INFORMACJA

Niestety, teraz rozdziały będą się pojawiać rzadziej (raz na 2/3 dni), ponieważ mam napięty grafik wakacyjny :( przepraszam i mam nadzieję, że ostatni rozdział wam się podobał:)
xoxo :*

XXVI


OLIVIA’S POV

 

- Olivia! Otwieraj te drzwi! – krzyczała mama z przerażeniem w głosie. Jednak ja miałam ją gdzieś. Mogła się o mnie martwić, bo i tak nic już nie miało sensu. Pocałowałam Chaz’a, zdradzając jednocześnie Justina. Miałam siebie dość. Chciałam ze sobą skończyć. Nie jadłam, nie piłam i nie wychodziłam z zamkniętego na klucz pokoju przez tydzień. Moja rodzina była na skraju wyczerpania. Mama całymi dniami stała pod drzwiami, aż nie usłyszała że żyję. Tak bałam się, że mojego chłopaka ktoś znowu skrzywdzi, a potem sama to zrobiłam.  To przez ten tydzień zdążyłam zacząć pić alkohol i palić. Wisiało mi moje życie i zdrowie.

- Olivia! Odezwij się do cholery! Przyniosłam ci jedzenie! – wrzeszczała zaszlochana mama, a ojciec starał się ją pocieszać. Jednak ona wciąż łkała. Normalnie byłoby mi jej żal, ale teraz  marzyłam jedynie o tym aby dała mi spokój.  Ponownie sięgnęłam po papierosa i zaciągnęłam się, czując jak wszystkie problemy odpływają razem z dymem. Trzymając go w ręku, podniosłam telefon leżący obok mnie i zadzwoniłam do Emily.

- Olivia! – zawołała radośnie. – Nie odbierałaś przez sześć dni! Co się stało? Czemu nie chodzisz do szkoły?! – pytała natarczywie. Olałam jej pytania i powiedziałam tylko:

- Przyjdź do mnie. Wejdź przez balkon.- nacisnęłam czerwoną słuchawkę i odpaliłam drugiego papierosa. Potem zaczerpnęłam świeżego powietrza, wyglądając przez okno.

 

JUSTIN’S POV

Usłyszałem pukanie do drzwi  od łazienki. Podniosłem głowę znad wanny, nad którą przed chwilą myłem włosy. Szybko osuszyłem je ręcznikiem i podszedłem aby przekręcić zamek. Zobaczyłem Scootera.

- Musimy pogadać. – rzekł srogim tonem. Ja tylko narzuciłem na siebie jakiś t-shirt i poszedłem za nim. Siadając wygodnie na kanapie, wciąż utrzymywałem smutny, a jednocześnie wściekły wyraz twarzy.

 -Powiesz mi w końcu co się dzieje? – zapytał, usadawiając się naprzeciwko mnie.Oblizałem usta i przyjąłem jeszcze bardziej wściekłą minę. Poczułem jak w oku pojawiają się łzy. Zaczęło napływać ich coraz więcej, aż w końcu spłynęły mi po policzku. Głupio mi było, więc szybko je otarłem pokazując, że nie jestem słaby.

- Nic. – odparłem, zaciskając zęby. Ten tylko westchnął ciężko.

-Nie rób ze mnie idioty, okej? – położył łokcie na kolanach, i potrząsnął głową. – Wszystkie teksty, które napisałeś są o jakiejś cholernej, smutnej miłości! – wykrzyknął, a ja zacząłem głośno oddychać. Potem przełknąłem ślinę i w końcu wydusiłem z siebie to co mnie gryzie.

- Tęsknię za nią… - zamknąłem oczy – tęsknię za Olivią. – mruknąłem, patrząc na zdziwionego Scootera. Przejechał dłonią po włosach i odparł:

- To twoja dziewczyna, nie? – spytał. Pokiwałem powolnie głową i przygryzłem wargi.  Wtedy ocknąłem się i spojrzałem na telefon. Dzwonił do mnie nieznany numer. Przeprosiłem Scootera i odchodząc nieco dalej, odebrałem.

-Halo? – powiedziałem, niemalże szepcząc.

- Justin, proszę porozmawiaj z Olivią! – krzyczał znany mi głos.

- Kto mówi? – spytałem nieco naiwnie.

-To ja. Emily. – w jednej chwili zacząłem się zastanawiać skąd miała mój numer. – Chociaż z nią porozmawiaj! Błagam! – mówiła błagalnym tonem. – Ona jest w łazience. Wymiotuje. W jej pokoju jest pełno papierosów i butelek po piwie. Jej mama mówi, że nie wychodzi stąd od tygodnia, że nie je i nie pije! – moje serce jakby ukuła gruba igła na te słowa. Łzy, które wcześniej kurczowo zatrzymywałem, teraz płynęły strumieniami. Zalewały moją bluzkę, spodnie i twarz.

- „ To przez ciebie się tak wykończyła, pieprzony idioto! „ – myślałem. Natychmiast rzuciłem Iphona i podbiegłem do szafy. Wyjmowałem z niej wszystkie moje rzeczy, a potem wrzuciłem je do walizki. 

- Co ty robisz!? – wrzasnął nagle Scooter. Nawet nie odwróciłem głowy, gdy zacząłem mu tłumaczyć.

-Wyjeżdżam. – ten popatrzył na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

- Jak to do cholery wyjeżdżasz?! – krzyknął, a ja zamknąłem bagaż i wstałem, patrząc mu prosto w oczy.

-Mam ważniejsze sprawy niż twoja je*ana  płyta. – odparłem i wyszedłem, zatrzaskując za sobą drzwi.

 

*40 minut później*

Będąc już na lotnisku, przeszukałem portfel. Scooter na szczęście dał mi jakąś kasę na czas pobytu w Atlancie. To było oszustwo, bo nie miałem tego wydawać na ucieczkę, a na takie rzeczy jak jedzenie czy ubrania. Ale musiałem to zrobić.

-„Kiedy coś dzieje się Olivii, to tak jakby działo się mi” – myślałem, podchodząc do kasy.

-Dzień dobry – przywitała mnie z uśmiechem na twarzy jakaś kobieta. Skinąłem głową i od razu wyjąłem pieniądze.

- Ja do Kanady. – spojrzała na mnie poważniej i napisała coś na komputerze. – Kiedy najbliższy lot? – spytałem nerwowo, wciąż przygryzając wargi.

-A czy rezerwował pan wcześniej… - miała dokończyć, kiedy agresywnie jej przerwałem:

-To nagła sprawa! Chodzi o zdrowie mojej dziewczyny, okej?! – wrzasnąłem, a ta odpowiedziała potulnie na moje poprzednie pytanie.

- Za godzinę. – rozszerzyła kąciki  ust, pokazując zęby. Przełknąłem ślinę i zapłaciłem, kiedy ta podała mi cenę biletu.

- Dzięki- odparłem i razem z walizką poszedłem oczekiwać samolotu.

 

EMILY’S POV

Stałam pochylona nad leżącą na łóżku Olivią. Wyglądała okropnie. Miała czerwone oczy, całe we łzach. Tusz spływał po jej policzkach i bluzce. Była wycieńczona, a ja sama nie wiedziałam czym.

- Olivia.. posłuchaj – zaczęłam i przykucnęłam obok niej. – Możesz mi powiedzieć co się stało? – pogłaskałam ją delikatnie po włosach – na pewno coś da się zrobić. – rozpromieniłam się, aby rozluźnić atmosferę, jednak ona tylko zaczęła łkać. Przygryzła wargi i odwróciła wzrok w moją stronę.

-Chcesz wiedzieć co się stało?! –spytała z agresją w głosie.  Pokiwałam głową. – No to proszę. Pocałowałam kolegę Justina, Chaz’a. – nerwowo się uśmiechnęła. – Zadowolona?! – wrzasnęła, a ja zaczerpnęłam powietrza i przełknęłam ślinę.

