VI. HOPE IN ADVERSITY...



OLIVIA’S POV

Tak strasznie ciężko jest wrócić do domu i usiąść na kanapie, ze świadomością, że na długi czas twój chłopak będzie daleko od ciebie. Ale jednak powstrzymywałam łzy, bo nadzieja zawsze ratowała nasz związek. Miałam nadzieję, że tym razem też.
Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, a następnie położyłam się wygodnie na łóżku. Wyciągnęłam telefon z kieszeni mojej bluzy, żeby zobaczyć czy nie dostałam jakiegoś sms-a. Niestety nic… Oparłam głowę na poduszce, a ciężki oddech wydobywał się z moich ust. Przepełniona zmęczeniem i smutkiem, chciałam tylko iść spać. Ale wiedziałam, że moja mama zaraz przyjdzie z pracy i gdybym jej nie otworzyła, zaczęłaby się martwić.
Minuty dłużyły się w nieskończoność, a mnie niepokoił fakt, że Justin wciąż nie dzwonił . Jakby nie było, zatrzymanie przez policję i napad na bar to poważne sprawy. Chociaż miałam dziwne wrażenie, że wszystko będzie dobrze. Haha, to strasznie zabawne z jednej strony. Jeszcze rok temu byłam pesymistką, a od kiedy poznałam Justina…  to się jakby zmieniło. Nawet w takich sytuacjach widziałam dobre rozwiązania.
-Olivia, jestem! – usłyszałam krzyknięcie mamy i natychmiastowo poderwałam się.  Delikatnie przeczesałam włosy, a po paru sekundach już byłam na dole.
-Cześć. – powiedziałam, podchodząc do mamy. Ona delikatnie objęła mnie ramieniem i rzuciła na fotel swoją torebkę od Gucciego.
-Jak tam?- mówiła, kierując się w stronę kuchni. – załatwiłaś co miałaś załatwić? –cicho się zaśmiała, a  ja zaczęłam zastanawiać się nad tym czy mam jej mówić o tym co się stało. Uznałam,że lepiej nie.
-Umm..tak, to znaczy…tak. –jąkałam się, a w każdym kolejnym słowie coraz bardziej kryłam prawdę. Już sobie wyobraziłam co by było, gdyby moja mama dowiedziała się o aresztowaniu i wgl..masakra.
-Olivia, nie mówisz mi wszystkiego. – powiedziała, zakładając ręce, a potem spojrzała na mnie unosząc brwi ku górze. Sztucznie się uśmiechnęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Mamo, przestań… - podrapałam się po karku, nie wiedząc co mam zrobić z rękoma.
-Zawsze możesz…
-„…Do mnie przyjść”.Tak wiem. – dokończyłam za nią i popatrzyłam na schody. – Mogę iść na górę?- powolnie skinęła głową, bez cienia przekonania, a ja szybko popędziłam do pokoju. Pierwsze co zrobiłam, to uchyliłam okno, bo było niesamowicie duszno. Pominęłam fakt, że gdy kłamię zawsze robi mi się gorąco… Jeszcze raz wzięłam telefon do ręki, ale i tym razem nie zobaczyłam żadnego powiadomienia na ekranie. Ciężko westchnęłam i już  miałam spokojnie usiąść, kiedy usłyszałam głośne pukanie w okno. Wzdrygnęłam i niemalże w jednej chwili podeszłam tam i odsłoniłam żaluzje.
-Kurwa…. –wypowiedziałam cicho, widząc kto stał właśnie przede mną.

JUSTIN’S POV
Policja wkur*iała mnie na każdym kroku. Zaczynając od ich słabej organizacji, a kończąc na osądzaniu niewinnych osób. Miałem ochotę po prostu wyjść i nic nie mówić. Przecież mnie złapali, więc mogli od razu powiedzieć czy będę siedział czy nie.
-Panie Bieber, proszę z nami . – powiedział jakiś typek i ponownie spiął moje ręce w kajdanki. Nie chcąc się narażać na więcej problemów, grzecznie z nim poszedłem.  Przeszliśmy chyba cały budynek, ale w końcu dotarliśmy do Sali. Wszedłem tam i usiadłem naprzeciwko jakiegoś psa.
-Jesteś pełnoletni? – spytał przysuwając się do mnie.
-Tia… -odparłem niechętnie.
-Zdajesz sobie sprawę z tego co cię czeka?
-I tak mnie nie zamkniecie.
-Jesteś chyba zbyt pewny siebie. Policja jest w stanie…
-Właśnie widać jak jesteście kur*a w stanie. Nic nie jesteście w stanie mi zrobić, kur*a! –wybuchłem i wstałem z krzesła, ale jakiś pieprzony ochroniarz znowu pociągnął mnie na dół.
- Takie krzyki i afery nic nie pomogą. – powiedział ze spokojem w głosie i znowu zapisał coś w swoim notatniku. –Do czasu sprawy sądowej niestety będziesz musiał tutaj zostać.. – moje oczy wykształciły się w gigantyczne „o”, a moje ciało zadrżało.
-Czyli? Tydzień? Dwa? Nie wiem…- policjant podszedł do kalendarza,  a ja modliłem się w duchu żeby to nie było zbyt długo.
-Myślę, że.. – przyjrzał się bliżej datom – Za około półtora miesiąca. – momentalnie się zaśmiałem i odchyliłem głowę w tył.
-Nie ma opcji żebym tu tyle siedział. – powiedziałem głosem pełnym pogardy, co chyba dało się odczuć bo spojrzał na mnie krzywym wzrokiem.
-Z prawem się nie zadzie…
-Mogę wykonać jeden telefon? –zapytałem, nie dając temu pieprzonemu glinie dokończyć. Spojrzał pytająco na drugiego, a on wzruszył ramionami.
-Ta rozmowa ma nie trwać dłużej niż 5 minut, rozumiemy się?
-Tak. – westchnąłem ciężko. Nie dość, że nie mogłem spotkać się z moją dziewczyną, to jeszcze miałem cholernie mało czasu żeby z nią pogadać. Ochroniarz zaczął mnie prowadzić do jakiegoś odizolowanego pokoju. Moje supry uderzały w drewnianą podłogę, która cicho skrzypiała. Szedłem i coraz bardziej pragnąłem przytulić Olivię. Świadomość, że nie będę mógł tego zrobić przez prawie dwa miesiące rozszarpywała mnie od środka. Wcześniej jakoś o tym nie myślałem, ale teraz zdałem sobie sprawę z tego, że mogą mnie zamknąć na dłużej.
- To tutaj.- powiedział policjant i otworzył mi drzwi. Otrząsnąłem się i powoli przekroczyłem próg. Na stole leżał telefon stacjonarny. Podszedłem nieco bliżej, a ochroniarz w jednej chwili rozpiął mi kajdanki. Strzepnąłem dłonie, bo nieco zdrętwiały, a potem  wykręciłem numer Olivii, który znałem już na pamięć.
-Mogę zostać sam? – spytałem ostro, a on pokiwał głową i odszedł. Wypuściłem powietrze, gromadzone w płucach, a oddychanie zaczęło sprawiać mi trudność. Bałem się. Naprawdę się bałem. Ostatni raz przełknąłem ślinę i zaobserwowałem gęsią skórkę na moich rękach.
-No dobra… - powiedziałem sam do siebie i nacisnąłem przycisk. Słysząc pierwszy sygnał, zacząłem nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Drugi, trzeci, czwarty… w końcu usłyszałem jakiś dźwięk.
-Halo! Olivia? – zapytałem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko śmiech. Męski, gruby i donośny śmiech. – Olivia?! – krzyknąłem, a zdenerwowanie wkradło się do mojego ciała i umysłu. Cholernie się bałem, kur*a.
- Bieber…posłuchaj tylko. – powiedział ten skur*ysyn i odsunął słuchawkę nieco dalej.
-Justin! Justin! Auuu!! – słyszałem głośne jęki, wyraźnie Olivii. Kto to do ku*wy nędzy to był?!
-Olivia?! Co się dzieje?! Olivia? ! – cisza… - Ja pie*dole. – wrzasnąłem i walnąłem w ścianę. Oczy mi się zaczerwieniły, a ja nie mogłem wyjść z tego pieprzonego komisariatu.Szybko wybiegłem, ledwo co utrzymując się na nogach. Szukałem byle jakiego policjanta, kogokolwiek. Nagle poczułem jak ktoś łapie mnie od tyłu. Odwróciłem głowę i zobaczyłem jak ochroniarz pakuje moje ręce w kajdanki.
-Co?Myślałeś, że uciekniesz? – uśmiechnął się szyderczo, a ja naprawdę nie miałem czasu ani ochoty na głupi gierki z nim.
-Kur*a, chociaż raz się do czegoś przydajcie! –wykrzyknąłem mu prosto w twarz.
-Proszę się uspoko….
-Nie uspokoję się! – teraz mówiłem płaczliwym tonem, ale nie chciałem aby łzy spłynęły mi na policzek. – Olivia …ona… jej może się coś stać, kur*a pojedźcie tam, błagam! – spojrzał na mnie z miną mówiącą o tym że naprawdę nie wie o co mi chodzi. Chciałem posklejać zdania inaczej, jakoś lepiej, ale w takiej sytuacji nie potrafiłem. Moje serce drżało i miałem nadzieję, że to zły sen z którego lada moment się wybudzę.
- O co chodzi, panie Bieber? – nabrałem powietrza, a potem powolnie je wypuściłem.  Wciąż jednak nie umiałem opanować emocji, które dobijały mnie coraz bardziej...
-No więc.. zadzwoniłem do mojej dziewczyny, Olivii. Ona.. ona nie odebrała.. Jezu, boję się o nią! – wrzasnąłem, lekko chrypiąc. Mój głos był coraz słabszy, a ciało drętwiało z każdą sekundą coraz bardziej.
- Co się działo dalej?
-Usłyszałem jak krzyczy i był z nią jakiś po*ebany typek..
-Jak to..- wtedy obejrzał się za siebie, bo z oddali zaczął iść drugi policjant.Ten go zatrzymał, mówiąc –Dobrze, że jesteś.
-Co jest?-odpowiedział, trzymając kawę w ręku. 
-Właśnie zatrzymany doniósł nam o tym, że jego partnerce grozi niebezpieczeństwo. – zwrócił się w moją stronę. – Mógłby mi pan zapisać jej adres? –pokiwałem szybko głową i wziąłem podaną przez niego kartkę i długopis. Ledwo co go utrzymywałem, bo naprawdę byłem zestresowany.
-Kiedy się tym zajmiecie? – zapytałem, a jeden z nich wzruszył rękoma.
-Za jakąś godzinę, dwie..
-Co?! – krzyknąłem i uderzyłem nogą w ścianę.  – Olivia jest w rękach jakiegoś posranego idioty, a wy mówicie, że zajmiecie się tym za godzinę?! – pokręciłem głową i widziałem coraz mniejsze szanse na uratowanie jej.
-Spokojnie….
-Jak mam być spokojny, wiedząc co się może stać?! – teraz nie wytrzymałem. Z moich oczu poleciały rzewne łzy, cały czas krzyczałem. Nie wierzyłem że kiedykolwiek poczuję taką nienawiść do siebie. Nie mogłem do niej pobiec, bo siedziałem w areszcie.. to była moja wina. Obiecywałem jej, że nigdy jej nie zostawię a ją zostawiłem.Zawiodłem sam siebie.
- Muszę do niej iść… pozwólcie mi, błagam…- wyszeptałem, bo głos mi siadał. Było coraz gorzej.
-Uh…-westchnął – dobrze, pojedziemy z panem. – zacisnąłem kciuki i ucieszyłem się jak nigdy. Natychmiastowo odezwałem się:
-Możemy już jechać? – obydwoje pokiwali głowami na potwierdzenie.

*20 minut później*
-To tutaj!- krzyknąłem, kiedy ujrzałem dom Olivii. Policjant rozpiął mi kajdanki, a ja podziękowałem mu skinieniem głowy.  Następnie wybiegłem i szybko zadzwoniłem do drzwi. Psy szły za mną, chociaż wolałem żeby ich nie było. I tak g*wno mogli zrobić.
-Nikogo tu nie ma, panie Bieber….
-Jest, kur*a! –dzwoniłem cały czas, ale uznałem że to nie ma sensu. W jednym momencie popędziłem do zewnętrznych schodów i wbiegłem po nich.  Kiedy znalazłem się na balkonie, nie zauważyłem nic. Firanki zasłaniały mi widok na jej pokój. Drzwi były zamknięte, a pomimo tego nie słyszałem ŻADNYCH dźwięków. Zdziwiło mnie to i już pomyślałem, że naprawdę jej tu nie ma. Jednak wolałem spróbować.
-Olivia… Olivia, to ja! Otwórz, pro…- w tym właśnie momencie usłyszałem ciche przekręcanie klamki. Po chwili zobaczyłem moją dziewczynę w progu. Była zapłakana, bluzkę miała poszarpaną, tusz spływał jej po policzku, a włosy potargane. Na ciele miała parę ran. Nie odzywała się.
-Kochanie… co się…
-Justin! – wykrzyknęła niespodziewanie i rzuciła mi się na szyję.  Była zaniepokojona, drżała i nie mogła prawie oddychać.
-Możemy wejść? –spytali policjanci, a ona odchyliła głowę by na nich spojrzeć.
-Za chwilę. – powiedziałem, a oni zostali na balkonie. Przymknąłem drzwi, aby nam nie przeszkadzali – Powiedz mi co się stało! – ująłem jej twarz w dłonie i delikatnie otarłem łzę z powieki.
-Justin.. on tu był… -wypłakała.
-On to znaczy kto? – ścisnąłem ją mocniej, a jej rozpacz narastała.
- Matt.-zamknęła oczy, a mnie coś ukuło w środku. Przecież ten debil miał zginąć za kratkami! Przecież nie tak miało być!
- Co ci zrobił ten skur*iel?! –wrzasnąłem i zacząłem nerwowo chodzić po jej pokoju. Waliłem pięściami w ściany.
-Mi nic.. wszedł tu i… Justin, on zrobił coś czego mu nie wybaczę. – Uklęknęła na podłodze, co świadczyło o ojej załamaniu. –On pobił moją mamę. – wybuchła szlochem, który roznosił się po całym domu.
-Za*ebie go! – nigdy nie czułem żebym tak bardzo kogoś nienawidził. Najpierw zabił moją matkę, teraz pobił matkę Olivii. O, nie. On nie mógł dłużej żyć. – Gdzie poszedł? Gdzie jest twoja mama? – nie odpowiedziała mi – Olivia, powiedz mi! – podszedłem i szturchnąłem ją z całej siły. – Przepraszam… ja po prostu nie wierzę, że on miał czelność tu przyjść.
-Justin, nie rób nic głupiego… moja mama już jest w szpitalu, ale zabronili mi z nią pojechać. – kręciłem głową z niedowierzania w to co słyszę.
-Zabiję go, rozumiesz? Z.A.B.I.J.Ę 

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was, że rozdziały są tak rzadko! Proszę, wybaczcie mi to, naprawdę nie mam czasu ;c
Proszę także o pozostawienie szczerej opinii o rozdziale :*
xoxo kocham was <3

7 komentarzy:

  1. hfgfhu genialny. czekam na nastepny x @Stylesowaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie mogę się doczekać nn <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. o jezu a mi adrenalina skoczyła...czekam na NN..oby był szybko <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, nie mogę
    się doczekać nexta
    @Hazza_OMFG

    Zapraszam do mnie: http://sleeplessanddreammore-funfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. jeju! świetnie! Bardzo mi się podoba. Czekam na następny. xx

    zapraszam do mnie: http://never-let-her-go-fanficjb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. jest świetny, tylko szkoda że tak rzadko dodajesz :(
    Ale czekam z niecierpliwością na następny :D

    OdpowiedzUsuń