XI


OLIVIA’S POV

 
-Cześć … - mruknęłam, całując jego policzek. On uśmiechnął się i musnął moje wargi, a potem oparł się o drzwi i powiedział:

-Nie chcę żebyś szła. – posmutniał. Następnie chwycił mnie za dłonie i jeszcze raz chciał oddać pocałunek. Ja jednak odepchnęłam go.

- Już. – Justin tylko kiwnął głową i odszedł z uśmiechem na ustach. Zaśmiałam się i pomachałam mu. Potem pociągnęłam klamkę w dół i weszłam do domu. Już na wejściu zauważyłam mamę, która stała uśmiechnięta w progu.

-Cześć – przytuliła mnie. Ja także rozszerzyłam kąciki ust.- Siadaj proszę  - wskazała na kanapę.– Hmm… Wyjeżdżamy z tatą na dwa dni do babci. Masz wybór. Jechać z nami lub zostać w domu. – spytała się mnie o to jakbym miała jakieś wątpliwości.

-Ja zostanę! – zareagowałam szybko.

-No dobrze. Ale wiesz, że nie możesz otwierać obcym? Ah i wolałabym żebyś nie urządzała żadnych imprez pod naszą krótką nieobecność. – spojrzała na mnie spode łba a ja pokiwałam głową na znak, że będę grzeczna. W głębi duszy wiedziałam już, że zaproszę Justina.

- Mamo spokojnie. Zastaniesz dom w całości. – zażartowałam na co groźnie na mnie popatrzyła.

 

JUSTIN’S POV

Zapukałem do drzwi. Wczoraj cały dzień o niej myślałem. Wiadomość, że jej rodziców dziś i jutro nie będzie, uradowała mnie jak żadna inna. Wtedy usłyszałem przekręcanie klucza i otworzyła Olivia. Rozpromieniłem się. Ona także, a potem rzuciła mi się na szyję, całując mój policzek.

- Justin!  - krzyknęła. Następnie podniosłem ją i przetrzymałem chwilę w uścisku. Gdy stanęła na nogach przejechała dłonią po swoich włosach i zaprosiła do środka. Wszedłem wycierając buty o wycieraczkę.

-Kurde.. ładnie tu masz. – powiedziałem z ekscytacją w głosie.

- Przestań… - zarumieniła się.

-Tęskni…. – nagle  usłyszałem huk z dworu. Jakby coś wystrzeliło. – Pewnie coś się przewróciło. – Już chciałem objąć jej twarz, ale wtedy znowu wydobył się taki sam dźwięk. – Kurde. – mruknąłem i poszedłem sprawdzić co się tam dzieje. Olivia została w domu. Uchyliłem drzwi i wtedy… zamurowało mnie kompletnie. Przed jej domem stał ten szaleniec Dave i miał w ręku pistolet. Uśmiechał się szyderczo.

-Czego tu szukasz? – podszedłem do niego i napiąłem mięśnie.

- Twojej dziw…

-Nie waż się tak do niej mówić! – uderzyłem go pięścią w twarz. Z nosa poleciała mu krew, a ja myślałem tylko o tym żeby ona go nie zobaczyła.

-Czemu jesteś taki niespokojny? – powoli zaczął przykładać mi narzędzie do głowy. Przełknąłem głośno ślinę chociaż wiedziałem, że nic mi nie zrobi. Jednak stałem nieruchomo.  – No więc teraz się nie ruszaj, a ja pójdę zobaczyć co u twojej dziewczyny. – zaśmiał się i rzucił pistolet na ziemię.  W jednym momencie zacząłem za nim biec. Złapałem go od tyłu i przycisnąłem do ściany, jednocześnie trzymając go za szyję tak, że zaczął się krztusić.

-Nie tkniesz jej , rozumiesz? – zwiększyłem siłę i teraz nie miał szans by mi coś zrobić, a już tym bardziej Olivii.

-Hahahaha  nie boję się ciebie Bieber. – moje serce podskoczyło do góry, gdy usłyszałem jak wymawia moje nazwisko.

-Skąd wiesz jak się nazywam? – podwinąłem rękaw, jednak wciąż nie pozwalałem mu uciec.

- Mam swoje znajomości. Wydaje mi się nawet, że jeden z moich kumpli zabił ci matkę. – zaśmiał się,a moja klatka piersiowa poczęła poruszać się w niespokojnym rytmie.

-C-co? – zapytałem z agresją w głosie.

- To co słyszysz. – odepchnął mnie, gdy ja byłem w kompletnym amoku i próbował wejść do domu. W ostatniej chwili zatrzymałem go ciosem w brzuch.

 

OLIVIA’S POV

Zaczynałam się niepokoić . Justina nie było już 10 minut, a miał wyjść tylko sprawdzić co się dzieje. Niepewnie zarzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam stare vansy. Uchyliłam drzwi i zobaczyłam pistolet leżący na ziemi, a następnie Dave’a, zwijającego się z bólu. Obrzydził mnie jego sam widok. Justin zauważył mnie i podbiegł, mówiąc:

-Idź do domu! Ja to… - przerwał, gdy do jego głowy został przyłożony pistolet. Nic nie mówił.

- Puść go . – powiedziałam spokojnie. – policja jest już w drodze. – chciałam go zastraszyć, jednak on tylko się zaśmiał swoim łobuzerskim śmiechem.

- Kochanie.. przecież ten idiota nie może być lepszy ode mnie. – przybliżył się do mnie, a wtedy Justin uderzył go pięścią w tors.  Dave splunął krwią, a Bieber objął mnie ramieniem i pocałował w policzek, po czym jeszcze raz podszedł do niego i kopnął go z całej siły w lewe kolano, a potem prawe. Ten zgiął się, wydając z siebie głośny jęk. I wtedy usłyszałam syrenę policyjną. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że podjeżdżają pod mój dom. Justin uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.

- Dave Caren, tak? – pokiwał głową mężczyzna w mundurze, podchodząc do tego zboczeńca. Dwóch innych już założyło mu kajdanki.

- Zabiję ciebie i twoją s*kę! – wrzasnął i jednocześnie był prowadzony do wozu. Gdy odjechali weszłam do domu i rzuciłam się na fotel. Chłopak usiadł obok mnie i zaczął mierzwić moje włosy. Nic nie mówiliśmy, bo wydarzenia, które miały miejsce przed chwilą za bardzo nas zdziwiły, byśmy mogli teraz swobodnie mówić. Podniosłam się i zasiadłam na kolanie Justina. On dotknął mojego policzka dłonią i rozkosznie zachichotał. Ja także. Wtuliłam się w jego rozgrzaną i lekko zakrwawioną bluzkę, a potem złapałam za rękę. Głaskał moje udo.

-  Nigdy nie pozwolę, żeby coś ci się stało. –szepnął mi do ucha sensualnym głosem. Przygryzłam wargę i oparłam jego czoło o moje tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.

- Wiem. Ufam ci. – złączyłam nasze usta w pocałunku, który mógłby trwać wieki…
 
 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pierwszy raz piszę jakiś komentarz pod rozdziałem xd No więc chcę wam bardzo podziękować za wszystkie wejścia i miłe komentarze! Jeśli jednak chcecie mi przedstawić jakieś uwagi dotyczące bloga to piszcie śmiało! Przyjmę je i postaram się coś zmienić. Jeszcze raz dziękuję! <3 xoxo

2 komentarze: