V


OLIVIA’S POV

- To cześć. – pomachał i odszedł, zostawiając mnie samą pod drzwiami mojego domu. Widziałam jak odchodzi, ale czułam, że powinnam coś jeszcze zrobić.

-Czekaj! – zawołałam, a Justin z troską momentalnie zawrócił.

- Co się stało? Pomóc ci w czymś? – patrzył mi w oczy. Był niewiele wyższy, więc spojrzałam nieco w górę.

- Em… - zarzuciłam delikatnie włosami – dziękuję – zaśmiał się.

-Naprawdę nie masz za ….

-Mam! – tupnęłam nogą jak mała dziewczynka na co wybuchnął śmiechem. – Dobra, idź już. – klepnęłam go żartobliwie w ramię. Pobiegł w stronę furtki, jeszcze raz odwracając się i machając mi.

Kurde. Ten chłopak sprawił, że się uśmiechnęłam, chociaż naprawdę nie miałam powodów. Westchnęłam i przekręciłam klucz, jednocześnie otwierając drzwi. Zdejmując buty, usłyszałam dzwonek do drzwi.

-Ja pier…- nie dokończyłam, bojąc się, że to rodzice. Otworzyłam i zauważyłam Emily. Była rozpogodzona, uśmiechnięta od ucha do ucha.

-Idziemy – wzięła moją kurtkę z wieszaka i wyszła, nie obracając się.

- Halo? – stanęłam zdziwiona. Ona odwróciła się, głęboko wzdychając. – Może zapytałabyś mnie o zdanie? – potrząsnęłam głową, a Emily zachichotała.

-Znam cię zbyt dobrze, żeby cię pytać o zdanie. Wiem, że się nie zgodzisz.- skrzyżowała ręce na piersi- Chodź! – Znowu poszła przed siebie. Miała rację. Normalnie nigdzie bym z nią nie wyszła, ale sytuacja i kłótnia w szkole sprawiły, że chciałam jedynie aby wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia poszły w niepamięć. Gdy założyłam buty, delikatnie zatrzasnęłam drzwi , zamykając je na klucz, a następnie pobiegłam w stronę mojej przyjaciółki. Kiedy już byłam u jej boku, ona zapytała mnie z powagą w głosie :

- Nie odebrałaś ode mnie 10 razy. Wytłumaczysz się? – przygryzłam wargę i poczęłam drżeć od środka na samą myśl o tym , że mogę opowiedzieć jej o tym co się dziś stało.

- Spotkałam Da-Dave’a – pierwsze łzy poleciały na moją białą bluzkę, a ja szybko je otarłam.

-O Boże… - Emily zasłoniła usta ręką i przytuliła mnie, nie mogąc uwierzyć w to co mówię. Gdy wypuściła mnie z objęć wypowiedziała zdanie, które widocznie przyniosło jej wiele smutku – Czy on…

-Nie! – przerwałam jej, zaprzeczając najprędzej jak mogłam. – To znaczy prawie… - zobaczyłam jak ma zamiar wybuchnąć więc rzekłam - Justin mnie uratował…

-Kto? – przechyliła głowę z wyrazem twarzy sugerującym,  że nie wie o co mi chodzi.

- To ten chłopak, który grał na gitarze przed teatrem – uśmiechnęłam się na samą myśl o nim.

- Wow. Bohater się znalazł. – sarkastycznie zaczęła bić brawo.

- Dla ciebie byłoby oczywiście lepiej gdyby ten idiota mnie zgwałcił, prawda? – oburzyłam się i wcale nie miałam zamiaru tego kryć.

-Przestań Olivia. Nie odwracaj kota ogonem. Mówię ci tylko, że sama nie wiesz kim jest. Co normalny nastolatek robiłby na ulicy? Musiał coś spieprzyć w życiu. Inaczej chodziłby do szkoły tak jak my. – Nie chciałam wierzyć, że to powiedziała. Przecież nie byłaby w stanie rzec czegoś tak okrutnego.  Z oczu popłynęły mi łzy. Natychmiast wytarłam je rękawem kurtki, a Emily zauważając to przygryzła górną wargę i odwróciła głowę w drugą stronę. Stałyśmy w takiej ciszy przez minutę, aż nie zareagowała.

-Okej, przepraszam.

 

JUSTIN’S POV

Idąc zadowolony przed siebie, wyciągnąłem z kieszeni ostatniego papierosa jakiego dostałem od Jack’a. Odpaliłem go i zaciągnąłem się. Zdałem sobie sprawę, że ta dziewczyna była powodem uśmiechu na mojej twarzy. Znałem ją tylko parę godzin, ale już byłem jej niesamowicie wdzięczny za wszystko co w tym dniu dla mnie zrobiła. Nagle poczułem jak papieros zostaje wytrącony z mojej dłoni. Zakrztusiłem się i schyliłem się po niego, a następnie spojrzałem w górę.

- „ Kur**” – pomyślałem w pierwszej chwili. Stał przede mną gość, od którego trzy miesiące temu pożyczyłem prawie 300 dolarów . Nawet nie wiedziałem jak ma na imię, ale on chyba znał mnie dosyć dobrze skoro powiedział:

- Bieber! – uśmiechnął się łobuzersko i złożył ręce.

-Czego chcesz? – stanąłem naprzeciw i pokazałem mu, że nie boję się jego dziecinnych zagrań.

-Co tam u ciebie bracie? – wyciągnął butelkę piwa i zaczął pić.

- Gadaj. Po cholerę tu przychodzisz? Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Śledzisz mnie? – zaśmiałem się znowu pociągając papierosa, a potem wypuściłem dym z moich ust.

- Chyba wiesz gnoju. – złapał mnie pod gardłem i przytrzymywał tak długo, aż nie zacząłem się dusić.

-O-oddam ci wszystko. T-tylko mnie p-puść – mówiłem, krztusząc się.  Wypuścił moją szyję z ucisku i odszedł. Wcale nie byłem przestraszony. Wiedział, że nie mam nic, więc nie muszę mu niczego zwracać. Jednak po chwili odwrócił się i podbiegł do mnie. Westchnąłem a on szepnął, pochylając się nade mną :

- W szpitalu zapewne powiedziano ci, że twoja matka popełniła samobójstwo? – na myśl o mamie zacisnąłem pięści i szczękę. - A jednak historia była nieco inna Bieber…. – poczułem jak serce staje mi w miejscu. – Uważaj, bo ty możesz być następny. – rzucił we mnie pustą, szklaną butelką po piwie i odszedł.

4 komentarze:

  1. ooooooo robi sie ciekawie!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam pytanie :)
    piszesz to cama czy tłumaczycz?
    bo to jest świetne i czekam na kolejny rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisze sama:) bardzo dziekuje! To naprawde cudowne slyszec takie slowa:)

      Usuń