XVI


JUSTIN’S POV

 

-„Cholera, cholera, cholera” – myślałem biegnąc w stronę jej domu. Od razu gdy dostałem od niej telefon, wyszedłem nie zamykając za sobą drzwi. W końcu znalazłem się przy furtce i nie zastanawiając się, przeskoczyłem przez nią. Olivia już stała w oknie i czekała aż przyjdę. Wszedłem po zewnętrznych schodach i stanąłem na balkonie. Następnie przekroczyłem próg jej pokoju. Przytuliła mnie i zaczęła szlochać. Wytarłem jej łzy swoim rękawem i sam byłem na siebie zły, bo to przeze mnie teraz cierpiała.

- Boję się, Justin – wyszeptała. Ścisnąłem ją mocniej i pożałowałem, że w ogóle pojawiłem się w jej życiu. Gdyby nie ja, spałaby teraz i martwiła się sprawdzianami, a nie tym, że ktoś może jej coś zrobić następnego dnia.

- Przepraszam. – powiedziałem i westchnąłem powstrzymując się przed atakiem agresji, bo tego idiotę najchętniej bym teraz zabił.

- Gdyby nie moja mama to on…-  zaczerpnęła powietrza- on by mnie postrzelił. – zaczęła przeraźliwie płakać, a ja poczułem łzy spływające po moim policzku.Byłem  winny temu co się stało. Nie powinienem był się zgadzać na ten związek.

- Olivia.. –rozpocząłem i zrobiłem krok w tył z trudem ją puszczając. – Nie możemy być razem. – teraz niemalże szlochałem, ale starałem się by nie było tego widać ani słychać. Ona tylko spojrzała i uśmiechnęła się z przerażeniem w oczach.

-Żartujesz, prawda? – podeszła do mnie i ścisnęła moją dłoń. – Nie mówisz prawdy! Kłamiesz! – jej klatka piersiowa poruszała się w żywym tempie, a ona nie mogła złapać oddechu. Patrzyłem na nią i miałem ochotę ją pocałować i powiedzieć, że to nieprawda. Ale nie mogłem.

- Nie kłamię. Nie będziemy się spotykać. – odwróciłem się i zacisnąłem pięści, by nie wypuścić morza łez na moją twarz. Już miałem wychodzić, kiedy Olivia stanęła mi na drodze.

-Jeśli to zrobisz… - poczęła mówić. – Jeśli to zrobisz to … - teraz nie mogła powstrzymać ataku płaczu. Czułem, że jej serce bije szybciej niż moje kiedykolwiek. – Justin, po prostu tego nie zrobisz! – podbiegła do mnie i złączyła nasze usta w pocałunku. Chciałem przerwać, pragnąłem zapewnić jej bezpieczeństwo, ale za bardzo ją kochałem by to zrobić. Po około pięciu minutach z trudem oderwaliśmy się od siebie. Ja dyszałem, a ona złapała mój podbródek i skierowała tak bym na nią patrzył.

- Mogą mi grozić śmiercią, mogą mnie torturować. Ale wolę to niż życie bez ciebie, rozumiesz? – pokiwałem głową i musnąłem jej szyję. Wtedy usłyszałem wibrację w telefonie. Wyjąłem go, a Olivia ze zdziwieniem spojrzała na mojego Iphona.

- Nie chcę nic sugerować, ale.. stać cię było na tak drogi telefon? – przełknąłem ślinę.

-Nie. –westchnąłem. – to skradziony sprzęt. – widziałem jak momentalnie zaczyna kręcić głową. – Wiem, że to źle wygląda, ale nie mam kasy na nic! – tłumaczyłem się, a ona tylko podeszła i chcąc zmienić temat powiedziała:

-No to kto do ciebie napisał? – spojrzałem na ekran i zdziwiłem się.

- To ten Scooter. Chce się spotkać jutro . – zauważyłem na jej twarzy podekscytowanie. Uścisnęła mnie mocno i pogratulowała mi. Ja także byłem z siebie dumny. Nie sądziłem, że naprawdę mu zależy na tym by ze mną współpracować.

 

OLIVIA’S POV

Pomimo tego, iż pół godziny temu prawie zostałam zabita, to nie myślałam o tym. Cieszyłam się razem z Justinem, bo wiedziałam, że ta propozycja oznaczała dla niego lepsze jutro. Przestałam płakać i teraz leżałam na jego kolanach, zwinięta w kulkę. On bawił się moimi włosami i od czasu do czasu całował moją szyję. Chciałam żeby ten moment trwał wiecznie. Żeby nigdy się nie skończył…

- A co jeśli chce mi tylko powiedzieć, że nic z tego nie będzie ? – wstałam i spojrzałam na niego ze zdumieniem.

-Justin, ty w ogóle nie wierzysz w swoje umiejętności! – krzyknęłam szeptem tak by moja mama nic nie usłyszała. Westchnął i popatrzył na mnie z wielkim znakiem zapytania w oczach. Uśmiechnęłam się i zaczęłam kiwać głową, mówiąc:

- Niestety, ale taka jest prawda. Uwierz w siebie! Jesteś cudownym wokalistą i człowiekiem. To, że los cię tak skrzywdził to nie twoja wina. – pogłaskałam go po policzku i przybliżyłam się do niego, tak że siedziałam na jego nodze.

- Naprawdę tak uważasz? – delikatnie rozszerzył kąciki ust. Ja zaśmiałam się i odpowiedziałam sarkastycznie:

-Nie. Uważam, że jesteś beznadziejny i powinieneś przestać śpiewać. – chwilę utrzymywałam poważną minę, ale potem zachichotałam i rzuciłam się na jego szyję. Pocałowałam jego policzek i kurczowo trzymałam się jego torsu.  Justin też się śmiał.

- Nie daruję ci tego. – powiedział i z uśmiechem na ustach zaczął mnie łaskotać. Krzyknęłam głośno i wtedy usłyszałam pukanie do pokoju.

-Kur*a – powiedziałam w jednym momencie, a on zaprzestał gilgotanie. Spojrzał surowym tonem na mnie, a następnie wyszedł na balkon.

-Cześć. – szepnął i musnął mój policzek. Uścisnęłam go i gdy znalazł się na dole,podbiegłam do drzwi i otworzyłam je.

- Czemu ty musisz się zamykać na klucz? – westchnęła mama i oparła się o ścianę.

-Mamo, chcę iść spać. – rzekłam tonem małego dziecka. Ona odwróciła się i wypuściła powietrze z ust. Przekręciłam klucz i wzięłam piżamę z szafy, a następnie przebrałam się w nią.

 

JUSTIN’S POV

Wychodząc od niej z domu czułem, że jestem zarazem zły sam na siebie, ale i szczęśliwy.  Byłem niezwykle podekscytowany sms-em od Scootera. Nie wierzyłem, że to się uda, ale dzięki Olivii uwierzyłem. Rozpromieniłem się, gdy tylko ją ujrzałem. Chciałem odejść, zostawić ją  by była bezpieczna. Ale nie mógłbym patrzeć jak cierpi, nie wspominając już o swoim cierpieniu. Nagle poczułem wibrację w telefonie. Szybko wziąłem go do ręki i odebrałem od nieznanego numeru.

- Tak, słucham? – oblizałem usta.

- Witam. Tu Scooter Braun. Nie przeszkadzam? – stanąłem w jednym miejscu i przygryzłem wargi.

- T-tak. To znaczy nie. – uderzyłem dłonią o czoło, wiedząc, że brzmiałem jak idiota.

- Świetnie. Czy otrzymał pan wiadomość ode mnie? – próbowałem powstrzymać się od śmiechu . Nikt nigdy nie nazwał mnie aż tak oficjalnie.

-Przeczytałem.- nastała cisza, więc szybko powiedziałem – I będę jutro w wyznaczonym miejscu. – Scooter odetchnął z ulgą.

- Dobrze. Widzimy się jutro. – rozłączył się, a ja uniosłem wzrok ku górze i zacząłem dziękować Bogu za to co się wydarzyło . Natychmiastowo zadzwoniłem do Olivii. Gdy odebrała wydawała się być zmęczona, bo jej głos brzmiał na wyrwany ze snu.

- Halo? – jęknęła, a ja zachichotałem. – Czego chcesz Justin? Wiesz która jest godzina ?! –krzyknęła szeptem, wciąż zaspana.

- Zadzwonił do mnie ten menager. Spotkanie jest aktualne. – ona już miała zacząć się ekscytować, kiedy jej przerwałem – Mogę  przyjść jutro do ciebie około 14-ej żebyś pomogła mi się jakoś przyszykować?  - teraz pisnęła z radości.

-Tak! O mój Boże, nie wiesz jak się cieszę! – zapewne gdybym był teraz obok niej to rzuciłaby mi się na szyję.

- Będę jutro, kochanie. – pieszczotliwie się zaśmiałem, a ona zrobiła to samo. Następnie odezwała się:

- Kocham cię, wiesz? – oparłem się o mur bloku i westchnąłem:

- Wiem. Ale ja kocham cię bardziej. – potem usłyszałem chichot i nacisnąłem czerwoną słuchawkę, bo nie miałem zbyt wiele kasy na koncie, a wiedziałem,że gdybym jeszcze kontynuował rozmowę to trwałoby to do rana.

3 komentarze:

  1. świetny....czekam na kolejny..:D

    OdpowiedzUsuń
  2. ZAJEBISTY BLOG CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń