III


JUSTIN'S POV

Ledwo co doszedłem do mojego małego, rozsypującego się mieszkania, którego nie miałem nawet wykupionego legalnie. Olivia miała o wiele lepsze warunki.Mieszkała w ogromnym domu. Meble były szklane i zdobione drewnem, a obrazy, które tam wieszała musiały kosztować cholernie dużo. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Poszedłem do kuchni. No o ile stół z wyłożonym na nim chlebem można nazwać kuchnią. Jednak tym razem nie zastałem tam niczego.
- "Trzeba zrobić to co zawsze" - pomyślałem, biorąc kurtkę i wychodząc na zewnątrz. Nawet nie wziąłem kasy. Ojciec zabrał mi wszystko co uzbierałem na ulicy.

Jak zwykle śpiewałem i przygrywałem coś na gitarze. Ludzie czasami zatrzymywali się, słuchali i wrzucali dolar lub dwa. Około 10:00 nikogo już nie było. Przestałem grać. Odłożyłem instrument i wziąłem łyka wody. Nagle poczułem jak ktoś wytrąca mi  napój.
- Co jest kur...  - nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Zobaczyłem mojego ojca. Tego podłego idiotę przez którego mama nie żyje. Bił nas zawsze. To przez niego matka popełniła samobójstwo.
- Oddawaj co masz. - warknął i przeszukał mi kieszenie.
- Spieprzaj stąd. - cofnąłem się i momentalnie zauważyłem jak wyciąga z mojego pokrowca wszystkie pieniądze. - Sam na to uzbierałem! Wypieprzaj!- wrzasnąłem i starałem się mu wyrwać to co zabrał. W jednym momencie poczułem jego pięść na mojej twarzy. A potem zgiął kolano i trafił nim prosto w mój brzuch. Upadłem na schody, jedocześnie rozbijając sobie brodę. Gdy już leżałem, ten zaczął kopać mnie tak, że nie miałem jak złapać oddechu. Potem uciekł, zabierając całą kasę jaką zebrałem.

Wzdrygnąłem na myśl o tym, że znowu mogę go spotkać. Pobiegłem do najbliższego sklepu i tam wszedłem jak gdyby nigdy nic. Widząc jak ekspedientki zajęte są rozmową, wyciągnąłem trzy bułki i schowałem je  pod kurtkę. Gdy już miałem wychodzić, jedna z nich mnie zatrzymała:
-Nic nie kupujesz? - często zdarzało mi się, że pytały mnie o to. Odpowiedź już miałem wyćwiczoną.
- Chciałem kupić prezerwatywy, ale widzę, że nie macie. - uśmiechnąłem się, a ona natychmiast odsunęła się ode mnie. Zaczerpnąłem świeżego powietrza i zaśmiałem się wiedząc, że znów mi się udało. Odchodząc nieco dalej, wyciągnąłem jedną bułkę i zacząłem ją jeść.
- Stary! - poczułem klepnięcie po ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Jacka. Nienawidziłem tego typa. Zawsze chodził naćpany po mieście i to przez niego dwa razy musiałem odpowiadać przed policją. - Widzę, że znowu ci się udało. - uśmiechnąłem się.
- Masz fajki? - wiedział, że o to spytam. Tylko po to utrzymywałem z nim kontakt. Tylko po to, żeby móc palić.
-Spokojnie, spokojnie. - wyciągnął trzy i mi podał.
- Dzięki. - wziąłem je od niego i obróciłem się na pięcie. - Ja spadam. Siema.
Pomachał mi a potem znów się zaciągnął. Idąc odpaliłem papierosa i zacząłem go palić. Nagle zauważyłem jak z naprzeciwka przechodzi przez ulicę Olivia. Podeszła do mnie z grymasem na twarzy.
- Ah... więc po to ci są te pieniądze? Więc po to grasz na ulicy? Żeby kupować sobie pety? - wyrzuciła ręce w górę i pokręciła głową z rozczarowaniem.
-A ty kim dla mnie jesteś, że mnie o to pytasz? Nie znam cię nawet! - powiedziałem i poszedłem dalej. Po chwili zrobiło mi się głupio. W końcu to ona dała mi tyle hajsu i to ona pomogła mi pozbyć się bólu. Znowu zawróciłem i podbiegłem do niej.
-Dobra. -odwróciła się i skrzyżowała ręce na piersi - Przepraszam.
-Okej... - westchnęła . - Ale muszę już iść. Pa.
Pomachałem jej i poszedłem w stronę mieszkania.

1 komentarz: