XXVII


OLIVIA’S POV

 Emily starała się mnie pocieszyć. Szkoda, że nie wiedziała, iż w takim stanie już nic nie da się zrobić. Ona nie miała takiej osoby jak ja Justina. Kochałam go tak bardzo, że nic nie mogło mnie powstrzymać. A mimo to pocałowałam kogoś innego…

- Olivia.. – przerwała mi w rozmyślaniach moja przyjaciółka. – Skoczę do apteki po jakiś lek przeciwbólowy, okej? – nic nie odpowiedziałam. – Okej? – powtórzyła. Tym razem też ją olałam. Wciąż łzawiłam i ocierałam twarz kocem. Ze smutkiem na twarzy podeszła i pogłaskała mnie po ramieniu, a potem wyszła przez balkon i zeszła po schodach, prowadzących do ogródka. Słyszałam tylko dźwięk otwieranej furtki, a potem już nic. Cisza ogarnęła cały mój dom. Mama siedziała na dole i płakała, a tata się nie odzywał. Mogłam sobie wyobrazić co przeżywają, ale nie miałam na to czasu. Skupiłam się na sobie, zachowałam się jak egoistka.

 
- Nie wytrzymam bez ciebie. – odrzekłam w końcu. – Obiecaj mi tylko… obiecaj mi tylko, że nie pocałujesz, ani nie dotkniesz w taki sposób jak mnie, żadnej innej dziewczyny. – nic nie mówił. Jednak gdy się odezwał, słychać było żal w jego głosie.

- Nie wiem nawet jak możesz tak myśleć.  Jesteś dla mnie najważniejsza ze wszystkich, rozumiesz? – pokiwałam głową choć wiedziałam , że tego nie widział.

- A ty nie boisz się o mnie? - spytałam.

-Nie. Kocham cię i ufam ci.

 
Przypominając sobie ostatnie zdanie, które wypowiedział, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Szlochałam, idąc w stronę mojego okna. Zanosiłam się od łez i nie mogłam ich w żaden sposób powstrzymać. W mojej głowie krążyły najgorsze myśli. Czułam się niepotrzebna, bezużyteczna. Czułam się zdzirą. Podeszłam do szyby i delikatnie ją uchyliłam, patrząc w dół. Na dole nikogo nie było, a ja znajdowałam się na drugim piętrze. W jednej chwili podniosłam leżącego na podłodze papierosa i go odpaliłam. Zaciągnęłam się, delikatnie się krztusząc.

-„Jak to jest spaść w dół?”-myślałam. –„Tak po prostu.”- wzruszyłam ramionami, a przez ciągłe łkanie, nie widziałam już wyraźnie. Wyszłam na balkon i zaczerpnęłam powietrza. Zamknęłam oczy i powoli wspięłam się na barierkę. Trzymałam się rękami i starałam się na niej utrzymać, jednak cały czas się chwiałam. Jedna część mojego serca mówiła mi bym tego nie robiła, a druga nie miała nic przeciwko. Drżałam i wpatrywałam się tylko na mój ogród.

-„Ty już na nic nie zasługujesz. Zrób to, idiotko!” – myślałam. Głośno oddychałam, tak aby wypuścić nadmiar emocji na zewnątrz. Momentalnie oderwałam rękę od barierki i stanęłam na niej wyprostowana.

-„Czas to zrobić” – zacisnęłam pięści i gdy prawie pochyliłam się do przodu, usłyszałam znany mi głos.

-Olivia! – wrzeszczał zrozpaczony. Nie widziałam go, ale już po chwili z uliczki wybiegł zdyszany i równie zapłakany oraz czerwony, Justin. Coś mnie ścisnęło. Kiedy zobaczyłam go w takim stanie, od razu zeszłam na grunt. Wpatrywałam się w niego kamiennym wzrokiem, a jednak pełnym nadziei, że mi wybaczy. Wszedł po schodach zewnętrznych i natychmiast stanął obok mnie. Dyszał tak bardzo. Miał na sobie full cap’a i spodnie opuszczone w kolanach. Wyglądał inaczej, ale oczy miał te same. Przygryzłam wargi i ze smutkiem oraz nie do końca wyraźnym spojrzeniem, patrzyłam na jego twarz.

- Olivia.. – objął mnie i złapał za głowę, którą przycisnął do swojego torsu. Wypłakałam się w jego koszulkę, a już po chwili wyrwałam się z jego uścisku. – Cz-czemu chciałaś to zrobić? – powiedział załamany. Widziałam strach na każdym centymetrze jego ciała. Odsunęłam się od niego i zaczęłam mierzwić włosy. Podszedł do mnie, ale ja odeszłam jeszcze dalej.

-N-nie wiesz wszystkiego. – wymamrotałam i zacisnęłam szczękę. Momentalnie zamarł i chciał mnie przytulić, ale ja się odepchnęłam.

- Kochanie, co jest? – otarł łzy, lecące na jego policzek. Było ich mnóstwo. Pierwszy raz widziałam, aby jakikolwiek mężczyzna tak bardzo łkał.

 - Ja… - moja klatka piersiowa poruszała się niespokojnie. Ręce drżały, a ja ledwo co utrzymywałam się na nogach. Wypuściłam powietrze z ust i zaczęłam mówić – Pocałowałam się z innym facetem kiedy ciebie nie było. – widziałam jak jego twarz przybiera rozczarowany wyraz. – Całowałam się z Chaz’em. – Jego źrenice się rozszerzyły i momentalnie podszedł do mnie bliżej. Pokręcił głową, a ja szlochałam.

- Ale..- zaczął po czym zacisnął pięści. Miał wzrok spuszczony w dół, a potem spojrzał na mnie –Nic się nie stało. – spojrzałam na niego ze zdziwieniem i jednocześnie rozszerzyłam kąciki ust, sama nie zdając sobie z tego sprawy.

- Justin..- wymamrotałam, na co mi przerwał.

- To wina tego idioty, nie twoja. – włożył ręce w kieszenie. – Byłaś samotna, nie miałaś tej bliskości, którą ci dawałem. – podszedł bliżej i ujął moją twarz w dłonie.- Ale teraz zapewnię ci to czego nie zapewniałem. – Przybliżył do siebie nasze wargi i złączył je w pocałunku. Delikatnie je przygryzał i pierwszy raz sprawił, że nasze języki dotykały się. Uśmiech zawitał na jego twarzy kiedy poczuł tą rozkosz. Ja także jej doznałam. Pochylił się nade mną jeszcze bardziej i złapał energicznie za moje biodro, przyciągając mnie do siebie. Położyłam dłoń na jego włosach i zaczęłam pociągać za ich końcówki. Jęczał i wymawiał moje imię, a ja cicho chichotałam. Oplotłam ręce wokół jego szyi i nie mogąc złapać oddechu, poczęłam prowadzić go do mojego pokoju. On otworzył drzwi, cały czas tocząc zaciętą walkę naszych języków. Kiedy byliśmy w środku, Justin opadł na łóżko i momentalnie złapał za moją rękę i położył obok siebie. Objął mnie w pasie i znowu zbliżył nasze usta, nie przestając wymawiać mojego imienia.

-Tak bardzo cię kocham… - wyszeptał, ciężko oddychając. Usiadłam okrakiem na jego kolanie i wtedy poczułam jak delikatnie ssie moją szyję, a potem policzek. Wędrował coraz wyżej ,aż znowu złączył nasze wargi.

 
*10 minut później*

 
JUSTIN’S POV

 
Leżałem na dywanie, a Olivia głowę miała na moim torsie. Wtulała się we mnie, a ja od czasu do czasu muskałem jej czoło. Zastanawiałem się nad tym co zrobię z Chaz’em gdy tylko go dorwę, ale teraz nie liczył się ten debil. Tylko ona i ja.

-Nie jesteś zły? – odezwała się nagle. Cicho parsknąłem śmiechem, a ta uderzyła mnie żartobliwie w ramię.

-Skarbie.. – zacząłem. – Nie mogę być na ciebie zły. Jesteś dla mnie wszystkim i wybaczę ci wszystko, rozumiesz? Tylko… tylko obiecaj mi, że on nie jest dla ciebie nikim ważnym. – spojrzała na mnie z ironią i odpowiedziała szybko.

- Justin, proszę. – pokręciła głową i pocałowała mój policzek. – On nie jest nikim! Liczysz się tylko ty. – uśmiechnąłem się i znowu pozwoliłem jej wtulić się we mnie.

4 komentarze:

  1. ale romantycznie...ciesze się, że jej wybaczył...czekam na NN..<3333333

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest wspaniałe dziewczyno !
    Czekam na następny i pozdrawiam autokę <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetneee, czekam na dalszą częśc :))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej. Dobrze, że jej wybaczył. <3
    Słodziaki. <3
    Czekam na następny rozdział. <3

    OdpowiedzUsuń