VII


JUSTIN’S POV

Wychodząc z jej domu czułem jakby nagle wszystko zaczęło przybierać kolorowe barwy. Pierwszy raz od tylu lat szczerze się uśmiechałem. Ale nie mogłem uwierzyć, że to  przez jakąś dziewczynę, z którą zamieniłem raptem parę zdań. Jednak nie zaszedłem daleko, kiedy przypomniałem sobie o czymś.Szybko zawróciłem, bojąc się, że Olivia wyszła już do szkoły. Za niecałe 5 minut stałem  i pukałem do jej drzwi. Włożyłem ręce w kieszenie, modląc się aby otworzyła. W pewnym momencie usłyszałem przekręcanie klucza, a już chwilę później stałem z nią twarzą w twarz. Rozpromieniłem się, a ona przechyliła głowę i zrobiła to samo.

-Co jest tym razem? – zaprosiła mnie do środka.

- Ja tylko na chwilę – przekroczyła próg swojego domu i wyszła na zewnątrz, zakładając wcześniej różowe vansy.

- Więc? – przeciągnęła samogłoskę.

- To zabrzmi dziwnie, ale..

-Czemu zawsze się boisz tego co powiesz?! Możesz po prostu mi wyjaśnić o co chodzi? –spojrzała na mnie z pełnią blasku w oczach. Przygryzłem wargi. Wyglądała teraz pięknie, taka zatroskana i kochana.

- Chcesz mój numer? – bałem się cholernie jej reakcji. Patrzyłem na Olivię cały czas,aż w końcu wzruszyła ramionami i z rozszerzonymi kącikami ust powiedziała:

- Tak, pewnie. – wzięła pierwszą lepszą kartkę i długopis a następnie podała mi ją. Odetchnąłem z ulgą, a potem zapisałem jej to co chciała.

- Proszę. – powiedziałem, podając jej stronę z zeszytu, którą wyrwała.

-A ty chcesz mój? – na te słowa poczułem ogromną radość. Już miałem odpowiedzieć, kiedy z oddali usłyszałem kobiecy, dojrzały głos.

 

OLIVIA’S POV

 

- Olivia! – w jednej chwili podniosłam głowę i zauważyłam moją mamę.

- „Co ty tu robisz?!” – pomyślałam. Następnie szybko dałam Justinowi do zrozumienia, że musi iść. On jednak zamknął oczy i złożył ręce.

- Moja matka nie da ci żyć jak tu dojdzie. – szepnęłam.

- Cicho!   - krzyknął na mnie. Obruszyłam się, ale posłuchałam i zamknęłam się. Moja mama stanęła w pozycji oznaczającej, że chce ze mną poważnie pogadać.

-Kto to jest? – skinęła głową w kierunku Justina. Ja tylko czekałam aż zrobi coś sensownego.

- Justin Bieber – lekko się pochylił. – Jestem kolegą ze szkoły. Właśnie się do niej wybieraliśmy.

- „ Jak dobrze, że dałam mu ciuchy mojego ojca. Przynajmniej o ubiór nie będzie wypytywać”. – pomyślałam, dziękując Bogu.

- Nigdy o tobie nie słyszałam, młody człowieku. – przyglądała mu się cały czas z uwagą.

- Bo nigdy ci nie mówiłam mamo.- parsknęłam. – A jeśli nie chcesz żebym się spóźniła to lepiej daj nam już wyjść.

- Oczywiście. – wyglądała na lekko speszoną tym, że niesłusznie mnie o coś oskarżyła. – Miłego dnia . – pomachała, gdy ja z Justinem byliśmy już przy furtce. Wyszliśmy za teren mojego ogródka, a następnie on się zaśmiał.

- Co cię znowu tak bawi? – mówiła oddzielając każde słowo.

- Nic. Po prostu…  - wtedy jakiś facet podbiegł i złapał Justin za bluzkę. Krzyknęłam w tym samym momencie. Wyglądał na kryminalistę, bałam się cokolwiek powiedzieć lub zrobić.

-Zamknij się! –wrzasnął w moim kierunku zachrypniętym głosem. – potem już tylko stałam i patrzyłam jak wyciąga coś z kieszeni. Serce zadrżało mi, gdy tylko zobaczyłam, że to nóż. Wpatrywałam się w nich. Moje ciało całe się trzęsło. Skierował narzędziem w stronę gardła chłopaka i delikatnie począł przejeżdżać nim po jego skórze, która gwałtownie stała się blada.

- Zostaw go! – krzyknęłam, potem żałując.

- Nie wtrącaj się Olivia – Justin rzekł do mnie ze słyszalną obawą w głosie. Mężczyzna łobuzersko się zaśmiał odchodząc od Justina i powoli podchodząc do mnie. Poczułam jak nóż swoim ostrym zakończeniem drapie moją syję.

-Bieber... Chyba nie chcesz żeby twoja dziewczyna zginęła przez ciebie? -  momentalnie przyłożył znowu przedmiot do jego gardła – Oddawaj kasę albo zobaczysz ją martwą. – Serce telepało mi jak najęte. Miałam ochotę się rozpłakać, ale wiem, że nie przyniosłoby to żadnego skutku.

-Nie mam tej kasy. – westchnął . – Zabij mnie. Ale jej nic nie rób – poddał się.Nie chciałam w to wierzyć. Musiałam zaryzykować. Po prostu musiałam. Szybkim krokiem podeszłam i w sekundę wyszarpałam mu nóż, uciekając.

 

JUSTIN’S POV.

Nie byłem w stanie uwierzyć, że starczyło jej tyle siły i odwagi by to zrobić. Jednak teraz nie miałem czasu na zastanowienia. Pobiegłem za Olivią, modląc się w duchu, aby ten idiota nas nie dogonił. Po paru minutach byłem już u jej boku. Skręciliśmy w pobliską uliczkę i tam ona rozkleiła się. Tusz zaczął spływać po jej rzęsach, a ona płakała. Tak bardzo płakała. Nie mogłem na to patrzeć. Nie znałem jej, ale wiedziałem, że zrobiła dla mnie więcej niż KTOKOLWIEK w moim życiu.

- Hej. Co jest? – ująłem jej głowę w obie dłonie, a ona przestała płakać i patrzyła teraz na mnie.

-Bałam się, że on coś ci zrobi – mruknęła będąc w wyraźnym szoku. Ja również po tym co usłyszałem. Poczułem, że zależy jej na mnie, a reakcją na to była łza, która delikatnie spłynęła po moim policzku. Rozszerzyłem ramiona i przycisnąłem jej głowę do mojego torsu. Chciałem, żeby była bezpieczna. No cholera, zależało  mi na niej. Nie chciałem jej stracić.

-„Nigdy nie miałem w życiu takiej osoby jak ona.” –pomyślałem jeszcze mocniej akcentując uścisk. Olivia wypłakała się w moją koszulkę. Tak staliśmy przez parę, dobrych minut…

4 komentarze: