XXXVI


OLIVIA’S POV

 

- Olivia… Otwórz oczy! – wołał przerażony głos, który słyszałam jakby zza ściany. Nie umiałam jednak podnieść powiek, które były zbyt ociężałe abym mogła to zrobić. Momentalnie poczułam jak czyjaś dłoń klepie mnie po twarzy.

-Proszę…. – mówił jeszcze bardziej wystraszony Justin. Poczułam ucisk w klatce piersiowej i w jednej chwili otworzyłam oczy. Widziałam jak mój chłopak pochylał się nade mną, a ja leżałam w jego mieszkaniu. Uśmiechnął się i pomógł mi usiąść. Następnie przysiadł obok mnie i objął jednym ramieniem.

-Wszystko okej? – przyłożył swoją dłoń do mojego czoła, aby zobaczyć czy nie mam wysokiej temperatury. Nie odezwałam się.  – Olivia… przepraszam. – Widziałam jak zaciska pięści, a następnie przytulił mnie, pozwalając mi wtulić się w jego bluzkę. Położył jedną rękę na moim udzie i zaczął po nim przejeżdżać palcem, powodując że zaczęłam się uspokajać.

-Jesteś bezpieczna tutaj. A jemu nie daruję. Nie tym razem. – pokiwałam głową, powstrzymując wszystkie łzy jakie napłynęły do moich oczu.  –Nie płacz, kochanie. Proszę… - wyszeptał w moje włosy i pomógł mi zdjąć kurtkę.

-Chcesz się wykąpać? – spojrzał na mnie, a ja ponownie kiwnęłam głową. Złapał mnie w tali i zaprowadził do łazienki. Otworzył drzwi i podał mi ręcznik. –Pomóc ci ? – zastanowiłam się ale po chwili odpowiedziałam.

-Nie, dzięki… - ostatni raz musnął mnie w czoło i odszedł. Zamknęłam się na kluczyk i spojrzałam w lustro. Byłam brudna na twarzy, rękach i nogach. Ubrania były podarte. Patrzyłam na siebie z obrzydzeniem, wiedząc że przed chwilą dobierał się do mnie jakiś koleś. Zrzuciłam  z siebie ciuchy i odkręciłam wodę pod prysznicem.  Była lodowata, ale mogłam się tego spodziewać, skoro Justin niedawno nawet jej nie miał. Weszłam do kabiny i wycisnęłam trochę mydła. Rozprowadziłam je po całym swoim ciele. Czując jak po mnie spływa, uspokajałam się. Łzy mieszały się z zimną wodą, a ja starałam się je powstrzymać. Kiedy skończyłam, postawiłam jedną nogę na dywaniku a następnie drugą. Owinęłam się ręcznikiem i delikatnie osuszyłam  końcówki włosów. Potem pociągnęłam za klamkę i poszłam do Justina. Gdy mnie ujrzał, momentalnie odwrócił głowę i pozwolił usiąść na swoim kolanie.

-Dać ci jakąś bluzkę, kotku? – powiedział, sunąc wargami po moim policzku.

-Jeśli masz jakąś to mogłabym.. Moje ubrania są podarte. – lekko zsunął mnie z siebie i popędził do niewielkiej szafy, która była umiejscowiona przy kanapie. Po chwili podał mi starą, brązową koszulkę.

-Dziękuję – uśmiechnęłam się i wzięłam ją. Wstałam, a po sekundzie już miałam ją na sobie. Do tego założyłam jedynie swoje majtki.

- Nie mam żadnych spodni, które mogłyby na ciebie pasować. – zaśmiał się, a ja uderzyłam go w ramię, również rozszerzając kąciki ust. Znowu zajęłam miejsce obok niego. Ten przysunął się do mnie i potrącił swoim nosem moje czoło.

- Przepraszam. – wyszeptał, zbliżając się do mojego ciała coraz bardziej. Poczęłam mierzwić jego włosy, a drugą dłoń splątałam z jego.

-To nie twoja wina... – mruknęłam i próbowałam udawać, że nic się nie stało.

-Kocham cię bardzo. – musnął moje wargi i po chwili wysunął język. – tak bardzo… - pogłębiając pocałunek, przyciągnął mnie do siebie za biodro.  Nim się obejrzałam, siedziałam na nim okrakiem, a on całował moją szyję. Wygięłam się w łuk, będąc z nim coraz bliżej.

-On cię nigdy więcej nie skrzywdzi. Pożałuje tego co zrobił. – zignorowałam jego słowa, skupiając się na naszej bliskości. Zniknęły wszystkie otaczające nas problemy.  Liczyła się tylko ta chwila.

JUSTIN’S POV

Szedłem, zaciskając pięści. Bałem się, bo zostawiłem Olivię samą w mieszkaniu. Ale wiedziałem, że nie odpuszczę Chazowi. Tego było za wiele i w końcu musiałem coś z tym zrobić. Trzymając w dłoni pistolet, czułem że moje nogi stają się jak z waty. Byłem tuż obok jego mieszkania, ale cały czas obawiałem się tego, że nie upozoruję jego samobójstwa dość dobrze. Obawiałem się też, że policja mnie złapie i że trafię do więzienia.  Ale wiedziałem co należy zrobić. Musiałem go zabić i tyle. Zapukałem do drewnianych drzwi i spojrzałem na broń, którą momentalnie schowałem do kieszeni. Kiedy otworzył, poczułem obrzydzenie jego osobą.

-Bieber? – spytał naiwnie i zaprosił mnie do środka. Popatrzyłem na jego twarz i zrobiłem skrzywioną minę. Następnie on usiadł na kanapie i położył łokcie na kolanach.

- Czego chciałeś? – rozłożył ręce i uśmiechnął się. Wydąłem usta i sarkastycznie się zaśmiałem.

- Czego kur*a chciałem?! –wrzasnąłem, a mój głos rozniósł się po całym mieszkaniu.  – Zgwałciłeś Ollivię, skur*ielu! Nie daruję ci tego, rozumiesz?! – ten tylko spokojnie wstał i włożył ręce do kieszeni.

-Wtedy też tak mówiłeś, a gó*no zrobiłeś. Nie boję się ciebie. – pokręciłem głową i podszedłem bliżej niego, wyjmując pistolet. Jego źrenice powiększyły się, a ja przystawiłem mu go do skroni.

- Nie zrobisz tego… -rzekł. Stał nieruchomo i wpatrywał się w punkt naprzeciwko.

- Zrobię. Jak inaczej mogę cię ukarać?! – krzyknąłem głośno, a on zacisnął pięści.

-Kur*a, Bieber. Odłóż to! Byliśmy kumplami! – szyderczo się zaśmiałem i przycisnąłem narzędzie jeszcze bliżej niego.

- Byliśmy! A ty zgwałciłeś moją dziewczynę! Myślisz że ci daruję?! – Chaz zaczął głośniej oddychać i jego serce biło w szybkim tempie.  Widziałem jak na moich oczach robi się słaby. Nie miał siły. Zrobiłby wszystko żebym tylko odpuścił.

- Pojedziesz ze mną na komisariat i tam przyznasz się do gwałtu. – powiedziałem nieco spokojniejszym tonem i powoli oddalałem pistolet od jego głowy. Zerwał się i chciał uciec, ale złapałem go za rękę i wezwałem w tym samym momencie policję.

-Justin… Nie rób mi tego. Nie chcę spędzić paru lat w pier*lu. – wydąłem usta i wciąż mocno go trzymałem.

- Paru lat? Człowieku, spędzisz tam całe swoje zasrane życie! – widziałem jak do jego oczu napływają łzy.

-„Co ty robisz, Bieber?!” – myślałem. W końcu miałem go zabić, a jak zwykle się zlitowałem i odpuściłem.  Ale wiedziałem, że gdyby Olivia się dowiedziała że kogoś zamordowałem, bałaby się mnie. A moim zadaniem było zapewnić jej bezpieczeństwo. Po prostu cholernie ją kochałem i nic nie było w stanie tego zmienić.  

 

*godzinę później*

Wyjąłem klucz z kieszeni i otworzyłem nim swoje mieszkanie. Wszedłem tam i zobaczyłem jak Olivia siedzi na kanapie i pije wodę.

-Hej. – powiedziałem i delikatnie musnąłem jej policzek.Zarumieniła się i pozwoliła abym usiadł obok niej.

-Gdzie byłeś? – spytała i zaczęła jeździć palcem po moim torsie. Uśmiechnąłem się i rozłożyłem nogi, aby mogła się usadowić pomiędzy nimi. Zrobiła to, a potem ponowiła swoje pytanie.

-Zaprowadziłem go na komisariat. Przyznał się sam, więc jesteś bezpieczna. – rozpromieniła się i przystawiła swoje usta do moich. Potem lekko je pocałowała.

-Dziękuję. – powiedziała, wpatrując się w moje oczy.

-Nie masz za co, kotku. Zrobiłem to bo cię cholernie kocham.Inaczej bym go zabił. – przytuliłem ją mocno do siebie, nie pozwalając jej na powiedzenie niczego.

- Też cię kocham. –wymamrotała po chwili, a ja uniosłem jej podbródek ku górze. Następnie oddałem namiętny pocałunek na jej wargach i chciałem aby to trwało jak najdłużej.

4 komentarze:

  1. ale boski rozdział...czekam na NN
    zapraszam do mnie http://klaudiafilip8.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, dobrze że ten idiota w końcu trafi to więzienia uff xd Czekam na następny :) @Stylesowaa

    OdpowiedzUsuń
  3. super ♥ świetnie piszesz ;) czekam na NN

    OdpowiedzUsuń