- Justin ci wybaczy… - powiedziałam naiwnie. Ta tylko sarkastycznie wybuchła śmiechem. – On tylko… - miałam dokończyć, kiedy usłyszałam wibrację w telefonie. Podniosłam go i odebrałam od nieznanego numeru.

- Halo? – powiedziałam, wychodząc do łazienki.

- To ja, Justin.- oblizałam usta i oparłam się o umywalkę. – Mam lot za pół godziny. O 15-ej powinienem być. Zostań do tego czasu z Olivą. – nim zdążyłam się odezwać, on to zrobił. – Proszę. To dla mnie ważne, okej? – westchnęłam i pokiwałam głową sama do siebie.

-Okej. – odpowiedziałam.

- Dzięki. Hej.- nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wróciłam do jej pokoju, patrząc na to jak ociera łzy rękawem swojej bluzy.

XXV


OLIVIA’S POV

 

Spałam ciężkim snem. Nic nie było w stanie mnie zbudzić, bo oczy były zbyt zaczerwienione od łez. Nie mogłam podnieść powiek, a usta ułożyły się w delikatny grymas.  Na szczęście był weekend, więc nie musiałam wcześniej wstawać.  Justin nie odezwał się od pięciu dni! Aż tyle minęło od czasu kiedy zawiadomiłam go o wizycie Chaz’a.

 

- Chaz jest u mnie. – powiedziałam i w odpowiedzi usłyszałam milczenie.  – Justin? – przygryzłam policzki od środka. – Justin, proszę odezwij się! – powtórzyłam błagalnym tonem. Ten jednak nic nie mówił. Poruszałam nerwowo palcami, cały czas próbując wydusić z niego choć jedno słowo. Nic nie skutkowało. Wtedy zauważyłam, że Chaz’a już nie ma. Mogłam więc swobodnie wypuścić emocje na zewnątrz.

-Justin! Justin, zrób coś, powiedz coś! – łkałam. – Przecież nic nie zrobiłam… - odparłam przez szloch. – Pro… - miałam dokończyć, gdy usłyszałam dźwięk informujący mnie o tym, że rozmowa została przerwana. Nie wytrzymałam. Mascara spłynęła po moim policzku, a fluid zaczął się świecić. Nie potrafiłam się uspokoić. Zachowywałam się jak szaleniec. Rzucałam wszystkim co napotkałam na drodze, w tym telefonem. Usiadłam na łóżku i bezsilnie na nie opadłam.

 

Nie zadzwonił ani razu. Od tych paru, cholernych dni nie odzywałam się do nikogo. Zamykałam się w pokoju, słuchałam nagrań, które nakręciłam kiedy byłam z nim przed teatrem i oglądałam jego zdjęcia. To wszystko pogłębiało mój smutek i żal. Ja też próbowałam się z nim skontaktować, ale on się rozłączał.

- „ Nie chce mnie już. ” – myślałam. – „ Ale ja go kocham, on mnie też. Czemu po prostu nie może być normalnie?! „ – wzburzyłam rozmyślania, tak że poczęłam szlochać. Mogłam śmiało powiedzieć, że byłam na pograniczu depresji. Pragnęłam go jedynie usłyszeć, dotknąć, poczuć jego obecność. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju.

- Nie wchodź mamo! – rzekłam opryskliwie i znowu przyłożyłam głowę do poduszki.

- Siedzi tak zamknięta już pięć dni… - usłyszałam cichy szept mojej mamy. – Ale to nie ja chcę z tobą porozmawiać! – krzyknęła głośniej. Otarłam twarz i podeszłam do drzwi, stanowczo je otwierając. Naprzeciwko mnie stali moi rodzice i ktoś jeszcze. Ktoś kogo bym się nigdy w życiu nie spodziewała. Naprzeciwko mnie stał Chaz.

 

 

JUSTIN’S POV

 

Siedziałem na fotelu i starałem się słuchać Scootera. Jednak problemy z Olivią nie pozwalały mi na to. Byłem tak stęskniony, że miałem ochotę rzucić tą cholerną płytę i pojechać do niej.  Zdałem sobie sprawę, że kochałem ją bardziej niż kogokolwiek. Mogłem zrobić dla tej jednej dziewczyny wszystko! Dosłownie. Ale to, że zaprosiła Chaz’a… nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszy raz bałem się, że odejdzie ode mnie dla niego. Ludzie tak często mnie krzywdzili i po prostu opuszczali mnie, że teraz martwiłem się bardziej niż kiedykolwiek. Świadomość, że mógł teraz u niej być i ją dotykać nie pozwalała mi spokojnie zasnąć. Byłem jak martwy. Bez jej obecności czułem się jedynie jak wrak człowieka.

-Justin! – usłyszałem nagle wrzaśnięcie Scootera. Natychmiast podniosłem głowę i na niego spojrzałem. – Musisz wybrać piosenki na płytę. Producent podsunął ci 50 kawałków. Masz wybrać dziewięć, a ty mnie nie słuchasz! – odrzekł z przejęciem w głosie.  Ja głęboko westchnąłem i pochyliłem się nad stolikiem, na którym były rozłożone kartki z tekstami piosenek. Po paru minutach ich oglądania, zdecydowałem.

- Nie chcę tego śpiewać. Chcę sam komponować i wymyślać tekst. – odrzekłem, opierając się o miękki fotel. Ten tylko popatrzył na mnie i wybuchnął śmiechem.

- Stary, masz na to tylko dwa dni. Za nic nie uda ci się tego zrobić. – mruknął troskliwie. Uniosłem oczy ku górze i rozszerzyłem kąciki ust.

- Dam radę. – warknąłem. – Napiszę te piosenki jeszcze dzisiaj! – poderwałem się z miejsca i poszedłem do mojego pokoju hotelowego.

 

 
OLIVIA’S POV

 
Siedzieliśmy na łóżku. Nie odzywałam się, on również. Patrzył jedynie na to jak płaczę ze współczuciem i żalem.

- Słuchaj.. – zaczął. Odwróciłam wzrok w jego stronę. – To moja wina, wiem. Przepra… - chciał dokończyć, ale momentalnie mu przerwałam.

-To nie twoja wina! – krzyknęłam przez łzy. – Ja już.. – szlochałam. – Ja już po prostu nie wiem co mam robić! Justin nie odzywa się do mnie odkąd mu powiedziałam, że do mnie przyszedłeś! Ja za nim tęsknię. Tak bardzo, że nie daję rady. Mam wrażenie, że on mnie nie chcę. Nie widzę sensu mojego życia kiedy go tu nie ma, rozumiesz?! – wrzasnęłam i znowu zaniosłam się od płaczu. Widziałam jak Chaz przygryza wargi, nie mogąc patrzeć na mnie w takim stanie. – Ja go naprawdę kocham.. – zakończyłam i wtedy on rozłożył ramiona i przytulił tak bym mogła wypłakać się w jego bluzę.  Minęło parę minut i wtedy on podniósł moją głowę, obejmując dłońmi policzki. Patrzyłam w jego niebieskie oczy. Zatonęłam w nich.  Powoli przysunął swoje usta do moich, jednak nie zetknęły się ze sobą. Ja uspokajałam się w jego dotyku, ale nie na tyle by powstrzymać to co właśnie się działo między nami. W jednej chwili zauważyłam jak jego wargi muskają moje. Najpierw delikatnie, ale potem mocniej.  Coraz szybciej i szybciej, aż w końcu poczułam to czego Justin nie mógł mi zapewnić pod jego nieobecność. Całowałam go jeszcze silniej, aż w pewnym momencie usiadłam na jego kolanie. Pociągałam za jego włosy, a ten cicho wymawiał moje imię. Próbowałam się powstrzymać, ale za bardzo za tym tęskniłam. To nie było to samo co z Justinem, ale muszę przyznać że równie ekscytujące. Delikatnie przejechał ustami po mojej szyi, a ja wygięłam się w tył. Pogłębiał pocałunek, a kiedy złapał za biodra i przysunął do siebie, jęknęłam.  Zamknęłam oczy i cieszyłam się chwilą. Nasze ciała się stykały i byliśmy tak blisko. I wtedy przypomniałam sobie o moim chłopaku. Serce mi stanęło, a ja zeskoczyłam z Chaz’a. Popatrzyłam na siebie z odrazą i wypuściłam łzy, które spłynęły po mojej twarzy. Widziałam jak on mierzwi swoje włosy z zakłopotania i powoli łapie oddech, którego oboje nie mogliśmy złapać podczas tego co nie powinno było się wydarzyć.

- Wyjdź. – rozkazałam. Ten tylko wstał i gdy chciał zacząć coś mówić, przerwałam mu. – Wynoś się, rozumiesz?! – wrzasnęłam tak by posłuchał. Kiedy wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi, ja opadłam bezsilnie na podłogę. Waliłam o nią pięściami, tak by rozładować złość. Jednak była ona zbyt wielka.

- „ Boże! „ – myślałam – „Nienawidzę siebie! Nie zasługuję na nic!” – teraz zaczęłam szlochać. – „ On mi ufał… A ja przelizałam się z pierwszym, lepszym chłopakiem!” – poczułam ucisk w klatce piersiowej i trudno było mi złapać oddech. Zemdlałam.

XXIV

OLIVIA’S POV

- Olivia! Wstawaj! – przekręciłam się na drugi bok i zignorowałam moją mamę. Minęły trzy dni. Trzy dni od kiedy nie widziałam Justina. Codziennie rozmawialiśmy, ale to nie to samo co jego dotyk i obecność. Wtedy czułam się bezpieczna.
-Olivia! – wrzasnęła głośniej. I tym razem totalnie ją olałam. Sięgnęłam po telefon leżący na półce i wystukałam numer mojego chłopaka. Po paru sygnałach odebrał.
- Cześć piękna. – mruknął romantycznie. Zarumieniłam się, a potem przymknęłam drzwi od pokoju. 
- Jak tam? – spytałam, czując ulgę po tym jak usłyszałam jego głos.
-Jest dobrze. – zachichotał. – Ale gdybyś tu była, byłoby idealnie. –teraz przygryzłam wargi z zawstydzenia. 
- Strasznie mi ciebie brakuje. – rzekłam wypuszczając całe powietrze, które gromadziłam w płucach.
- Olivia, nie śpię od dwóch dni, bo o tobie myślę. – odparł, chcąc mi pokazać że jestem dla niego bardzo ważna. Ja uśmiechnęłam się i przejechałam palcami po włosach. – Wyślij mi swoje zdjęcie. – powiedział po krótkiej ciszy. 
- Teraz?!–krzyknęłam.
-Chcę zobaczyć jak wyglądasz. – przełknął ślinę.
-Jest 7-a rano. Wyglądam jak potwór. – zaśmiał się, a ja uczyniłam to samo. – No dobra. – odpowiedziałam po namyśle i automatycznie nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Potem zrobiłam sobie zdjęcie telefonem. Kiedy już wysłałam je Justinowi, usłyszałam wibrację i odebrałam.
-Halo? – powiedziałam, wiedząc że to on.
-Jesteś idealna. – oblizałam usta i podeszłam do lustra.
-Wyglądam okropnie – odpowiedziałam, patrząc na siebie. Ten natychmiast zareagował.
-Nawet tak nie mów! – rozszerzyłam kąciki ust i wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Muszę kończyć. - momentalnie nacisnęłam czerwoną słuchawkę. W drzwiach ujrzałam mamę. Stała z ponurym wyrazem twarzy i wpatrywała się we mnie. 
- Ktoś do ciebie. – powiedziała, opierając się o ścianę. – Czeka na dole. – zdziwiona pobiegłam do salonu. Nagle stanęłam jak wmurowana i nie odzywałam się. Naprzeciwko mnie stał uśmiechnięty Chaz. W ręku miał kwiaty.
- To dla ciebie. Za pomoc..no wiesz.. wtedy. – podszedł do mnie i mi je podał. Odgarnęłam włosy za ucho i zarumieniłam się. 
- Dziękuję. – w jednym momencie przypomniałam sobie o tym, że byłam niegotowa do wyjścia i miałam na sobie piżamę. – Przepraszam za wygląd, nie wiedziałam że tu przyjdziesz. – cicho się zaśmiał.
- Słodka bluzka. – zachichotałam i odwróciłam głowę w drugą stronę, zauważając mamę. 
- Właśnie, mamo. Zapomniałam, że dziś mam na czwartą lekcję. – skłamałam. Ta tylko popatrzyła na mnie spode łba. – Naprawdę! –zapewniłam ją. – ona westchnęła.
- Pojedziesz sama autobusem? – pokiwałam głową. – No dobrze… to cześć. – pocałowała mnie w policzek i pomachała ręką na pożegnanie. 

JUSTIN’S POV
- Justin, odłóż w końcu ten telefon! – usłyszałem surowy ton Scootera. 
- Uhm.. już . – wysłałem sms-a Olivii o treści „ Idę nagrywać pierwszą piosenkę. Życz mi powodzenia Kocham cię” a potem włożyłem Iphona do kieszeni. Potem wstałem i podszedłem do szafy, zauważając w niej nowe ciuchy.
- Skąd to się tu wzięło? –spytałem Braun’a. 
- Ubrania? – kiwnąłem głową. – Twój stylista uznał, że w tym ci będzie najlepiej. 
- Jaki stylista? – zareagowałem, a ten się zaśmiał.
-Ryan. Poznasz go później. – machnął ręką i wskazał na odzież, chcąc bym się w coś ubrał. Wybór był ciężki, bo nigdy nie miałem aż tak wielu rzeczy. Patrząc na dolną półkę, ujrzałem fioletowe Supry. Zawsze chciałem je mieć, więc natychmiast po nie sięgnąłem. Zarzuciłem też na siebie czarne spodnie i białą, obcisłą bluzkę.
- Za*ebiście. – usłyszałem nagle obcy głos. Obróciłem się i zobaczyłem nieznajomego dla mnie mężczyznę. – Jestem Ryan. Stylista . – podszedł i podał mi rękę. Ja też to zrobiłem. 
- Scooter wspominał mi o tobie. – ten rozszerzył kąciki ust. 
- Możesz trochę opuścić spodnie? – zapytał. Wzruszyłem ramionami i zrobiłem to o co poprosił.- Jeszcze trochę.- pociągnąłem je jeszcze niżej, tak że było widać mi bieliznę. – I możesz jeszcze założyć full cap. – sięgnął po czapkę leżącą na górnej półce. Przymierzyłem ją. – Okej. Jest dobrze. – uśmiechnąłem się i przejrzałem się w lustrze. Wyglądałem naprawdę seksownie. Natychmiastowo wyjąłem telefon i wysłałem swoje zdjęcie Olivii. Ryan głośno się zaśmiał.
- To dla dziewczyny? – mówił przez śmiech. 
- Bardzo zabawne. – odparłem żartobliwie. – Tak. – poprawiłem jeszcze włosy i stanąłem przy hotelowych drzwiach. – Możemy iść. 

OLIVIA’S POV
- Justin nie będzie zły, że tu siedzę? – spojrzał na mnie Chaz z wyrzutem sumienia. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.
- Czemu niby? To moja sprawa z kim się spotykam. – odparłam, a on szeroko się uśmiechnął. – Zresztą uważam, że powinniście się pogodzić.- usiadłam obok chłopaka i odgarnęłam włosy.
- Też tak uważam.. – westchnął głęboko. 
- Więc czemu tego nie… -miałam dokończyć kiedy usłyszałam dzwonek, świadczący o tym że dostałam sms-a. Przejechałam palcem po ekranie i ujrzałam zdjęcie Justina. Był niesamowicie ubrany. 
- Kto to? – zapytał Chaz, przysuwając się do mnie. Spojrzałam w jego stronę i przygryzłam wargi, a następnie podałam mu mojego Samsunga Galaxy. Kiedy ujrzał Justina, wytrzeszczył oczy i niemalże wypuścił urządzenie z rąk.
- Nieźle, co? – powiedziałam, zabierając mu telefon. Ten tylko pokiwał głową. – Zadzwonię do niego, okej? 
- Jasne. – rozszerzył kąciki ust, a ja wyszłam z pokoju.  Docierając do łazienki, zamknęłam się w niej i szybko wybrałam numer mojego chłopaka. Jak zwykle odebrał.
- Właśnie miałem do ciebie dzwonić, wiesz? – zachichotałam cicho, a potem oparłam się o zimny kaloryfer.
- Odebrałam mms-a. – teraz wyobraziłam sobie jak przeciera dłonią twarz. Zawsze to robił kiedy bał się co powiem. – Skąd wziąłeś na nie kasę? – teraz przełknął ślinę i wyraźnie się zdenerwował.
-Napadłem na bank, kur*a. – odfuknął . W jednym momencie pożałowałam słów,które wypowiedziałam.
- Okej, przepraszam. Wyglądasz idealnie. – rozpromieniłam się czując, że właśnie robi to samo.
- Wiem. – zaśmiał się. – Mam stylistę. – otworzyłam szeroko oczy i po sekundzie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Olivia, ja już pójdę.  – powiedział Chaz.
- Kto to był?! – wrzasnął niemalże natychmiast Justin. Ja usiadłam na brzegu wanny i oblizałam usta ze strachu przed tym co miałam mu oznajmić. W końcu to zrobiłam.
- Chaz jest u mnie. – wypuściłam powietrze, które gromadziłam w płucach.

XXIII


JUSTIN’S POV

Na lotnisko jechałem z myślą, że ta rozłąka potrwa tylko moment. Że w końcu spotkam się z Olivią i będziemy na zawsze razem. Wczoraj było tak cudownie. Wiedziałem, że jesteśmy nierozłączni i nic nas nie powstrzyma przed tym aby być razem.

 

Leżeliśmy na jej łóżku i nic nie mówiliśmy. Bawiłem się kosmykami jej włosów, a ona opierała głowę na moim torsie. Czułem jej oddech na swojej szyi, aż w końcu odezwałem się :

-Chciałbym żeby tak było codziennie… - westchnąłem, głaskając ją po kolanie. Lekko zachichotała i ścisnęła mnie mocniej.

-Przecież tak będzie. – uśmiechnęła się jakby chciała mnie pocieszyć. Ja tylko podrapałem się po karku.

- Jesteś piękna. – rozszerzyłem kąciki ust, a ona w jednym momencie się zarumieniła.

-Co najbardziej lubisz w moim wyglądzie? – podparła się łokciem i patrzyła na mnie, jeżdżąc dłonią po mojej klatce piersiowej.

-Nie umiem wymienić jednej rzeczy.- otarłem twarz i objąłem ją ramieniem.  A potem począłem mówić – Kocham twoje oczy. Są jak wielka tajemnica, której nigdy nie rozgryzę. Kocham też twoje czarne, długie włosy. Mogę się nimi zawsze bawić. – zaśmiała się cicho. – Uwielbiam twoją sylwetkę, nogi. Bo to takie perfekcyjne. – teraz się jąkałem, bo bałem się, że coś powiem nie tak. – Dla mnie jesteś idealna. – musnąłem jej zimne usta. Widziałam jak rozpływa się w moich słowach i dotyku. Położyłem się obok niej i energicznie zacząłem ssać jej wargi. Pociągnęła mnie za włosy, a ja cicho jęknąłem. Z trudem odsunęliśmy się od siebie. Kiedy to uczyniliśmy, zobaczyłem jak Olivia jest cała zapłakana.

-Co jest? – ująłem jej twarz w dłonie. Ta tylko przełknęła ślinę i szlochała.

-Nie chcę żebyś wyjeżdżał. – pocałowałem ją w czoło i otarłem łzy spadające na jej t-shirt.

 

-Hej, stary! Wszystko okej? – ocknąłem się i wyrwałem z zamyślenia.

- Tak, Scooter. Tylko się zapatrzyłem. – wywołałem sztuczny uśmiech i znowu zerknąłem za okno. Już byliśmy prawie na lotnisku. Kiedy tak wpatrywałem się w krajobraz za szybą, zauważyłem stojącego na jezdni Matt’a. Momentalnie wzdrygnąłem i powiedziałem Braunowi, aby się zatrzymał.

-Ale po co? – spojrzał na mnie wzrokiem pełnym zdziwienia.

-Po prostu to zrób! – ten w jednej chwili zastopował swoje porsche i otworzył drzwi. Wybiegłem naprzeciw temu idiocie,a kiedy już byłem z nim twarzą w twarz, zacząłem mówić:

-Po co tu przyszedłeś? – on podniósł ręce w geście obronnym.

-Jestem po twojej stronie, Bieber. – zakpiłem z niego.

- Miałeś czelność przyjść do domu mojej dziewczyny! Miałeś czelność zabić… - powstrzymałem łzy – zabić moją matkę. – teraz zacisnąłem pięści i napiąłem wszystkie mięśnie. – Więc co tu robisz ty pieprzony debilu?! – musiałem uspokoić oddech.

- Słuchaj, Bieber. – westchnął – Chcesz znać prawdę? Proszę bardzo. – oparł się o mur. – Twój ojciec był nam winien ponad 1000 dolarów. Chcieliśmy go zabić, ale uznaliśmy że lepiej będzie jeśli stracisz kogoś kogo kochasz. – teraz się zaśmiał. – Zabiliśmy ci matkę. – w jednym momencie uderzyłem go pięścią w twarz. Z nosa poleciała mu krew, która już po sekundzie była wszędzie. Patrząc na to jak leży, pobiegłem do Scootera który już był w środku. Agresja rodziła się we mnie coraz bardziej. Biegłem przed siebie i w pewnym momencie po prostu usłyszałem pisk opon i zobaczyłem samochód nadjeżdżający z naprzeciwka. Potem widziałem jedynie ciemność.

 

*Pół godziny później*

 

- On nie słyszy.

-Oddycha.

-Trzeba go zawieźć do szpitala.

- Co mu jest?

Słyszałem te głosy tak jakby były gdzieś za ścianą lub za mgłą. Starałem się otworzyć oczy, ale moje powieki wydawały się ważyć tonę. Reszta mojego ciała była jakby martwa, nie mogłem ruszyć ani ręką, ani nogą. Odezwać też się nie mogłem, usta były lodowate.Czułem jak zamarzają mi wargi. W pewnym momencie podniosłem dłoń. Po sekundzie opadła.

- Zadzwoniłeś po karetkę? – usłyszałem głos Scootera.

- „ Nie dzwoń, zaraz mi przejdzie! „ – myślałem, ale niestety nie mogłem wypowiedzieć tego na głos.  Spróbowałem delikatnie potrząsnąć głową. Na początku wydawała się być ona zbyt ciężka, ale potem powoli zaczynałem nad nią panować. Kiedy zebrałem w sobie siłę, pokiwałem nią na boki. W jednym momencie usłyszałem:

- On się rusza! – nie rozpoznałem barwy głosu, więc nie wiedziałem kto to jest.  Wtedy odczułem, że mogę już zamrugać oczami. Zrobiłem to, a w przebłyskach widziałem stojących nade mną mężczyzn oraz Brauna. Ci chyba zauważyli, że mogłem podnieść powieki, bo od razu zaczęli mówić.

- Justin! – krzyknął Scooter. – Justin, wszystko okej? – ostatkami sił wstałem i usiadłem na brudnej ziemi.

-Tak. Już okej. – przetarłem dłońmi twarz i czułem, że odzyskuję czucie w ciele.

- Zadzwonię po karetkę… A w ogóle to co się wydarzyło? – momentalnie stanąłem na nogi.

- Nie dzwoń! Już wszystko jest dobrze. – zapewniłem go.  Nie chciałem policji i tego całego zamieszania, więc odparłem – Przewróciłem się, uderzając o krawężnik. To tyle. – wzruszyłem ramionami.

- Straciłeś przytomność. – pokiwałem głową.

- No i? – zakpiłem. – Możemy już iść? Zaraz spóźnimy się na samolot. – on tylko pokiwał twierdząco głową i podziękował mężczyznom za pomoc.

 

OLIVIA’S POV

- Olivia! – krzyczała moja mama z dołu. Podniosłam się z łóżka i szybko popędziłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic, umyłam zęby i zarzuciłam coś na siebie.  Następnie zbiegłam na dół. Wrzuciłam jabłko do torby i popędziłam do samochodu. Zatrzaskując za sobą drzwi, czekałam na tatę. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Justina, który wylatywał dopiero za godzinę. Po trzech sygnałach odebrał.

-Cześć, kochanie.-powiedział, a ja zachichotałam.

- Wyleciałeś już? – ten tylko się zaśmiał.

- Tak. W samolocie nie można używać telefonów, ale ja jestem na tyle głupi by to robić. – powiedział sarkastycznie. Nastała chwila ciszy.

- Tęsknię. –rzekłam, a potem otarłam jedną łzę, która poleciała na mój t-shirt.

- Olivia.. proszę.  Wiesz co ja przeżywam? Mam ochotę rzucić to wszystko i pobiec do ciebie. Tak bardzo pragnę teraz poczuć twoje usta na moich.. Twoją dłoń na moim policzku i twoją głowę na moim torsie. – zacisnęłam szczękę i zamknęłam oczy by się nie popłakać.

- Nie wytrzymam bez ciebie. – odrzekłam w końcu. – Obiecaj mi tylko… obiecaj mi tylko, że nie pocałujesz, ani nie dotkniesz w taki sposób jak mnie, żadnej innej dziewczyny. – nic nie mówił. Jednak gdy się odezwał, słychać było żal w jego głosie.

- Nie wiem nawet jak możesz tak myśleć.  Jesteś dla mnie najważniejsza ze wszystkich, rozumiesz? – pokiwałam głową choć wiedziałam , że tego nie widział.

- A ty nie boisz się o mnie? - spytałam.

-Nie. Kocham cię i ufam ci. – Już miałam odpowiedzieć kiedy do samochodu wszedł tata.

- Muszę kończyć. Kocham cię. – odpowiedział tym samym i rozłączyłam się. Po dosłownie paru sekundach dostałam sms’a.

 

Od: Justin <3

 

„Miałem dziś wypadek. Ale już jest dobrze. Tęsknię”

 

 

 

 

XXII


OLIVIA’S POV

 

Wybiegłam z domu Justina jak najszybciej. Nie było to łatwe, bo kochałam jego obecność i to bezpieczeństwo jakie mi zapewniał, ale nie mogłam tak po prostu mu wybaczyć.  Musiał się najpierw zastanowić nad tym co zrobił. Jego kolega niczego nie jest winien. Z moich rozmyślań wyrwał mnie widok,  siedzącego na ławce po przeciwnej stronie ulicy, Chaz’a. Natychmiast podbiegłam w tamtym kierunku, nie zwracając uwagi na przejeżdżające samochody. On odwrócił głowę w moją stronę i zarumienił się.

- Czemu tu siedzisz? – spytałam zajmując miejsce obok niego. Ten tylko złapał się za kark i wygiął lekko do tyłu.

- Nie mogę iść. Strasznie bolą mnie plecy i czuję ucisk w klatce piersiowej. – jęknął, a ja popatrzyłam na niego z współczuciem.

- Justin na pewno tego nie chciał.. – teraz pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem skrzywił się z bólu. Nie zniosłam tego widoku jak przez mojego chłopaka nie mógł teraz swobodnie się poruszać.

 -Poczekaj. – powiedziałam i ukucnęłam naprzeciwko niego. -  Boli cię to? – dotknęłam miejsca tuż nad jego pępkiem. On pokręcił głową. – A teraz? – przycisnęłam dłoń nieco mocniej. Chaz przeraźliwie wrzasnął, a ja pogłaskałam miejsce, które wcześniej ścisnęłam.  – Pójdę po coś do apteki, okej? – już miałam wstawać kiedy ten odparł:

- Nie rób sobie problemu. Sam pójdę. – rozszerzył kąciki ust na co zrobiłam to samo.

- Justin ci pewnie nie mówił jak uparta jestem? – zachichotał, a ja wybuchłam śmiechem. Chwilę później zauważyłam jak zaczyna się krztusić. Podeszłam i natychmiast poklepałam go po plecach.

-Co się stało? – spytałam gdy przestał.

- Nic. Widocznie mam teraz problemy z oddychaniem. –  w tym momencie miałam jedynie nadzieję, że Justin czuje się winny. Bo był. – Ale muszę iść. – wstałam i momentalnie zapytałam:

-Pomóc ci jeszcze w czymś? – uśmiechnął się i odrzekł:

- Nie musisz. – z trudem się podniósł i po chwili ciszy, przytulił mnie koleżeńsko. – Dziękuję. – rozpromienił się.

-Nie ma za co. – ruszyłam w stronę mojego domu, machając mu na pożegnanie.

 

JUSTIN’S POV

 

Stałem przy oknie i z bólem w sercu wpatrywałem się w to co działo się przed moim blokiem. Na ławce siedział Chaz, a moja dziewczyna cały czas go dotykała! Miałem ochotę tam pójść i osobiście mu przywalić. To był do jasnej cholery mój kumpel! Gdy ta ukucnęła i zaczęła go głaskać, energicznie walnąłem pięścią w szybę. Stałem się agresywny jak nigdy. W moich oczach gromadziła się złość, która wyszła na jaw kiedy rzuciłem krzesłem stojącym obok mnie w podłogę. Załamując ręce, usiadłem na kanapie i wyciągnąłem z kieszeni telefon.  Nie mogłem trafić palcami w klawiaturę, bo całe moje ciało się trzęsło. Nerwowo zacząłem pociągać za końce moich włosów, a potem znalazłem Scootera w moich kontaktach.

- Halo? – powiedział gdy odebrał. Przełknąłem ślinę i powiedziałem:

- Zgadzam się. – przygryzłem wargi, kurczowo trzymając Iphona przy moim uchu. Ten tylko zaczął głośno oddychać.

- Na co? – byłem mega wkurzony więc na jego miejscu nie zadawałbym tak bezsensownych pytać. Ale musiałem się zmusić do miłej odpowiedzi.

- Na nagrywanie płyty w Atlancie. – Braun widocznie się ucieszył.

- Genialnie! Wiedziałem, że zmądrzejesz. – odparł pieszczotliwie czym jeszcze bardziej mnie zdenerwował.

- Kiedy wylatujemy? – zapytałem surowym tonem.

- Jutro. – teraz on również spoważniał . – Bądź o 8-ej na lotnisku. Do zobaczenia. – momentalnie rozłączyłem się, a potem położyłem na kanapie. Starałem się zatrzymać w oczach gromadzące się łzy, ale nie dawałem rady.

-„ Ta dziewczyna znaczy dla mnie tak wiele… - myślałem. – „ Co ja pieprze? Ona jest dla mnie wszystkim! „

 

OLIVIA’S POV

Nie wierzyłam w to co dzisiaj zrobił Justin. Wydawał się być taki opiekuńczy i wrażliwy,  a coraz bardziej udowadniał mi, że jest inaczej. Nie mogłam mu od razu wybaczyć, choć chętnie bym tak zrobiła, bo  nie potrafiłam być na niego zła. Ale musiałam patrzeć też na to jaki jest dla innych,a nie tylko dla mnie. Jedyne czego teraz chciałam to jego obecność . Sama nie wiem jakim cudem pragnęłam obecności kogoś kto sprawił mi dziś ból swoim zachowaniem, ale tak było. Chaz  to podobno jego przyjaciel, a ten był w stanie zrobić coś takiego.

