OLIVIA’S POV
Spałam ciężkim snem. Nic nie
było w stanie mnie zbudzić, bo oczy były zbyt zaczerwienione od łez. Nie mogłam
podnieść powiek, a usta ułożyły się w delikatny grymas. Na szczęście był weekend, więc nie musiałam
wcześniej wstawać. Justin nie odezwał
się od pięciu dni! Aż tyle minęło od czasu kiedy zawiadomiłam go o wizycie
Chaz’a.
- Chaz jest u mnie. – powiedziałam i w odpowiedzi usłyszałam
milczenie. – Justin? – przygryzłam
policzki od środka. – Justin, proszę odezwij się! – powtórzyłam błagalnym
tonem. Ten jednak nic nie mówił. Poruszałam nerwowo palcami, cały czas próbując
wydusić z niego choć jedno słowo. Nic nie skutkowało. Wtedy zauważyłam, że
Chaz’a już nie ma. Mogłam więc swobodnie wypuścić emocje na zewnątrz.
-Justin! Justin, zrób coś, powiedz coś! – łkałam. – Przecież nic nie
zrobiłam… - odparłam przez szloch. – Pro… - miałam dokończyć, gdy usłyszałam
dźwięk informujący mnie o tym, że rozmowa została przerwana. Nie wytrzymałam.
Mascara spłynęła po moim policzku, a fluid zaczął się świecić. Nie potrafiłam
się uspokoić. Zachowywałam się jak szaleniec. Rzucałam wszystkim co napotkałam
na drodze, w tym telefonem. Usiadłam na łóżku i bezsilnie na nie opadłam.
Nie zadzwonił ani razu. Od tych
paru, cholernych dni nie odzywałam się do nikogo. Zamykałam się w pokoju,
słuchałam nagrań, które nakręciłam kiedy byłam z nim przed teatrem i oglądałam
jego zdjęcia. To wszystko pogłębiało mój smutek i żal. Ja też próbowałam się z
nim skontaktować, ale on się rozłączał.
- „ Nie chce mnie już. ” –
myślałam. – „ Ale ja go kocham, on mnie też. Czemu po prostu nie może być
normalnie?! „ – wzburzyłam rozmyślania, tak że poczęłam szlochać. Mogłam śmiało
powiedzieć, że byłam na pograniczu depresji. Pragnęłam go jedynie usłyszeć,
dotknąć, poczuć jego obecność. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Nie wchodź mamo! – rzekłam
opryskliwie i znowu przyłożyłam głowę do poduszki.
- Siedzi tak zamknięta już pięć
dni… - usłyszałam cichy szept mojej mamy. – Ale to nie ja chcę z tobą
porozmawiać! – krzyknęła głośniej. Otarłam twarz i podeszłam do drzwi,
stanowczo je otwierając. Naprzeciwko mnie stali moi rodzice i ktoś jeszcze.
Ktoś kogo bym się nigdy w życiu nie spodziewała. Naprzeciwko mnie stał Chaz.
JUSTIN’S POV
Siedziałem na fotelu i starałem
się słuchać Scootera. Jednak problemy z Olivią nie pozwalały mi na to. Byłem
tak stęskniony, że miałem ochotę rzucić tą cholerną płytę i pojechać do niej. Zdałem sobie sprawę, że kochałem ją bardziej
niż kogokolwiek. Mogłem zrobić dla tej jednej dziewczyny wszystko! Dosłownie.
Ale to, że zaprosiła Chaz’a… nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszy raz bałem
się, że odejdzie ode mnie dla niego. Ludzie tak często mnie krzywdzili i po
prostu opuszczali mnie, że teraz martwiłem się bardziej niż kiedykolwiek. Świadomość,
że mógł teraz u niej być i ją dotykać nie pozwalała mi spokojnie zasnąć. Byłem
jak martwy. Bez jej obecności czułem się jedynie jak wrak człowieka.
-Justin! – usłyszałem nagle
wrzaśnięcie Scootera. Natychmiast podniosłem głowę i na niego spojrzałem. –
Musisz wybrać piosenki na płytę. Producent podsunął ci 50 kawałków. Masz wybrać
dziewięć, a ty mnie nie słuchasz! – odrzekł z przejęciem w głosie. Ja głęboko westchnąłem i pochyliłem się nad
stolikiem, na którym były rozłożone kartki z tekstami piosenek. Po paru
minutach ich oglądania, zdecydowałem.
- Nie chcę tego śpiewać. Chcę
sam komponować i wymyślać tekst. – odrzekłem, opierając się o miękki fotel. Ten
tylko popatrzył na mnie i wybuchnął śmiechem.
- Stary, masz na to tylko dwa
dni. Za nic nie uda ci się tego zrobić. – mruknął troskliwie. Uniosłem oczy ku
górze i rozszerzyłem kąciki ust.
- Dam radę. – warknąłem. –
Napiszę te piosenki jeszcze dzisiaj! – poderwałem się z miejsca i poszedłem do
mojego pokoju hotelowego.
- Słuchaj.. – zaczął. Odwróciłam
wzrok w jego stronę. – To moja wina, wiem. Przepra… - chciał dokończyć, ale
momentalnie mu przerwałam.
-To nie twoja wina! – krzyknęłam
przez łzy. – Ja już.. – szlochałam. – Ja już po prostu nie wiem co mam robić!
Justin nie odzywa się do mnie odkąd mu powiedziałam, że do mnie przyszedłeś! Ja
za nim tęsknię. Tak bardzo, że nie daję rady. Mam wrażenie, że on mnie nie
chcę. Nie widzę sensu mojego życia kiedy go tu nie ma, rozumiesz?! – wrzasnęłam
i znowu zaniosłam się od płaczu. Widziałam jak Chaz przygryza wargi, nie mogąc
patrzeć na mnie w takim stanie. – Ja go naprawdę kocham.. – zakończyłam i wtedy
on rozłożył ramiona i przytulił tak bym mogła wypłakać się w jego bluzę. Minęło parę minut i wtedy on podniósł moją
głowę, obejmując dłońmi policzki. Patrzyłam w jego niebieskie oczy. Zatonęłam w
nich. Powoli przysunął swoje usta do
moich, jednak nie zetknęły się ze sobą. Ja uspokajałam się w jego dotyku, ale
nie na tyle by powstrzymać to co właśnie się działo między nami. W jednej
chwili zauważyłam jak jego wargi muskają moje. Najpierw delikatnie, ale potem
mocniej. Coraz szybciej i szybciej, aż w
końcu poczułam to czego Justin nie mógł mi zapewnić pod jego nieobecność. Całowałam
go jeszcze silniej, aż w pewnym momencie usiadłam na jego kolanie. Pociągałam
za jego włosy, a ten cicho wymawiał moje imię. Próbowałam się powstrzymać, ale
za bardzo za tym tęskniłam. To nie było to samo co z Justinem, ale muszę
przyznać że równie ekscytujące. Delikatnie przejechał ustami po mojej szyi, a
ja wygięłam się w tył. Pogłębiał pocałunek, a kiedy złapał za biodra i
przysunął do siebie, jęknęłam. Zamknęłam
oczy i cieszyłam się chwilą. Nasze ciała się stykały i byliśmy tak blisko. I
wtedy przypomniałam sobie o moim chłopaku. Serce mi stanęło, a ja zeskoczyłam z
Chaz’a. Popatrzyłam na siebie z odrazą i wypuściłam łzy, które spłynęły po
mojej twarzy. Widziałam jak on mierzwi swoje włosy z zakłopotania i powoli
łapie oddech, którego oboje nie mogliśmy złapać podczas tego co nie powinno
było się wydarzyć.
- Wyjdź. – rozkazałam. Ten tylko
wstał i gdy chciał zacząć coś mówić, przerwałam mu. – Wynoś się, rozumiesz?! –
wrzasnęłam tak by posłuchał. Kiedy wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi, ja
opadłam bezsilnie na podłogę. Waliłam o nią pięściami, tak by rozładować złość.
Jednak była ona zbyt wielka.
- „ Boże! „ – myślałam –
„Nienawidzę siebie! Nie zasługuję na nic!” – teraz zaczęłam szlochać. – „ On mi
ufał… A ja przelizałam się z pierwszym, lepszym chłopakiem!” – poczułam ucisk w
klatce piersiowej i trudno było mi złapać oddech. Zemdlałam.
O matko...o.O
OdpowiedzUsuńszybko kolejny..:D
OdpowiedzUsuń