XXIII


JUSTIN’S POV

Na lotnisko jechałem z myślą, że ta rozłąka potrwa tylko moment. Że w końcu spotkam się z Olivią i będziemy na zawsze razem. Wczoraj było tak cudownie. Wiedziałem, że jesteśmy nierozłączni i nic nas nie powstrzyma przed tym aby być razem.

 

Leżeliśmy na jej łóżku i nic nie mówiliśmy. Bawiłem się kosmykami jej włosów, a ona opierała głowę na moim torsie. Czułem jej oddech na swojej szyi, aż w końcu odezwałem się :

-Chciałbym żeby tak było codziennie… - westchnąłem, głaskając ją po kolanie. Lekko zachichotała i ścisnęła mnie mocniej.

-Przecież tak będzie. – uśmiechnęła się jakby chciała mnie pocieszyć. Ja tylko podrapałem się po karku.

- Jesteś piękna. – rozszerzyłem kąciki ust, a ona w jednym momencie się zarumieniła.

-Co najbardziej lubisz w moim wyglądzie? – podparła się łokciem i patrzyła na mnie, jeżdżąc dłonią po mojej klatce piersiowej.

-Nie umiem wymienić jednej rzeczy.- otarłem twarz i objąłem ją ramieniem.  A potem począłem mówić – Kocham twoje oczy. Są jak wielka tajemnica, której nigdy nie rozgryzę. Kocham też twoje czarne, długie włosy. Mogę się nimi zawsze bawić. – zaśmiała się cicho. – Uwielbiam twoją sylwetkę, nogi. Bo to takie perfekcyjne. – teraz się jąkałem, bo bałem się, że coś powiem nie tak. – Dla mnie jesteś idealna. – musnąłem jej zimne usta. Widziałam jak rozpływa się w moich słowach i dotyku. Położyłem się obok niej i energicznie zacząłem ssać jej wargi. Pociągnęła mnie za włosy, a ja cicho jęknąłem. Z trudem odsunęliśmy się od siebie. Kiedy to uczyniliśmy, zobaczyłem jak Olivia jest cała zapłakana.

-Co jest? – ująłem jej twarz w dłonie. Ta tylko przełknęła ślinę i szlochała.

-Nie chcę żebyś wyjeżdżał. – pocałowałem ją w czoło i otarłem łzy spadające na jej t-shirt.

 

-Hej, stary! Wszystko okej? – ocknąłem się i wyrwałem z zamyślenia.

- Tak, Scooter. Tylko się zapatrzyłem. – wywołałem sztuczny uśmiech i znowu zerknąłem za okno. Już byliśmy prawie na lotnisku. Kiedy tak wpatrywałem się w krajobraz za szybą, zauważyłem stojącego na jezdni Matt’a. Momentalnie wzdrygnąłem i powiedziałem Braunowi, aby się zatrzymał.

-Ale po co? – spojrzał na mnie wzrokiem pełnym zdziwienia.

-Po prostu to zrób! – ten w jednej chwili zastopował swoje porsche i otworzył drzwi. Wybiegłem naprzeciw temu idiocie,a kiedy już byłem z nim twarzą w twarz, zacząłem mówić:

-Po co tu przyszedłeś? – on podniósł ręce w geście obronnym.

-Jestem po twojej stronie, Bieber. – zakpiłem z niego.

- Miałeś czelność przyjść do domu mojej dziewczyny! Miałeś czelność zabić… - powstrzymałem łzy – zabić moją matkę. – teraz zacisnąłem pięści i napiąłem wszystkie mięśnie. – Więc co tu robisz ty pieprzony debilu?! – musiałem uspokoić oddech.

- Słuchaj, Bieber. – westchnął – Chcesz znać prawdę? Proszę bardzo. – oparł się o mur. – Twój ojciec był nam winien ponad 1000 dolarów. Chcieliśmy go zabić, ale uznaliśmy że lepiej będzie jeśli stracisz kogoś kogo kochasz. – teraz się zaśmiał. – Zabiliśmy ci matkę. – w jednym momencie uderzyłem go pięścią w twarz. Z nosa poleciała mu krew, która już po sekundzie była wszędzie. Patrząc na to jak leży, pobiegłem do Scootera który już był w środku. Agresja rodziła się we mnie coraz bardziej. Biegłem przed siebie i w pewnym momencie po prostu usłyszałem pisk opon i zobaczyłem samochód nadjeżdżający z naprzeciwka. Potem widziałem jedynie ciemność.

 

*Pół godziny później*

 

- On nie słyszy.

