XII


JUSTIN’S POV
- Do kiedy nie będzie twoich rodziców? – spytałem, zjadając kurczaka którego mi podała.
- Do jutra. Około 20-ej będą. – uśmiechnąłem się. Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Olivia wyraźnie spokojna podeszła i otworzyła je.  Następnie westchnęła i weszła do jadalni. Za nią szła zapłakana dziewczyna.
-To jest Emily. To jest Justin – powiedziała wskazując raz na mnie, raz na nią. Wstałem i podałem jej rękę. Spojrzała na mnie z odrazą.
- Ah.. więc wolisz jego ode mnie? I dlatego postanowiłaś mnie zostawić? Tyle że go znasz niecałe pięć dni, a mnie siedem lat! – krzyknęła i znowu otarła łzy.
- Nieprawda. – zaprotestowałem. – Ona nie woli mnie. Olivia woli ciebie.  –głośno oddychała. Jej klatka piersiowa poruszała się w górę i w dół. Była zdenerwowana, a Olivia tylko patrzyła nie wiedząc co ma powiedzieć.
-Czy to jest twój chłopak? – spytała po chwili milczenia. Tym razem nic nie odpowiedziałem.
- Tak.- przytaknęła z uśmiechem Olivia, podeszła do mnie i pocałowała mnie w usta. W jednej chwili i ja się rozpromieniłem. Jej koleżanka była widocznie zmieszana, bo wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Opadłem bezsilnie na kanapę i westchnąłem ciężko.
- To przeze mnie – wyksztusiłem. – Przepraszam. Pójdę już. – Miałem wstawać, ale ona złapała moją rękę i  przyciągnęła do siebie.
-Nie idź. Gdyby była przyjaciółką zrozumiałaby to – następnie przejechała dłonią po moich włosach.
-Em.. – zacząłem. Ona patrzyła na mnie czekając co powiem. -  To co powiedziałaś to prawda? To znaczy my … jesteśmy razem? – zarumieniła się i musnęła mój policzek.
-Tak. – odpowiedziała po chwili namysłu.  Położyła się na moich nogach, a ja głaskałem ją po głowie. Słyszałem jak od czasu do czasu chichotała.
-Zaraz wrócę –oznajmiłem.Ona  podniosła się i otrzepała bluzkę.
-Gdzie idziesz?
-Pod teatr. Muszę coś dzisiaj zarobić, bo wczoraj olałem sprawę i nie mam niczego.  – pokazał mi puste kieszenie na co podeszłam i oplotłam ręce na jego szyi.
-Przecież mogę ci coś pożyczyć. –wybuchnąłem głośnym śmiechem.
-Nie żartuj! Nie jestem dzieckiem. – przyciągnąłem ją do siebie, łapiąc w talii i pocałowałem jeszcze raz. Potem założyłem buty i wyszedłem na dwór.
-Poczekaj! – podbiegła do mnie szybko. – Pójdę z tobą. – uśmiechnęła się, a ja pokiwałem głową.
-Jeśli tak chcesz…

OLIVIA’S POV
Wsłuchiwałam się w dźwięki jego gitary i głosu. To sprawiło, że mogłam na chwilę zapomnieć o otaczającym mnie świecie. W połowie piosenki podszedł jakiś mężczyzna. Miał czarne włosy i wyglądał na około 30 lat. Uważnie mu się przyglądał. Gdy Justin skończył grać ten zaczął coś do niego mówić. Wręczył mu ulotkę i odszedł.
-Kto to był? – zapytałam patrząc na wizytówkę. – Scooter Braun? Nie znam – pokręciłam głową.
-On powiedział, że może wykorzystać mój talent i że mogę dzięki niemu zarobić. – sam nie wierzył w swoje słowa. Ja także.
-N-no to super! – wykrzyknęłam po pewnym momencie i przytuliłam go. – Możesz zarabiać dzięki muzyce. – uśmiechnęłam się szeroko. Byłam z niego dumna, tak jakby był moim synem.
-Olivia. To nie wypali. – w jednej chwili posmutniałam.
-Czemu? – odgarnęłam włosy z twarzy, a Justin rzucił ulotką i powiedział zdołowany:
- Trzeba mieć 1000 dolarów, żeby rozpocząć współpracę. – przeklął coś cicho pod nosem. Ja tylko złapałam jego ramię i rozszerzyłam kąciki ust ku górze:
-Dam ci te pieniądze, Justin. – on chciał już zaprotestować, ale wtedy zakryłam mu usta ręką. –Nic nie mów! Dam ci je i już! Nie będziesz musiał mi nic oddawać. Mam trochę oszczędności.
-Nie Olivia -  poczułam jak zdejmuje moją dłoń z jego warg. – Nie przyjmę tej kasy..
-Justin! Przestań być uparty! Przyznaj się, że dotychczas nic ci się w życiu nie udawało. Teraz masz szansę to zmienić, a ja ci tylko pomogę finansowo. Reszta będzie zależeć od twojej ciężkiej pracy! – on nie odzywał się i widocznie dotarły do niego moje słowa.
-Dziękuję – powiedział w końcu i przytulił mnie mocno. –tak bardzo ci dziękuję.  –ja tylko rozpromieniłam się i podniosłam ulotkę, którą rzucił przed chwilą.
-Proszę- podałam mu ją, a on objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę mojego domu.

JUSTIN’S POV
Sam nie wiedziałem co czuję. Byłem zszokowany tą propozycją. Od zawsze kochałem śpiewać, ale nie sądziłem, że to przyniesie aż takie efekty.
-Justin! – klepnęła mnie Olivia, jednocześnie przerywając moje myśli.
-Przepraszam. Zapatrzyłem się – powiedziałem. Byliśmy pod jej domem, gdy zauważyłem Jacka.Westchnąłem ciężko. – poczekaj chwilę. – zostawiłem Olivię i podszedłem do niego.
-Siema. – podałem mu rękę,a on się zaciągnął.
- Mam dla ciebie fajki. – wyciągnął jedną paczkę z kieszeni. Miałem cholerną ochotę by zapalić, ale spojrzałem na moją dziewczynę ( cieszyłem się, że mogę ją tak nazywać) . Patrzyła na mnie wzrokiem błagającym bym tego nie robił.
-Nie, dzięki. – chciałem już odchodzić, kiedy ten złapał mnie za rękaw.
-Bieber, jest jedna sprawa. – spojrzałem na niego pytająco a ten puścił mnie i zaczął szeptać. – Matt chce cię zabić.
- Kto to kur*a jest Matt?! – wykrzyknąłem. -Czyżbym nie znał kogoś kto chce mnie zabić? – zakpiłem, a Jack spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
-Nie śmiej się, Bieber. To gość od którego pożyczyłeś kasę. – zacząłem się znowu śmiać.
-Ten idiota już raz próbował to zrobić. Ale nie ma na tyle odwagi, bo wie, że wtedy nie uwolni się od policji.
-To on zabił ci matkę. – przełknąłem głośno ślinę, a on kontynuował – przy pomocy Dave’a Loren’a. – spuścił głowę w dół, a ja poczułem jak rodzi się we mnie nienawiść.
-Skąd wiesz? – spytałem wysokim głosem.
- Bo.. – zaciągnął się – Bo pomagałem mu w tym. – w jednej chwili uderzyłem go ciosem w twarz. Olivia podbiegła, ale ja odepchnąłem ją ruchem ręki, mówiąc:
-Idź do  domu, ja zaraz przyjdę.
- Ale Justin..
-Idź! – w moim głosie czuć było zapewne agresję i smutek.  Ona odeszła. Byłem jej za to wdzięczny, bo nie sądziłem, że mnie posłucha.
- Teraz gadaj co wiesz! – przycisnąłem go do ściany.
- Ej stary, nie wiedziałem wtedy, że to twoja matka! On też nie! Dowiedziałem się gdy mi powiedziałeś, że umarła.
-Ale ona popełniła samobójstwo. – przetarłem twarz
-Upozorowaliśmy to… -chciał się wyszarpać,ale nie dałem mu na to szans.
- Zapłacisz za to szczylu! Twoi kumple też! I to cenę większą niż myślisz! – „wyrzuciłem” go na chodnik, a ten rozbił sobie usta. Nie żal mi go było. Zasłużył na śmierć.

1 komentarz: