XVIII


JUSTIN’S POV

 

Usłyszałem wibrację w telefonie, więc natychmiast wstałem z łóżka i poszedłem do drugiego pokoju. Olivia również się podniosła i przyszła do pomieszczenia, w którym stałem.

- Tak, słucham? – powiedziałem, gdy tylko nacisnąłem zieloną słuchawkę.

-Tu Scooter Braun. – momentalnie zacząłem mierzwić swoje włosy ze zdenerwowania. – Dzwonię w sprawie dzisiejszego spotkania… -  wydawał się być zdenerwowany. -  Czekam już na pana od pół godziny i nie wiem czy się pan zjawi.

-J-ja – teraz byłem zestresowany do granic możliwości. – To znaczy, pomyliły mi się najwidoczniej godziny. – sztucznie się zaśmiałem. – Przepraszam, będę za dziesięć minut. – odłożyłem Iphona i spojrzałem na Olivię, która patrzyła na mnie pytająco.

- To był ten Braun, prawda?  - spytała i podeszła do mnie w jednym momencie.

- Tak. – przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem jej policzek. – Muszę iść… - ona tylko pokiwała ze zrozumieniem głową, a następnie odsunęła się ode mnie. Zszedłem na dół i zarzuciłem na siebie marynarkę oraz założyłem trampki. Wszystko było co prawda pożyczone, ale nie zwracałem na to uwagi. Po chwili Olivia stała przy drzwiach i uśmiechała się do mnie. Musnąłem jej czoło i wyszedłem z  domu, machając na pożegnanie.

 

OLIVIA’S POV

Minęło dziesięć minut od kiedy Justin wyszedł. Usiadłam więc na kanapie i włączyłam telewizję. Przerzucałam kanały jeden po drugim. Nic ciekawego nie było, tak więc postanowiłam się przewietrzyć. Wychodząc na dwór, zauważyłam krew leżącą na chodniku przed furtką. Przypomniała mi się wówczas scena gdy mój chłopak prawie zabił Dave’a. Wzdrygnęłam na samą myśl o tym i postanowiłam wytrzeć czerwone plamy. Tego idioty już nie było. Musiał widocznie wstać i sobie pójść, bojąc się, że Justin może mu coś jeszcze zrobić. Pobiegłam do domu po ścierkę i zrobiłam to co miałam uczynić.

- O Jezu.- powiedziałam w jednej chwili, zauważając nadjeżdżający radiowóz. Moja klatka piersiowa zaczęła poruszać się szybciej, a potem tylko wzdychałam głęboko, modląc się żeby nic się nie stało.

- Dzień dobry. – rzekł jeden z policjantów wysiadając z auta a następnie podchodząc do mnie. Skinęłam głową i nerwowo poprawiałam włosy. – My w sprawie Dave’a Loren’a. Kojarzy go pani, prawda? – zamknęłam oczy i pokiwałam głową. – Przyszedł dziś na komisariat i stwierdził , że został brutalnie zaatakowany nożem przez pana ..- spojrzał do notatnika. –przez pana Biebera. – poczułam łzę na moim policzku i nie wiedziałam co powiedzieć, jednak w końcu się odważyłam.

-T-tak. Ale to było inaczej.  On mnie obronił. – komendant patrzył na mnie ze wzrokiem świadczącym o tym, że chce abym kontynuowała. – Dave Loren nachodził mnie już parokrotnie. Raz mnie zgwałcił, a dziś… dziś przyszedł i przyłożył Justinowi do skroni pistolet. Miał też ten nóż.- czułam, że nie powinnam była tego mówić, ale musiałam. – Kiedy zdarł ze mnie koszulkę to… to mój chłopak…

-Mówi pani o panie Bieberze? –przerwał mi.

-Tak. To wtedy on wziął ten nóż i go tak… - teraz zaczęłam płakać. – I wbił mu go  w brzuch. – policjant zapisał to wszystko w zeszycie. – Ale on wiedział co robi! Wiedział, że go nie zabił! Chciał mnie obronić. – stojący naprzeciwko mnie mężczyzna z trudem patrzył mi w oczy.

- Czy jest jeszcze coś co chciałaby nam pani powiedzieć? –westchnął a jego wyraz twarzy wydawał się być smutny. Pokręciłam głową, a następnie dodałam:

-Ale.. Ale wy nie zamkniecie Justina, prawda? – otarłam łzy i podbiegłam do radiowozu, w którym już siedział.

- Nic nie mogę powiedzieć. – zamknął drzwi od samochodu i odjechał wraz z pozostałymi.

 

JUSTIN’S POV

Zdyszany wbiegłem do restauracji, gdzie byłem umówiony. Rozejrzałem się a potem znalazłem  Scootera.

-Przepraszam pana tak bardzo. Godziny mi się pomieszały. – podałem mu dłoń i zasiadłem z nim do stołu.

- Kawy, herbaty? –spytał, na co pokręciłem głową. – do rzeczy panie Bieber. – byłem zdziwiony tym, że wie jak się nazywam, ale nie dawałem po sobie tego poznać. – Promuję gwiazdy. Dzięki mnie sukces osiągnęło wiele sław, chociażby Beyonce. – wytrzeszczyłem oczy i spojrzałem na niego, na co się zaśmiał. – Proszę mi wierzyć, że właśnie tak było. – przełknął ślinę i kontynuował. – Moje plany co do pana są ogromne, tak jak i pański talent…

-Proszę mi mówić na „ty” – uśmiechnąłem się i podałem mu dłoń. – Justin jestem. – Scooter również rozszerzył kąciki ust i mówił dalej.

-A zatem chciałbym ci powiedzieć, że z niektórymi osobami jest taki problem, że mają ambicję ,a niestety dobrego wokalu brak. – zaśmiał się. Ja również. – Z tobą takiego problemu nie powinno być… Zmierzam do tego, że ja byłbym chętny na współpracę. – poczułem motyle w brzuchu. Przygryzłem wargi  i patrzyłem na niego z niedowierzaniem.

- Niezmiernie się cieszę, ale jest jedna rzecz, która nie pozwoli mi na zawarcie umowy z panem. – spojrzał na mnie pytająco. – Nie mam pieniędzy na nic. – posmutniał, a ja wiedziałem, że wszystkie plany , które miał ze mną związane, prysły i nie zostawiły po sobie żadnego śladu. Miałem zamiar wstać i podziękować za spotkanie, kiedy mężczyzna powiedział:

- Ja za wszystko zapłacę. – otworzyłem usta ze zdziwienia i popatrzyłem na niego jeszcze raz. – Tak. Myślę, że już jutro możemy się znowu zobaczyć, by obgadać piosenki które pojawią się na pierwszej płycie. – teraz już w ogóle nie wierzyłem w to co się dzieje.

- O mój Boże… - mruknąłem i zasłoniłem usta ręką. – Dziękuję..  – Scooter wstał i się uśmiechnął. 

-Jutro o 18-ej u mnie w domu. – podał mi karteczkę z zapisanym adresem i wyszedł.

 

OLIVIA’S POV

 

-Cholera! Odbieraj, Justin! –krzyknęłam sama do siebie i modliłam się w duchu o to, żeby mama teraz nie przyszła. Byłam roztrzęsiona i chciałam jedynie, żeby mój chłopak tu był. Bóg chyba mnie wysłuchał, bo w jednej chwili usłyszałam pukanie do drzwi i gdy otworzyłam ujrzałam go. Był podekscytowany. Wiedziałam o co chodzi i chciałam się cieszyć z nim, ale nie mogłam.

- Co jest? Czemu jesteś taka smutna? – zapytał jednocześnie zmieniając wyraz twarzy z wesołego w smutny. Westchnęłam.

-Policja tu była. Powiedziałam im wszystko co się stało. – on spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.  Następnie odwrócił wzrok. – Przepraszam. –wyszlochałam i wtuliłam się w niego. Chwilę się zastanawiał, ale potem objął mnie ramieniem, wciąż patrząc w jeden punkt. Czułam jak bardzo zdenerwowany był.

- A co ze … - przerwał mi przykładając palec wskazujący do ust. Byłam zła, bo zepsułam tak szczęśliwy dla niego dzień.

1 komentarz:

  1. boooooooskie !!! możesz mnie informować o NN na jbiml.blogspot.com ?

    OdpowiedzUsuń