OLIVIA’S POV
- Olivia.. – przerwała mi w
rozmyślaniach moja przyjaciółka. – Skoczę do apteki po jakiś lek przeciwbólowy,
okej? – nic nie odpowiedziałam. – Okej? – powtórzyła. Tym razem też ją olałam.
Wciąż łzawiłam i ocierałam twarz kocem. Ze smutkiem na twarzy podeszła i
pogłaskała mnie po ramieniu, a potem wyszła przez balkon i zeszła po schodach,
prowadzących do ogródka. Słyszałam tylko dźwięk otwieranej furtki, a potem już
nic. Cisza ogarnęła cały mój dom. Mama siedziała na dole i płakała, a tata się
nie odzywał. Mogłam sobie wyobrazić co przeżywają, ale nie miałam na to czasu.
Skupiłam się na sobie, zachowałam się jak egoistka.
- Nie wiem nawet jak możesz tak
myśleć. Jesteś dla mnie najważniejsza ze wszystkich, rozumiesz? –
pokiwałam głową choć wiedziałam , że tego nie widział.
- A ty nie boisz się o mnie? - spytałam.
-Nie. Kocham cię i ufam ci.
-„Jak
to jest spaść w dół?”-myślałam. –„Tak po prostu.”- wzruszyłam ramionami, a
przez ciągłe łkanie, nie widziałam już wyraźnie. Wyszłam na balkon i
zaczerpnęłam powietrza. Zamknęłam oczy i powoli wspięłam się na barierkę.
Trzymałam się rękami i starałam się na niej utrzymać, jednak cały czas się
chwiałam. Jedna część mojego serca mówiła mi bym tego nie robiła, a druga nie
miała nic przeciwko. Drżałam i wpatrywałam się tylko na mój ogród.
-„Ty
już na nic nie zasługujesz. Zrób to, idiotko!” – myślałam. Głośno oddychałam,
tak aby wypuścić nadmiar emocji na zewnątrz. Momentalnie oderwałam rękę od
barierki i stanęłam na niej wyprostowana.
-„Czas
to zrobić” – zacisnęłam pięści i gdy prawie pochyliłam się do przodu,
usłyszałam znany mi głos.
-Olivia!
– wrzeszczał zrozpaczony. Nie widziałam go, ale już po chwili z uliczki wybiegł
zdyszany i równie zapłakany oraz czerwony, Justin. Coś mnie ścisnęło. Kiedy
zobaczyłam go w takim stanie, od razu zeszłam na grunt. Wpatrywałam się w niego
kamiennym wzrokiem, a jednak pełnym nadziei, że mi wybaczy. Wszedł po schodach
zewnętrznych i natychmiast stanął obok mnie. Dyszał tak bardzo. Miał na sobie
full cap’a i spodnie opuszczone w kolanach. Wyglądał inaczej, ale oczy miał te
same. Przygryzłam wargi i ze smutkiem oraz nie do końca wyraźnym spojrzeniem,
patrzyłam na jego twarz.
-
Olivia.. – objął mnie i złapał za głowę, którą przycisnął do swojego torsu.
Wypłakałam się w jego koszulkę, a już po chwili wyrwałam się z jego uścisku. –
Cz-czemu chciałaś to zrobić? – powiedział załamany. Widziałam strach na każdym
centymetrze jego ciała. Odsunęłam się od niego i zaczęłam mierzwić włosy.
Podszedł do mnie, ale ja odeszłam jeszcze dalej.
-N-nie
wiesz wszystkiego. – wymamrotałam i zacisnęłam szczękę. Momentalnie zamarł i
chciał mnie przytulić, ale ja się odepchnęłam.
-
Kochanie, co jest? – otarł łzy, lecące na jego policzek. Było ich mnóstwo.
Pierwszy raz widziałam, aby jakikolwiek mężczyzna tak bardzo łkał.
- Ja… - moja klatka piersiowa poruszała się
niespokojnie. Ręce drżały, a ja ledwo co utrzymywałam się na nogach. Wypuściłam
powietrze z ust i zaczęłam mówić – Pocałowałam się z innym facetem kiedy ciebie
nie było. – widziałam jak jego twarz przybiera rozczarowany wyraz. – Całowałam
się z Chaz’em. – Jego źrenice się rozszerzyły i momentalnie podszedł do mnie
bliżej. Pokręcił głową, a ja szlochałam.
-
Ale..- zaczął po czym zacisnął pięści. Miał wzrok spuszczony w dół, a potem
spojrzał na mnie –Nic się nie stało. – spojrzałam na niego ze zdziwieniem i
jednocześnie rozszerzyłam kąciki ust, sama nie zdając sobie z tego sprawy.
-
Justin..- wymamrotałam, na co mi przerwał.
- To
wina tego idioty, nie twoja. – włożył ręce w kieszenie. – Byłaś samotna, nie
miałaś tej bliskości, którą ci dawałem. – podszedł bliżej i ujął moją twarz w
dłonie.- Ale teraz zapewnię ci to czego nie zapewniałem. – Przybliżył do siebie
nasze wargi i złączył je w pocałunku. Delikatnie je przygryzał i pierwszy raz
sprawił, że nasze języki dotykały się. Uśmiech zawitał na jego twarzy kiedy
poczuł tą rozkosz. Ja także jej doznałam. Pochylił się nade mną jeszcze
bardziej i złapał energicznie za moje biodro, przyciągając mnie do siebie.
Położyłam dłoń na jego włosach i zaczęłam pociągać za ich końcówki. Jęczał i
wymawiał moje imię, a ja cicho chichotałam. Oplotłam ręce wokół jego szyi i nie
mogąc złapać oddechu, poczęłam prowadzić go do mojego pokoju. On otworzył
drzwi, cały czas tocząc zaciętą walkę naszych języków. Kiedy byliśmy w środku,
Justin opadł na łóżko i momentalnie złapał za moją rękę i położył obok siebie.
Objął mnie w pasie i znowu zbliżył nasze usta, nie przestając wymawiać mojego
imienia.
-Tak
bardzo cię kocham… - wyszeptał, ciężko oddychając. Usiadłam okrakiem na jego
kolanie i wtedy poczułam jak delikatnie ssie moją szyję, a potem policzek.
Wędrował coraz wyżej ,aż znowu złączył nasze wargi.
-Nie
jesteś zły? – odezwała się nagle. Cicho parsknąłem śmiechem, a ta uderzyła mnie
żartobliwie w ramię.
-Skarbie..
– zacząłem. – Nie mogę być na ciebie zły. Jesteś dla mnie wszystkim i wybaczę
ci wszystko, rozumiesz? Tylko… tylko obiecaj mi, że on nie jest dla ciebie
nikim ważnym. – spojrzała na mnie z ironią i odpowiedziała szybko.
-
Justin, proszę. – pokręciła głową i pocałowała mój policzek. – On nie jest
nikim! Liczysz się tylko ty. – uśmiechnąłem się i znowu pozwoliłem jej wtulić
się we mnie.
ale romantycznie...ciesze się, że jej wybaczył...czekam na NN..<3333333
OdpowiedzUsuńTo jest wspaniałe dziewczyno !
OdpowiedzUsuńCzekam na następny i pozdrawiam autokę <333
Świetneee, czekam na dalszą częśc :))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Ojej. Dobrze, że jej wybaczył. <3
OdpowiedzUsuńSłodziaki. <3
Czekam na następny rozdział. <3