XXII


OLIVIA’S POV

 

Wybiegłam z domu Justina jak najszybciej. Nie było to łatwe, bo kochałam jego obecność i to bezpieczeństwo jakie mi zapewniał, ale nie mogłam tak po prostu mu wybaczyć.  Musiał się najpierw zastanowić nad tym co zrobił. Jego kolega niczego nie jest winien. Z moich rozmyślań wyrwał mnie widok,  siedzącego na ławce po przeciwnej stronie ulicy, Chaz’a. Natychmiast podbiegłam w tamtym kierunku, nie zwracając uwagi na przejeżdżające samochody. On odwrócił głowę w moją stronę i zarumienił się.

- Czemu tu siedzisz? – spytałam zajmując miejsce obok niego. Ten tylko złapał się za kark i wygiął lekko do tyłu.

- Nie mogę iść. Strasznie bolą mnie plecy i czuję ucisk w klatce piersiowej. – jęknął, a ja popatrzyłam na niego z współczuciem.

- Justin na pewno tego nie chciał.. – teraz pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem skrzywił się z bólu. Nie zniosłam tego widoku jak przez mojego chłopaka nie mógł teraz swobodnie się poruszać.

 -Poczekaj. – powiedziałam i ukucnęłam naprzeciwko niego. -  Boli cię to? – dotknęłam miejsca tuż nad jego pępkiem. On pokręcił głową. – A teraz? – przycisnęłam dłoń nieco mocniej. Chaz przeraźliwie wrzasnął, a ja pogłaskałam miejsce, które wcześniej ścisnęłam.  – Pójdę po coś do apteki, okej? – już miałam wstawać kiedy ten odparł:

- Nie rób sobie problemu. Sam pójdę. – rozszerzył kąciki ust na co zrobiłam to samo.

- Justin ci pewnie nie mówił jak uparta jestem? – zachichotał, a ja wybuchłam śmiechem. Chwilę później zauważyłam jak zaczyna się krztusić. Podeszłam i natychmiast poklepałam go po plecach.

-Co się stało? – spytałam gdy przestał.

- Nic. Widocznie mam teraz problemy z oddychaniem. –  w tym momencie miałam jedynie nadzieję, że Justin czuje się winny. Bo był. – Ale muszę iść. – wstałam i momentalnie zapytałam:

-Pomóc ci jeszcze w czymś? – uśmiechnął się i odrzekł:

- Nie musisz. – z trudem się podniósł i po chwili ciszy, przytulił mnie koleżeńsko. – Dziękuję. – rozpromienił się.

-Nie ma za co. – ruszyłam w stronę mojego domu, machając mu na pożegnanie.

 

JUSTIN’S POV

 

Stałem przy oknie i z bólem w sercu wpatrywałem się w to co działo się przed moim blokiem. Na ławce siedział Chaz, a moja dziewczyna cały czas go dotykała! Miałem ochotę tam pójść i osobiście mu przywalić. To był do jasnej cholery mój kumpel! Gdy ta ukucnęła i zaczęła go głaskać, energicznie walnąłem pięścią w szybę. Stałem się agresywny jak nigdy. W moich oczach gromadziła się złość, która wyszła na jaw kiedy rzuciłem krzesłem stojącym obok mnie w podłogę. Załamując ręce, usiadłem na kanapie i wyciągnąłem z kieszeni telefon.  Nie mogłem trafić palcami w klawiaturę, bo całe moje ciało się trzęsło. Nerwowo zacząłem pociągać za końce moich włosów, a potem znalazłem Scootera w moich kontaktach.

- Halo? – powiedział gdy odebrał. Przełknąłem ślinę i powiedziałem:

- Zgadzam się. – przygryzłem wargi, kurczowo trzymając Iphona przy moim uchu. Ten tylko zaczął głośno oddychać.

- Na co? – byłem mega wkurzony więc na jego miejscu nie zadawałbym tak bezsensownych pytać. Ale musiałem się zmusić do miłej odpowiedzi.

- Na nagrywanie płyty w Atlancie. – Braun widocznie się ucieszył.

- Genialnie! Wiedziałem, że zmądrzejesz. – odparł pieszczotliwie czym jeszcze bardziej mnie zdenerwował.

- Kiedy wylatujemy? – zapytałem surowym tonem.

- Jutro. – teraz on również spoważniał . – Bądź o 8-ej na lotnisku. Do zobaczenia. – momentalnie rozłączyłem się, a potem położyłem na kanapie. Starałem się zatrzymać w oczach gromadzące się łzy, ale nie dawałem rady.

-„ Ta dziewczyna znaczy dla mnie tak wiele… - myślałem. – „ Co ja pieprze? Ona jest dla mnie wszystkim! „

 

OLIVIA’S POV

Nie wierzyłam w to co dzisiaj zrobił Justin. Wydawał się być taki opiekuńczy i wrażliwy,  a coraz bardziej udowadniał mi, że jest inaczej. Nie mogłam mu od razu wybaczyć, choć chętnie bym tak zrobiła, bo  nie potrafiłam być na niego zła. Ale musiałam patrzeć też na to jaki jest dla innych,a nie tylko dla mnie. Jedyne czego teraz chciałam to jego obecność . Sama nie wiem jakim cudem pragnęłam obecności kogoś kto sprawił mi dziś ból swoim zachowaniem, ale tak było. Chaz  to podobno jego przyjaciel, a ten był w stanie zrobić coś takiego.

- „ To wszystko jest jakieś chore” – myślałam, przechodząc na drugą stronę ulicy. Już po paru minutach doszłam do domu. Otwierając drzwi zauważyłam, że mama siedziała na fotelu i oglądała telewizję. Podeszłam i pocałowałam ją w policzek.

- Hej – uśmiechnęła się sztucznie. Wiedziałam, że coś jest nie tak.

- Mamo, co jest? – stanęłam naprzeciwko niej i założyłam ręce. Ona tylko krzywo na mnie spojrzała.

- Nic. A czemu coś miałoby się stać? – przewróciłam oczami, a ta zaczęła mówić – No dobrze. Chodzi mi jedynie o to, że czuję, iż nie mówisz mi prawdy jeśli chodzi o Dave’a. –na samo jego imię dostałam gęsiej skórki. – Wciąż nie powiedziałaś mi dlaczego policja po niego przyjechała. Nie powiedziałaś mi też czemu szyba była wybita kiedy weszłam do twojego pokoju. Nic nie wiem, Olivia! – krzyknęła, a ja sama nie myślałam, że jeszcze kiedyś zacznie ten temat. Zebrałam się w sobie i poczęłam tłumaczyć jej wszystko od A do Z:

- Hm… - westchnęłam. – Dave był moim chłopakiem. – otworzyła szeroko oczy, ale się nie odzywała. – Po roku chodzenia ze sobą zaprosił mnie do domu. Ja się zgodziłam i kiedy już u niego byłam to.. to on mnie … - mama patrzyła na mnie ze strachem wymalowanym na twarzy, a ja przełknęłam głośno ślinę- On mnie prawie zgwałcił. – zamknęłam oczy by nie widzieć jej łez i rozczarowania tym, że nie powiedziałam jej wcześniej. – Teraz wrócił i chciał tego samego, ale ja mam Justina. On mnie obronił przed nim już parę razy! – pragnęłam zapewnić jej, że wszystko jest okej. – Poszliśmy na komisariat. Zeznaliśmy przed policją i go złapali. – uśmiechnęłam się, a mama zapatrzona była w jeden punkt. W końcu zdecydowała się odezwać.

- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? – w jej głosie czuć było załamanie.

- Nie chciałam cię martwić. Wiem, że powinnam była to zrobić od razu, ale nie mogłam. Ja tylko… - wtedy usłyszałam wibrację w moim telefonie. Spytałam jej czy mogę odebrać, a ona zgodziła się. Ujrzałam napis „ Justin <3” na ekranie. Chwilę się wahałam ale zdecydowałam się nacisnąć zieloną słuchawkę.

 - Halo? – powiedziałam odchodząc nieco dalej.

- Olivia, zanim się rozłączysz posłuchaj mnie! – przygryzłam wargi i oparłam się o kuchenny blat.  - Nie chciałem tego zrobić. Zachowałem się jak ostatni kretyn i… przepraszam. – westchnął, a ja uczyniłam to samo.

- Czasami przeprosiny nie wystarczą. Musisz to zmienić w sobie, rozumiesz? – powiedziałam troskliwie.

- Dla ciebie mogę się cały zmienić! – zachichotałam i oblizałam usta.

- Nie musisz. Dla mnie jesteś wspaniały. – miałam ochotę pocałować go teraz w policzek, ale ciężko byłoby mi to zrobić przez telefon. Nastała chwila ciszy.

- Em… Olivia? – zaczął się wahać.

-Tak, Justin? – spytałam czując, że coś się dzieje.

- Zgodziłem się na nagranie płyty i lot do Atlanty. – pisnęłam ze szczęścia i pobiegłam do pokoju na górze. Kiedy usiadłam na łóżku, zapytałam go jeszcze raz aby się upewnić.

- Kiedy wylatujesz? – teraz byłam wypełniona po brzgi pozytywną energią.

- Jutro.. – posmutniał. Ja w jednej chwili też, ale potem szybko się opamiętałam.

- To.. przyjdziesz jeszcze dzisiaj do mnie, prawda? – ten zachichotał.

- Spójrz przez okno, skarbie. – ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy zrobiłam to o co poprosił. Stał na dole z bukietem róż i uśmiechał się w moją stronę. W jednym momencie stałam się zarumieniona i odłożyłam telefon.

 

2 komentarze: