4. IT'S MY FAULT


OLIVIA’S POV

Te siedem dni minęło naprawdę szybko. Każdego poranka zastanawiałam się czy nie porozmawiać z Emily, ale zawsze brakowało mi odwagi. Chodziłam do Justina… w sumie, nic ciekawego się nie działo.No może oprócz tego, że parę razy pokłóciłam się z rodzicami o mojego chłopaka. Boją się, że znowu coś mi się przez niego stanie. To okropne, że nie potrafią mu po prostu zaufać!

-Olivia? – usłyszałam i natychmiastowo podniosłam się z łóżka, a potem podeszłam do mamy, która stała w progu drzwi.

-Tak? – zapytałam, a ona westchnęła ciężko. Poprzedniego dnia także się kłóciłyśmy. Tym razem jednak nie miałam zamiaru „błagać” jej o wybaczenie.

-To ciężkie dla mnie, bo zazwyczaj ty to robisz, ale.. przepraszam. – cicho się zaśmiała, a ja rozszerzyłam kąciki ust, powodując że atmosfera w moim pokoju od razu się poprawiła.

-Dobra, ja trochę też. Wiem, że się o mnie martwisz, ale…

-Rozumiem. – powiedziała , nie dając mi dokończyć. Przytuliłyśmy się, ale nie lubiłam takich momentów, dlatego szybko znalazłam wymówkę, żeby wyjść z domu.

-Idę do Emily. Umówiłam się z nią. – szeroko się uśmiechnęła, bo od tygodnia chodziłam tylko do Justina, albo on przychodził do nas. Sama jednak wiedziałam,że do niej nie pójdę. Wciąż nie byłam gotowa na rozmowę z nią i nie wiedziałam jak jej powiedzieć o tym, że wszystko wiem.

-W końcu! Już myślałam, że znowu się pokłóciłyście. –wyrzuciła ręce w górę, a chwilę później zostałam sama w pokoju. Spojrzałam przez okno, obserwując pogodę. Wyglądało na to, że jest ciepło, więc energicznie wyjęłam z szafy białą sukienkę i założyłam ją na siebie. Potem wystarczyło delikatnie się umalować i uczesać włosy. Kiedy skończyłam, przejrzałam się w lustrze i wyszłam nawet nie żegnając się z mamą.  Pokonując tą samą drogę co zwykle, minęłam dom Emily. Z jednej strony chciałam do niej iść, powiedzieć jej wszystko, ale coś mnie zatrzymywało. Strach? Smutek? Żal? Rozczarowanie? Uh.. sama nie wiem. To było dziwne uczucie, którego nie potrafiłam w ogóle nazwać.

-„Wejdź tam. Zapytaj, poproś żeby tego nie robiła. Cokolwiek, Olivia! „ – mówił mi wewnętrzny głos w mojej głowie. Nim się zorientowałam, mój palec znalazł się na dzwonku, a po chwili automatycznie go nacisnął. Przeżegnałam się w duchu i czekałam aż ktoś zejdzie na dół. Słyszałam jedynie stukot szpilek i po dosłownie trzech sekundach, otworzyła mi Emily. Znowu była umalowana i ubrana w wyzywający strój. Ciężko westchnęłam , a moje oczy aż wytrzeszczyły się ze zdziwienia. Słowa Justina się potwierdziły i to było najgorsze w tym wszystkim, bo dotychczas miałam nadzieję, że po prostu kłamał.

-H-hej. –wydusiłam z siebie po chwili trwania niezręcznej ciszy. Ona wyraźnie skrępowana i zdenerwowana, stanęła przede mną i ledwo co utrzymywała równowagę.

- Ja tylko idę na dyskotekę. – uśmiechnęła się bardzo sztucznie, co od razu wykryłam.

-O 11-ej rano?- spojrzałam na nią spode łba, a ona otworzyła usta by coś powiedzieć, jednak ją uprzedziłam. – Jest twój tata?

- Wyjechał. – odpowiedziała szybko jakby chciała, abym poszła.

- Więc mogę wejść? – powiedziałam powoli przekraczając próg jej domu. Przełknęła głośno ślinę i ruchem ręki zaprosiła mnie do środka. W jej wzroku jednak było pełno złości, a ręce trzęsły jej się niemiłosiernie. Pewnie stresowała się rozmowy ze mną. Pierwsze co zrobiłam to usiadłam na krześle przy małym stoliku.

-„Dawno tu nie byłam..”-pomyślałam, wspominając prawie cotygodniowe nocowania u niej. Wszystko się zepsuło od momentu kiedy…. poznałam Justina.

-Chcesz coś do picia? –spytała od niechcenia, a ja pokręciłam głową.

- Przyszłam tylko po to żeby pogadać..

-A mamy o czym? Jakoś ostatnio mało cię obchodziłam, bo wolałaś chodzić do tego pieprzonego Biebera…

- Nie mów tak na niego! –krzyknęłam, wstając w tym samym momencie. Serce mi zadrżało kiedy usłyszałam jak go nazwała. Nie miała prawa! Była po prostu zazdrosna, bo sama chciała z nim być.

-Kiedy taka prawda! Jest idiotą! Przez niego nasza przyjaźń się z*ebała, rozumiesz?!Przez niego!

-Nie! To ty byłaś zazdrosna, bo nie mogłaś zaakceptować faktu, że go kocham i że ty nie masz kogoś takiego jak ja Justina!

-Ja zazdrosna?! –mówiła podniesionym tonem. Ja zresztą też. – Mam większe powodzenie niż ci się wydaje.

-Bo jesteś dzi*ką ! – Emily zamarła, a ja w jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo przesadziłam z doborem słów. Przymknęłam oczy i zasłoniłam usta dłonią. Ona kiwała głową, a oczy zaczęły robić się szklane. Sekundy dłużyły się i nie wiedziałam co mam powiedzieć. W końcu przerwała chwilę niezręcznej ciszy, mówiąc:

- Justin ci powiedział? – podeszła do okna i wyciągnęła chusteczkę z kieszeni, a  następnie delikatnie otarła nią pojedyncze łzy, odpadające na jej dekolt.

-Nie… - spuściłam wzrok w dół,aby na nią nie patrzeć, bo wiedziałam że kłamałam.

-Nie mówisz mi prawdy, Olivia. – odwróciła się w moją stronę.

- Mówię!

-Nie! – krzyknęła, przerywając mi, a następnie głęboko westchnęła i usiadła naprzeciwko mnie – Ty nawet nie wiesz dlaczego to robię, prawda?

- Podejrzewam.- odparłam, przypominając sobie jak Emily wielokrotnie mówiła mi o problemach finansowych w jej rodzinie.

-Nie chodzi tylko o kasę. Ja po prostu nie radzę sobie z tym wszystkim. Straciłam wszystkie osoby na których mi zależało. – ponownie otarła policzek chusteczką, ja nie odzywałam się. – Moja matka ma mnie w dupie od jakichś 2 lat,  o czym doskonale wiesz. Myślałam, że mi pomożesz, ale… - tu zawiesiła głos. – Ale ciebie też straciłam.

- Emily…

-Wyjdź, okej? –reagując na jej słowa, wstałam. Poszłam w kierunku przedpokoju, a potem nacisnęłam na klamkę i wyszłam. Ręce mi drżały, a do oczu napływały rzewne łzy.

„Zawiodłam ją, zostawiłam ją. To przeze mnie. Nie zasługiwałam na nią. „ – myślałam, podążając w stronę przystanku autobusowego.

 

JUSTIN’S POV

 

Czy w związkach zazwyczaj nie jest tak, że to chłopak się spóźnia? Jest. Ale u nas to działa w odwrotną stronę. Zawsze czekam na Olivię w moim mieszkaniu i przeważnie boję się, że coś się stało.  W końcu jednak usłyszałem delikatnie pukanie do drzwi i już wiedziałem, że to ona. Wesoły podbiegłem do nich, by otworzyć. Zamiast jednak się uśmiechnąć, posmutniałem, bo zauważyłem na jej twarzy spływający tusz do rzęs, a policzki różowiły się od płaczu. Wziąłem ją za rękę i zamknąłem mieszkanie.

-Płakałaś. Czemu? – mówiłem, obejmując jej kości policzkowe w dłonie. Wtuliła się w mój tors i nie odpowiedziała mi, a ja jedynie słyszałem ciężkie oddechy odbijające się od naszych ciał. Powoli zacząłem bawić się jej włosami i nie wypytywałem o więcej. Zawsze w takich sytuacjach starałem się jedynie aby poczuła się lepiej w moim dotyku. Miałem szczerą nadzieję, że to działało, bo cholernie nie lubiłem gdy była smutna.

-Justin… -wymamrotała. Zsunąłem ręce niżej i złapałem ją w talii, delikatnie odsuwając  ją od siebie, aby mogła spojrzeć mi w oczy.

-Co jest, skarbie? – otarłem łzy z jej policzka i pocałowałem w czoło.

-To przeze mnie. – wybuchła jeszcze większym płaczem i ponownie przytuliła się, opierając głowę na mojej klatce piersiowej.

-Co jest przez ciebie?

- Emily robi to wszystko, bo ją zostawiłam. Wybrałam ciebie i … nie żałuję, ale jest mi źle z myślą, że moja przyjaciółka zajmuje się tym z mojej winy. –odsunęła się ode mnie i podeszła do parapetu. Popatrzyłem w sufit, a następnie zrobiłem parę kroków w przód, i objąłem Olivię od tyłu w pasie. Coś rozpierało mnie od środka. Jakiś gniew na samego siebie, chociaż wiedziałem że nie byłem niczemu winny.

-Hej… - skierowałem jej podbródek w moją stronę, a jej pełne strachu oczka popatrzyły na mnie, rozszerzając się jednocześnie. Na moich ustach wymalował się niewielki uśmiech, aby nieco poprawić atmosferę. – Porozmawiam z Emily. Nigdy więcej tego nie zrobi, okej?  - powoli pokiwała głową, a ja w jednej chwili rozpromieniłem się i wtedy usłyszałem głośne oraz niespokojne pukanie do drzwi. Wywróciłem oczami w tył.

-Zaraz przyjdę. – powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Otworzyłem i w jednej chwili moja twarz przybrała zaniepokojony wyraz. Zobaczyłem jak przede mną stoi Scooter i trzyma ręce w kieszeniach. Widocznie był przygotowany na to, że zaraz dostanie obiecane 5 tysięcy dolarów. Szkoda, że nie był świadomy tego, że ich nie mam.

-Wiesz po co przyszedłem. – głęboko westchnąłem i zacząłem nerwowo mierzwić swoje włosy. – Bieber? – zapytał i widząc jak zdenerwowany jestem, odchylił się w tył i przeklął pod nosem. –Wiedziałem, że nie będziesz miał tej pieprzonej kasy! – mówił, uderzając pięścią w ścianę. Wydąłem usta,a poo paru sekundach Olivia znalazła się tuż przy mnie.

-Poczekaj na mnie w salonie, kotku. – mruknąłem, głaszcząc ją delikatnym ruchem po policzku.

-Uhm.. – spojrzała z przestraszeniem na Braun’a i odeszła tak jak ją prosiłem. Nie chciałem aby patrzyła na naszą kłótnię, bo wiedziałem że zaraz wybuchnie.

-Cokolwiek masz?! –wrzasnął, podchodząc bliżej mnie i patrząc na mnie wzrokiem który mógłby zabijać.

-Mam.- rzekłem drżącym głosem i wyjąłem 1500 dolarów, które były szczelnie zamknięte w kopercie.

-Ile tu jest? – mówił powoli się uspokajając.

-1500. – otworzył kopertę i przeliczył jej zawartość, a ja co chwilę spoglądałem na jego dłonie. Kiedy skończył pokręcił głową.

- Nie odpuszczę ci , Justin . Umówiliśmy się i masz dotrzymać słowa. – zrobił parę kroków  w moją stronę i jego twarz znajdowała się tuż przy mojej. – Masz pięć dni, rozumiesz? Pięć dni. – powtórzył ściszonym głosem. Miałem mu odpowiedzieć, ale wyszedł szybciej niż się zorientowałem. Stałem jakby coś wmurowało mnie w podłogę i patrzyłem przed siebie. Moje zamyślenie przerwał nagły dotyk mojej dziewczyny. Natychmiastowo obróciłem się w jej stronę i przytrzymałem jej dłoń.

-Justin..

-Sh.. – przerwałem, kładąc mój palec wskazujący na jej ustach. – Nic się nie stało. To moja sprawa, a ty się nią nie przejmuj, dobrze?- ścisnąłem ją mocniej, a ona chwilę się zastanowiła, po czym pokiwała głową. Uśmiechnąłem się promiennie.

-Jeśli czegoś będziesz…

-Olivia!-  powiedziałem żartobliwie.

-Dobra,już nic nie mówię.

-W końcu..- odparłem z sarkastyczną ulgą, a ona uderzyła mnie w ramię. Próbowała się powstrzymać, ale nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem. Kochałem to, że nawet w takich sytuacjach potrafiła sprawić że cały świat przybierał kolorowe barwy.
 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Matko! Druga gimnazjum to masakra! Nie wiedziałam,że będzie aż tak ciężko dlatego przepraszam za rzadko dodawane rozdziały. Wgl mam wrażenie że już nikt nie czyta tego bloga, więc jeśli czytasz to zostaw proszę komentarz :) Będzie fajnie
xoxo <3

11 komentarzy:

  1. Ja czytam i jest supar. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny<3 i rozumiem cie jesli chodzi o 2 klase ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam i strasznie mu się podoba :) a co do 2 klasy to doskonale cię rozumiem

    OdpowiedzUsuń
  4. jest super, ja jestem w # gimnazjum i mam jeszcze więcej nauki więc pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam ;******** xoxox

    OdpowiedzUsuń
  6. czytam pisz dalej czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  7. o jaki boski...czekam na NN oby był szybko..:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, ze kom anonimowy, ale nie mam konta : /
    GE-NIAL-NE ! <3

    OdpowiedzUsuń