XXVI


OLIVIA’S POV

 

- Olivia! Otwieraj te drzwi! – krzyczała mama z przerażeniem w głosie. Jednak ja miałam ją gdzieś. Mogła się o mnie martwić, bo i tak nic już nie miało sensu. Pocałowałam Chaz’a, zdradzając jednocześnie Justina. Miałam siebie dość. Chciałam ze sobą skończyć. Nie jadłam, nie piłam i nie wychodziłam z zamkniętego na klucz pokoju przez tydzień. Moja rodzina była na skraju wyczerpania. Mama całymi dniami stała pod drzwiami, aż nie usłyszała że żyję. Tak bałam się, że mojego chłopaka ktoś znowu skrzywdzi, a potem sama to zrobiłam.  To przez ten tydzień zdążyłam zacząć pić alkohol i palić. Wisiało mi moje życie i zdrowie.

- Olivia! Odezwij się do cholery! Przyniosłam ci jedzenie! – wrzeszczała zaszlochana mama, a ojciec starał się ją pocieszać. Jednak ona wciąż łkała. Normalnie byłoby mi jej żal, ale teraz  marzyłam jedynie o tym aby dała mi spokój.  Ponownie sięgnęłam po papierosa i zaciągnęłam się, czując jak wszystkie problemy odpływają razem z dymem. Trzymając go w ręku, podniosłam telefon leżący obok mnie i zadzwoniłam do Emily.

- Olivia! – zawołała radośnie. – Nie odbierałaś przez sześć dni! Co się stało? Czemu nie chodzisz do szkoły?! – pytała natarczywie. Olałam jej pytania i powiedziałam tylko:

- Przyjdź do mnie. Wejdź przez balkon.- nacisnęłam czerwoną słuchawkę i odpaliłam drugiego papierosa. Potem zaczerpnęłam świeżego powietrza, wyglądając przez okno.

 

JUSTIN’S POV

Usłyszałem pukanie do drzwi  od łazienki. Podniosłem głowę znad wanny, nad którą przed chwilą myłem włosy. Szybko osuszyłem je ręcznikiem i podszedłem aby przekręcić zamek. Zobaczyłem Scootera.

- Musimy pogadać. – rzekł srogim tonem. Ja tylko narzuciłem na siebie jakiś t-shirt i poszedłem za nim. Siadając wygodnie na kanapie, wciąż utrzymywałem smutny, a jednocześnie wściekły wyraz twarzy.

 -Powiesz mi w końcu co się dzieje? – zapytał, usadawiając się naprzeciwko mnie.Oblizałem usta i przyjąłem jeszcze bardziej wściekłą minę. Poczułem jak w oku pojawiają się łzy. Zaczęło napływać ich coraz więcej, aż w końcu spłynęły mi po policzku. Głupio mi było, więc szybko je otarłem pokazując, że nie jestem słaby.

- Nic. – odparłem, zaciskając zęby. Ten tylko westchnął ciężko.

-Nie rób ze mnie idioty, okej? – położył łokcie na kolanach, i potrząsnął głową. – Wszystkie teksty, które napisałeś są o jakiejś cholernej, smutnej miłości! – wykrzyknął, a ja zacząłem głośno oddychać. Potem przełknąłem ślinę i w końcu wydusiłem z siebie to co mnie gryzie.

- Tęsknię za nią… - zamknąłem oczy – tęsknię za Olivią. – mruknąłem, patrząc na zdziwionego Scootera. Przejechał dłonią po włosach i odparł:

- To twoja dziewczyna, nie? – spytał. Pokiwałem powolnie głową i przygryzłem wargi.  Wtedy ocknąłem się i spojrzałem na telefon. Dzwonił do mnie nieznany numer. Przeprosiłem Scootera i odchodząc nieco dalej, odebrałem.

-Halo? – powiedziałem, niemalże szepcząc.

- Justin, proszę porozmawiaj z Olivią! – krzyczał znany mi głos.

- Kto mówi? – spytałem nieco naiwnie.

-To ja. Emily. – w jednej chwili zacząłem się zastanawiać skąd miała mój numer. – Chociaż z nią porozmawiaj! Błagam! – mówiła błagalnym tonem. – Ona jest w łazience. Wymiotuje. W jej pokoju jest pełno papierosów i butelek po piwie. Jej mama mówi, że nie wychodzi stąd od tygodnia, że nie je i nie pije! – moje serce jakby ukuła gruba igła na te słowa. Łzy, które wcześniej kurczowo zatrzymywałem, teraz płynęły strumieniami. Zalewały moją bluzkę, spodnie i twarz.

- „ To przez ciebie się tak wykończyła, pieprzony idioto! „ – myślałem. Natychmiast rzuciłem Iphona i podbiegłem do szafy. Wyjmowałem z niej wszystkie moje rzeczy, a potem wrzuciłem je do walizki. 

- Co ty robisz!? – wrzasnął nagle Scooter. Nawet nie odwróciłem głowy, gdy zacząłem mu tłumaczyć.

-Wyjeżdżam. – ten popatrzył na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

- Jak to do cholery wyjeżdżasz?! – krzyknął, a ja zamknąłem bagaż i wstałem, patrząc mu prosto w oczy.

-Mam ważniejsze sprawy niż twoja je*ana  płyta. – odparłem i wyszedłem, zatrzaskując za sobą drzwi.

 

*40 minut później*

Będąc już na lotnisku, przeszukałem portfel. Scooter na szczęście dał mi jakąś kasę na czas pobytu w Atlancie. To było oszustwo, bo nie miałem tego wydawać na ucieczkę, a na takie rzeczy jak jedzenie czy ubrania. Ale musiałem to zrobić.

-„Kiedy coś dzieje się Olivii, to tak jakby działo się mi” – myślałem, podchodząc do kasy.

-Dzień dobry – przywitała mnie z uśmiechem na twarzy jakaś kobieta. Skinąłem głową i od razu wyjąłem pieniądze.

- Ja do Kanady. – spojrzała na mnie poważniej i napisała coś na komputerze. – Kiedy najbliższy lot? – spytałem nerwowo, wciąż przygryzając wargi.

-A czy rezerwował pan wcześniej… - miała dokończyć, kiedy agresywnie jej przerwałem:

-To nagła sprawa! Chodzi o zdrowie mojej dziewczyny, okej?! – wrzasnąłem, a ta odpowiedziała potulnie na moje poprzednie pytanie.

- Za godzinę. – rozszerzyła kąciki  ust, pokazując zęby. Przełknąłem ślinę i zapłaciłem, kiedy ta podała mi cenę biletu.

- Dzięki- odparłem i razem z walizką poszedłem oczekiwać samolotu.

 

EMILY’S POV

Stałam pochylona nad leżącą na łóżku Olivią. Wyglądała okropnie. Miała czerwone oczy, całe we łzach. Tusz spływał po jej policzkach i bluzce. Była wycieńczona, a ja sama nie wiedziałam czym.

- Olivia.. posłuchaj – zaczęłam i przykucnęłam obok niej. – Możesz mi powiedzieć co się stało? – pogłaskałam ją delikatnie po włosach – na pewno coś da się zrobić. – rozpromieniłam się, aby rozluźnić atmosferę, jednak ona tylko zaczęła łkać. Przygryzła wargi i odwróciła wzrok w moją stronę.

-Chcesz wiedzieć co się stało?! –spytała z agresją w głosie.  Pokiwałam głową. – No to proszę. Pocałowałam kolegę Justina, Chaz’a. – nerwowo się uśmiechnęła. – Zadowolona?! – wrzasnęła, a ja zaczerpnęłam powietrza i przełknęłam ślinę.

- Justin ci wybaczy… - powiedziałam naiwnie. Ta tylko sarkastycznie wybuchła śmiechem. – On tylko… - miałam dokończyć, kiedy usłyszałam wibrację w telefonie. Podniosłam go i odebrałam od nieznanego numeru.

- Halo? – powiedziałam, wychodząc do łazienki.

- To ja, Justin.- oblizałam usta i oparłam się o umywalkę. – Mam lot za pół godziny. O 15-ej powinienem być. Zostań do tego czasu z Olivą. – nim zdążyłam się odezwać, on to zrobił. – Proszę. To dla mnie ważne, okej? – westchnęłam i pokiwałam głową sama do siebie.

-Okej. – odpowiedziałam.

- Dzięki. Hej.- nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wróciłam do jej pokoju, patrząc na to jak ociera łzy rękawem swojej bluzy.

4 komentarze: