JUSTIN’S POV
Wychodząc z jej domu czułem
jakby nagle wszystko zaczęło przybierać kolorowe barwy. Pierwszy raz od tylu
lat szczerze się uśmiechałem. Ale nie mogłem uwierzyć, że to przez jakąś dziewczynę, z którą zamieniłem
raptem parę zdań. Jednak nie zaszedłem daleko, kiedy przypomniałem sobie o
czymś.Szybko zawróciłem, bojąc się, że Olivia wyszła już do szkoły. Za niecałe
5 minut stałem i pukałem do jej drzwi.
Włożyłem ręce w kieszenie, modląc się aby otworzyła. W pewnym momencie
usłyszałem przekręcanie klucza, a już chwilę później stałem z nią twarzą w
twarz. Rozpromieniłem się, a ona przechyliła głowę i zrobiła to samo.
-Co jest tym razem? – zaprosiła
mnie do środka.
- Ja tylko na chwilę – przekroczyła
próg swojego domu i wyszła na zewnątrz, zakładając wcześniej różowe vansy.
- Więc? – przeciągnęła
samogłoskę.
- To zabrzmi dziwnie, ale..
-Czemu zawsze się boisz tego co
powiesz?! Możesz po prostu mi wyjaśnić o co chodzi? –spojrzała na mnie z pełnią
blasku w oczach. Przygryzłem wargi. Wyglądała teraz pięknie, taka zatroskana i
kochana.
- Chcesz mój numer? – bałem się
cholernie jej reakcji. Patrzyłem na Olivię cały czas,aż w końcu wzruszyła
ramionami i z rozszerzonymi kącikami ust powiedziała:
- Tak, pewnie. – wzięła pierwszą
lepszą kartkę i długopis a następnie podała mi ją. Odetchnąłem z ulgą, a potem
zapisałem jej to co chciała.
- Proszę. – powiedziałem,
podając jej stronę z zeszytu, którą wyrwała.
-A ty chcesz mój? – na te słowa poczułem
ogromną radość. Już miałem odpowiedzieć, kiedy z oddali usłyszałem kobiecy,
dojrzały głos.
OLIVIA’S POV
- Olivia! – w jednej chwili
podniosłam głowę i zauważyłam moją mamę.
- „Co ty tu robisz?!” –
pomyślałam. Następnie szybko dałam Justinowi do zrozumienia, że musi iść. On
jednak zamknął oczy i złożył ręce.
- Moja matka nie da ci żyć jak
tu dojdzie. – szepnęłam.
- Cicho! - krzyknął na mnie. Obruszyłam się, ale
posłuchałam i zamknęłam się. Moja mama stanęła w pozycji oznaczającej, że chce
ze mną poważnie pogadać.
-Kto to jest? – skinęła głową w
kierunku Justina. Ja tylko czekałam aż zrobi coś sensownego.
- Justin Bieber – lekko się
pochylił. – Jestem kolegą ze szkoły. Właśnie się do niej wybieraliśmy.
- „ Jak dobrze, że dałam mu
ciuchy mojego ojca. Przynajmniej o ubiór nie będzie wypytywać”. – pomyślałam,
dziękując Bogu.
- Nigdy o tobie nie słyszałam,
młody człowieku. – przyglądała mu się cały czas z uwagą.
- Bo nigdy ci nie mówiłam mamo.-
parsknęłam. – A jeśli nie chcesz żebym się spóźniła to lepiej daj nam już
wyjść.
- Oczywiście. – wyglądała na
lekko speszoną tym, że niesłusznie mnie o coś oskarżyła. – Miłego dnia . –
pomachała, gdy ja z Justinem byliśmy już przy furtce. Wyszliśmy za teren mojego
ogródka, a następnie on się zaśmiał.
- Co cię znowu tak bawi? –
mówiła oddzielając każde słowo.
- Nic. Po prostu… - wtedy jakiś facet podbiegł i złapał Justin
za bluzkę. Krzyknęłam w tym samym momencie. Wyglądał na kryminalistę, bałam się
cokolwiek powiedzieć lub zrobić.
-Zamknij się! –wrzasnął w moim
kierunku zachrypniętym głosem. – potem już tylko stałam i patrzyłam jak wyciąga
coś z kieszeni. Serce zadrżało mi, gdy tylko zobaczyłam, że to nóż. Wpatrywałam
się w nich. Moje ciało całe się trzęsło. Skierował narzędziem w stronę gardła
chłopaka i delikatnie począł przejeżdżać nim po jego skórze, która gwałtownie
stała się blada.
- Zostaw go! – krzyknęłam, potem
żałując.
- Nie wtrącaj się Olivia –
Justin rzekł do mnie ze słyszalną obawą w głosie. Mężczyzna łobuzersko się
zaśmiał odchodząc od Justina i powoli podchodząc do mnie. Poczułam jak nóż
swoim ostrym zakończeniem drapie moją syję.
-Bieber... Chyba nie chcesz żeby
twoja dziewczyna zginęła przez ciebie? -
momentalnie przyłożył znowu przedmiot do jego gardła – Oddawaj kasę albo
zobaczysz ją martwą. – Serce telepało mi jak najęte. Miałam ochotę się
rozpłakać, ale wiem, że nie przyniosłoby to żadnego skutku.
-Nie mam tej kasy. – westchnął .
– Zabij mnie. Ale jej nic nie rób – poddał się.Nie chciałam w to wierzyć.
Musiałam zaryzykować. Po prostu musiałam. Szybkim krokiem podeszłam i w sekundę
wyszarpałam mu nóż, uciekając.
JUSTIN’S POV.
Nie byłem w stanie uwierzyć, że
starczyło jej tyle siły i odwagi by to zrobić. Jednak teraz nie miałem czasu na
zastanowienia. Pobiegłem za Olivią, modląc się w duchu, aby ten idiota nas nie
dogonił. Po paru minutach byłem już u jej boku. Skręciliśmy w pobliską uliczkę
i tam ona rozkleiła się. Tusz zaczął spływać po jej rzęsach, a ona płakała. Tak
bardzo płakała. Nie mogłem na to patrzeć. Nie znałem jej, ale wiedziałem, że
zrobiła dla mnie więcej niż KTOKOLWIEK w moim życiu.
- Hej. Co jest? – ująłem jej
głowę w obie dłonie, a ona przestała płakać i patrzyła teraz na mnie.
-Bałam się, że on coś ci zrobi –
mruknęła będąc w wyraźnym szoku. Ja również po tym co usłyszałem. Poczułem, że
zależy jej na mnie, a reakcją na to była łza, która delikatnie spłynęła po moim
policzku. Rozszerzyłem ramiona i przycisnąłem jej głowę do mojego torsu.
Chciałem, żeby była bezpieczna. No cholera, zależało mi na niej. Nie chciałem jej stracić.
-„Nigdy nie miałem w życiu
takiej osoby jak ona.” –pomyślałem jeszcze mocniej akcentując uścisk. Olivia
wypłakała się w moją koszulkę. Tak staliśmy przez parę, dobrych minut…
Jezu świten :)
OdpowiedzUsuńczekam na następny ;p
Kiedy będzie następny rozdział??
Usuńkiedy następny? a po za tym świetny rozdział
OdpowiedzUsuńOkolo 17-18:)
OdpowiedzUsuń