OLIVIA’S POV
- Olivia… Otwórz oczy! – wołał
przerażony głos, który słyszałam jakby zza ściany. Nie umiałam jednak podnieść
powiek, które były zbyt ociężałe abym mogła to zrobić. Momentalnie poczułam jak
czyjaś dłoń klepie mnie po twarzy.
-Proszę…. – mówił jeszcze
bardziej wystraszony Justin. Poczułam ucisk w klatce piersiowej i w jednej
chwili otworzyłam oczy. Widziałam jak mój chłopak pochylał się nade mną, a ja
leżałam w jego mieszkaniu. Uśmiechnął się i pomógł mi usiąść. Następnie przysiadł
obok mnie i objął jednym ramieniem.
-Wszystko okej? – przyłożył
swoją dłoń do mojego czoła, aby zobaczyć czy nie mam wysokiej temperatury. Nie
odezwałam się. – Olivia… przepraszam. – Widziałam
jak zaciska pięści, a następnie przytulił mnie, pozwalając mi wtulić się w jego
bluzkę. Położył jedną rękę na moim udzie i zaczął po nim przejeżdżać palcem,
powodując że zaczęłam się uspokajać.
-Jesteś bezpieczna tutaj. A jemu
nie daruję. Nie tym razem. – pokiwałam głową, powstrzymując wszystkie łzy jakie
napłynęły do moich oczu. –Nie płacz,
kochanie. Proszę… - wyszeptał w moje włosy i pomógł mi zdjąć kurtkę.
-Chcesz się wykąpać? – spojrzał
na mnie, a ja ponownie kiwnęłam głową. Złapał mnie w tali i zaprowadził do łazienki.
Otworzył drzwi i podał mi ręcznik. –Pomóc ci ? – zastanowiłam się ale po chwili
odpowiedziałam.
-Nie, dzięki… - ostatni raz
musnął mnie w czoło i odszedł. Zamknęłam się na kluczyk i spojrzałam w lustro. Byłam
brudna na twarzy, rękach i nogach. Ubrania były podarte. Patrzyłam na siebie z
obrzydzeniem, wiedząc że przed chwilą dobierał się do mnie jakiś koleś.
Zrzuciłam z siebie ciuchy i odkręciłam
wodę pod prysznicem. Była lodowata, ale
mogłam się tego spodziewać, skoro Justin niedawno nawet jej nie miał. Weszłam
do kabiny i wycisnęłam trochę mydła. Rozprowadziłam je po całym swoim ciele.
Czując jak po mnie spływa, uspokajałam się. Łzy mieszały się z zimną wodą, a ja
starałam się je powstrzymać. Kiedy skończyłam, postawiłam jedną nogę na
dywaniku a następnie drugą. Owinęłam się ręcznikiem i delikatnie osuszyłam końcówki włosów. Potem pociągnęłam za klamkę
i poszłam do Justina. Gdy mnie ujrzał, momentalnie odwrócił głowę i pozwolił
usiąść na swoim kolanie.
-Dać ci jakąś bluzkę, kotku? –
powiedział, sunąc wargami po moim policzku.
-Jeśli masz jakąś to mogłabym..
Moje ubrania są podarte. – lekko zsunął mnie z siebie i popędził do niewielkiej
szafy, która była umiejscowiona przy kanapie. Po chwili podał mi starą, brązową
koszulkę.
-Dziękuję – uśmiechnęłam się i
wzięłam ją. Wstałam, a po sekundzie już miałam ją na sobie. Do tego założyłam
jedynie swoje majtki.
- Nie mam żadnych spodni, które
mogłyby na ciebie pasować. – zaśmiał się, a ja uderzyłam go w ramię, również
rozszerzając kąciki ust. Znowu zajęłam miejsce obok niego. Ten przysunął się do
mnie i potrącił swoim nosem moje czoło.
- Przepraszam. – wyszeptał,
zbliżając się do mojego ciała coraz bardziej. Poczęłam mierzwić jego włosy, a
drugą dłoń splątałam z jego.
-To nie twoja wina... –
mruknęłam i próbowałam udawać, że nic się nie stało.
-Kocham cię bardzo. – musnął
moje wargi i po chwili wysunął język. – tak bardzo… - pogłębiając pocałunek,
przyciągnął mnie do siebie za biodro. Nim się obejrzałam, siedziałam na nim
okrakiem, a on całował moją szyję. Wygięłam się w łuk, będąc z nim coraz
bliżej.
-On cię nigdy więcej nie
skrzywdzi. Pożałuje tego co zrobił. – zignorowałam jego słowa, skupiając się na
naszej bliskości. Zniknęły wszystkie otaczające nas problemy. Liczyła się tylko ta chwila.
JUSTIN’S POV
Szedłem, zaciskając pięści.
Bałem się, bo zostawiłem Olivię samą w mieszkaniu. Ale wiedziałem, że nie
odpuszczę Chazowi. Tego było za wiele i w końcu musiałem coś z tym zrobić. Trzymając
w dłoni pistolet, czułem że moje nogi stają się jak z waty. Byłem tuż obok jego
mieszkania, ale cały czas obawiałem się tego, że nie upozoruję jego samobójstwa
dość dobrze. Obawiałem się też, że policja mnie złapie i że trafię do
więzienia. Ale wiedziałem co należy
zrobić. Musiałem go zabić i tyle. Zapukałem do drewnianych drzwi i spojrzałem
na broń, którą momentalnie schowałem do kieszeni. Kiedy otworzył, poczułem
obrzydzenie jego osobą.
-Bieber? – spytał naiwnie i
zaprosił mnie do środka. Popatrzyłem na jego twarz i zrobiłem skrzywioną minę. Następnie
on usiadł na kanapie i położył łokcie na kolanach.
- Czego chciałeś? – rozłożył ręce
i uśmiechnął się. Wydąłem usta i sarkastycznie się zaśmiałem.
- Czego kur*a chciałem?! –wrzasnąłem,
a mój głos rozniósł się po całym mieszkaniu.
– Zgwałciłeś Ollivię, skur*ielu! Nie daruję ci tego, rozumiesz?! – ten tylko
spokojnie wstał i włożył ręce do kieszeni.
-Wtedy też tak mówiłeś, a gó*no
zrobiłeś. Nie boję się ciebie. – pokręciłem głową i podszedłem bliżej niego,
wyjmując pistolet. Jego źrenice powiększyły się, a ja przystawiłem mu go do
skroni.
- Nie zrobisz tego… -rzekł. Stał
nieruchomo i wpatrywał się w punkt naprzeciwko.
- Zrobię. Jak inaczej mogę cię
ukarać?! – krzyknąłem głośno, a on zacisnął pięści.
-Kur*a, Bieber. Odłóż to!
Byliśmy kumplami! – szyderczo się zaśmiałem i przycisnąłem narzędzie jeszcze
bliżej niego.
- Byliśmy! A ty zgwałciłeś moją
dziewczynę! Myślisz że ci daruję?! – Chaz zaczął głośniej oddychać i jego serce
biło w szybkim tempie. Widziałem jak na
moich oczach robi się słaby. Nie miał siły. Zrobiłby wszystko żebym tylko
odpuścił.
- Pojedziesz ze mną na komisariat
i tam przyznasz się do gwałtu. – powiedziałem nieco spokojniejszym tonem i powoli
oddalałem pistolet od jego głowy. Zerwał się i chciał uciec, ale złapałem go za
rękę i wezwałem w tym samym momencie policję.
-Justin… Nie rób mi tego. Nie
chcę spędzić paru lat w pier*lu. – wydąłem usta i wciąż mocno go trzymałem.
- Paru lat? Człowieku, spędzisz
tam całe swoje zasrane życie! – widziałem jak do jego oczu napływają łzy.
-„Co ty robisz, Bieber?!” – myślałem.
W końcu miałem go zabić, a jak zwykle się zlitowałem i odpuściłem. Ale wiedziałem, że gdyby Olivia się dowiedziała
że kogoś zamordowałem, bałaby się mnie. A moim zadaniem było zapewnić jej
bezpieczeństwo. Po prostu cholernie ją kochałem i nic nie było w stanie tego
zmienić.
*godzinę później*
Wyjąłem klucz z kieszeni i otworzyłem
nim swoje mieszkanie. Wszedłem tam i zobaczyłem jak Olivia siedzi na kanapie i
pije wodę.
-Hej. – powiedziałem i
delikatnie musnąłem jej policzek.Zarumieniła się i pozwoliła abym usiadł obok
niej.
-Gdzie byłeś? – spytała i zaczęła
jeździć palcem po moim torsie. Uśmiechnąłem się i rozłożyłem nogi, aby mogła
się usadowić pomiędzy nimi. Zrobiła to, a potem ponowiła swoje pytanie.
-Zaprowadziłem go na komisariat.
Przyznał się sam, więc jesteś bezpieczna. – rozpromieniła się i przystawiła
swoje usta do moich. Potem lekko je pocałowała.
-Dziękuję. – powiedziała, wpatrując
się w moje oczy.
-Nie masz za co, kotku. Zrobiłem
to bo cię cholernie kocham.Inaczej bym go zabił. – przytuliłem ją mocno do
siebie, nie pozwalając jej na powiedzenie niczego.
- Też cię kocham. –wymamrotała po
chwili, a ja uniosłem jej podbródek ku górze. Następnie oddałem namiętny
pocałunek na jej wargach i chciałem aby to trwało jak najdłużej.