XXV


OLIVIA’S POV

 

Spałam ciężkim snem. Nic nie było w stanie mnie zbudzić, bo oczy były zbyt zaczerwienione od łez. Nie mogłam podnieść powiek, a usta ułożyły się w delikatny grymas.  Na szczęście był weekend, więc nie musiałam wcześniej wstawać.  Justin nie odezwał się od pięciu dni! Aż tyle minęło od czasu kiedy zawiadomiłam go o wizycie Chaz’a.

 

- Chaz jest u mnie. – powiedziałam i w odpowiedzi usłyszałam milczenie.  – Justin? – przygryzłam policzki od środka. – Justin, proszę odezwij się! – powtórzyłam błagalnym tonem. Ten jednak nic nie mówił. Poruszałam nerwowo palcami, cały czas próbując wydusić z niego choć jedno słowo. Nic nie skutkowało. Wtedy zauważyłam, że Chaz’a już nie ma. Mogłam więc swobodnie wypuścić emocje na zewnątrz.

-Justin! Justin, zrób coś, powiedz coś! – łkałam. – Przecież nic nie zrobiłam… - odparłam przez szloch. – Pro… - miałam dokończyć, gdy usłyszałam dźwięk informujący mnie o tym, że rozmowa została przerwana. Nie wytrzymałam. Mascara spłynęła po moim policzku, a fluid zaczął się świecić. Nie potrafiłam się uspokoić. Zachowywałam się jak szaleniec. Rzucałam wszystkim co napotkałam na drodze, w tym telefonem. Usiadłam na łóżku i bezsilnie na nie opadłam.

 

Nie zadzwonił ani razu. Od tych paru, cholernych dni nie odzywałam się do nikogo. Zamykałam się w pokoju, słuchałam nagrań, które nakręciłam kiedy byłam z nim przed teatrem i oglądałam jego zdjęcia. To wszystko pogłębiało mój smutek i żal. Ja też próbowałam się z nim skontaktować, ale on się rozłączał.

- „ Nie chce mnie już. ” – myślałam. – „ Ale ja go kocham, on mnie też. Czemu po prostu nie może być normalnie?! „ – wzburzyłam rozmyślania, tak że poczęłam szlochać. Mogłam śmiało powiedzieć, że byłam na pograniczu depresji. Pragnęłam go jedynie usłyszeć, dotknąć, poczuć jego obecność. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju.

- Nie wchodź mamo! – rzekłam opryskliwie i znowu przyłożyłam głowę do poduszki.

- Siedzi tak zamknięta już pięć dni… - usłyszałam cichy szept mojej mamy. – Ale to nie ja chcę z tobą porozmawiać! – krzyknęła głośniej. Otarłam twarz i podeszłam do drzwi, stanowczo je otwierając. Naprzeciwko mnie stali moi rodzice i ktoś jeszcze. Ktoś kogo bym się nigdy w życiu nie spodziewała. Naprzeciwko mnie stał Chaz.

 

 

JUSTIN’S POV

 

Siedziałem na fotelu i starałem się słuchać Scootera. Jednak problemy z Olivią nie pozwalały mi na to. Byłem tak stęskniony, że miałem ochotę rzucić tą cholerną płytę i pojechać do niej.  Zdałem sobie sprawę, że kochałem ją bardziej niż kogokolwiek. Mogłem zrobić dla tej jednej dziewczyny wszystko! Dosłownie. Ale to, że zaprosiła Chaz’a… nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszy raz bałem się, że odejdzie ode mnie dla niego. Ludzie tak często mnie krzywdzili i po prostu opuszczali mnie, że teraz martwiłem się bardziej niż kiedykolwiek. Świadomość, że mógł teraz u niej być i ją dotykać nie pozwalała mi spokojnie zasnąć. Byłem jak martwy. Bez jej obecności czułem się jedynie jak wrak człowieka.

-Justin! – usłyszałem nagle wrzaśnięcie Scootera. Natychmiast podniosłem głowę i na niego spojrzałem. – Musisz wybrać piosenki na płytę. Producent podsunął ci 50 kawałków. Masz wybrać dziewięć, a ty mnie nie słuchasz! – odrzekł z przejęciem w głosie.  Ja głęboko westchnąłem i pochyliłem się nad stolikiem, na którym były rozłożone kartki z tekstami piosenek. Po paru minutach ich oglądania, zdecydowałem.

- Nie chcę tego śpiewać. Chcę sam komponować i wymyślać tekst. – odrzekłem, opierając się o miękki fotel. Ten tylko popatrzył na mnie i wybuchnął śmiechem.

- Stary, masz na to tylko dwa dni. Za nic nie uda ci się tego zrobić. – mruknął troskliwie. Uniosłem oczy ku górze i rozszerzyłem kąciki ust.

- Dam radę. – warknąłem. – Napiszę te piosenki jeszcze dzisiaj! – poderwałem się z miejsca i poszedłem do mojego pokoju hotelowego.

 

 
OLIVIA’S POV

 
Siedzieliśmy na łóżku. Nie odzywałam się, on również. Patrzył jedynie na to jak płaczę ze współczuciem i żalem.

- Słuchaj.. – zaczął. Odwróciłam wzrok w jego stronę. – To moja wina, wiem. Przepra… - chciał dokończyć, ale momentalnie mu przerwałam.

-To nie twoja wina! – krzyknęłam przez łzy. – Ja już.. – szlochałam. – Ja już po prostu nie wiem co mam robić! Justin nie odzywa się do mnie odkąd mu powiedziałam, że do mnie przyszedłeś! Ja za nim tęsknię. Tak bardzo, że nie daję rady. Mam wrażenie, że on mnie nie chcę. Nie widzę sensu mojego życia kiedy go tu nie ma, rozumiesz?! – wrzasnęłam i znowu zaniosłam się od płaczu. Widziałam jak Chaz przygryza wargi, nie mogąc patrzeć na mnie w takim stanie. – Ja go naprawdę kocham.. – zakończyłam i wtedy on rozłożył ramiona i przytulił tak bym mogła wypłakać się w jego bluzę.  Minęło parę minut i wtedy on podniósł moją głowę, obejmując dłońmi policzki. Patrzyłam w jego niebieskie oczy. Zatonęłam w nich.  Powoli przysunął swoje usta do moich, jednak nie zetknęły się ze sobą. Ja uspokajałam się w jego dotyku, ale nie na tyle by powstrzymać to co właśnie się działo między nami. W jednej chwili zauważyłam jak jego wargi muskają moje. Najpierw delikatnie, ale potem mocniej.  Coraz szybciej i szybciej, aż w końcu poczułam to czego Justin nie mógł mi zapewnić pod jego nieobecność. Całowałam go jeszcze silniej, aż w pewnym momencie usiadłam na jego kolanie. Pociągałam za jego włosy, a ten cicho wymawiał moje imię. Próbowałam się powstrzymać, ale za bardzo za tym tęskniłam. To nie było to samo co z Justinem, ale muszę przyznać że równie ekscytujące. Delikatnie przejechał ustami po mojej szyi, a ja wygięłam się w tył. Pogłębiał pocałunek, a kiedy złapał za biodra i przysunął do siebie, jęknęłam.  Zamknęłam oczy i cieszyłam się chwilą. Nasze ciała się stykały i byliśmy tak blisko. I wtedy przypomniałam sobie o moim chłopaku. Serce mi stanęło, a ja zeskoczyłam z Chaz’a. Popatrzyłam na siebie z odrazą i wypuściłam łzy, które spłynęły po mojej twarzy. Widziałam jak on mierzwi swoje włosy z zakłopotania i powoli łapie oddech, którego oboje nie mogliśmy złapać podczas tego co nie powinno było się wydarzyć.

- Wyjdź. – rozkazałam. Ten tylko wstał i gdy chciał zacząć coś mówić, przerwałam mu. – Wynoś się, rozumiesz?! – wrzasnęłam tak by posłuchał. Kiedy wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi, ja opadłam bezsilnie na podłogę. Waliłam o nią pięściami, tak by rozładować złość. Jednak była ona zbyt wielka.

- „ Boże! „ – myślałam – „Nienawidzę siebie! Nie zasługuję na nic!” – teraz zaczęłam szlochać. – „ On mi ufał… A ja przelizałam się z pierwszym, lepszym chłopakiem!” – poczułam ucisk w klatce piersiowej i trudno było mi złapać oddech. Zemdlałam.

2 komentarze: