmyjesz makijaż i w ogóle. –zaproponowałem, ale wiedziałem, że jeśli przyjdzie tam Olivia, to nie obędzie się bez awantury. Jednak nie mogłem zostawić jej tutaj całej rozmazanej.

-Jeszcze ktoś zobaczy, że jestem u ciebie i wyjdzie na jaw… - nie mogła dokończyć. Doskonale ją rozumiałem, bo na jej miejscu też nie chciałbym aby ktoś się o tym dowiedział.

-Spokojnie. – powiedziałem i delikatnie otarłem jej policzki z łez. Uśmiechnęła się i złapała za moją dłoń i zatrzymała ją przy swoim policzku. Na początku poczułem jak ciepło z jej dotyku przechodzi przez całe moje ciało, ale po chwili lekko odsunąłem się od niej, czując że to nie fair w stosunku do Olivii.

-Chodźmy. – rzekłem, tym samym zmieniając temat naszych rozmów.

 

OLIVIA’S  POV

Ostatni raz przeliczyłam gotówkę, którą znalazłam szperając po wszystkich szafkach, kieszeniach i pudełkach.

-1425,1475,1500.. – liczyłam po cichu. To tylko półtora tysiąca, ale zawsze jakiś krok do przodu. Szczerze? Scooter wydawał się być w porządku, ale po aferach z wcześniejszymi „znajomymi” Justina, wolałam mieć pewność że tym razem nic mi się nie stanie.  W sumie, wiele przeszliśmy od kiedy jesteśmy razem. Nie mieliśmy nawet tygodnia, podczas którego moglibyśmy wspólnie odpocząć od wszystkich spraw i kłótni.Zawsze coś się działo, ale nigdy przez niego nie cierpiałam. Przez to nasz związek stał się silniejszy i teraz wiedziałam, że tylko z nim jestem bezpieczna…

-„ Nie płacz Olivia, idiotko! „- myślałam, czując  jak łzy po kolei spływają na moją twarz. Otarłam je ręką i otrząsnęłam się. Musiałam teraz spakować pieniądze i zawieźć je Justinowi. Powoli włożyłam je do torby i szczelnie ją zamknęłam, a następnie wyszłam z pokoju.

-Mamo! Idę do Justina! – krzyknęłam, schodząc po schodach. Po chwili na dole znalazła się także moja mama.

-Olivia… - odwróciłam głowę w jej stronę i narzuciłam na siebie bluzę. Lato w tym roku było naprawdę chłodne. – Jeśli możesz, nie wsiadaj z nim do samochodu, dobrze? – głęboko westchnęłam i przypomniałam sobie o ostatnim wypadku.

-Mamo.. on umie prowadzić.

-Mam co do tego wątpliwości po ostatnim razie! – rzekła surowym tonem, a ja podeszłam do niej i delikatnie przytuliłam, aby się uspokoiła.

-Nie wsiądę, okej? – pokiwała głową, a ja pocałowałam ją w policzek. – Idę, hej! – pomachała mi, a ja otworzyłam drzwi i zaczęłam kierować się w stronę furtki.

 

JUSTIN’S POV

-Rozgość się-powiedziałem i zachęciłem Emily ruchem ręki, aby weszła do środka. Lekko rozszerzyła kąciki ust i zdjęła z siebie dżinsową kurtkę. Potem usiadła na kanapie, a ja usadowiłem się naprzeciwko niej, na krześle.

-Ładnie tu masz nawet..- powiedziała, rozglądając się dookoła.

-Nie musisz kłamać. Serio. – zaśmiałem się, a ona zachichotała.

-No dobra. Jest okropnie. – teraz oboje wybuchliśmy śmiechem, bo dobrze wiedzieliśmy że mówiła prawdę.

-Jeszcze niedawno kupiłem sobie nowe meble, ale dziś ich nie ma. –pstryknąłem palcami. – musiałem je sprzedać.

-Czemu? – zapytała z zaciekawieniem w oczach. Długo myślałem nad odpowiedzią, aż w końcu wymyśliłem. Nie mogłem jej przecież opowiedzieć o tym, że jestem winny komuś 5 tysięcy dolarów.

-Bo uznałem, że nie pasują do tych obdartych ścian i powybijanych okien. – uśmiechnęła się szeroko i  nastąpiła niezręczna cisza.

- Justin.. ? – momentalnie na nią spojrzałem, a ona stała się zawstydzona. Kur*a, trudno było gadać z dziewczyną, która potajemnie się we mnie kocha i myśli, że o tym nie wiem.

-Tak? – zapytałem i przysunąłem się trochę bliżej niej.

- Umm… już nic. Chciałam tylko wiedzieć gdzie jest łazienka, żebym mogła się ogarnąć. –widać było, że to wymówka wymyślona na szybko, bo w rzeczywistości pewnie chciała mi powiedzieć, że jej się podobam.

-Tam – wskazałem na drzwi tuż obok kuchni, a ona wstała i ledwo co utrzymywała się na wysokich szpilkach. Nie rozumiałem jak można mieć tak mało szacunku do siebie, żeby dawać dupę jakimś obleśnym kolesiom?! Ale to jej życie, a mi to szczerze wisi. Chociaż nie powinno, bo to przyjaciółka Olivii.

Wtedy usłyszałem pukanie do drzwi. Przygryzłem wargi i podniosłem się z krzesła, a następnie otworzyłem je. Moje oczy uradowały się, kiedy zobaczyłem jak naprzeciwko mnie stoi  Olivia. Ona także miała roześmiany wyraz twarzy.

-Hej, skarbie. – mruknąłem namiętnie i od razu objąłem w talii, a ona oplotła ręce na mojej szyi. Po chwili pochyliłem się nad nią i przybliżyłem jej usta do moich. Następnie złączyłem je i delikatnie ssałem. Oboje się rozpływaliśmy. Tyle razy to robiliśmy, a za każdym razem stan podniecenia był coraz wyższy. To jak wyglądała też strasznie na mnie podziałało, bo miała na sobie krótkie spodenki i bluzkę z dość dużym dekoltem, co powodowało że widać jej było niewielką część  biustu.

-Olivia? – powiedziałem, kiedy delikatnie się ode mnie odsunęła . Spojrzała na mnie pytająco, a ja szepnąłem jej do ucha – Emily tu jest. – w pierwszej chwili jej oczy napełniły się gniewem, ale potem nieco złagodniały.

-Czemu? –mówiła przez zaciśnięte zęby.

-Nie  mogę ci wyjaśnić, ale.. – ściszyłem nieco głos, aby na pewno mnie nie usłyszała.- potem ci wszystko powiem. Tylko jak sobie pójdzie, okej? – szybko pokiwała głową i jeszcze raz musnąłem jej usta.

-Paliłeś? –spytała i odtrąciła mnie od siebie.Westchnąłem ciężko, bo miałem z tym skończyć dla niej.

-Byłem zestre…

-Olivia?! –usłyszeliśmy i natychmiastowo się od siebie odsunęliśmy. Głos Emily rozniósł się po całym mieszkaniu , a my staliśmy w zakłopotaniu i patrzyliśmy w podłogę. –Justin, miałeś… - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem i podeszła bliżej do mojej dziewczyny.

-Hej, Emily. –powiedziała i popatrzyła na nią, widocznie zdziwiona jej ubiorem.

-Hej.. –odpowiedziała. – Ja już lepiej pójdę. –w jednym momencie wzięła swoją kurtkę z wieszaka i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Nic nie mówiliśmy, a Olivia jedynie usiadła na kanapie.Zrobiłem to samo, obejmując ją ramieniem.

- Możesz mi teraz wyjaśnić o co chodzi? – wypuściłem powietrze, gromadzone w płucach i wydąłem usta.

- Nie powinienem ci o tym mówić. Zakazała mi, ale jesteś dla mnie ważniejsza, więc ufam ci i wierzę, że dochowasz tajemnicy. – pokiwała głową, a ja zacząłem – Emily jest prostytutką. – przymknąłem oczy, nie chcąc widzieć jej reakcji. Poczułem tylko jak zsuwa moją rękę, z jej ramienia i odsuwa się.

-Kochanie.. –przysunąłem się do niej, a jej małe oczka były pełne zdenerwowania i przerażenia.

- Przecież bym zauważyła! Przyjaźnimy się od tylu lat, ja… - tutaj zapowietrzyła się,  a ja pogłaskałem ją po udzie, by ją uspokoić.

-Spokojnie.. – szeptałem , a ona drżała i ciężko oddychała. Może nie powinienem był jej tego mówić? Miałem wątpliwości do tego czy dobrze zrobiłem…
 
 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak tu do was pisać po tak długiej przerwie? Na początku PRZEPRASZAM za to, że nie pisałam prawie 2 tygodnie! Ale miałam wiele problemów (szkoła + byłam chora. Miałam anginę). Teraz postaram się pisać nieco częściej, ale mam strasznie dużo nauki i nie wyrabiam :c Ale mam nadzieję, że rozdział wam się podoba :)
czytasz = komentujesz
 

ROZDZIAŁY

UWAGA!Wiem, że pisałam o tym, że rozdziały będą częściej, ale nastąpiły pewne komplikacje, związane ze szkołą, rodziną itd. Tak więc rozdziały co weekend!!! Przepraszam Was bardzo :C Mam nadzieję, że i tak będziecie czytać opowiadanie.
xoxo <3