IV


OLIVIA’S POV

Szłam nie oglądając się za niczym. Po prostu pędziłam przed siebie. Chciałam jak najszybciej dojść do domu. Wyszłam się tylko przewietrzyć, a Justin już zdążył mnie zdenerwować. Ale może miał rację. To było JEGO życie. Niepotrzebnie się w nie mieszam. Tylko, że… jak patrzę w jego oczy, jego duże i brązowe oczy, to mam ochotę przytulić go i powiedzieć „ Wszystko będzie dobrze” . A i tak wiem, że nie będzie.Potrząsnęłam głową z nadmiaru myśli i szłam dalej.  W pewnym momencie poczułam szarpnięcie za rękę, a następnie dłoń na moich ustach. Stałam przyciśnięta do ściany i gdy tylko spojrzałam w górę… przeraziłam się. Naprzeciwko mnie stał, lekko pochylony nade mną Dave.

 

Uciekałam jak najszybciej. Zbiegałam po klatce schodowej cała brudna, w podartej bluzce, ze łzami w oczach. Drżałam. Była zima a ten zboczeniec zdarł ze mnie wszystkie ubrania. W pewnym momencie upadłam i słyszałam zbliżające się  kroki. Pociągnął mnie za rękę i przysunął do siebie. Zaczął napierać ciałem. Płakałam, ale on nie zwracał na to uwagi. Pragnęłam się tylko uwolnić z jego uścisku. Byliśmy razem przez rok. To był pierwszy raz, gdy zaprosił mnie do swojego mieszkania. Nie miałam pojęcia, że chodzi mu tylko o jedno…

- O-odej-odejdź ode mnie – wyksztusiłam.

- To jeszcze nie koniec- zjechał niżej dłonią. W jednej chwili zgięłam kolano i kopnęłam go w brzuch. On skulił się, wypuszczając mnie na sekundę. Wykorzystując moment uciekłam.

-„Nigdy nie zaufam już żadnemu facetowi” – myślałam biegnąc.

 

- Myślałaś, że odpuszczę ? – przysunął swoje czoło do mojego, uśmiechając się.

- Idź stąd! Nie zawaham się przed zadzwonieniem na policję! – miałam wyciągać telefon, gdy ten przysunął się jeszcze bliżej, przyciskając mnie tak, że upadł mi na ziemię, a moje ciało zdrętwiało.

- Pomocy! – zaczęłam wołać, gdy tylko jego dłoń na chwilę odsunęła się od moich ust.

 

JUSTIN’S POV.

- Pomocy! – słyszałem z oddali. Nie wiedziałem czy mam się zatrzymać. Ten głos już gdzieś kiedyś słyszałem, tak więc zrobiłem to. Zawróciłem i poszedłem w kierunku dochodzącego odgłosu. Z daleka zauważyłem dwie postacie. Jedna energicznie wyrywała się z uścisku drugiej. Nawet nie rozpoznałem płci. Zacząłem biec w tamtą stronę. Kolano cholernie mnie bolało, ale musiałem wytrzymać.  Kiedy byłem już tylko pare metrów dalej zobaczyłem przestraszoną i szarpiącą się z jakimś okropnym typem, Olivię. Natychmiast pobiegłem szybciej, krzycząc:

-Zostaw ją! – on na chwilę ją wypuścił i uśmiechnął się łobuzersko .

-Hahahahaha – zaczął się śmiać. – A ty kim jesteś pieprzony idioto , że się wpieprzasz w nie swoje sprawy? Mogę z nią robić co chcę. – począł napierać swoim ciałem na jej. Coś we mnie pękło. Zagotowałem się od środka i szybko uderzyłem go w brzuch z siłą jakiej nigdy jeszcze nie użyłem. On skulił się i upadł na ziemię. Olivia stała przestraszona i płakała.

-Chodź! Szybko! – wyciągnąłem rękę i razem zaczęliśmy biec w stronę mojego mieszkania. Po drodze zatrzymałem się i wskazałem na ławkę. Ona usiadła. Trzęsła się ze strachu, a jej oczy patrzyły w dół. Podszedłem do niej, a następnie kucnąłem tak by zniżyć się do jej poziomu. Następnie pogłaskałem po nodze i powiedziałem szeptem:

-Już jesteś bezpieczna.

3 komentarze: