JUSTIN’S POV
Usłyszałem wibrację w telefonie,
więc natychmiast wstałem z łóżka i poszedłem do drugiego pokoju. Olivia również
się podniosła i przyszła do pomieszczenia, w którym stałem.
- Tak, słucham? – powiedziałem,
gdy tylko nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Tu Scooter Braun. – momentalnie
zacząłem mierzwić swoje włosy ze zdenerwowania. – Dzwonię w sprawie
dzisiejszego spotkania… - wydawał się
być zdenerwowany. - Czekam już na pana
od pół godziny i nie wiem czy się pan zjawi.
-J-ja – teraz byłem zestresowany
do granic możliwości. – To znaczy, pomyliły mi się najwidoczniej godziny. –
sztucznie się zaśmiałem. – Przepraszam, będę za dziesięć minut. – odłożyłem Iphona
i spojrzałem na Olivię, która patrzyła na mnie pytająco.
- To był ten Braun, prawda? - spytała i podeszła do mnie w jednym
momencie.
- Tak. – przyciągnąłem ją do
siebie i pocałowałem jej policzek. – Muszę iść… - ona tylko pokiwała ze
zrozumieniem głową, a następnie odsunęła się ode mnie. Zszedłem na dół i
zarzuciłem na siebie marynarkę oraz założyłem trampki. Wszystko było co prawda
pożyczone, ale nie zwracałem na to uwagi. Po chwili Olivia stała przy drzwiach
i uśmiechała się do mnie. Musnąłem jej czoło i wyszedłem z domu, machając na pożegnanie.
OLIVIA’S POV
Minęło dziesięć minut od kiedy
Justin wyszedł. Usiadłam więc na kanapie i włączyłam telewizję. Przerzucałam
kanały jeden po drugim. Nic ciekawego nie było, tak więc postanowiłam się
przewietrzyć. Wychodząc na dwór, zauważyłam krew leżącą na chodniku przed
furtką. Przypomniała mi się wówczas scena gdy mój chłopak prawie zabił Dave’a. Wzdrygnęłam
na samą myśl o tym i postanowiłam wytrzeć czerwone plamy. Tego idioty już nie
było. Musiał widocznie wstać i sobie pójść, bojąc się, że Justin może mu coś
jeszcze zrobić. Pobiegłam do domu po ścierkę i zrobiłam to co miałam uczynić.
- O Jezu.- powiedziałam w jednej
chwili, zauważając nadjeżdżający radiowóz. Moja klatka piersiowa zaczęła
poruszać się szybciej, a potem tylko wzdychałam głęboko, modląc się żeby nic
się nie stało.
- Dzień dobry. – rzekł jeden z
policjantów wysiadając z auta a następnie podchodząc do mnie. Skinęłam głową i
nerwowo poprawiałam włosy. – My w sprawie Dave’a Loren’a. Kojarzy go pani,
prawda? – zamknęłam oczy i pokiwałam głową. – Przyszedł dziś na komisariat i
stwierdził , że został brutalnie zaatakowany nożem przez pana ..- spojrzał do
notatnika. –przez pana Biebera. – poczułam łzę na moim policzku i nie
wiedziałam co powiedzieć, jednak w końcu się odważyłam.
-T-tak. Ale to było inaczej. On mnie obronił. – komendant patrzył na mnie
ze wzrokiem świadczącym o tym, że chce abym kontynuowała. – Dave Loren
nachodził mnie już parokrotnie. Raz mnie zgwałcił, a dziś… dziś przyszedł i
przyłożył Justinowi do skroni pistolet. Miał też ten nóż.- czułam, że nie
powinnam była tego mówić, ale musiałam. – Kiedy zdarł ze mnie koszulkę to… to mój
chłopak…
-Mówi pani o panie Bieberze? –przerwał
mi.
-Tak. To wtedy on wziął ten nóż
i go tak… - teraz zaczęłam płakać. – I wbił mu go w brzuch. – policjant zapisał to wszystko w
zeszycie. – Ale on wiedział co robi! Wiedział, że go nie zabił! Chciał mnie
obronić. – stojący naprzeciwko mnie mężczyzna z trudem patrzył mi w oczy.
- Czy jest jeszcze coś co
chciałaby nam pani powiedzieć? –westchnął a jego wyraz twarzy wydawał się być
smutny. Pokręciłam głową, a następnie dodałam:
-Ale.. Ale wy nie zamkniecie
Justina, prawda? – otarłam łzy i podbiegłam do radiowozu, w którym już
siedział.
- Nic nie mogę powiedzieć. –
zamknął drzwi od samochodu i odjechał wraz z pozostałymi.
JUSTIN’S POV
Zdyszany wbiegłem do restauracji,
gdzie byłem umówiony. Rozejrzałem się a potem znalazłem Scootera.
-Przepraszam pana tak bardzo.
Godziny mi się pomieszały. – podałem mu dłoń i zasiadłem z nim do stołu.
- Kawy, herbaty? –spytał, na co
pokręciłem głową. – do rzeczy panie Bieber. – byłem zdziwiony tym, że wie jak
się nazywam, ale nie dawałem po sobie tego poznać. – Promuję gwiazdy. Dzięki
mnie sukces osiągnęło wiele sław, chociażby Beyonce. – wytrzeszczyłem oczy i
spojrzałem na niego, na co się zaśmiał. – Proszę mi wierzyć, że właśnie tak
było. – przełknął ślinę i kontynuował. – Moje plany co do pana są ogromne, tak
jak i pański talent…
-Proszę mi mówić na „ty” –
uśmiechnąłem się i podałem mu dłoń. – Justin jestem. – Scooter również
rozszerzył kąciki ust i mówił dalej.
-A zatem chciałbym ci
powiedzieć, że z niektórymi osobami jest taki problem, że mają ambicję ,a
niestety dobrego wokalu brak. – zaśmiał się. Ja również. – Z tobą takiego
problemu nie powinno być… Zmierzam do tego, że ja byłbym chętny na współpracę. –
poczułem motyle w brzuchu. Przygryzłem wargi i patrzyłem na niego z niedowierzaniem.
- Niezmiernie się cieszę, ale
jest jedna rzecz, która nie pozwoli mi na zawarcie umowy z panem. – spojrzał na
mnie pytająco. – Nie mam pieniędzy na nic. – posmutniał, a ja wiedziałem, że
wszystkie plany , które miał ze mną związane, prysły i nie zostawiły po sobie
żadnego śladu. Miałem zamiar wstać i podziękować za spotkanie, kiedy mężczyzna
powiedział:
- Ja za wszystko zapłacę. –
otworzyłem usta ze zdziwienia i popatrzyłem na niego jeszcze raz. – Tak. Myślę,
że już jutro możemy się znowu zobaczyć, by obgadać piosenki które pojawią się na
pierwszej płycie. – teraz już w ogóle nie wierzyłem w to co się dzieje.
- O mój Boże… - mruknąłem i
zasłoniłem usta ręką. – Dziękuję.. –
Scooter wstał i się uśmiechnął.
-Jutro o 18-ej u mnie w domu. –
podał mi karteczkę z zapisanym adresem i wyszedł.
OLIVIA’S POV
-Cholera! Odbieraj, Justin! –krzyknęłam
sama do siebie i modliłam się w duchu o to, żeby mama teraz nie przyszła. Byłam
roztrzęsiona i chciałam jedynie, żeby mój chłopak tu był. Bóg chyba mnie
wysłuchał, bo w jednej chwili usłyszałam pukanie do drzwi i gdy otworzyłam ujrzałam
go. Był podekscytowany. Wiedziałam o co chodzi i chciałam się cieszyć z nim,
ale nie mogłam.
- Co jest? Czemu jesteś taka
smutna? – zapytał jednocześnie zmieniając wyraz twarzy z wesołego w smutny. Westchnęłam.
-Policja tu była. Powiedziałam
im wszystko co się stało. – on spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami. Następnie odwrócił wzrok. – Przepraszam. –wyszlochałam
i wtuliłam się w niego. Chwilę się zastanawiał, ale potem objął mnie ramieniem,
wciąż patrząc w jeden punkt. Czułam jak bardzo zdenerwowany był.
- A co ze … - przerwał mi
przykładając palec wskazujący do ust. Byłam zła, bo zepsułam tak szczęśliwy dla
niego dzień.
boooooooskie !!! możesz mnie informować o NN na jbiml.blogspot.com ?
OdpowiedzUsuń