-Oddycha.

-Trzeba go zawieźć do szpitala.

- Co mu jest?

Słyszałem te głosy tak jakby były gdzieś za ścianą lub za mgłą. Starałem się otworzyć oczy, ale moje powieki wydawały się ważyć tonę. Reszta mojego ciała była jakby martwa, nie mogłem ruszyć ani ręką, ani nogą. Odezwać też się nie mogłem, usta były lodowate.Czułem jak zamarzają mi wargi. W pewnym momencie podniosłem dłoń. Po sekundzie opadła.

- Zadzwoniłeś po karetkę? – usłyszałem głos Scootera.

- „ Nie dzwoń, zaraz mi przejdzie! „ – myślałem, ale niestety nie mogłem wypowiedzieć tego na głos.  Spróbowałem delikatnie potrząsnąć głową. Na początku wydawała się być ona zbyt ciężka, ale potem powoli zaczynałem nad nią panować. Kiedy zebrałem w sobie siłę, pokiwałem nią na boki. W jednym momencie usłyszałem:

- On się rusza! – nie rozpoznałem barwy głosu, więc nie wiedziałem kto to jest.  Wtedy odczułem, że mogę już zamrugać oczami. Zrobiłem to, a w przebłyskach widziałem stojących nade mną mężczyzn oraz Brauna. Ci chyba zauważyli, że mogłem podnieść powieki, bo od razu zaczęli mówić.

- Justin! – krzyknął Scooter. – Justin, wszystko okej? – ostatkami sił wstałem i usiadłem na brudnej ziemi.

-Tak. Już okej. – przetarłem dłońmi twarz i czułem, że odzyskuję czucie w ciele.

- Zadzwonię po karetkę… A w ogóle to co się wydarzyło? – momentalnie stanąłem na nogi.

- Nie dzwoń! Już wszystko jest dobrze. – zapewniłem go.  Nie chciałem policji i tego całego zamieszania, więc odparłem – Przewróciłem się, uderzając o krawężnik. To tyle. – wzruszyłem ramionami.

- Straciłeś przytomność. – pokiwałem głową.

- No i? – zakpiłem. – Możemy już iść? Zaraz spóźnimy się na samolot. – on tylko pokiwał twierdząco głową i podziękował mężczyznom za pomoc.

 

OLIVIA’S POV

- Olivia! – krzyczała moja mama z dołu. Podniosłam się z łóżka i szybko popędziłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic, umyłam zęby i zarzuciłam coś na siebie.  Następnie zbiegłam na dół. Wrzuciłam jabłko do torby i popędziłam do samochodu. Zatrzaskując za sobą drzwi, czekałam na tatę. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Justina, który wylatywał dopiero za godzinę. Po trzech sygnałach odebrał.

-Cześć, kochanie.-powiedział, a ja zachichotałam.

- Wyleciałeś już? – ten tylko się zaśmiał.

- Tak. W samolocie nie można używać telefonów, ale ja jestem na tyle głupi by to robić. – powiedział sarkastycznie. Nastała chwila ciszy.

- Tęsknię. –rzekłam, a potem otarłam jedną łzę, która poleciała na mój t-shirt.

- Olivia.. proszę.  Wiesz co ja przeżywam? Mam ochotę rzucić to wszystko i pobiec do ciebie. Tak bardzo pragnę teraz poczuć twoje usta na moich.. Twoją dłoń na moim policzku i twoją głowę na moim torsie. – zacisnęłam szczękę i zamknęłam oczy by się nie popłakać.

- Nie wytrzymam bez ciebie. – odrzekłam w końcu. – Obiecaj mi tylko… obiecaj mi tylko, że nie pocałujesz, ani nie dotkniesz w taki sposób jak mnie, żadnej innej dziewczyny. – nic nie mówił. Jednak gdy się odezwał, słychać było żal w jego głosie.

- Nie wiem nawet jak możesz tak myśleć.  Jesteś dla mnie najważniejsza ze wszystkich, rozumiesz? – pokiwałam głową choć wiedziałam , że tego nie widział.

- A ty nie boisz się o mnie? - spytałam.

-Nie. Kocham cię i ufam ci. – Już miałam odpowiedzieć kiedy do samochodu wszedł tata.

- Muszę kończyć. Kocham cię. – odpowiedział tym samym i rozłączyłam się. Po dosłownie paru sekundach dostałam sms’a.

 

Od: Justin <3

 

„Miałem dziś wypadek. Ale już jest dobrze. Tęsknię”

 

 

 

 

3 komentarze: