XVII


OLIVIA’S POV

-Będzie dobrze – powiedziałam, wiążąc krawat Justina na szyi. On tylko drżał ze zdenerwowania i co chwilę poprawiał marynarkę. Jego włosy były ułożone idealnie. Gdy postawił je na żel wyglądały jeszcze bardziej perfekcyjnie – Wyglądasz niesamowicie – powiedziałam, a następnie wspięłam się na palce i pocałowałam jego zimny policzek. – Ej, chyba się nie stresujesz? – pogłaskałam go po ramieniu na co sztucznie się zaśmiał.

- Ja? Nie- przeciągnął ostatnią samogłoskę, po czym przejrzał się w lustrze.

- Jest idealnie, Justin- podeszłam i przytuliłam go. – Ale jest już 16-a. Wydaje mi się, że za pół godziny masz spotkanie… - uśmiechnęłam się a on westchnął i zaczął głęboko oddychać. Pobiegł do przedpokoju i nałożył swoje białe trampki, które dodały jego strojowi nastoletni charakter.

- Ja idę. – złączył nasze usta na chwilę po czym otworzył drzwi i już zza furtki krzyknął – Do zobaczenia później.- Zaśmiałam się widząc go pierwszy raz tak zdenerwowanego.

 

JUSTIN’S POV

Biegłem, bo nie chciałem się spóźnić. Cały czas poprawiałem fryzurę, by zapomnieć o swoim zestresowaniu. A było ono naprawdę ogromne. Gdy dotarłem na przystanek, oparłem się o pierwszy, lepszy mur i spojrzałem na godzinę. Miałem jeszcze dużo czasu, ale wolałem być wcześniej, niż się spóźnić. Zamknąłem oczy i wtedy usłyszałem męski, zachrypnięty głos.

- Siema Bieber. – podniosłem powieki.Spodziewałem się tego idioty-Mat’ta, ale zamiast niego ujrzałem kogoś o wiele gorszego. Nade mną stał Dave.

- Co ty tu kur*a robisz?! – wrzasnąłem przestraszony. Ten debil miał siedzieć w więzieniu do swojej us*anej śmierci!

- Myślałeś, że psy załatwią sprawę? – szyderczo się zaśmiał, a ja patrzyłem na niego z obrzydzeniem. Miałem ochotę mu przyłożyć, ale świadomość że mógł mieć pistolet, nie pozwoliła mi na to. Nic nie mówiłem. Chciałem jedynie pobiec do Olivii i zapewnić jej bezpieczeństwo. Nie interesował mnie w tym momencie żaden Scooter Braun. Pragnąłem mieć moją dziewczynę przy sobie.

- Puść mnie, a nie zadzwonię po policję. – rzekłem spokojnie, a on wyjął z kieszeni kurtki nóż. W pierwszym momencie się wystraszyłem, ale potem zdałem sobie sprawę z tego, że i tak nic mi nim nie zrobi.

- Słuchaj, Bieber. – zaczął i przejechał mi ostrym końcem po szyi. – Wiem, że ty i ta twoja su*a jesteście razem . – miałem coś powiedzieć, ale on zamknął mi usta ręką. – Nie przerywaj mi, bo twoje życie jest na pograniczu. A jeśli ty zginiesz to kto się zajmie Olivią? – chwilę na mnie popatrzył po czym dodał  - Chyba ja będę do tego zmuszony. – zabrał nóż i widział jak gotowałem się ze złości. Gdy usłyszałem, że chce coś jej zrobić to serce stanęło mi, a ja zrobiłem się cały blady.  Wyszarpałem się z jego uścisku i popędziłem do domu mojej dziewczyny. Widziałem jak biegł za mną, ale starałem się być szybszy. Kiedy stanąłem przed furtką obejrzałem się, zobaczyłem, że jest coraz bliżej. Przeskoczyłem tak aby dostać się na teren posiadłości, a następnie zapukałem. Minęło parę sekund zanim mi otworzyła. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi na klucz, a Olivia patrzyła na mnie ze zdziwieniem.

- Zamknij balkon! – krzyknąłem i poszedłem na górę.

-A-ale czemu? –widać było, że się boi, ale teraz nie na to zwracałem uwagę. Podczas gdy ona stała na schodach i nie wierzyła w to co się dzieje, ja zamknąłem balkon. Kątem oka zauważyłem jak Dave próbuje przedostać się przez płot. Zbiegłem na dół i objąłem Olivię ramieniem. Potem pocałowałem w czoło i usiadłem na kanapie. Ona zrobiła to co ja.

- Słuchaj.. – zacząłem spokojnie. – Za  chwilę może tu się dobijać Dave. – teraz przygryzłem wargi, a ona się zaśmiała.

- P-przecież on jest w pudle.- zachichotała, ale wiedziałem, że się bała.

-Uciekł. – ścisnąłem jej dłoń i otarłem łzy, które leciały na jej policzek.

-Chcesz mi powiedzieć, że gdzieś tutaj jest?! – wrzasnęła i momentalnie podskoczyła, a całe jej ciało zaczęło drżeć.

- Tak, ale… - miałem dokończyć, kiedy usłyszałem walenie w okno. Olivia odwróciła wzrok, a ja podbiegłem i zobaczyłem tego idiotę stojącego przez szybą. Stukał tak bardzo, że głowa zaczęła mnie boleć. Chwilę się w niego wpatrywałem, aż później nie wytrzymałem i wyszedłem na dwór.  Kiedy mnie ujrzał, podszedł i wyciągnął nóż oraz pistolet. Spuściłem głowę w dół, wiedząc, że może mi coś zrobić, po czym uniosłem ją ku górze,a mój wzrok był skierowany na niego.

- Czym wolisz zostać zabity? – popatrzył na jeden jak i na drugi sprzęt, a potem na mnie. – Ja bym na twoim miejscu wybrał pistolet. To chyba szybsza metoda.  -Uśmiechnął się i przystawił mi go do skroni, a ja przełknąłem ślinę. Nic wtedy nie myślałem. Stałem i czekałem. Nic więcej.

- Na trzy? – zaśmiał się, a ja zamknąłem oczy.

- Zostaw go! – usłyszałem w jednym momencie i  ujrzałem Olivię stojącą tuż przy mnie, łapiącą mnie za dłoń.

- Idź do domu… Proszę. – powiedziałem spokojnie, a Dave zabrał narzędzie i pogłaskał ją po włosach. Miałem mu przyłożyć, ale on zatrzymał moją rękę. Widziałem jak drżała ze strachu, a strumyki łez leciały na jej bluzkę.

- Jesteś taka cudowna. Pamiętasz jak rok temu też ci to mówiłem? – zachichotał, a potem zaczął zdejmować jej koszulkę. Nie wytrzymałem. Poczułem, że nie mogę inaczej. Wziąłem nóż z podłogi i jednym ciosem ugodziłem go w brzuch. Dave wyjął go, bo nie był wbity głęboko, ale upadł na ziemię. Nie wiedziałem czy żyje czy nie, ale miałem to gdzieś. Mógł umrzeć. Olivia spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach i odeszła parę metrów dalej. Miałem wrażenie, że widzi we mnie niebezpieczeństwo, mordercę.

 - On żyje. – powiedziałem i podszedłem by ją przytulić. – Stracił tylko przytomność. – ona patrzyła w jeden punkt i czułem, że nie jest obecna.

 

OLIVIA’S POV

Nie odzywałam się. Justin także. Gdy weszliśmy do domu, ja tylko położyłam się na łóżku i wciąż miałam w głowie moment gdy mój chłopak wziął nóż do ręki i ugodził nim tego gwałciciela.

-  Zostawiłeś go tam. – powiedziałam wciąż będąc jak w amoku.

- Niedługo wstanie i wtedy będzie się bał do mnie podejść. – odpowiedział i nalał mi wody . – Przepraszam. – usiadł obok mnie i dotknął mojego policzka. Poczułam jak jego dotyk mnie uspokaja. – Nie zrobiłbym tego. Nie zabiłbym go. Wiedziałem co robię, wiedziałem że nie ugodziłem go na tyle mocno by umarł. – przyciągnął mnie bliżej do siebie, tak że siedziałam na jego nodze. Przytulił mnie a potem złączył nasze usta w pocałunku. Najpierw delikatnie musnął moje wargi, po czym złapał mnie za biodra, a ja mierzwiłam jego włosy. Od czasu do czasu wymawiał moje imię, co dawało mi do zrozumienia, że to co robię mu się podoba. Po paru minutach przestaliśmy. Oboje uśmiechnęliśmy się i jeszcze raz dotknęłam ustami jego szyi.

- Dziękuję, że mnie przed nim uratowałeś – wymamrotałam, a on momentalnie odpowiedział:

- Kocham cię. Naprawdę. – przyciągnął mnie tak, że nasze ciała się stykały. – Ale nie wiem jak ci to udowodnić.  Chciałbym zrobić wszystko, ale nie wiem jak. – Miał kontynuować, ale ja przyłożyłam palec wskazujący do jego warg

- Wiem, że mnie kochasz. – rozpromienił się i położył się obok mnie.

1 komentarz: