XX


JUSTIN’S POV

Usłyszałem głośne walenie w drzwi. Ospały podniosłem się z łóżka i narzuciłem na siebie dresy. Miałem też założyć bluzkę, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Uznałem, że osoba która postanowiła mnie odwiedzić o godzinie 9-ej rano, powinna się liczyć z tym, że nie przywitam jej w stroju wyjściowym. Podszedłem i przekręciłem zamek, a następnie ujrzałem Olivię. Wyglądała tak cudownie.

- Cześć.- powiedziała surowym tonem, na co zacząłem mierzwić włosy, wiedząc że coś schrzaniłem. Ona przechyliła głowę, a potem odparła – Rozumiem, że nie raczyłeś mi wczoraj napisać jak ci poszło w wytwórni?  - w jednym momencie uśmiechnąłem się, próbując rozluźnić atmosferę. Jednak nie podziałało. Wciąż stała wpatrzona we mnie wzrokiem który mógłby zabijać.

- Przepraszam. Byłem tak zmęczony, że gdy wróciłem do mieszkania to od razu zasnąłem. – popatrzyła na mnie spode łba.

- A nie mogłeś napisać rano? – teraz odsunęła się ode mnie, gdy chciałem ją przytulić. Westchnąłem.

- Nie udawaj, że jesteś na mnie zła. – podbiegłem i złączyłem nasze usta w pocałunku. Na początku się wyrywała, ale potem złapała za moje włosy i pociągała delikatnie za ich końce. Po chwili odepchnęła mnie żartobliwie.

- No to jak było? – spytała, gdy oboje usiedliśmy na kanapie.

-Było..- położyłem się na kocu, a następnie dodałem- było świetnie.

 

Po zakończonej piosence, mogłem jedynie patrzeć na uśmiech dyrektora wytwórni płytowej.

 -Dziękujemy. Odezwiemy się. – Scooter i ja skinęliśmy głowami, a następnie wyszliśmy na zewnątrz. Wziąłem swoja marynarkę i tanecznym niemalże krokiem popędziłem na przystanek.

-Ej, ej, ej! – wołał Braun, a gdy tylko znalazł się obok mnie, zaczął mówić – Coś czuję, że im się spodobało. Byłeś za*ebisty ! – wrzasnął, a ja się roześmiałem.

- Mam nadzieję. – przybiłem z nim piątkę, a potem poszedłem na autobus, machając mu jednocześnie.

 

Olivia pocałowała mnie w policzek, a potem rzuciła mi się na szyję. Mocno ją ścisnąłem, lecz gdy usłyszałem wibrację w telefonie,  miałem ochotę wywalić go przez okno.

- Halo? – powiedziałem odbierając.

- Witamy. Tu policja. – przetarłem dłonią twarz, modląc się w duchu żeby nic poważnego nie chcieli. – Dzwonimy w sprawie pana Loren’a.Chcemy aby ponownie przybył pan na komisariat.

- Powiedziałem wam wszystko! – warknąłem a Olivia podskoczyła. Momentalnie objąłem ją ramieniem i przeprosiłem za wybuchnięcie.

- Wiemy. Pan Loren zniknął i po zeznaniach pana dziewczyny możemy śmiało stwierdzić, że wiele kobiet jest w niebezpieczeństwie. Dlatego też dzwonimy do pana. – uśmiechnąłem się do siebie, wiedząc że nie dzwonią w sprawie dźgnięcia go nożem. Więcej stresu bym nie zniósł.

- Dobrze. Będę za godzinę.  – nacisnąłem czerwoną słuchawkę i położyłem się obok Olivii.Wtedy ona z obawą w głosie spytała:

- To była policja, prawda?- przełknąłem ślinę.

-Tak, ale nie w sprawie tego, że go prawie zabiłem. – spojrzała na mnie pytająco. – Dave gdzieś uciekł. Chcą go znaleźć nim zrobi coś innym nastolatkom. – ujrzałem w jej oczach smutek. Miałem ochotę ją pocałować, ale widziałem, że nie była teraz w nastroju do tego. Pogłaskałem ją jedynie po nodze, a potem wstałem i zarzuciłem na siebie jakiś t-shirt.

 

OLIVIA’S POV

Gdy stanęłam przed furtką mojego domu, zastanowiłam się jeszcze raz czy na pewno mam klucze. Zajrzałam do torby i wyciągnęłam je. Następnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka.

-Olivia, to ty? – usłyszałam radosny głos mamy dochodzący z salonu.

-Tak, mamo! – odkrzyknęłam i poszłam do dużego pokoju. Siedziała przy stole, a naprzeciwko niej siedział odwrócony do mnie tyłem mężczyzna.

-Mamy gościa, kochanie. – on odwrócił się i w jednym momencie upuściłam torebkę, którą miałam na ramieniu. Ujrzałam Dave’a.

-Coś nie tak? – mama podeszła i zaśmiała się. Ja tylko patrzyłam w jeden punkt i starałam się wyglądać normalnie. – Dave powiedział mi, że chodzicie razem do klasy. Przyszedł pomóc ci w projekcie na biologię. – objęła mnie ramieniem, a on wstał. Miałam pustkę w głowie. Nie myślałam o niczym.

- To może pójdziemy na górę żeby nie robić twojej mamie problemów? – uśmiechnął się i stanął obok mnie. Zaczerpnęłam powietrza i weszłam po schodach do mojego pokoju. On zrobił to samo. Gdy doszliśmy zatrzasnęłam za sobą drzwi i usiadłam na krześle. Krążyły we mnie teraz negatywne emocje, których starałam się nie ujawniać.

- Jak to dobrze, że ukrywaliśmy się gdy byliśmy razem… teraz twoi rodzice nawet nie wiedzą kim naprawdę jestem. – przysiadł obok mnie i zaczął głaskać moją nogę. Strach towarzyszył mi od kiedy tylko go ujrzałam, aż do teraz. Wyciągnęłam z ręki telefon i dyskretnie napisałam sms-a to Justina, aby natychmiast przyjechał.  Miałam nadzieję, że trafiałam palcami w klawiaturę gdyż nie patrzyłam się na ekran.

- Kotku… nie stresuj się. Będzie dobrze. – przysunął się do mnie a ja poczułam jego oddech na mojej szyi. Pragnęłam uwolnić się jedynie z jego obrzydliwych rąk i pobiec do mojego chłopaka, ale on ściskał mnie coraz mocniej. Zdjął koszulkę i wtedy odwróciłam głowę nie chcąc patrzeć jak zdejmuje spodnie. Z moich oczu popłynęły łzy i bluzka stała się nagle cała mokra. Wciąż się nie odzywałam, by go nie sprowokować, ale czułam, że powinnam wezwać policję.

-Teraz ty, skarbie… pokaż mi co masz pod tym sweterkiem. – obleśnie się na mnie popatrzył. Starałam się nie dać mu się rozebrać, ale on był dużo silniejszy. Zdarł ze mnie górną część ubrania i rozpiął stanik, który wciąż kurczowo trzymałam przy ciele. Wtedy usłyszałam walenie w szybę. Ja i Dave popatrzyliśmy się do tyłu. Ujrzałam Justina. Całego czerwonego ze złości i kopiącego moje okno. Pragnęłam je otworzyć, ale ten idiota trzymał mnie jedną nogą przy sobie. Skulona z przestraszenia patrzyłam jak mój chłopak jednym zamaszystym ruchem ręki wybija szybę. Szkło wbiło się w mój brzuch, ale teraz nie zwracałam na to uwagi. Myślałam tylko o tym żeby on mnie uwolnił. Jego postawa mnie zdziwiła, bo nic nie mówił. Jedynie zdjął swoją bluzkę i nałożył ją na mnie, tak bym nie siedziała naga.

- Wypieprzaj stąd, albo wywalę cię przez balkon. – powiedział ze spokojem w głosie.

- Uuu ale się boję – zaśmiał się na co Justin wziął go za szyję i rzucił na poręcz od schodów zewnętrznych . Ten tylko wstał i  otrzepał się, po czym przyłożył Justinowi w twarz. Jęknął a ja chciałam go wtedy przytulić. On podał mu jego bluzkę i spodnie, a potem przytrzymał chwilę i uśmiechnął się, gdy usłyszał syreny policyjne. Ja także odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie bałam się co powie mama.

 

*15 minut później*

-Olivia! Olivia, dziecko – mama przytuliła mnie mocno, a Justin stał i nic nie mówił. – Co on ci zrobił? Czemu policja tu przyjechała i go zabrała? – wypytywała.

- Mamo.. on nic mi nie zrobił. Po prostu był ścigany przez policję już od roku. – skłamałam, a ona westchnęła, najwidoczniej wierząc w moją historię.

-Ale już wszystko w porządku, tak? – kiwnęłam głową-   Pójdę na dół zrobić coś do jedzenia. – Pocałowała mnie w czoło i odeszła.  Nastała chwila ciszy, którą szybko przerwałam.

- Justin… - wskoczyłam mu na szyję z płaczem go wyściskując. – Tak bardzo się cieszę, że przyjechałeś! Gdybyś nie ty to.- on przerwał mi, łącząc nasze usta w długim i romantycznym pocałunku. Niczego nie było dookoła. Tylko ja i on.
 
 
 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podoba! :) Przy okazji chciałabym podziękować za 3000 wejść! To naprawdę niesamowite, że w przeciągu trzech tygodni uzbierałam tyle miłych słów i komentarzy! Naprawdę wam dziękuję i kocham was <3
xoxo

3 komentarze: