OLIVIA’S POV
Te siedem dni minęło naprawdę
szybko. Każdego poranka zastanawiałam się czy nie porozmawiać z Emily, ale
zawsze brakowało mi odwagi. Chodziłam do Justina… w sumie, nic ciekawego się
nie działo.No może oprócz tego, że parę razy pokłóciłam się z rodzicami o
mojego chłopaka. Boją się, że znowu coś mi się przez niego stanie. To okropne,
że nie potrafią mu po prostu zaufać!
-Olivia? – usłyszałam i
natychmiastowo podniosłam się z łóżka, a potem podeszłam do mamy, która stała w
progu drzwi.
-Tak? – zapytałam, a ona
westchnęła ciężko. Poprzedniego dnia także się kłóciłyśmy. Tym razem jednak nie
miałam zamiaru „błagać” jej o wybaczenie.
-To ciężkie dla mnie, bo
zazwyczaj ty to robisz, ale.. przepraszam. – cicho się zaśmiała, a ja
rozszerzyłam kąciki ust, powodując że atmosfera w moim pokoju od razu się
poprawiła.
-Dobra, ja trochę też. Wiem, że
się o mnie martwisz, ale…
-Rozumiem. – powiedziała , nie
dając mi dokończyć. Przytuliłyśmy się, ale nie lubiłam takich momentów, dlatego
szybko znalazłam wymówkę, żeby wyjść z domu.
-Idę do Emily. Umówiłam się z
nią. – szeroko się uśmiechnęła, bo od tygodnia chodziłam tylko do Justina, albo
on przychodził do nas. Sama jednak wiedziałam,że do niej nie pójdę. Wciąż nie
byłam gotowa na rozmowę z nią i nie wiedziałam jak jej powiedzieć o tym, że
wszystko wiem.
-W końcu! Już myślałam, że znowu
się pokłóciłyście. –wyrzuciła ręce w górę, a chwilę później zostałam sama w
pokoju. Spojrzałam przez okno, obserwując pogodę. Wyglądało na to, że jest
ciepło, więc energicznie wyjęłam z szafy białą sukienkę i założyłam ją na
siebie. Potem wystarczyło delikatnie się umalować i uczesać włosy. Kiedy
skończyłam, przejrzałam się w lustrze i wyszłam nawet nie żegnając się z mamą. Pokonując tą samą drogę co zwykle, minęłam dom
Emily. Z jednej strony chciałam do niej iść, powiedzieć jej wszystko, ale coś
mnie zatrzymywało. Strach? Smutek? Żal? Rozczarowanie? Uh.. sama nie wiem. To
było dziwne uczucie, którego nie potrafiłam w ogóle nazwać.
-„Wejdź tam. Zapytaj, poproś
żeby tego nie robiła. Cokolwiek, Olivia! „ – mówił mi wewnętrzny głos w mojej
głowie. Nim się zorientowałam, mój palec znalazł się na dzwonku, a po chwili
automatycznie go nacisnął. Przeżegnałam się w duchu i czekałam aż ktoś zejdzie na
dół. Słyszałam jedynie stukot szpilek i po dosłownie trzech sekundach,
otworzyła mi Emily. Znowu była umalowana i ubrana w wyzywający strój. Ciężko
westchnęłam , a moje oczy aż wytrzeszczyły się ze zdziwienia. Słowa Justina się
potwierdziły i to było najgorsze w tym wszystkim, bo dotychczas miałam
nadzieję, że po prostu kłamał.
-H-hej. –wydusiłam z siebie po
chwili trwania niezręcznej ciszy. Ona wyraźnie skrępowana i zdenerwowana,
stanęła przede mną i ledwo co utrzymywała równowagę.
- Ja tylko idę na dyskotekę. –
uśmiechnęła się bardzo sztucznie, co od razu wykryłam.
-O 11-ej rano?- spojrzałam na
nią spode łba, a ona otworzyła usta by coś powiedzieć, jednak ją uprzedziłam. –
Jest twój tata?
- Wyjechał. – odpowiedziała
szybko jakby chciała, abym poszła.
- Więc mogę wejść? –
powiedziałam powoli przekraczając próg jej domu. Przełknęła głośno ślinę i
ruchem ręki zaprosiła mnie do środka. W jej wzroku jednak było pełno złości, a
ręce trzęsły jej się niemiłosiernie. Pewnie stresowała się rozmowy ze mną. Pierwsze
co zrobiłam to usiadłam na krześle przy małym stoliku.
-„Dawno tu nie
byłam..”-pomyślałam, wspominając prawie cotygodniowe nocowania u niej. Wszystko
się zepsuło od momentu kiedy…. poznałam Justina.
-Chcesz coś do picia? –spytała
od niechcenia, a ja pokręciłam głową.
- Przyszłam tylko po to żeby
pogadać..
-A mamy o czym? Jakoś ostatnio
mało cię obchodziłam, bo wolałaś chodzić do tego pieprzonego Biebera…
- Nie mów tak na niego!
–krzyknęłam, wstając w tym samym momencie. Serce mi zadrżało kiedy usłyszałam
jak go nazwała. Nie miała prawa! Była po prostu zazdrosna, bo sama chciała z
nim być.
-Kiedy taka prawda! Jest idiotą!
Przez niego nasza przyjaźń się z*ebała, rozumiesz?!Przez niego!
-Nie! To ty byłaś zazdrosna, bo
nie mogłaś zaakceptować faktu, że go kocham i że ty nie masz kogoś takiego jak
ja Justina!
-Ja zazdrosna?! –mówiła
podniesionym tonem. Ja zresztą też. – Mam większe powodzenie niż ci się wydaje.
-Bo jesteś dzi*ką ! – Emily
zamarła, a ja w jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo przesadziłam
z doborem słów. Przymknęłam oczy i zasłoniłam usta dłonią. Ona kiwała głową, a
oczy zaczęły robić się szklane. Sekundy dłużyły się i nie wiedziałam co mam
powiedzieć. W końcu przerwała chwilę niezręcznej ciszy, mówiąc:
- Justin ci powiedział? –
podeszła do okna i wyciągnęła chusteczkę z kieszeni, a następnie delikatnie otarła nią pojedyncze
łzy, odpadające na jej dekolt.
-Nie… - spuściłam wzrok w
dół,aby na nią nie patrzeć, bo wiedziałam że kłamałam.
-Nie mówisz mi prawdy, Olivia. –
odwróciła się w moją stronę.
- Mówię!
-Nie! – krzyknęła, przerywając
mi, a następnie głęboko westchnęła i usiadła naprzeciwko mnie – Ty nawet nie
wiesz dlaczego to robię, prawda?
- Podejrzewam.- odparłam,
przypominając sobie jak Emily wielokrotnie mówiła mi o problemach finansowych w
jej rodzinie.
-Nie chodzi tylko o kasę. Ja po
prostu nie radzę sobie z tym wszystkim. Straciłam wszystkie osoby na których mi
zależało. – ponownie otarła policzek chusteczką, ja nie odzywałam się. – Moja matka
ma mnie w dupie od jakichś 2 lat, o czym
doskonale wiesz. Myślałam, że mi pomożesz, ale… - tu zawiesiła głos. – Ale
ciebie też straciłam.
- Emily…
-Wyjdź, okej? –reagując na jej
słowa, wstałam. Poszłam w kierunku przedpokoju, a potem nacisnęłam na klamkę i
wyszłam. Ręce mi drżały, a do oczu napływały rzewne łzy.
„Zawiodłam ją, zostawiłam ją. To
przeze mnie. Nie zasługiwałam na nią. „ – myślałam, podążając w stronę
przystanku autobusowego.
JUSTIN’S POV
Czy w związkach zazwyczaj nie
jest tak, że to chłopak się spóźnia? Jest. Ale u nas to działa w odwrotną
stronę. Zawsze czekam na Olivię w moim mieszkaniu i przeważnie boję się, że coś
się stało. W końcu jednak usłyszałem
delikatnie pukanie do drzwi i już wiedziałem, że to ona. Wesoły podbiegłem do nich,
by otworzyć. Zamiast jednak się uśmiechnąć, posmutniałem, bo zauważyłem na jej
twarzy spływający tusz do rzęs, a policzki różowiły się od płaczu. Wziąłem ją
za rękę i zamknąłem mieszkanie.
-Płakałaś. Czemu? – mówiłem,
obejmując jej kości policzkowe w dłonie. Wtuliła się w mój tors i nie
odpowiedziała mi, a ja jedynie słyszałem ciężkie oddechy odbijające się od
naszych ciał. Powoli zacząłem bawić się jej włosami i nie wypytywałem o więcej.
Zawsze w takich sytuacjach starałem się jedynie aby poczuła się lepiej w moim
dotyku. Miałem szczerą nadzieję, że to działało, bo cholernie nie lubiłem gdy
była smutna.
-Justin… -wymamrotała. Zsunąłem
ręce niżej i złapałem ją w talii, delikatnie odsuwając ją od siebie, aby mogła spojrzeć mi w oczy.
-Co jest, skarbie? – otarłem łzy
z jej policzka i pocałowałem w czoło.
-To przeze mnie. – wybuchła
jeszcze większym płaczem i ponownie przytuliła się, opierając głowę na mojej
klatce piersiowej.
-Co jest przez ciebie?
- Emily robi to wszystko, bo ją
zostawiłam. Wybrałam ciebie i … nie żałuję, ale jest mi źle z myślą, że moja
przyjaciółka zajmuje się tym z mojej winy. –odsunęła się ode mnie i podeszła do
parapetu. Popatrzyłem w sufit, a następnie zrobiłem parę kroków w przód, i objąłem
Olivię od tyłu w pasie. Coś rozpierało mnie od środka. Jakiś gniew na samego
siebie, chociaż wiedziałem że nie byłem niczemu winny.
-Hej… - skierowałem jej
podbródek w moją stronę, a jej pełne strachu oczka popatrzyły na mnie,
rozszerzając się jednocześnie. Na moich ustach wymalował się niewielki uśmiech,
aby nieco poprawić atmosferę. – Porozmawiam z Emily. Nigdy więcej tego nie
zrobi, okej? - powoli pokiwała głową, a
ja w jednej chwili rozpromieniłem się i wtedy usłyszałem głośne oraz
niespokojne pukanie do drzwi. Wywróciłem oczami w tył.
-Zaraz przyjdę. – powiedziałem przez
zaciśnięte zęby. Otworzyłem i w jednej chwili moja twarz przybrała
zaniepokojony wyraz. Zobaczyłem jak przede mną stoi Scooter i trzyma ręce w
kieszeniach. Widocznie był przygotowany na to, że zaraz dostanie obiecane 5
tysięcy dolarów. Szkoda, że nie był świadomy tego, że ich nie mam.
-Wiesz po co przyszedłem. –
głęboko westchnąłem i zacząłem nerwowo mierzwić swoje włosy. – Bieber? –
zapytał i widząc jak zdenerwowany jestem, odchylił się w tył i przeklął pod
nosem. –Wiedziałem, że nie będziesz miał tej pieprzonej kasy! – mówił,
uderzając pięścią w ścianę. Wydąłem usta,a poo paru sekundach Olivia znalazła
się tuż przy mnie.
-Poczekaj na mnie w salonie,
kotku. – mruknąłem, głaszcząc ją delikatnym ruchem po policzku.
-Uhm.. – spojrzała z
przestraszeniem na Braun’a i odeszła tak jak ją prosiłem. Nie chciałem aby
patrzyła na naszą kłótnię, bo wiedziałem że zaraz wybuchnie.
-Cokolwiek masz?! –wrzasnął,
podchodząc bliżej mnie i patrząc na mnie wzrokiem który mógłby zabijać.
-Mam.- rzekłem drżącym głosem i
wyjąłem 1500 dolarów, które były szczelnie zamknięte w kopercie.
-Ile tu jest? – mówił powoli się
uspokajając.
-1500. – otworzył kopertę i
przeliczył jej zawartość, a ja co chwilę spoglądałem na jego dłonie. Kiedy
skończył pokręcił głową.
- Nie odpuszczę ci , Justin .
Umówiliśmy się i masz dotrzymać słowa. – zrobił parę kroków w moją stronę i jego twarz znajdowała się tuż
przy mojej. – Masz pięć dni, rozumiesz? Pięć dni. – powtórzył ściszonym głosem.
Miałem mu odpowiedzieć, ale wyszedł szybciej niż się zorientowałem. Stałem
jakby coś wmurowało mnie w podłogę i patrzyłem przed siebie. Moje zamyślenie
przerwał nagły dotyk mojej dziewczyny. Natychmiastowo obróciłem się w jej
stronę i przytrzymałem jej dłoń.
-Justin..
-Sh.. – przerwałem, kładąc mój
palec wskazujący na jej ustach. – Nic się nie stało. To moja sprawa, a ty się
nią nie przejmuj, dobrze?- ścisnąłem ją mocniej, a ona chwilę się zastanowiła,
po czym pokiwała głową. Uśmiechnąłem się promiennie.
-Jeśli czegoś będziesz…
-Olivia!- powiedziałem żartobliwie.
-Dobra,już nic nie mówię.
-W końcu..- odparłem z
sarkastyczną ulgą, a ona uderzyła mnie w ramię. Próbowała się powstrzymać, ale
nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem. Kochałem to, że nawet w takich
sytuacjach potrafiła sprawić że cały świat przybierał kolorowe barwy.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Matko! Druga gimnazjum to masakra! Nie wiedziałam,że będzie aż tak ciężko dlatego przepraszam za rzadko dodawane rozdziały. Wgl mam wrażenie że już nikt nie czyta tego bloga, więc jeśli czytasz to zostaw proszę komentarz :) Będzie fajnie
xoxo <3