- „ To wszystko jest jakieś chore” – myślałam, przechodząc na drugą stronę ulicy. Już po paru minutach doszłam do domu. Otwierając drzwi zauważyłam, że mama siedziała na fotelu i oglądała telewizję. Podeszłam i pocałowałam ją w policzek.

- Hej – uśmiechnęła się sztucznie. Wiedziałam, że coś jest nie tak.

- Mamo, co jest? – stanęłam naprzeciwko niej i założyłam ręce. Ona tylko krzywo na mnie spojrzała.

- Nic. A czemu coś miałoby się stać? – przewróciłam oczami, a ta zaczęła mówić – No dobrze. Chodzi mi jedynie o to, że czuję, iż nie mówisz mi prawdy jeśli chodzi o Dave’a. –na samo jego imię dostałam gęsiej skórki. – Wciąż nie powiedziałaś mi dlaczego policja po niego przyjechała. Nie powiedziałaś mi też czemu szyba była wybita kiedy weszłam do twojego pokoju. Nic nie wiem, Olivia! – krzyknęła, a ja sama nie myślałam, że jeszcze kiedyś zacznie ten temat. Zebrałam się w sobie i poczęłam tłumaczyć jej wszystko od A do Z:

- Hm… - westchnęłam. – Dave był moim chłopakiem. – otworzyła szeroko oczy, ale się nie odzywała. – Po roku chodzenia ze sobą zaprosił mnie do domu. Ja się zgodziłam i kiedy już u niego byłam to.. to on mnie … - mama patrzyła na mnie ze strachem wymalowanym na twarzy, a ja przełknęłam głośno ślinę- On mnie prawie zgwałcił. – zamknęłam oczy by nie widzieć jej łez i rozczarowania tym, że nie powiedziałam jej wcześniej. – Teraz wrócił i chciał tego samego, ale ja mam Justina. On mnie obronił przed nim już parę razy! – pragnęłam zapewnić jej, że wszystko jest okej. – Poszliśmy na komisariat. Zeznaliśmy przed policją i go złapali. – uśmiechnęłam się, a mama zapatrzona była w jeden punkt. W końcu zdecydowała się odezwać.

- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? – w jej głosie czuć było załamanie.

- Nie chciałam cię martwić. Wiem, że powinnam była to zrobić od razu, ale nie mogłam. Ja tylko… - wtedy usłyszałam wibrację w moim telefonie. Spytałam jej czy mogę odebrać, a ona zgodziła się. Ujrzałam napis „ Justin <3” na ekranie. Chwilę się wahałam ale zdecydowałam się nacisnąć zieloną słuchawkę.

 - Halo? – powiedziałam odchodząc nieco dalej.

- Olivia, zanim się rozłączysz posłuchaj mnie! – przygryzłam wargi i oparłam się o kuchenny blat.  - Nie chciałem tego zrobić. Zachowałem się jak ostatni kretyn i… przepraszam. – westchnął, a ja uczyniłam to samo.

- Czasami przeprosiny nie wystarczą. Musisz to zmienić w sobie, rozumiesz? – powiedziałam troskliwie.

- Dla ciebie mogę się cały zmienić! – zachichotałam i oblizałam usta.

- Nie musisz. Dla mnie jesteś wspaniały. – miałam ochotę pocałować go teraz w policzek, ale ciężko byłoby mi to zrobić przez telefon. Nastała chwila ciszy.

- Em… Olivia? – zaczął się wahać.

-Tak, Justin? – spytałam czując, że coś się dzieje.

- Zgodziłem się na nagranie płyty i lot do Atlanty. – pisnęłam ze szczęścia i pobiegłam do pokoju na górze. Kiedy usiadłam na łóżku, zapytałam go jeszcze raz aby się upewnić.

- Kiedy wylatujesz? – teraz byłam wypełniona po brzgi pozytywną energią.

- Jutro.. – posmutniał. Ja w jednej chwili też, ale potem szybko się opamiętałam.

- To.. przyjdziesz jeszcze dzisiaj do mnie, prawda? – ten zachichotał.

- Spójrz przez okno, skarbie. – ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy zrobiłam to o co poprosił. Stał na dole z bukietem róż i uśmiechał się w moją stronę. W jednym momencie stałam się zarumieniona i odłożyłam telefon.

 

XXI



OLIVIA’S POV

 
- „ W końcu” – pomyślałam, słysząc szkolny dzwonek. Spakowałam książki do torby i razem z Emily popędziłyśmy do mojej szafki. Wzięłam bluzę, pożegnałam się z przyjaciółką i wyszłam z budynku. Gdy zaczerpnęłam trochę świeżego powietrza, postanowiłam przeczytać smsy które dostałam podczas lekcji.Oczywiście pierwsza była od Justina.

„Wpadniesz? Przedstawię ci kogoś „

Zdziwiłam się, ale momentalnie odpisałam:

„Tak, pewnie. A kogo chcesz mi przedstawić? „

Minęło dosłownie parę sekund gdy poczułam wibrację w kieszeni.

„ Niespodzianka, skarbie. Kocham cię”

Uśmiechnęłam się do ekranu, a potem pobiegłam na autobus. Wsiadając do pierwszego lepszego, przejechałam jeden przystanek i wysiadłam tuż obok mieszkania Justina. Weszłam po schodach i zapukałam do drzwi. Słyszałam dwa męskie głosy, więc domyślałam się jakiej płci był ten ktoś kogo miałam poznać. Po chwili otworzył mi mój chłopak. Był uśmiechnięty i szybko zaczął mnie całować. Najpierw delikatnie po szyi, a potem muskał moje wargi. Każdy ruch był pełen ciepła i miłości. W pewnej chwili zauważyłam za nim stojącego mężczyznę w jego wieku, który przypatrywał się nam. Oderwałam się od Justina i wskazałam na niego ręką. Ten tylko otarł usta i stanął zmieszany.

- Em… - zaczął się jąkać. – Olivia, to jest Chaz. Mój kumpel. – podałam mu rękę, a on zrobił to samo uśmiechając się. Potem wszyscy usiedliśmy na kanapie.

- Co tam u ciebie? – spytał Chaz, gdy mój chłopak poszedł po coś do picia. Przełknęłam ślinę i odpowiedziałam :

- Wszystko dobrze.. – mruknęłam a on zachichotał.

-Cieszysz się, że Jus leci do Atlanty? – oparł się o fotel, a ja w jednym momencie opuściłam szczękę w dół i potrząsnęłam głową.

- Co?! – krzyknęłam, a wtedy Justin przybiegł z kuchni.

- Co jest, kochanie? – powiedział głosem pełnym troski. Wstałam i z surowym wyrazem twarzy spojrzałam mu w oczy oraz poprawiłam włosy.

-Lecisz do Atlanty i nic mi nie powiedziałeś? – teraz westchnął, a następnie spróbował mnie objąć ramieniem, na co się wyrwałam. Przygryzł wargi i odrzekł:

- Dowiedziałem się dziś rano i nie wiedziałem jak ci o tym powiedzieć.. – spojrzał na swojego kolegę. – Chaz zostawisz nas na chwilę samych? – on tylko posłusznie wstał i powiedział, że pójdzie do sklepu po piwo.

- Ale dlaczego mówisz najpierw o tym przyjacielowi, a swojej dziewczynie nie? – smutno na niego patrzyłam. On na mnie też.

- Olivia.. – posadził mnie na swoim kolanie i pieszczotliwie zaczął się bawić moimi włosami. – Scooter do mnie zadzwonił. Powiedział, że mogę nagrać płytę w Atlancie. – teraz uśmiechnęłam się, bo wiedziałam że w końcu będzie mógł zarabiać swoim pięknym głosem.

- Na ile tam lecisz? Dwa dni? Trzy? –zaczął przygryzać policzki. – Justin? – powiedziałam, gdy ten zrobił się nerwowy.

- N-na… - powstrzymywał łzy. – na miesiąc. – w jednej chwili moje oczy zrobiły się czerwone i  zaczęłam szlochać. Próbowałam to powstrzymać, ale byłam jak w amoku. Nie mogłam.  On objął mnie i ciepło przytulił , cały czas szepcząc moje imię.

- Nie umiem bez ciebie przeżyć nawet jednego cholernego dnia! Jak mam przeżyć takich 30.. – teraz otarł rękawem moją twarz i patrzył na mnie jakby siebie za to nienawidził. Nie potrafiłam się opanować,a nie chciałam robić mu przykrości.

- Ja bez ciebie nie umiem przeżyć nawet sekundy. Chodzę wtedy zły i jakby martwy. Nie cieszę się z niczego, wiesz? – pogłaskał swoją dłonią moje policzki i się uśmiechnął. – dlatego się nie zgodziłem.

 

*10 minut później*
Chodziłam po pokoju i zaczęłam nerwowo poprawiać włosy. Już nie płakałam, a jedynie byłam zła na Justina za to co mi powiedział.
- Wytłumacz mi jak do cholery mogłeś się nie zgodzić?! - wrzasnęłam stając nad nim. Ten tylko siedział na krześle i ocierał dłońmi policzki, które w jednej chwili stały się czerwone.
- No powiedz mi ! - krzyknęłam jeszcze głośniej. On jedynie przygryzł wargi a potem odezwał się ze strachem:
- Nie wytrzymam bez ciebie , rozumiesz?! To by mnie wykończyło ! - teraz się trząsł, a ja widziałam nerwy w jego oczach. Westchnęłam i usiadłam obok niego.
- Justin...- spojrzał na mnie. - Uwolnij się na chwilę od uczuć i zastanów się nad przyszłością. Co widzisz? Siebie grającego przed teatrem, podczas gdy mógłbyś nagrywać swoją pierwszą płytę. - ten tylko przymknął oczy, a gdy je otworzył powiedział:
- Wiesz co widzę? - popatrzyłam na niego pytająco. - Widzę ciebie. – z trudem powstrzymałam się od uśmiechu. To było najpiękniejsze zdanie jakie w życiu usłyszałam, ale nie mogłam pozwolić by przez to zmarnował taką szansę.
-N-nie. - odsunęłam się od niego.
- Czemu?! - wrzasnął a ja podskoczyłam z przestraszenia. Natychmiast przykucnął naprzeciwko mnie i złapał za mój podbródek tak bym na niego spojrzała. - Przepraszam. - odrzekł w jednym momencie. Wypuściłam powietrze z ust i musnęłam jego wargi nie mogąc patrzeć jak cierpi. Gdy miał pogłębić pocałunek , usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jeszcze raz mnie przytulił a potem poszedł otworzyć. Po chwili wszedł do pokoju razem z Chaz’em.Ten w obu rękach trzymał siatki z piwem. Następnie usiadł na fotelu i wyciągnął z niej jedną puszkę.
-Chcesz Bieber? - spytał podając mu jedną z nich. Ku mojemu zdziwieniu odmówił. - a ty, Olivia? - pokręciłam głową patrząc na Justina, a potem na jego kolegę. Zarzucił swoimi ciemnobrązowymi włosami. Zachichotałam. Jus chyba poczuł się zazdrosny, bo szybko powiedział:
- To po mnie ściągnąłeś tą fruzurę.- oparł się o ścianę i przyciągnął mnie do siebie, lekko całując moją szyję.
- Też kiedyś miałeś takie włosy? - zarumieniłam się.
-Uhm- odpowiedział po czym zaczął się bawić moją bransoletką. Delikatnie odwróciłam wzrok by zobaczyć co robi Chaz. Zaśmiałam się gdy zauważyłam jego minę, która pokazywała obrzydzenie tym co robiliśmy.
- Nigdy nie będę miał dziewczyny - odrzekł znowu poprawiając grzywkę i wstając.- No chyba, że taką jak Olivia. - szyderczo się uśmiechnął, a Justin w jednym momencie podszedł do niego agresywnie mówiąc:
- Odszczekaj to! - krzyknął i popchnął swojego kumpla na krzesło.
Podbiegłam i odciągnęłam go od Chaz’a.
-Spokojnie, on żartował - jego klatka piersiowa zaczęła poruszać się w żwawym tempie.
- Właśnie, Bieber! - krzyknął trzymając się za brzuch i jęcząc z bólu. Podeszłam do niego i przykucnęłam by być z nim twarzą w twarz.
- Bardzo cię boli? - spytałam lecz Justin od razu zareagował.
- Może wy w ogóle chcecie zostać sami?! - warknął, a ja posłałam mu groźne spojrzenie.
- Przestań, okej? - wtedy chciał coś dodać ale na jego szczęście się powstrzymał.
- Nie... Tylko trochę klatka piersiowa. -odparł Chaz po naszej krótkiej wymianie zdań z moim chłopakiem. - Pójdę już. - wstał i pożegnał się ze mną, a swojemu koledze posłał jedynie poważne spojrzenie i wyszedł.
- Co to było?! - zadał pytanie Justin zatrzaskując za nim drzwi. Westchnęłam i podeszłam do niego.
- O co ci kur*a chodzi?!- wybuchłam, a on dotknął swoją zimną dłonią mojego policzka. Natychmiast go odepchnęłam.
- Przepraszam, okej? - uśmiechnął się, ale ja tylko odeszłam nieco dalej.

- Nie okej Justin! - wyrzuciłam, a on spojrzał na mnie kamiennym wzrokiem. - Czy tak będzie za każdym razem kiedy jakiś facet się do mnie odezwie? Będziesz go bił ?
- Nie pobiłem go..- odparł szybko.
- Gdyby to nie był twój kumpel , zrobiłbyś to od razu. - zakpiłam, a gdy on chciał coś powiedzieć, ja mu przerwałam- przyjdź jak znowu będziesz normalny. - wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi.

XX


JUSTIN’S POV

Usłyszałem głośne walenie w drzwi. Ospały podniosłem się z łóżka i narzuciłem na siebie dresy. Miałem też założyć bluzkę, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Uznałem, że osoba która postanowiła mnie odwiedzić o godzinie 9-ej rano, powinna się liczyć z tym, że nie przywitam jej w stroju wyjściowym. Podszedłem i przekręciłem zamek, a następnie ujrzałem Olivię. Wyglądała tak cudownie.

- Cześć.- powiedziała surowym tonem, na co zacząłem mierzwić włosy, wiedząc że coś schrzaniłem. Ona przechyliła głowę, a potem odparła – Rozumiem, że nie raczyłeś mi wczoraj napisać jak ci poszło w wytwórni?  - w jednym momencie uśmiechnąłem się, próbując rozluźnić atmosferę. Jednak nie podziałało. Wciąż stała wpatrzona we mnie wzrokiem który mógłby zabijać.

- Przepraszam. Byłem tak zmęczony, że gdy wróciłem do mieszkania to od razu zasnąłem. – popatrzyła na mnie spode łba.

- A nie mogłeś napisać rano? – teraz odsunęła się ode mnie, gdy chciałem ją przytulić. Westchnąłem.

- Nie udawaj, że jesteś na mnie zła. – podbiegłem i złączyłem nasze usta w pocałunku. Na początku się wyrywała, ale potem złapała za moje włosy i pociągała delikatnie za ich końce. Po chwili odepchnęła mnie żartobliwie.

- No to jak było? – spytała, gdy oboje usiedliśmy na kanapie.

-Było..- położyłem się na kocu, a następnie dodałem- było świetnie.

 

Po zakończonej piosence, mogłem jedynie patrzeć na uśmiech dyrektora wytwórni płytowej.

 -Dziękujemy. Odezwiemy się. – Scooter i ja skinęliśmy głowami, a następnie wyszliśmy na zewnątrz. Wziąłem swoja marynarkę i tanecznym niemalże krokiem popędziłem na przystanek.

-Ej, ej, ej! – wołał Braun, a gdy tylko znalazł się obok mnie, zaczął mówić – Coś czuję, że im się spodobało. Byłeś za*ebisty ! – wrzasnął, a ja się roześmiałem.

- Mam nadzieję. – przybiłem z nim piątkę, a potem poszedłem na autobus, machając mu jednocześnie.

 

Olivia pocałowała mnie w policzek, a potem rzuciła mi się na szyję. Mocno ją ścisnąłem, lecz gdy usłyszałem wibrację w telefonie,  miałem ochotę wywalić go przez okno.

- Halo? – powiedziałem odbierając.

- Witamy. Tu policja. – przetarłem dłonią twarz, modląc się w duchu żeby nic poważnego nie chcieli. – Dzwonimy w sprawie pana Loren’a.Chcemy aby ponownie przybył pan na komisariat.

- Powiedziałem wam wszystko! – warknąłem a Olivia podskoczyła. Momentalnie objąłem ją ramieniem i przeprosiłem za wybuchnięcie.

- Wiemy. Pan Loren zniknął i po zeznaniach pana dziewczyny możemy śmiało stwierdzić, że wiele kobiet jest w niebezpieczeństwie. Dlatego też dzwonimy do pana. – uśmiechnąłem się do siebie, wiedząc że nie dzwonią w sprawie dźgnięcia go nożem. Więcej stresu bym nie zniósł.

- Dobrze. Będę za godzinę.  – nacisnąłem czerwoną słuchawkę i położyłem się obok Olivii.Wtedy ona z obawą w głosie spytała:

- To była policja, prawda?- przełknąłem ślinę.

-Tak, ale nie w sprawie tego, że go prawie zabiłem. – spojrzała na mnie pytająco. – Dave gdzieś uciekł. Chcą go znaleźć nim zrobi coś innym nastolatkom. – ujrzałem w jej oczach smutek. Miałem ochotę ją pocałować, ale widziałem, że nie była teraz w nastroju do tego. Pogłaskałem ją jedynie po nodze, a potem wstałem i zarzuciłem na siebie jakiś t-shirt.

 

OLIVIA’S POV

Gdy stanęłam przed furtką mojego domu, zastanowiłam się jeszcze raz czy na pewno mam klucze. Zajrzałam do torby i wyciągnęłam je. Następnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka.

-Olivia, to ty? – usłyszałam radosny głos mamy dochodzący z salonu.

-Tak, mamo! – odkrzyknęłam i poszłam do dużego pokoju. Siedziała przy stole, a naprzeciwko niej siedział odwrócony do mnie tyłem mężczyzna.

-Mamy gościa, kochanie. – on odwrócił się i w jednym momencie upuściłam torebkę, którą miałam na ramieniu. Ujrzałam Dave’a.

-Coś nie tak? – mama podeszła i zaśmiała się. Ja tylko patrzyłam w jeden punkt i starałam się wyglądać normalnie. – Dave powiedział mi, że chodzicie razem do klasy. Przyszedł pomóc ci w projekcie na biologię. – objęła mnie ramieniem, a on wstał. Miałam pustkę w głowie. Nie myślałam o niczym.

- To może pójdziemy na górę żeby nie robić twojej mamie problemów? – uśmiechnął się i stanął obok mnie. Zaczerpnęłam powietrza i weszłam po schodach do mojego pokoju. On zrobił to samo. Gdy doszliśmy zatrzasnęłam za sobą drzwi i usiadłam na krześle. Krążyły we mnie teraz negatywne emocje, których starałam się nie ujawniać.

- Jak to dobrze, że ukrywaliśmy się gdy byliśmy razem… teraz twoi rodzice nawet nie wiedzą kim naprawdę jestem. – przysiadł obok mnie i zaczął głaskać moją nogę. Strach towarzyszył mi od kiedy tylko go ujrzałam, aż do teraz. Wyciągnęłam z ręki telefon i dyskretnie napisałam sms-a to Justina, aby natychmiast przyjechał.  Miałam nadzieję, że trafiałam palcami w klawiaturę gdyż nie patrzyłam się na ekran.

- Kotku… nie stresuj się. Będzie dobrze. – przysunął się do mnie a ja poczułam jego oddech na mojej szyi. Pragnęłam uwolnić się jedynie z jego obrzydliwych rąk i pobiec do mojego chłopaka, ale on ściskał mnie coraz mocniej. Zdjął koszulkę i wtedy odwróciłam głowę nie chcąc patrzeć jak zdejmuje spodnie. Z moich oczu popłynęły łzy i bluzka stała się nagle cała mokra. Wciąż się nie odzywałam, by go nie sprowokować, ale czułam, że powinnam wezwać policję.

-Teraz ty, skarbie… pokaż mi co masz pod tym sweterkiem. – obleśnie się na mnie popatrzył. Starałam się nie dać mu się rozebrać, ale on był dużo silniejszy. Zdarł ze mnie górną część ubrania i rozpiął stanik, który wciąż kurczowo trzymałam przy ciele. Wtedy usłyszałam walenie w szybę. Ja i Dave popatrzyliśmy się do tyłu. Ujrzałam Justina. Całego czerwonego ze złości i kopiącego moje okno. Pragnęłam je otworzyć, ale ten idiota trzymał mnie jedną nogą przy sobie. Skulona z przestraszenia patrzyłam jak mój chłopak jednym zamaszystym ruchem ręki wybija szybę. Szkło wbiło się w mój brzuch, ale teraz nie zwracałam na to uwagi. Myślałam tylko o tym żeby on mnie uwolnił. Jego postawa mnie zdziwiła, bo nic nie mówił. Jedynie zdjął swoją bluzkę i nałożył ją na mnie, tak bym nie siedziała naga.

- Wypieprzaj stąd, albo wywalę cię przez balkon. – powiedział ze spokojem w głosie.

- Uuu ale się boję – zaśmiał się na co Justin wziął go za szyję i rzucił na poręcz od schodów zewnętrznych . Ten tylko wstał i  otrzepał się, po czym przyłożył Justinowi w twarz. Jęknął a ja chciałam go wtedy przytulić. On podał mu jego bluzkę i spodnie, a potem przytrzymał chwilę i uśmiechnął się, gdy usłyszał syreny policyjne. Ja także odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie bałam się co powie mama.

 

*15 minut później*

-Olivia! Olivia, dziecko – mama przytuliła mnie mocno, a Justin stał i nic nie mówił. – Co on ci zrobił? Czemu policja tu przyjechała i go zabrała? – wypytywała.

- Mamo.. on nic mi nie zrobił. Po prostu był ścigany przez policję już od roku. – skłamałam, a ona westchnęła, najwidoczniej wierząc w moją historię.

-Ale już wszystko w porządku, tak? – kiwnęłam głową-   Pójdę na dół zrobić coś do jedzenia. – Pocałowała mnie w czoło i odeszła.  Nastała chwila ciszy, którą szybko przerwałam.

- Justin… - wskoczyłam mu na szyję z płaczem go wyściskując. – Tak bardzo się cieszę, że przyjechałeś! Gdybyś nie ty to.- on przerwał mi, łącząc nasze usta w długim i romantycznym pocałunku. Niczego nie było dookoła. Tylko ja i on.
 
 
 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podoba! :) Przy okazji chciałabym podziękować za 3000 wejść! To naprawdę niesamowite, że w przeciągu trzech tygodni uzbierałam tyle miłych słów i komentarzy! Naprawdę wam dziękuję i kocham was <3
xoxo