OLIVIA’S POV
- To cześć. – pomachał i odszedł, zostawiając mnie samą pod drzwiami mojego domu. Widziałam jak odchodzi, ale czułam, że powinnam coś jeszcze zrobić.
-Czekaj! – zawołałam, a Justin z
troską momentalnie zawrócił.
- Co się stało? Pomóc ci w czymś?
– patrzył mi w oczy. Był niewiele wyższy, więc spojrzałam nieco w górę.
- Em… - zarzuciłam delikatnie
włosami – dziękuję – zaśmiał się.
-Naprawdę nie masz za ….
-Mam! – tupnęłam nogą jak mała
dziewczynka na co wybuchnął śmiechem. – Dobra, idź już. – klepnęłam go
żartobliwie w ramię. Pobiegł w stronę furtki, jeszcze raz odwracając się i
machając mi.
Kurde. Ten chłopak sprawił, że
się uśmiechnęłam, chociaż naprawdę nie miałam powodów. Westchnęłam i
przekręciłam klucz, jednocześnie otwierając drzwi. Zdejmując buty, usłyszałam
dzwonek do drzwi.
-Ja pier…- nie dokończyłam,
bojąc się, że to rodzice. Otworzyłam i zauważyłam Emily. Była rozpogodzona,
uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Idziemy – wzięła moją kurtkę z
wieszaka i wyszła, nie obracając się.
- Halo? – stanęłam zdziwiona.
Ona odwróciła się, głęboko wzdychając. – Może zapytałabyś mnie o zdanie? –
potrząsnęłam głową, a Emily zachichotała.
-Znam cię zbyt dobrze, żeby cię
pytać o zdanie. Wiem, że się nie zgodzisz.- skrzyżowała ręce na piersi- Chodź!
– Znowu poszła przed siebie. Miała rację. Normalnie nigdzie bym z nią nie
wyszła, ale sytuacja i kłótnia w szkole sprawiły, że chciałam jedynie aby
wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia poszły w niepamięć. Gdy założyłam buty,
delikatnie zatrzasnęłam drzwi , zamykając je na klucz, a następnie pobiegłam w
stronę mojej przyjaciółki. Kiedy już byłam u jej boku, ona zapytała mnie z
powagą w głosie :
- Nie odebrałaś ode mnie 10
razy. Wytłumaczysz się? – przygryzłam wargę i poczęłam drżeć od środka na samą
myśl o tym , że mogę opowiedzieć jej o tym co się dziś stało.
- Spotkałam Da-Dave’a – pierwsze
łzy poleciały na moją białą bluzkę, a ja szybko je otarłam.
-O Boże… - Emily zasłoniła usta ręką
i przytuliła mnie, nie mogąc uwierzyć w to co mówię. Gdy wypuściła mnie z objęć
wypowiedziała zdanie, które widocznie przyniosło jej wiele smutku – Czy on…
-Nie! – przerwałam jej,
zaprzeczając najprędzej jak mogłam. – To znaczy prawie… - zobaczyłam jak ma
zamiar wybuchnąć więc rzekłam - Justin mnie uratował…
-Kto? – przechyliła głowę z
wyrazem twarzy sugerującym, że nie wie o
co mi chodzi.
- To ten chłopak, który grał na
gitarze przed teatrem – uśmiechnęłam się na samą myśl o nim.
- Wow. Bohater się znalazł. –
sarkastycznie zaczęła bić brawo.
- Dla ciebie byłoby oczywiście
lepiej gdyby ten idiota mnie zgwałcił, prawda? – oburzyłam się i wcale nie
miałam zamiaru tego kryć.
-Przestań Olivia. Nie odwracaj
kota ogonem. Mówię ci tylko, że sama nie wiesz kim jest. Co normalny nastolatek
robiłby na ulicy? Musiał coś spieprzyć w życiu. Inaczej chodziłby do szkoły tak
jak my. – Nie chciałam wierzyć, że to powiedziała. Przecież nie byłaby w stanie
rzec czegoś tak okrutnego. Z oczu
popłynęły mi łzy. Natychmiast wytarłam je rękawem kurtki, a Emily zauważając to
przygryzła górną wargę i odwróciła głowę w drugą stronę. Stałyśmy w takiej
ciszy przez minutę, aż nie zareagowała.
-Okej, przepraszam.
JUSTIN’S POV
Idąc zadowolony przed siebie,
wyciągnąłem z kieszeni ostatniego papierosa jakiego dostałem od Jack’a. Odpaliłem
go i zaciągnąłem się. Zdałem sobie sprawę, że ta dziewczyna była powodem
uśmiechu na mojej twarzy. Znałem ją tylko parę godzin, ale już byłem jej
niesamowicie wdzięczny za wszystko co w tym dniu dla mnie zrobiła. Nagle
poczułem jak papieros zostaje wytrącony z mojej dłoni. Zakrztusiłem się i
schyliłem się po niego, a następnie spojrzałem w górę.
- „ Kur**” – pomyślałem w
pierwszej chwili. Stał przede mną gość, od którego trzy miesiące temu
pożyczyłem prawie 300 dolarów . Nawet nie wiedziałem jak ma na imię, ale on
chyba znał mnie dosyć dobrze skoro powiedział:
- Bieber! – uśmiechnął się
łobuzersko i złożył ręce.
-Co tam u ciebie bracie? –
wyciągnął butelkę piwa i zaczął pić.
- Gadaj. Po cholerę tu
przychodzisz? Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Śledzisz mnie? – zaśmiałem się
znowu pociągając papierosa, a potem wypuściłem dym z moich ust.
- Chyba wiesz gnoju. – złapał mnie
pod gardłem i przytrzymywał tak długo, aż nie zacząłem się dusić.
-O-oddam ci wszystko. T-tylko
mnie p-puść – mówiłem, krztusząc się.
Wypuścił moją szyję z ucisku i odszedł. Wcale nie byłem przestraszony.
Wiedział, że nie mam nic, więc nie muszę mu niczego zwracać. Jednak po chwili
odwrócił się i podbiegł do mnie. Westchnąłem a on szepnął, pochylając się nade
mną :
- W szpitalu zapewne powiedziano
ci, że twoja matka popełniła samobójstwo? – na myśl o mamie zacisnąłem pięści i
szczękę. - A jednak historia była nieco inna Bieber…. – poczułem jak serce
staje mi w miejscu. – Uważaj, bo ty możesz być następny. – rzucił we mnie
pustą, szklaną butelką po piwie i odszedł.
ooooooo robi sie ciekawie!!!
OdpowiedzUsuńczekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńmam pytanie :)
OdpowiedzUsuńpiszesz to cama czy tłumaczycz?
bo to jest świetne i czekam na kolejny rozdział :P
Pisze sama:) bardzo dziekuje! To naprawde cudowne slyszec takie slowa:)
Usuń